A JEDNAK HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY – RÓWNIEŻ W POLITYCE…

Tekst przesłany już we wrześniu tego roku. Zaginął mi jednak w gąszczu ostatnich działań przedwyborczych.
Szczęśliwie odnalazłem i prezentuję. Warto przeczytać:
Banderyzm(2) (zdjęcie i montaż Autora tekstu).

Od wielu lat kolejne rządy oraz politycy od prawa do lewa próbowali utwierdzać nas w przekonaniu, że historia już się nie tworzy, że jej koło przestało się obracać. Wmawiano nam, że żyjemy we wspaniałych i pokojowych czasach, gdzie każdy kocha każdego. Mówiono, że nie grozi nam już żadne niebezpieczeństwo, a w imię tego można doprowadzić do sytuacji w której armia narodowa po przeprowadzonej ?modernizacji? znaczy tyle, co grupa harcerzy. Życie jednak brutalnie zweryfikowało te poglądy pokazując wszystkim w ostatnim okresie, iż nie ma takich czasów i takich cywilizacji, które wolne byłyby od wojen i konfliktów.
Do przemyśleń nad tematem związków historii z polityką skłoniła mnie oczywiście całość wydarzeń na Ukrainie.

Pytanie czy można było przewidzieć to wszystko, co wydarzyło się tam w ciągu ostatniego ponad półrocza wydaje się być tyleż śmieszne, co przerażające. Ależ oczywiście ? do tego jednak trzeba było odrobiny zdrowego rozsądku, szczypty przewidywalności i sporej dawki znajomości historii. Historia bowiem ma to do siebie, że lubi się powtarzać. Na tę powtarzalność wpływu nie mają ani hipnotyczne zapewnienia kolejnych rządzących o spokojnych czasach, ani przynależność do kolejnych unii i paktów. Historia poza powtarzalnością ma jeszcze jeden stały element ? szczególnie mocno doświadcza tych, którzy nie wyciągają odpowiednich wniosków ze swej przeszłości i nie zauważają pewnych analogii w czasach sobie współczesnych.

Historia Ukrainy, choć w sumie bardzo niedługa ? przez samych Ukraińców tworzona w oparach niedomówień, przekłamań lub po prostu kłamstw powielanych z premedytacją, stała się tak naprawdę wstępem do tego, co ostatnio się w tym kraju wydarzało. Zacznijmy jednak od początku? Kiedy u progu lat 90-tych Ukraina uzyskała niepodległość, w granicach tego państwa znalazła się olbrzymia liczba obywateli innych narodowości niż ukraińska. Wśród nich Rosjanie, stanowiący największy odsetek. Nie powinno to dziwić nawet nikogo, bo granice Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej wyznaczano dość swobodnie i nie przywiązywano zbytnio uwagi do tego, czy znajdują się w niej wyłącznie Ukraińcy, czy też inne narody. Żaden z kolejnych władców ZSRR (z Nikitą Siergiejewiczem na czele) nie przewidywał przecież, że państwo to okaże się tak szybko kolosem na glinianych nogach, który rozsypie się jak domek z kart. A jednak ? stało się?
Rozpad ten, choć przyjęty przez większość Świata z zadowoleniem (choć i zaskoczeniem), spowodował spadek czujności, a w konsekwencji iluzoryczne przeświadczenie o końcu jakiegokolwiek zagrożenia militarnego. Dla co mądrzejszych jednak, państwo ukraińskie od początku powinno jawić się jako ogniwo zapalne całej tej nowej ?układanki?. Szczególnie zaniepokojenie budzić powinien fakt, że w kraju tym, którego krótkie karty historii pokryte są w większej części krwią i bólem sąsiadujących z nimi narodów, zaczęto wychwalać ?autorów? tych czarnych kart. Przy tym równolegle permanentnie wprowadzano Ukraińców/mieszkańców Ukrainy (głównie ze wschodu) w stan hipnozy, pozwalający im uwierzyć w to, że obecnie, posiadając już własne państwo, wszyscy jego obywatele są szczęśliwi i o niczym innym nie marzyli przez całe swoje życie, jak tylko właśnie o zamieszkaniu na wolnej Ukrainie. Problem jednak w tym, że w powyższe twierdzenia najmocniej uwierzyli ci, którzy sami byli ich autorami (Ukraińcy z zachodu).
Dziś to właśnie ci Ukraińcy z zachodu przeklinają swoich ?rodaków? ze wschodu irytując się, że najpierw korzystali oni z dobrodziejstw jakie dawało im państwo ukraińskie ? pobierali emerytury, korzystali ze świadczeń socjalnych, z opieki zdrowotnej, szkolnictwa etc. (choć ogólnie rzecz biorąc trzeba stwierdzić, że ?rarytasów? w żadnej z powyższych sfer nigdy nie było), a dziś z bronią występują przeciw temu państwu. Do złudzenia przypomina to sytuację, w której obywatele II RP narodowości ukraińskiej korzystając z dobrodziejstw jakie dawała im Polska (a tych mieli dość sporo), ostatecznie wystąpili przeciw temu państwu i zaczęli mordować współobywateli, a zarazem swoich sąsiadów ? Polaków, Czechów, Żydów i innych. Nierozliczona przeszłość i gloryfikowanie zbrodni prędzej czy później musiało skończyć się w ten a nie inny sposób. Kto bowiem buduje fundamenty państwa oparte na kłamstwie i pustych frazesach musi liczyć się z takim końcem (tylko w swojej głupocie: czy się z tym liczył?).

