Antypolonizmy coraz silniejsze, ale to my jesteśmy nacjonalistami…

Wypowiedź Rafała Ziemkiewicza tłumaczy obecny stan zaangażowania się w walkę przeciw Polakom coraz to innych grup narodowościowych. W końcu przecież: „Największym złem jest nacjonalizm, ale tylko polski..”

Polecam więcej na ten temat w filmie już umieszczanym na naszej stronie, a zrealizowanym przy okazji spotkania w Kuklówce, w zrekonstruowanym dworku szlacheckim, w którym mieści się Muzeum Lwowa i Kresów, w dniu 24 września 2011 roku.

„…Polski nacjonalizm polega na upominaniu się o własne krzywdy…”
To jeszcze jedna wypowiedź, która szczególnie mi utkwiła. A więc jest tak, że inni mogą się upominać o krzywdy szczególnie wyrządzone przez Polaków, my nie…

W materiale z wp.pl pt. „Wandale i nacjonaliści niszczą polskie napisy” jest „odrobina” gorzkiej prawdy na ten temat. Na temat tego, jak walczy się z polskim nacjonalizmem, za granicą u sąsiadów.

„Lata starań, składania wniosków, biurokratycznych przepychanek. Później montaż, kilka dni radości i… czarna farba. Tak najczęściej wygląda historia tablic z nazwami miejscowości w języku polskim. Jednak niszczenie tych oznak polskości to nie tylko specjalność litewskich wandali, o czym donoszą polonijne media. Taki sam los spotyka wiele oznaczeń w Czechach. Jednak są też i sytuacje wyjątkowe. …”

A więc okazuje się, że to nie tylko my potrafimy malować swastyki na pomnikach czy też niszczyć tablice. Potrafią też inni.

cd…:
„Fakty są nieprzejednane – podobnie jak na Litwie, tak i na Zaolziu – w wielu miejscach, gdzie zawisły tablice w języku polskim – ich żywot był bardzo krótki. W ciągu kilku lub kilkunastu godzin polskie nazwy były zamalowywane. Do takich incydentów dochodziło na przykład w Gnojniku, Śmiłowicach czy Trzyńcu. Początkowo policja traktowała to, jako wybryki wandali, jednak w ostatnich miesiącach zarówno organy ścigania jak i lokalne władze otwarcie przyznają – trudno już mówić, że to tylko łobuzeria. Tablice są niszczone systematycznie i konsekwentnie. I nie chodzi tylko o drogowskazy, ale też i o inne przejawy polskości (np. szyldy organizacji polonijnych).

Czchów drażnią polskie nazwy?

– Większość Czechów neguje prawa Polaków do dwujęzyczności, bo uważa, że Polacy są nietutejsi, że są w gruncie rzeczy tylko potomkami robotników, którzy przybyli z Galicji. Przejawia się to również w pytaniach, dlaczego nie wracamy do Polski? – mówi prezes Kongresu Polaków w Republice Czeskiej, Józef Szymeczek. Czesi obawiają się też, że z podobnymi żądaniami wkrótce mogą wystąpić osiedli na Śląsku Cieszyńskim Romowie, Wietnamczycy czy Grecy. Dlatego nikogo nie dziwią wypowiedzi niektórych wójtów, że w ich gminach po prostu nie ma klimatu dla wprowadzania podwójnego nazewnictwa. – Wydaje się, że społeczeństwo czeskie nie dojrzało jeszcze w pełni do europejskości i należy się obawiać, że wprowadzanie standardów europejskich nie przysporzy popularności Polakom wśród Czechów, wręcz odwrotnie obudzić może histerię czeskiego społeczeństwa – obawia się prezes Kongresu Polaków.

W Czechach największe skupisko Polaków to Śląsk Cieszyński. Zaolzie (historycznie należące do Polski) znalazło się w granicach Czechosłowacji, a później Czech w wyniku decyzji politycznych. Dlatego zamieszkująca te tereny Polonia często jest bardziej „miejscowa” niż czeskie rodziny, które zostały tu przesiedlone po przejęciu Śląska Cieszyńskiego przez Czechosłowację. W czasach komunistycznej Czechosłowacji dwujęzyczność była wprowadzona ze względu na promowany w tamtych czasach internacjonalizm.

Dwujęzyczne napisy zaczęły pojawiać się na budynkach urzędów oraz sklepach. Gorzej było z używaniem języka polskiego. Przez kolejne lata następowała stopniowa jego marginalizacja. Ostatecznie stało się tak, że pod koniec lat 80-tych język polski dla Polaków na Zaolziu stał się jedynie językiem życia prywatnego. W pracy, w urzędach i sklepach czymś oczywistym było posługiwanie się językiem czeskim. Jeszcze gorzej było po 1989 roku, kiedy to stare tablice na sklepach i urzędach wymieniano na nowe – tym razem jednak już tylko w języku czeskim. Sytuacji tej nie sprzyjało też podzielenie pośród samych Polaków. Po 1989 roku na Zaolziu zaczęły powstawać kolejne organizacje polonijne, jednak ich rozdrobnienie spowodowało, że zabrakło jednego, silnego gracza, który byłby w stanie skutecznie wywierać wpływ lokalne władze.

Europejska odmiana

Trend zmienił się dopiero, gdy Czechy coraz poważniej przygotowywały się do wstąpienia do Unii Europejskiej. Tym samym zmuszone one były dostosowywać swoje prawo do ustawodawstwa unijnego, a więc między innymi przyjąć Europejską Kartę Języków Regionalnych lub Mniejszościowych. Zgodnie z zapisami dokumentu oraz nawiązujących do niej czeskich ustaw, pełny zakres dwujęzyczności (w tym także kompletne podwójne nazewnictwo) może być wprowadzone w tych gminach, gdzie żyje więcej niż 10% Polaków.
[…]
Wiele osób ma nadzieję, że przyjdzie czas, gdy taka otwartość jak w przypadku kolejowego inwestora, będzie czymś normalnym. – Standardy europejskie pokazały, że nie wszystkie stare spory zostały uleczone. Na odwrót. Wiele mogłaby tu zdziałać czesko-polska komisja historyków, taka jak ta, która działała przy ministerstwie edukacji. Ta jednak została zlikwidowana – ze smutkiem podsumowuje Józef Szymeczek.”

Cały ten niezwykle ciekawy materiał jest dostępny pod adresem:
Wandale i nacjonaliści niszczą polskie napisy

Autorem jest: Tomasz Dawid Jędruchów

Polecam

Piotrek

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

Jedna myśl w temacie “Antypolonizmy coraz silniejsze, ale to my jesteśmy nacjonalistami…”

  1. gdybyśmy mieli prawdziwie polskie władze, a nie tą żałosną ekipę „nocnej zmiany”, to by takich sytuacji nie było

Możliwość komentowania jest wyłączona.