Agent Moskwy – cd…


Z maila od dr Andrzeja Zapałowskiego:

„Krzyż na w miejscu kaźni Polaków dokonanego przez UPA w Jaworniku Ruskim

18 września br. ks. Antoni Moskal z Borownicy poświecił w Jaworniku Ruskim krzyż, gdzie zamordowano 14 Polaków (prawdopodobnie żołnierzy WP).
Poniżej krzyża miejsce (palą się znicze) gdzie odkopano dwa miesiące temu szczątki zamordowanych.
andrzej-zapalowski
Studium przypadku- jak zostać ?agentem Moskwy? cz. XIV

Wczoraj uczestniczyłem w ?Dniu Sybiraka? i pogrzebie byłego dowódcy AK i WiN-u w Przemyślu. Zaskoczyło mnie, iż pojawił się Marek Kuchciński, bo przez ostatnie lata trochę zaniedbywał swój okręg wyborczy. Ma jednak jedynkę i po co się trudzić. Należy pamiętać, iż jednym z zadań dobrego wywiadu jest zdobywanie kontaktów operacyjnych w środowiskach osób wschodzących politycznie. I tu znowu padło na mnie. Co prawda czasami można przestrzelić ale tego się nie wie zazwyczaj z góry.

Z Markiem kontakt miałem jeszcze od końca lat 80-tych, kiedy prowadził tzw. Strych Kulturalny. Drukowałem nawet dla niego na sicie jakieś plakaty przed okrągłym stołem (sprzęt przywiozłem z Krakowa gdzie przez kilka lat drukowałem ulotki i gazetki). W tym czasie wżeniłem się w Przemyśl. Moja pierwsza ś.p. żona działała ze mną w niezależnym harcerstwie i NZS-ie. Wkrótce okazało się, iż przy remoncie naszego mieszkania w rodzinnej kamienicy przychodził i doradzał nam przyjaciel rodziny Zbigniew Kuchciński (ojciec Marka). Wtedy także dowiedziałem się od mojego teścia, ze jest on chrzestnym Marka Kuchcińskiego, a mieszkający poniżej mnie wujek Mietek jest także wujkiem tegoż Marka.

Tutaj chciałbym coś sprostować, co wsadzono w moje usta a mianowicie to ze ja przed laty rozpowiadałem, ze Marek jest Ukraińcem. Sprawa wyglądała następująco, a mianowicie jakieś 16 lat temu zaproszono mnie na spotkanie żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji AK na Akademii Obrony Narodowej. Tam wygłosiłem pogadankę o rosnącym nacjonalizmie ukraińskim w Polsce (wykład rozprzestrzenił się w sieci ale nie był przeze mnie autoryzowany. Tutaj jest przykładowy link: http://yelita.pl/artykuly/art/zapalowski. ). Swoja drogą można przeczytać co na ten temat mówiłem prawie dwie dekady temu. Na końcu wykładu autor dopisał krótki komentarz mówiący że Marek jest Ukraińcem, co nie było moimi słowami, ale poszło w świat. Do tego jeszcze doszła publikacja ks. abp. Ignacego Tokarczuka, gdzie zamieścił on wzmiankę mówiącą także to ze Marek prowadził wywiad z pewna osobą i mówił o sobie jako Ukraińcu. Prawda wyglądała inaczej. Mianowicie to Marek przeprowadzał wywiad z tą osobą dla gazety archidiecezji przemyskiej ?Rola Katolicka? i to ta osoba w ten sposób o mówiła sobie.