Przewrót pałacowy jakiego byliśmy świadkami, określany szumnie kolejną pomarańczową rewolucją lub po prostu majdanem (od miejsca początku zamieszek) stanowił preludium do załamania się całej tej tworzonej przez lata iluzji. Zmiana rządzących (tylko personalna ? nie mylić ze zmianą systemu rządów, demokratyzacją czy czymkolwiek w tym stylu) oraz dojście do władzy ludzi hołdujących zbrodniarzom przelało czarę goryczy mieszkańców wschodniej Ukrainy wśród których ? o czym wspomniałem ? dominują Rosjanie. Należy jednocześnie pamiętać, że mieszkańcy wschodu i południa Ukrainy nigdy nie identyfikowali się z zachidniakami (tak potocznie nazywa się mieszkańców zachodniej Ukrainy) podkreślając, że potomkowie tych pierwszych w latach II wojny światowej byli kolaborantami i zbrodniarzami.
Obserwując walki na wschodzie Ukrainy, słyszymy o terrorystach i separatystach prorosyjskich z jednej strony i dzielnej armii ukraińskiej broniącej swojego państwa z drugiej. Nikt jednak nie zauważa bądź nie chce zauważyć, że tych rzekomych terrorystów wspiera czynnie większość mieszkańców regionu. Pojęcie terroryzmu mówi, że terrorystą jest człowiek terroryzujący, a więc zastraszający innych. Tymczasem trudno wśród, tak pozostających na terenach niekontrolowanych przez Ukraińców jak i wśród osób ewakuowanych przez Ukraińców znaleźć takich, którzy źle by mówili o walczących w regionie objętym walkami bojownikach, względnie sławili imię dzielnej armii ukraińskiej, która przynosi im ponoć upragnioną wolność. Wprost przeciwnie ? miejscowa ludność wyraża wdzięczność bojownikom i pomstuje władzom Ukrainy.

Jaka zatem będzie przyszłość tej Ukrainy? To bardzo trudne pytanie. Przede wszystkim ? to dla optymistów, którzy wierzą, że przejęcie na Ukrainie rządów przez skrajnych nacjonalistów sprawę załatwi ? mam złe wieści. Spokoju w tym regionie nie będzie z pewnością i to bardzo długo. Bez względu na ostatnie deklaracje Kijowa, bez względu na podpisywane dokumenty, region ten nie będzie wolny od przemocy ? co więcej ? będzie on zarzewiem przyszłego konfliktu. Jeśli nawet Ukraina utrzyma wschodnie obwody w swoich granicach (pomijając nawet na jakich zasadach to nastąpi), mieszkańcy Donbasu nadal będą dążyć do ostatecznego zerwania jakichkolwiek związków z Kijowem w imię finalnego oderwania się od Ukrainy. Wynikać to będzie z tego, że nie pogodzą się oni z podległością władzom, które tworzyć będą gloryfikatorzy osób i organizacji odpowiedzialnych za zbrodnie tak z okresu II wojny, jak i te ostatnie. Jeśli z kolei Ukraina utraci te ziemie na rzecz czy to Rosji, czy też powstałego jednak w tym miejscu nowego państwa, nacjonalistyczne władze z Kijowa będą usilnie dążyły do ich odzyskania/pozyskania w imię ?ostatecznego oswobodzenia etnicznych ziem Ukrainy?, co nie będzie możliwe bez uprzedniego wywołania konfliktu zbrojnego. Tak czy siak zatem ? spokoju w tym regionie nie będzie jeszcze bardzo, bardzo długo.

Jaka powinna być w tym wszystkim rola i udział Polski? Przede wszystkim nauczeni doświadczeniami, powinniśmy z dużą dozą ostrożności (a już z pewnością nie z obecnym huraoptymizmem) podchodzić do nowych władz Ukrainy. Za wszelką cenę chcą one uchodzić za proeuropejskich demokratów, w rzeczywistości jednak, w swych programach, odwołują się one do pamięci zbrodniarzy wojennych spod znaku OUN-UPA, hołdując im tym samym. Coraz więcej wpływu na politykę Ukrainy mają osoby jawnie uznające się za wrogów Polski i Polaków. Nie trzeba chyba w takiej sytuacji posiadać wielkich umiejętności wróżbiarskich, aby przewidzieć co takie rządy mogą przynieść. Raz już zresztą mieliśmy niestety okazję zobaczyć przedsmak tej Ukrainy, co dla olbrzymich dziesiątków tysięcy Polaków było ostatnim obrazem, jaki ujrzeli w swoim życiu. Poza tym angażowanie się tak mocno po jednej stronie w obecny konflikt (oraz przyszłe, z niego wynikające) wcale nam dobrze nie wróży ? swojego położenia w sąsiedztwie Rosji i naszych relacji gospodarczych z tym krajem nie zmienimy. Ani ewentualne zakupy amerykańskie z zakresu niektórych artykułów rolnych (najwięcej mowy było o jabłkach) u nas, ani odszkodowania z Unii nie zrównoważą w długiej perspektywie czasu strat, jakie ponosimy i ponosić będziemy jeszcze długo. A wszystko to w imię czego? No właśnie ? sam już nie mogę dojść. Może, gdybyśmy ? jak każdy normalny adwokat ? za swoje ?wsparcie? (pomijam już teraz sprzeczność tego wsparcia z interesami Polski) zażądali określonych profitów (w tym wypadku co najmniej odkłamania historii Ukrainy, a przede wszystkim potępienia ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów w latach II wojny światowej), trochę można byłoby to zrozumieć. A tak ? chyba nikt trzeźwo myślący nie rozumie i pewnie nie zrozumie, jak można było położyć tak wiele na tak chwiejną szalę.
Przecież paradoksalnie, to podległa Rosji gospodarczo i politycznie Ukraina była dla nas bezpieczniejsza, bo silniejsi w niej przeciwnicy nacjonalistów i neobanderowców skutecznie hamowali wszelkie zapędy tej grupy. Dziś Ukraina to jedna wielka niewiadoma w którą tylko głupiec inwestowałby swój cały kapitał. Rządzący Polską obecnie nie przypominają mi jednak ani wytrawnych graczy giełdowych, ani tym bardziej przewidujących polityków (ostatnio dla coraz większej liczby osób są w ogóle podobni zupełnie do nikogo). Nikt zatem o zdrowych zmysłach nie może podpisywać się pod ich działaniami. Dla normalnego człowieka są one nie tylko niezrozumiałe, ale wręcz kłócą się z szeroko pojętym interesem naszej Ojczyzny, że o zdrowym rozsądku nie wspomnę.

Na zakończenie, żeby nie być uznanym za skrajnego pesymistę (nigdy takim nie byłem i nie będę), wskażę trzy pozytywne aspekty całości wydarzeń ostatnich miesięcy. Przede wszystkim jest nim fakt, że wreszcie w Warszawie zauważono, iż wymieniona na wstępie armia harcerzyków w jaką chciano przerobić Wojsko Polskie, nie będzie w stanie obronić w żaden sposób suwerenności państwa. Redukowane do granic możliwości pod pozorem tzw. restrukturyzacji wojsko w którym na dodatek zlikwidowano większość działających systemów nie tworząc w to miejsce zupełnie nic, nie stanowi siły mogącej stawiać jakikolwiek opór przeciw potencjalnym wrogom. Szczęśliwie, powoli właściwi decydenci zaczynają dostrzegać problem, zastanawiając się przy tym jak sytuację poprawić. Po drugie, ostatnie wydarzenia na Ukrainie i bezmyślne popieranie kół nacjonalistycznych i neonazistowskich przez władze polskie pokazały, że wśród wielu Polaków nie ma zgody na takie działania (czego dowodem również niniejszy skromny artykuł). Czara goryczy wynikająca z prowadzonej w Polsce polityki zakłamania i hipokryzji przelała się. No i po trzecie ? okazało się także, że historia nie tylko nie przestała wcale się tworzyć, ale że jej koło zatacza właśnie na naszych oczach kolejny krąg. Cóż ? jednak historia kołem się toczy i nie omija to także sfery polityki bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. Tylko czy aby wszyscy mają tego świadomość?
Adamos1939

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

3 myśli w temacie “A JEDNAK HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY – RÓWNIEŻ W POLITYCE…”

  1. Każdy kij ma dwa końce. Przypomnij sobie, jak radośnie Litwini, Białorusini czy Ukraińcy witali w 1941 roku Niemców uderzających na Związek Sowiecki. Dlaczego? Bo Niemcy należą do naszego kręgu kulturowego, mimo że to Germanie, a nie Słowianie. A ileż to próbował dziadzia Stalin wmówić narodom przez niego okupowanym, że „my bracia Słowianie”. Panslavizm to kłamstwo i zło! Bolszewicy nie wywodzą się od Słowian. Oni spadli z jakiejś innej planety, gdzie zamordowaniem własnej matki czy żony należy się chwalić. To zbrodniarze i mordercy. I ci „separatyści” nie walczą wcale dla dobra tej ludności, która zamieszkuje wschodnią Ukrainę. Oni w to naiwnie wierzą – oni nie prostują, bo mają darmowe zaplecze – schron, żywność, możliwość zostawienia rannych, zwiadowców, szpiegów itp. Jest to dowodem na to, że komunistyczne władze ZSRS bardzo dobrze wykonały swoją robotę. Ci biedni zmanipulowani ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć. A potem mogą się pochwalić, jak to nawiązali stosunki z niedźwiedziem, jak ten zajączek z opowiastki.
    Zagłębie Donbasu to rudy, przemysł, infrastruktura, tania siła robocza – warto tego bronić z punktu widzenia Rosji. A ludność? Przywiezie się nową – „nasza strana szirakaja, mnogo w niej ludiej”

  2. Historyk, to taki prorok, który patrzy wstecz. Bo wszystkie zdarzenia tego świata już miały miejsce. Teraz się powtarzają, w różnych miejscach, w różnej kolejności i w różnej wielkości. I to właśnie powoduje, że są postrzegane jako nowe.

Możliwość komentowania jest wyłączona.