Spotkanie z Autorem wspomnień zawodowych strażnika więziennego w murach mojej starej szkoły średniej (dawnego Technikum Kolejowego) było inspirujące. O samej książce może nie było zbyt wiele, w sensie bezpośredniej zawartości. Raczej o potrzebie jej napisania. Udało też się ustalić kilka ciekawych spostrzeżeń, np jedno z nich brzmiało (jako odpowiedź na moje pytanie): Dla skazanych za ciężkie przestępstwa, typu morderstwa, brutalne gwałty itp – kara powinna być zaostrzona a ich traktowanie powinno odbiegać od standardu. Powinni być „specjalnie traktowani”, a to nie oznacza lepszego traktowania.
I cóż teraz?
Gdzie prerogatywy UE? Przepisy o wygodnych celach? Czy miejsce dla istot udających ludzi jest wśród ludzi? Nie jestem za ich uśmiercaniem, niemniej udawanie, że należy się im dokładnie tyle samo co innym, bardziej jednak zasługującym na właściwe – normalne (?) zachowanie nie wydaje się zdrowe.
I nie chodzi o znęcanie się nad kimś tak odmiennym że wzbudza w niektórych z nas obrzydzenie.
Chodzi o odpowiedni dystans. Ten dystans może czasami komuś uratować życie, czy też… dać do myślenia owemu zbrodniarzowi? Czy ktoś, kto zachowuje się nie jak człowiek zasługuje na ludzkie traktowanie?
Ktoś, kto innych ludzi traktuje jak większe zło, może mieć prawa równe tym, których gnoi?
Jak to jest?
A w Rosji są kolonie karne dla takich przestępców.
Może jednak nie bycie w UE jest swoistego rodzaju zabezpieczeniem przed czymś gorszym? Wypaczeniem wartości?
Na co zasłużył Breivik?
Jakie jest Wasze zdanie?
Czy Breivik właściwie spędza czas kary?
Według Was?
I kto jest za to odpowiedzialny?
Według mnie na pewno nie na śmierć – mimo wszystko, lecz na długie i przykre życie…aby mógł bardzo długo myśleć o tym co uczynił.
Być może pod koniec zrozumiałby…

Wracając do spotkania: trauma wynikająca z przebywania z marginesem, była na pewno obecna. W pewnym momencie Autor sam przyznał, że w zasadzie spędził tam niezły wyrok. Co z tego, że po drugiej stronie krat i celi? Czas spędzony w pracy 12 godzin dziennie przez 15 lat…
Z osobami uznanymi za obce dla społeczeństwa, niebezpieczne.
Świadome swej negatywnej inności. I ci nieliczni, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność pilnowania tej gorszej części ludzkości.
Czy część tego zła nie przeniosła się (mimo wszystko) na nich? Czy byli wystarczająco odporni?
Sam Autor stwierdził, że były osoby które dostrzegły odmianę w jego zachowaniu.
Czuję, że tą książkę warto przeczytać. Kiedy tylko znajdę chwilę, tak zrobię.