Czego się obawiać? Geopolityczne zawiłości.


Wszystko to doskonale wpisuje się w teorię geopolityki. Globalnie interesy poszczególnych, silniejszych czy najsilniejszych podmiotów na scenie ogólnoświatowej polityki decydują czasem o tym, co wydaje się li tylko domeną danego państwa czy narodu.
Każdy kraj, każde społeczeństwo jest zdane na siebie. W wirze informacji, wpływów i wzajemnych działań uzależniających tworzone są dźwignie mające zdolność kierowania polityką poszczególnych podmiotów. To że jest to doskonale zawoalowane i ukryte nie zmienia zasady ogólnej…

Wielu obawia się ustawy 447, a większe problemy możemy mieć z podpisaną w 2009 r. przez rząd Tuska Deklaracją Terezinską – Sprawa jest o tyle ważna, że w grudniu 2017 r. Senat USA przyjął projekt ustawy 447 – JUST (Justice for Uncompensated Survivors Today). Gdyby weszła w życie, Departament Stanu USA miałby prawo, a wręcz obowiązek wspierania międzynarodowych organizacji zrzeszających i wspierających ofiary Holocaustu w odzyskiwaniu mienia niemającego spadkobierców. W praktyce oznaczałoby to stworzenie bardzo ważnego narzędzia nacisku na różne państwa, przede wszystkim na Polskę, by zapłaciły odszkodowania, np. na rzecz wspomnianych organizacji międzynarodowych […] Formalnie deklaracja zawiera tylko postulaty i nie jest wiążącym aktem prawa, lecz ustawa 447 dowodzi, że dokument z 2009 r. ma o wiele poważniejsze znaczenie, niż wynikałoby z treści przyjętej przez sygnatariuszy (46 państw, głównie członków UE). I na pewno zostanie wykorzystany przez tych wszystkich, którzy zgłoszą krytyczne uwagi do polskiej ustawy reprywatyzacyjnej. A gdyby takiej ustawy nie przyjęto, Deklaracja Terezinska będzie środkiem mocnego nacisku, by problem mienia niemającego spadkobierców rozwiązać w duchu postulatów z tego dokumentu.

Apel Polonii do Polaków w kraju i zagranicą: Zablokujmy wspólnie amerykańskie ustawy S. 447 i HR 1226 – Polska już zapłaciła ofiarom Holocaustu w latach 60-tych.
Minister Radosław Sikorski (rząd PO-PSL) przypomniał kilka lat temu umowę odszkodowawczą (indemnizacyjną) zawartą w 1960 r. przez Polskę i USA. Na jej mocy Polska przekazała 40 mln dol. na „całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych, zarówno osób fizycznych, jak prawnych, do Rządu Polskiego” z tytułu wszelkich decyzji o przejęciu mienia. Ta suma miała zostać rozdzielona „wedle uznania Rządu Stanów Zjednoczonych”. Dalej umowa stwierdza: „Po wejściu w życie tego układu Rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie przedstawiał Rządowi Polskiemu ani nie będzie popierał roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych do Rządu Polskiego”. Warto tu zauważyć, że strona amerykańska cały czas bardzo dokładnie przestrzegała litery tego układu. W umowie czytamy też: „Gdyby roszczenia takie zostały bezpośrednio przedłożone przez Obywateli Stanów Zjednoczonych Rządowi Polskiemu, Rząd Polski przekaże je Rządowi Stanów Zjednoczonych”.

Czytamy dalej na podawanej powyżej stronie:

Mienie komunalne i religijne zostało również zwrócone.
Organizacje żydowskie już od połowy lat 90. nawoływały Polskę do uchwalenia przepisów reprywatyzacyjnych. Początkowo domagały się jednak przede wszystkim zwrotu majątków gmin żydowskich. W 1997 r. Sejm uchwalił ustawę o zwrocie mienia komunalnego, dzięki której polskie społeczności żydowskie odzyskały wiele obiektów publicznych. Zwrot nastąpił w bardzo szerokim zakresie, a formalności zostały maksymalnie zredukowane. Ten sam minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski stwierdził, że Polska szczodrze zwróciła mienie komunalne gminom żydowskim.

Restytucja żydowskiego mienia bezspadkowego jest niezgodna z prawem międzynarodowym.

Z prawnego punktu widzenia polskiego prawa roszczenia żydowskie do mienia bezspadkowego nie mają racji bytu. Z jednej strony mamy przepisy polskiego kodeksu cywilnego, czyli art. 935, który jasno i wyraźnie mówi, że mienie polskich obywateli, którzy nie zostawili spadkobierców, przechodzi na własność państwa polskiego. To nie jest jakiś ewenement w prawodawstwie. To jest norma w całym cywilizowanym świecie. Czy Polacy (organizacje lub skarb państwa polskiego) mają prawo do ubiegania się o mienie bezspadkowe rodaków będących obywatelami Stanów Zjednoczonych? Oczywiście, że takiego prawa nie mają i nikt przy zdrowych zmysłach nie robi z tego powodu awantury. Tak powinno być, ale mamy wątpliwości, czy nie będą stosowane międzynarodowe naciski, podobnie jak na Szwajcarię, która się pod nimi ugięła i zwróciła martwe konta społeczności żydowskiej.

Polecam Czytelnikom BezPrzesady cały materiał.