Nie chodzi mi tu o prostowanie tych kwestii ale o coś zupełnie innego. Mianowicie od początku lat 90-tych jak Marek związał się z Porozumieniem Centrum zaczął wykazywać coraz większy relatywizm co do zbrodni UPA na Polakach. Apogeum tego to bratanie się z synem Romana Szuchewycza, jednego z głównych reżyserów ludobójstwa na Polakach, który do dzisiaj publicznie mówi, ze jest dumny z ojca. Ja zawsze za te probanderowskie działania Marka jednoznacznie go krytykowałem. Mój teść i wujek nie mogli zrozumieć jego postawy. Ojciec Marka był przez lata prezesem Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-wschodnich w Przemyślu i zawsze podkreślał swą polskość. Stryj Marka, który był księdzem w Belgii zawsze w czasie swoich pobytów w Polsce odwiedzał kuzynostwo, czyli ciocię i wujka oraz był polskim patriotą. Praktycznie zawsze zapraszali mnie na rodzinne pogawędki, gdyż mieszkałem piętro wyżej. O tym co było dyskutowane nigdy nie mówiłem i nie będę, bo to sprawy rodzinne. Dlaczego o tym piszę? Mianowicie nie można tracić nadziei, że Marek w końcu się zreflektuje i zmieni postawę oraz odnajdzie w sobie odpowiedni pierwiastek. Jego ojciec chrzestny stracił tylko w Sokołowie koło Stryja kilkanaście osób z najbliższych krewnych, wymordowanych bestialsko przez UPA. A wujek Mietek (także wujek Marka) jako oficer WOP (dowódca specjalnego plutonu konnego) ?czyścił? Pogórze Przemyskie z oddziałów UPA. Czy Marek o tym wie, oczywiście bo odwiedzał wujostwo, a tam na ścianie zawsze wisiały pewne fotografie. Nie wiem czy te parę słów dotrze do niego, a jeżeli tak, to publikuje dodatkowo parę zdjęć żołnierza, który poświęcał życie za polski Przemyśl. Na refleksje Marku nigdy za późno!”

Może warto by było aby Pan Marek dokładnie przestudiował: Wołyń ? czas nieludzki?

Wcześniejszy mail z cyklu „Agent Moskwy”:

„Moje kilka zdań o polskiej okupacji Lwowa

Ukraińcy mają nas za okupantów!

http://supernowosci24.pl/ukraincy-maja-nas-za-okupantow/
oraz

Studium przypadku- jak zostać ?agentem Moskwy? cz. XIII

Pisałem o wschodniej i południowej Ukrainie i trochę o stolicy. Ale zasadniczo byłem szkolony do przeprowadzania operacji na Podolu, Pokuciu, Bukowinie, Zakarpaciu i Ziemi Lwowskiej. Z tych rejonów mam mnóstwo wspomnień, gdyż tam operowałem nader często. Większej ilości zdjęć przedstawiających ze mną polskich działaczy publikował nie będę, bo tam czas niespokojny i część elit tego regonu nadal jest w chorobie przenoszonej pokoleniami od czasu ludobójstwa na Wołyniu. Tym niemniej moja i moich kolegów zazwyczaj codzienna marszruta wyglądała następująco: wizyta u miejscowych Polaków, w miejscowej parafii i rozmowa z lokalnymi władzami. Pewnego razu sprawa się skomplikowała bo mi jako agentowi robiącemu w KPN przydzielono do wyjazdów dwóch posłów SLD. Jeden znany mi wcześniej, głownie medialnie jako autor ?Kolorowych jarmarków? Maryli Rodowicz, czyli Ryszard Ulicki a drugi (fe) współpracownik Jerzego Urabana, a mianowicie Piotr Gadzinowski. Oni patrzyli na mnie jak na inkwizytora a ja zaś na nich jak na dinozaury stalinizmu. Początkowo było bardzo oficjalnie. Do przełomu doszło podczas naszych wizyt na Podolu i Huculszczyźnie. I to nie za sprawą bardzo dobrego lokalnego bimberku ale w wyniku ich zaangażowania w walkę o interesy lokalnych parafii u ukraińskich władz. Rysiu, bo przeszliśmy na ty, myślałem że zajeździ miejscowego mera Kołomyi za trudności jakie piętrzy miejscowej parafii rzymskokatolickiej, a Piotrek także dodawał czadu. Myślałem, że to jednorazowy popis ale sytuacja się powtarzała. To doprowadziło do przełomu, już działaliśmy jak jedno komando, niczym lisowczycy w XVII wieku. Rysiek i Piotrek wiele mi opowiedzieli o sobie, bo wiele wieczorów spędziliśmy razem na Kresach. To co mi powiedzieli o sobie było tylko dla moich uszu, i tak pozostanie. Zresztą była kiedyś taka sytuacja, że Piotrkowi pomogłem w niezręcznej dla niego sytuacji. Po pewnym czasie podszedł do mnie i się spytał jak mi się odwdzięczyć. Odpowiedziałem mu, ze w jeden sposób. Mianowicie żeby nigdy o mnie nie pisał. Słowa dotrzymał. Pewnego razu po latach w Brukseli podczas ?Dnia Polskiego? zjawił się Piotrek. Ja stałem z posłami PiS-u, gdy mnie zobaczył radośnie się przywitał. Myślałem, ze koledzy będą odprawiali egzorcyzmy, a my poszliśmy na piwo. Zresztą wiedząc to co wiem o Piotrku nie mogę się nadziwić jego medialnemu antyklerykalizmowi. Ale z tego niech się sam rozliczy przed kim innym. Z kolei Rysiek ze dwa razy przejeżdżając, odwiedzał mnie w Przemyślu. Był autorem około 700 tekstów piosenek i grywał mojej rodzinie nowe utwory, komponowane głównie na festiwale dla polskich Cyganów. Niestety w tym roku zmarł. Tutaj należy zanaczyć, iż w większości naszych wyjazdów uczestniczyła kierowniczka sekretariatu Komisji ds. łączności z Polakami za Granicą Ela Smolarek. Powiem tylko tyle, że Polacy na wschodzie zawsze mogli na nią liczyć i pisze to z pełną odpowiedzialnością.

Nasze działania budziły zdziwienie miejscowych władz ukraińskich. Jakie my mamy ukryte cele? Po co aż tak się angażujemy? Pamiętam walkę Wspólnoty Polskiej i naszej Komisji o polskie szkoły w rejonie Mościsk i w Gródku Podolskim. Skończyły się one sukcesem. Jednakże najgorzej było ze Lwowem. Ściana to mało powiedziane, jeszcze do tego totalny cynizm i szyderstwo miejscowych władz. Rozmowy nic nie dawały. Zresztą trzeba pamiętać, iż Lwowem rządzili i rządzą nadal miłośnicy Bandery. To w tym grodzie przewodniczącym frakcji ?Swobody? był Jurij Michalczyszyn, który swego czasu przewodził stowarzyszeniu im. Gebelsa. O ile się nie mylę obecnie w ukraińskiej bezpiece odpowiada za czystość rasową. Zupełnie tragicznie wyglądała sprawa konsulatu strategicznego partnera Ukrainy, czyli Polski. Przez kilkanaście lat grano z Polską (głównie miasto Lwów) w durnia. Obiecywano i zaraz zmieniano zdanie. Zresztą nasz MSZ opanowany przez jedyną słuszna linię nie oponował, a czasami odnosiło się wrażenie, iż oczekiwał takich zachowań. Kilka razy rozmawiałem w konsulacie z konsulami. Większość zwracała mi uwagę na to, że budynek i jego zasoby nie są chronione w nocy. Zresztą prawdopodobnie brak było odpowiedniego operacyjnego rozpoznania części pracowników (obywateli Ukrainy) i nie wiadomo czy informacje przekazywane przez Polaków nie trafiały do ukraińskich władz. Kilka razy właśnie miejscowi Polacy sygnalizowali mi, że niektóre informację wyciekają. Nowy konsulat powstał dopiero w momencie gdy Ukraińcy nie mieli odpowiednich warunków do stania w kolejkach za wizami po wstąpieniu Polski do UE.

Szczytem żenującego traktowania Polski poszczyciły się władze Sambora. Po pisemnym potwierdzeniu spotkania, w środku tygodnia ogłosiły ?święto państwowe?. Zastaliśmy więc zamknięty ratusz. Pisze tak, bo przypominała mi się scena z filmu ?Seksmisja?. Zresztą taktyka władz poszczególnych miast na zachodniej Ukrainie była bardzo podobna. Obiecywali bardzo dużo licząc na to, że po pewnym czasie przyjedzie inny skład i wcisnął im to samo. I tak w kółko przez kilka dekad. Oczywiście na sprawy miejscowych Polaków zawsze brakowało pieniędzy, a jak my dekorowaliśmy, ze Polska coś sfinansuje to okazywało się ze procedury własnościowe i uzgodnienia są bardzo skomplikowane i wszystko zależy od Kijowa. W Kijowie z kolei nam zawsze mówili ze oni się na wszystko zgadzają i jak tylko władze lokalne o coś wystąpią to od razu dają zgodę. Najgorsze jest to, ze do dzisiaj wielu polityków w Polsce na ochotnika daje z siebie robić głupa.

Na temat zachodniej Ukrainy mógłbym pisać godzinami, ale te wyjazdy pozwoliły mi się uodpornić na cwaniactwo i pozbyć naiwności, co do słów i deklaracji zachodnio-ukraińskich polityków.”

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.