1 Września 1939 roku… II Wojna; czas śmierci.

Pamiętam opowieści dziadka Franciszka (ojczyma mojego Ojca, prawdziwy ojciec zginął na minie, na polu przy swoim domu, w 1945 roku), o tym jak podczas kampanii wrześniowej będąc w Armii Poznań przebijał się w Bitwie nad Bzurą do Warszawy.
Jedno mnie ujęło – nie opowiadał tak jak by chciało się to widzieć obserwując bitwy filmowe…

Mówił: to było straszne i niewyobrażalne, świst kul, terkot broni maszynowej, wybuchy, dźwięki silników samolotów i czołgów, dookoła wrzawa, chaos, i przede wszystkim śmierć…
Nie rozumiałem wtedy, dlaczego dziadek docierając do rodzinnego domu spalił mundur w piecu, – ponieważ nie udało się mu przebić do Warszawy.
Żałowałem czapki, orzełka, i ukrytej gdzieś broni.
Dopytywałem się o miejsce. Ale nie otrzymałem odpowiedzi. Jak to mały chłopiec już widziałem siebie z wykopanym karabinem, gromiącego „szwabów”. Tak to było. Taka indoktrynacja, takie programy w dwóch programach TV w latach siedemdziesiątych, takie filmy.
Każdy kraj indoktrynuje – mówiąc ładniej: naucza po swojemu, w myśl swojej doktryny, swoje prawdy. Jedne są bliżej rzeczywistości inne dalej.
Czytam książkę „Szkoła Janczarów” Twardeckiego. Znajdę chwilę gdzie szerzej opiszę odczucia, i przemyślenia związane z tą pozycją. W tej chwili jednak skoncentruję się na tym jaka wersją wydarzeń karmiony był mały chłopiec z Koblencji, adoptowany przez niemiecką rodzinę, która otoczyła go miłością, chociaż nie był ich synem, nie był nawet ich rodakiem…
A więc powszechnie uważano że Polacy, myją się raz w roku, śpią tylko na piecach, są dzicy, a Iwany to prawdziwe zwierzęta (ruscy). Słowianie nie mają też zamiłowania do prawdy i honoru, a ziemie utracone, są tylko pod czasowym zarządem.
Czyste, wypastowane buty rosyjskich żołnierzy wprowadzały w szok. Znajomość (perfekcyjna) języka niemieckiego dla takiego wychowywanego na „hitlerowskiej propagandzie” (powojennej), była nie do wyobrażenia, a umycie się w prawdziwej wodzie, prawdziwym mydłem było kresem rzeczy niemożliwych. Tak bardzo, że aż szukał na mydle niemieckich znaków, etykietek…
W książce jest doskonale opisane spojrzenie jakie w naturalny sposób było budowane w tym młodym człowieku.
Pokazuje jedno: jak łatwo jest zmanipulować każdego, kogokolwiek, nawet tak naprawdę tego, którego obraz jest manipulowany.
Dlatego bądźmy czujni.
Co prawda w tym przypadku, nie my manipulowaliśmy. CO prawda: teraz robi się odwrotne rzeczy: manipuluje się młodym pokoleniem, aby uznało w końcu swoją bez małą winę. Może za niedługo będzie się mówiło że to jednak wina Polski – po co upierali się z tym Gdańskiem i korytarzem – i przecież strzelali do przejeżdżających pociągów tranzytowych…
Może i takiej manipulacji doczekamy? Któż to wie…
A więc bądźmy czujni i stawiajmy opór – nie wierzmy wszystkiemu.
Wtedy będąc na spotkaniach ZBOWIDU, z dziadkiem przysłuchiwałem się relacjom wojennym i fantazjowałem, jak dziecko to czyni często. Dziecku wydaje się że jest niezwyciężone, że zawsze przeżyje, dlatego jest tka dobrym celem do indoktrynacji.
Ci ludzie jednak których słuchałem jakoś nie byli weseli, jak już wspominali, to robili to z takimi dziwnymi minami – może nie wszyscy, byli jednak tacy, którym na samo wspomnienie tamtego czasu, mrocznego i krwawego, „pory burz” – stawały łzy w oczach.
Oni nie chcieli tego przeżyć.
Oni musieli to przeżywać…

Piotr Szelągowski

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.