Dziś u fryzjera: wyobraźmy sobie.

Spotkałem Panią pochodzenia kresowego, po prostu wystarczy mówić o tych sprawach, oni sami powiedzą, skromnie po cichu, może trochę nieśmiało, czasami ze strachem…
Rodzinny majątek pod Lwowem w miejscowości, która już nie istnieje zniszczona przez Sowietów.
Jej wujek na własne oczy w wielu ośmiu lat oglądał śmierć swojego ojca – z ukrycia, które mu wskazał właśnie ojciec.
Trauma – jak mówiła moja nowa znajoma – trauma na całe życie.
Wyobraźmy sobie – abstrahując zupełnie od kata (niech to będzie hipotetyczne UFO- żeby już całkowicie sprawę zbrodniarza wyekstrahować) – śmierć swojego rodzica, czasami bardzo okrutną, tortury, bardzo wyrafinowane, mające zadać jak najwięcej bólu – powolne rozcinanie ciała piłą, obdzieranie ze skóry, rozcinanie brzucha, wbijanie gwoździ, oblewanie wrzątkiem, olejem, – znęcanie się…
Wyobraźmy sobie, że to oglądamy, nie mogąc nic zrobić, wiedząc że jakakolwiek reakcja z naszej strony – to nasza śmierć również okrutna.
Cóż więcej…
Wyobraźmy sobie jak to doświadczenie odbije się na nas, ile z tego zostanie w nas. Jak będziemy z tym żyć. Czy w ogóle damy radę żyć?
Czy będziemy przeżywać to co dzień. Jak zareaguje nasz umysł, ciało…
Co zrobimy?
Czy się uratujemy?
Normalnie, czy będziemy byli w stanie funkcjonować po takim przeżyciu?
Jak sobie poradzimy?

Oni musieli z tym się zmierzyć. Żyć. Pracować, zakładać rodziny, mieć dzieci, wychowywać je. Musieli dawać radę.
Nie było psychoterapeutów. Nie było psychologów.
Pamiętali i byli bezradni.
Wtedy była inna Polska – była PRL – komunistyczny twór totalitarny. Rządzili namiestnicy Moskwy.

Niewielu przyznawało im rację. Nawet po upadku tworu. Milczenie. Smutek i ciemność.
Kłamstwa.

Tak dobiegali schyłku swych dni. W pamięci zacierały się te dobre, nieliczne chwile z rodziną. Trwał jednak ów jedyny, ostatni obraz rodziców – jeszcze żyjących, mordowanych.
Kiedy tylko zamknęli oczy i ich myśli biegły w kierunku – matki, ojca na zawsze pozostawionych w tamtej ziemi.
Przerażenie, strach, ból nie do zniesienia. Samotność. Zagrożenie.
Czy można dopuścić aby znów się powtórzyło? Czy dziesiątki tysięcy pokaleczonych emocjonalnie osób, które żyły wśród nas może zostać zapomnianych?

Czy zbrodnia, która zniszczyła tak wielu ludzi fizycznie i psychicznie (nawet tych ocalałych), ma zostać zapomniana? Co gorsza – są siły (nie tylko na Ukrainie), które chcą za wszelką cenę zmienić prawdę. Doskonale zdają sobie sprawę że prawda taka bardzo obciąża ich; potomków zbrodniarzy, w pewnym sensie – bez powiedzenia całej prawdy o znikomej grupie zbrodniarzy, naród cały: – na zawsze.
Znam Niemców, którzy czują ciężar odpowiedzialności za nie swoje zbrodnie.
Za zbrodnie swoich dziadów potrafią się bić w piersi.
Niestety, nie znam Ukraińców którzy chociażby się przyznali do zbrodni swoich ojców.
Znam tylko takich co przyznają się do prawdy historycznej – nie do końca umieją się z nią jednak zidentyfikować. Paru potrafi, przez pryzmat zbrodni popełnionych na froncie wschodnim. Obecnym froncie.

Jak doprowadzić do przywrócenia pamięci? Jak wiele osób nie che dziś żyć pamięcią. Jakby wierzyły (jak bardzo to złudne nadzieje), że tym samym nie wywołają licha swoją niepamięcią. Ilu było takich, co na to liczyli…
I nic z tego. Przeliczyli się.

Ludzie są paleni żywcem, ćwiartowani, wieszani, ścinani, kamienowani na całym świecie.
W imię takie lub inne – historia nic nie ułatwia (a powinna) – ponieważ ludzie nie chcą na jej podstawie weryfikować swoich zachowań.
Chcą nienawidzić. Mieć swojego prywatnego wroga. Politycznego, ekonomicznego, narodowego.
Na tym wrogu będą mogli wyżyć się, wyładować swoją agresję, bunt, żal za niespełnione nadzieje, nieudane interesy, złamane życie – kogoś trzeba obarczyć winą.

To tylko krótka refleksja.
A wszystko mogłoby być takie proste. Wystarczy tylko kochać. Bezwarunkowo. My nie umiemy kochać nawet naszych najbliższych.
Co dopiero wrogów. Do tego trzeba być Bogiem.
Trzeba kochać tych co krzyżują. Wybaczyć im. Jeżeli bylibyśmy do tego zdolni wszyscy – nie byłoby wojen. Nie byłoby nienawiści. Doktrynerzy i szaleni ideolodzy jeszcze bardziej szalonych idei wymarliby.
Stać nas na to?

Próbować warto?

Na początek: … wyobraźmy sobie to wszystko co oni przeżyli, tak jak byśmy to my przeżywali, postawmy się na ich miejscu. Może staniemy się lepsi, bardziej zrozumiemy.

Wyobraźmy sobie.


(foto: świadek zbrodni na Wołyniu, już nieżyjący)

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.