Adopcja – blaski i cienie…

Jak to jest? Szlachetny gest, a co potem? Udaje się utworzyć więź?
„Zrządzenie losu sprawiło, że Agnieszka adoptowała Olę. Krystyna sama zdecydowała, że zaopiekuje się maltretowanym chłopcem. Były spełnionymi matkami, miały odchowane dzieci, poukładane życie, ale zdecydowały, że jest w nim miejsce na jeszcze jedną miłość. Do dziecka odrzuconego, z bolesną przeszłością. Czy umiały je pokochać tak jak własne? I czy drugi raz zrobiłyby tak samo?”

I zaczyna się. Jednym się udaje innym nie. Specyfika? Trudność?

„Kawalerka na warszawskich Bielanach, najwyżej dwadzieścia metrów kwadratowych. Ciasna kuchnia, w rogu coś na kształt biurka. Do tego mikroskopijny pokój. Ola śpi razem z ciężko chorą babcią na wersalce.
[…]
Koleżanka radzi: „Na kartce wypisz za i przeciw. Bądź mądra”. Agnieszka: – Są sytuacje, gdy wybór jest zero-jedynkowy. Niektórzy bliscy próbowali zniechęcić: „Przecież to dziecko po traumie, nie wiesz, co z niego wyrośnie”. „Po co ci kłopot, będziesz użerać się w sądach, zabraknie ci pieniędzy. To nierozsądne!”…”

Decyzja… na tak.

„Agnieszka spotyka się z kuratorką. Słyszy: „Nie powinna pani teraz zabierać dziewczynki. Nawet jeśli śmierć babci będzie dla niej trudna, to lepiej, jeżeli zostanie do końca”. Ale miesiąc później telefon. Kuratorka: „Czy pani propozycja jest aktualna? Właśnie zmarła babcia Oli, najlepiej będzie jeszcze dzisiaj pojechać do sądu rodzinnego i złożyć wniosek o stworzenie rodzinny zastępczej”

Problemy – trywialne…

„Miesiąc po przeprowadzce Ola trafia do szpitala z silnymi bólami brzucha. Diagnoza: podrażnienie ścian żołądka. Prawdopodobnie na tle nerwowym. Pielęgniarka: „Ma pani ubezpieczenie dziecka?”. Agnieszka: „Przecież one leczone są za darmo”. Pielęgniarka: „Tak, ale wpisujemy je w ubezpieczenie rodziców. – To jutro o tym porozmawiamy”. Agnieszka wychodzi ze szpitala i pierwszy i jedyny raz myśli: „Boże, czy ja dam radę, skąd mam wziąć ubezpieczenie, skoro jestem bez pracy”. Ale już wieczorem wspólnie ze znajomymi zastanawia się, co zrobić.

– Byłam przekonana, że będę musiała zapłacić za pobyt Oli w szpitalu. Koleżanka podrzuca pomysł: „Mam kumpla, który może powiedzieć, że jest twoim konkubentem”. Dopiero przyjaciółka wysyła Agnieszce akt prawny, z którego jasno wynika, że służba zdrowia ma obowiązek leczyć dzieci. Bez względu na to, czy ich opiekunowie odprowadzają składki. Ulga. I radość – bo ludzie wokół pomagają. Agnieszka szuka dla Oli szkoły. Dziewczynka nie chce już chodzić do „tamtej”. Tamta to dawne życie, od którego zamierza się odciąć. W jednym z gimnazjów słyszą od dyrektora: „Olcia, poradzimy sobie, będzie super”. …”

Efekt?
„Normalność? – OK, mam dwa razy więcej wywiadówek i myślenia, jak ogarnąć sprawy moich córek. Ale też dwa razy więcej satysfakcji. No i po ludzku wiem, że zrobiłam coś dobrego. Na weselu siostrzenicy tłum ustawił się do mojej mamy:”Marysiu, jak ty wspaniale wychowałaś córkę”. Tak, czasem jeszcze Honorata w złości krzyczy: „Faworyzujesz ją!”. Ale dzięki Oli podciągnęła się w nauce. Dom jest głośny, kolorowy. Zwykle robiąc coś, co uchodzi za ryzykowne, nieznane, oczekujemy, że złych stron będzie co najmniej tyle, ile dobrych. A moje życie pokazuje, że to nie musi być zasadą. A może nie nazywam tragedią tego, co jest po prostu problemem do rozwiązania?”

Materiał z którego pochodzą cytaty ma drugą część, inny przykład adopcji, polecam całość: Będziesz moim dzieckiem

Decyzja o stworzeniu rodziny zastępczej nie jest prosta. Dobrze, że są osoby, które potrafią do niej dojrzeć…
TO jednak głębszy problem, chociażby aspekt mówiący o potrzebie tworzenia takiej rodziny, tym samym o istnieniu dzieci bez rodziny…

Refleksja?

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.