Wczoraj z żonką się wybraliśmy.

Szczerze mówiąc trochę martwiłem się przede wszystkim o klimat – muzykę, niekoniecznie o fabułę.
Miło się rozczarowałem.

Fabuła – oceniam na: 4+.

Za to klimat i muzyka mimo że zupełnie inna, niż słynna, niepowtarzalna i niedościgniona Vangelisa – bardzo dobra i w… klimacie (oczywiście).
Mroczna, wstrząsająca, niepowtarzalna…

Wątek przygotowania do powstania oceniam fatalnie – rozumiem, że to taka marna zachęta do dalszego ciągu w stylu „mordownia”.
Oby ewentualni kontynuatorzy go nie podjęli – ponieważ wtedy cały urok (to słowo nie jest idealnym odzwierciedleniem tego, co się czuje oglądając ten film), Blade Runnera ulegnie spłaszczeniu, wręcz zniszczeniu.
Jego moc polega na dekadencji, na zniszczeniu nadziei, pokazaniu, że człowiek sam w sobie nic nie jest w stanie osiągnąć.
Szukanie Boga jest aż nadto wyraźne w przekazie.
Czy założonym czy nie to już inna sprawa.
Pytanie o duszę jest jakże istotne.
Odpowiedź też. Może oznaczać że w rzeczywistości owo pytanie jest zbędne.
Pójście w stronę rozważań filozoficznych, tak jak to miało miejsce w pierwszym Blade Runnerze jest sensem stricte tego przekazu.
Słynny monolog Roy-Betty na dachu wieżowca tuż przed śmiercią i to co za nim stoi.
Czym jest człowieczeństwo?
Ilu spośród ludzi nie zasługuje na to określenie?
Ile spośród maszyn (w tej wizji SF świata po Zagładzie) – spełnia warunki tego określenia?
Poszukiwanie sensu życia tak trafnie przełożone na poszukiwanie sensu życia dla maszyn.
Słowo „cud” jakie ma znaczenie?
Czy Dobry Bóg obserwując wykorzystywanie przez nas – wolnej woli; nie postanowił (zresztą, nie ingerując, ale w pełni szanując naszą wolną wolę do tworzenia innych bytów) zastąpić nas (de facto; naszymi własnymi rękoma), „dziełem stworzenia” (w wymiarze mikro) dokonanym i opracowanym przez samych ludzi?
Taki przekaz może jawić się jako alternatywa w tym, co widzieliśmy na ekranie.
I jednocześnie swoistego rodzaju ostrzeżenie.

Tylko czy my w ogóle umiemy dostrzegać ostrzeżenia?
Sądzę, że jeszcze wrócę do komentarza filmu – za czas jakiś. Tych kilka słów powyżej to pierwsze wrażenie jakoś poskładane w krótką recenzję.

I’ve…seen things.. you people wouldn’t believe. Attak ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams…glitter in the dark near the Tannhauser Gate. All those… moments will be lost…in time… like tears…in the rain… Time …to die.”


Link do materiału z Gostkonu (niestety kilka fotek „wyparowało”).
Philip K Dick – na Gostkonie.