A tymczasem czytam w „Do Rzeczy” że i w Izraelu są faszyści i nacjonaliści…
(pisze o tym Żyd były ambasador Izraela w Polsce)
Może też są i antysemici?

Całość w numerze:

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

One thought on “Czego się obawiać? Geopolityczne zawiłości.”

  1. Szanowni Państwo!

    Jak pamiętamy, jednym z priorytetów rządu Prawa i Sprawiedliwości było powstanie Polski z kolan. Rzeczywiście, poprzednie rządy intensywnie ćwiczyły postawę pokory nie tylko wobec strategicznych partnerów, czyli Rosji i Niemiec, ale nawet wobec Ukrainy, żyrując w ciemno wszystko, co wymyślą tamtejsi grandziarze, zwani elegancko „oligarchami”. Tymczasem rząd Prawa i Sprawiedliwości postawił się Naszej Złotej Pani, odmawiając przyjęcia wyznaczonego kontyngentu bisurmanów, na co spadła na niego fala krytyki nie tylko ze strony bardzo – jak się okazuje – licznych folksdojczów, ale również ze strony tak zwanych „pożytecznych idiotów”, co to myślą, że z tymi bisurmanami to wszystko naprawdę, a przynajmniej takie myślenie udają. Niestety – jak przestrzega przysłowie – dopóty dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie. Toteż dopóki rząd Prawa i Sprawiedliwości próbował podskakiwać zimnemu rosyjskiemu czekiście Putinowi, czy nawet Naszej Złotej Pani, to te przejawy zuchwałości uchodziły mu płazem, a opinia publiczna odnosiła nawet wrażenie, jakby nasz nieszczęśliwy kraj rzeczywiście wstawał z kolan. Kiedy jednak w swej zuchwałości rząd Prawa i Sprawiedliwości przekroczył cienką, czerwona linię, to nie tylko znowu padł już nawet nie na kolana, ale na ziemię i to w dodatku – na wznak.

    Jeśli nawet rząd izraelskiej ambasadoressie nie dał eskorty do granicy po tym, jak podniosła klangor przeciwko nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która była z nią ponoć konsultowana, to przynajmniej nie powinien prowadzić z nią żadnych „rozmów”, jako że jej wiarygodność stała się w tym momencie zerowa. Niestety pan minister Czaputowicz nawiązał takie rozmowy i to w sytuacji, gdy izraelski premier Beniamin Netanjahu wysunął propozycję by Polska w ogóle konsultowała swoje ustawodawstwo z władzami Izraela i po tym, jak władze te odprosiły szefa polskiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha, którego wizyta była wcześniej zaplanowana. Na domiar złego, swój przyjazd do Polski, jak gdyby nigdy nic, zapowiedział izraelski minister edukacji. Inna rzecz, że skoro Kneset wyznaczał sobie w Polsce posiedzenia, nawet nie informując o tym polskiego rządu, to dlaczego miałby krępować się minister Naftali Bennett, zwłaszcza, że przecież chciał Polakom „powiedzieć prawdę”, jak to „mordowali Żydów w czasie holokaustu”. Tego rządowi PiS najwyraźniej było za wiele, bo jednak odwołał wizytę ministra Naftalego, który poczuł się „zaszczycony” tym męczeństwem i tylko patrzeć, jak i on wystąpi pod adresem Polski ze stosownymi roszczeniami majątkowymi. Ale już izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraziło nadzieję, że w nowelizacji ustawy o IPN uda mu się „uzgodnić zmiany i poprawki”. A skąd te „zmiany i poprawki”? Ano stąd, że pan premier Morawiecki podczas składania wyjaśnień premierowi Netanjahu obiecał prowadzenie „dialogu”. Jak zwał, tak zwał – ale to oznacza, że Izrael może mieć wszystko, czego chciał, to znaczy – wpływ na kształt polskiego ustawodawstwa. Skoro bowiem pan prezydent wprawdzie ustawę podpisał, ale kieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego, to znaczy, że niezawisły Trybunał już wie, co ma zrobić, bo przecież w przeciwnym razie żadne „zmiany i poprawki” nie miałyby sensu.

    Ale to jeszcze nic, bo znacznie groźniejsza dla Polski i dla narodu polskiego jest amerykańska ustawa, która w Izbie Reprezentantów Kongresu USA oznaczona jest numerem 1226. W tej sprawie zarówno pan prezydent, jak i rząd, a nawet – Naczelnik Państwa – zachowują zagadkowe milczenie, co budzi podejrzenia, że jakieś decyzje z udziałem polskiego rządu mogły już zapaść i tylko dla polskiej opinii publicznej ma to do ostatniej chwili pozostać tajemnicą. Tymczasem nowojorska Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego, która na podstawie ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich z roku 1997, dostała część haraczu za przyjęcie Polski do NATO, właśnie podbiła stawkę oświadczając, że polska ustawa reprywatyzacyjna powinna uwzględnić składniki mienia wskazane przez stronę żydowską, co zwiększyłoby szacunkową wartość tych roszczeń nawet do biliona złotych, czyli ponad 300 miliardów dolarów. Jak widać, apetyt wzrasta zw miarę jedzenia, więc nie jest wykluczone, że wkrótce strona żydowska zażąda przekazania jej w arendę całej Polski, o której pan prezydent Duda powiedział, że była państwem „wspólnym”. – http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4143

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *