Jak można liczyć na NATO – i czy w ogóle?


Te kwestie jak wiedzą moi stali Czytelnicy spędzają mi sen z powiek. Nie ufam strukturom, które niewiele robią w sprawie wygaszenia wojny na Ukrainie metodami pokojowymi i które wywodzą się z organizmów państwowych, które raz już nas zdradziły.
Bądźmy tego w pełni świadomi. Liczmy tylko i wyłącznie na siebie.
A tego za bardzo robić nie możemy – ponieważ nie wiemy kto u nas jest godny zaufania.
W kwestiach dozbrajania armii, czy jej szkolenia. Ale nie tylko.
Pan Romuald Szeremietiew potwierdza moje obawy o których już wcześniej kilkakrotnie pisałem. Polecam warto posłuchać jego wypowiedzi, wcześniej jednak cytat z blogu Pana Romualda:

Strategia obrony Polski jest oparta na założeniu, że w razie wojny obronią nas sojusznicy przy pewnym udziale polskich sił zbrojnych. Ten koncept obronny ma dość długą historię bowiem już w 1921 roku, po zawarciu sojuszu wojskowego z Francją, gdy uznaliśmy, że dzięki niej, a z czasem także przy pomocy Anglii odeprzemy agresję Niemiec. Po upadku PRL i sformowaniu się III RP gwarancją naszego bezpieczeństwa jest NATO, czyli znowu wsparcie sojuszników. Tymczasem z ich strony słyszymy ? w razie wybuchu wojny musicie co najmniej przez trzy miesiące bronić się sami. A więc nawet przy założeniu, że tym razem, inaczej niż w 1939 roku, Polska otrzyma sojuszniczą pomoc, to nie może na nią liczyć natychmiast. Trzeba znaleźć sposoby, aby obronić granice Polski i spowodować, by natowska obrona zaczynała się na Bugu, a nie na linii Odry.

A tutaj jego wypowiedź z YT.

List żołnierzy Armii Polskiej:

Szanowny Panie
III Rzeczpospolita Polska w swojej 25-letniej historii nigdy dotąd nie była w stanie tak wielkiego i realnego zagrożenia, nie ukierunkowanego jedynie zza wschodniej granicy, ale także – po obserwacji tego co dzieje się w sojuszniczych krajach zachodniej Europy ? niebezpieczeństwa wewnętrznego. Przez ostatnie dwie kadencje Sejmu koalicja rządząca doprowadza do sukcesywnej degradacji Wojska Polskiego, jednocześnie ukazując propagandowe ?sukcesy? w świetle jupiterów.

Przez ostatnie lata dzięki misjom zagranicznym realizowanymi na dużą skalę, udało się wyszkolić i obyć z realnym polem walki tysiącom żołnierzy. Skok taktyczny, dowódczy czy materiałowy okazał się dobrem, którego nie da się wypracować tutaj w kraju. Niestety dzięki zmianom wprowadzonym przez Ministra Obrony Narodowej Bogdana Klicha polska armia pozbywa się tychże wykształconych fachowców, wybitnych specjalistów i prawdziwych żołnierzy, doświadczonych na polu walki. Żołnierze szeregowi jako jedyny korpus osobowy w polskiej armii nie mogą służyć z powodu braku możliwości przejścia na służbę stałą, dłużej niż 12 lat. Do 2021 roku z mundurem pożegna się ponad 15 tysięcy dobrze wyszkolonych i wykwalifikowanych żołnierzy z korpusu szeregowych, często po wielu misjach. Warto nadmienić, że taka sytuacja ma miejsce tylko w siłach Ministerstwa Obrony Narodowej, w resorcie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji ten system nie obowiązuje.

Wojsko Polskie z roku na rok staje się coraz słabsze i papierowe – mamy blisko 23 tys. oficerów, 41 tys. podoficerów i tylko 33 tys. szeregowych! Nasze 90-tysięczne wojsko ma więcej generałów w służbie czynnej od armii II Rzeczpospolitej Polskiej, choć wówczas dywizji było 10 razy więcej niż obecnie. W większości jednostek nie jest obsadzone nawet 40% etatów szeregowych, ale za to wszystkie oficerskie i podoficerskie. Wolne etaty są przypisane dla zupełnie niewyszkolonych żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych i nie przewidziane do obsadzenia na stałe. Od tych niedoświadczonych żołnierzy będzie zależał los całych pododdziałów, zgodnie z zasadą, że najsłabsze ogniwo zawsze pęka pierwsze. Pododdział musi być sprawnym, uzupełniającym się organizmem, a nie zbiorem przypadkowych osób. Trzeba tutaj zaznaczyć, że Narodowe Siły Rezerwowe nie są w stanie wyszkolić żołnierzy tak aby byli wartościowym uzupełnieniem w jednostkach. W jednostkach tych przez charakter ich działań (zmianowy, dyżury, ciągła gotowość, dyżury bojowe, wyjścia w morze, ćwiczenia poligonowe) nie ma czasu i możliwości szkolenia.Powstaje pytanie też, kto ma szkolić skoro żołnierze obyci ze sprzętem, procedurami, wiedzą którą zdobywa się przez wykonywanie zadań.
Jednym z argumentów, na którym opierał się ówczesny Minister Obrony Narodowej, wprowadzając zmiany w ustawie było to, że po 15 latach służby żołnierz nabywa prawa emerytalne, a w związku z tym jest to okres po którym kadry i tak ubywałyby do cywila. Jest to jednak błędna ocena rzeczywistości, gdyż wysoce zmotywowany i wyspecjalizowany żołnierz, którego rodzina przyzwyczaiła się do trudów służby, zazwyczaj dodatkowo obarczony kosztami życia nie odejdzie na emeryturę z 40% wynagrodzeniem. Wystarczy sprawdzić ilu żołnierzy lub ilu funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji np. policjantów odchodzi po 15 latach służby.

Następnym koronnym argumentem reformy była chęć ?odmłodzenia? korpusu, jednakże do służby przyjmowani są żołnierze urodzeni nawet w latach 70-tych. Zwracając uwagę na ?niepokojące metryki żołnierzy? warto nadmienić, że w Wojsku Polskim – nareszcie unowocześnianym, służba wymaga umiejętności i doświadczenia w obsługiwaniu wysoce specjalistycznego sprzętu. Ponadto, na okrętach Marynarki Wojennej czy w lotnictwie już teraz mocno odczuwalny jest brak żołnierzy ?z fachem w ręku?, techników, którzy przez lata zajmowali się obsługą, naprawą i konserwacją sprzętu, a co za tym idzie spada jakość wykonywanych zadań. Od czasów reformy szkolnictwa takich ludzi brakuje w całym kraju. I cóż z tego że żołnierz obsługujący sprzęty ma 30 lat. To jest wiedza i umiejętności których nie nabywa się w procesie szkolenia.

Armia nie chce mieć w swoich szeregach ludzi w podeszłym wieku, a jednak podoficer, który walczy w polu ramię w ramię z szeregowym może służyć w wojsku nawet do 60 roku życia. Mówi się o tym, że w wojsku mają zostać i zostają najlepsi, jednak jest to kłamstwem i manipulacją. Niejednokrotnie kształcenie się na własną rękę, uzupełnianie swoich kwalifikacji czy też wnioski o eksternistyczne zdawanie egzaminów nie spotykają się z przychylnością przełożonych. Na szkolenie podoficerskie na jedno miejsce przypada od 4 do 10 osób. Dodatkowe obostrzenia ?przesiewają? osoby ?bez poparcia? czy protekcji przełożonych. Niemalże zamknięta została również ścieżka awansu do korpusu oficerów. Wśród szeregowych zawodowych wiele jest osób, które ukończyły specjalistyczne studia wyższe, jednakże zgodnie z decyzją Ministra Obrony Narodowej Nr 375/MON z dnia 14 września 2014 roku w 2015 roku z korpusu szeregowych na szkolenie oficerskie może przystąpić maksymalnie 15 żołnierzy. Zresztą, proszę Państwa, armia potrzebuje wykwalifikowanych i sprawdzonych szeregowych. Nie chodzi o to, aby nasze wojsko składało się z samych podoficerów i oficerów, bo nie oni stanowią o sile armii. W krajach zachodnioeuropejskich służba w korpusie szeregowych nie jest objęta żadnymi limitami czasowymi, a wręcz premiowani są żołnierze, którzy chcą służyć dłużej (np. Wielka Brytania).

Morale w korpusie są najniższe od lat, można powiedzieć że sięgają dna. Nie można mówić o zmotywowanym wojsku, gdy praktycznie codziennie żegnasz profesjonalnego żołnierza, który niejednokrotnie uratował ci życie. Działalność organów powołanych do obrony praw szeregowych to fikcja. Instytucja mężów zaufania jest ?trzymana w szachu?, ponieważ i tak wszystkie sprawy trafiają do naczelnego organu przedstawicielskiego ?Konwentu Oficerów Wojska Polskiego?, który pod wpływem Ministerstwa Obrony Narodowej nie potrafi lub nie chce obiektywne ocenić tej sytuacji.
Jesteśmy traktowani niesprawiedliwie i z ogromną stratą dla obronności kraju. Władza wykorzystuje fakt naszego podporządkowania oraz to, że nie mamy związków zawodowych. Zawsze wszystkie niedogodności znosiliśmy z honorem i szacunkiem do ojczyzny, której szczerze i godnie chcemy służyć. Warto nadmienić że zostaliśmy oszukani także przez premiera rządu ? Donalda Tuska. Otrzymaliśmy pismo które załączamy do listu.

Zbliżają się wybory parlamentarne i prezydenckie. Media, do których się zwracamy odmawiają przyjrzenia się temu tematowi, niektóre wprost odpowiadają, że istnieje ?rozkaz z góry?, aby o tym nie mówić. Sondaże wyborcze pokazują remis poparcia. Głosy grupy 40 tys. osób i ich rodzin mogą być kartą przetargową w tym starciu.

Przy okazji prośba, która była dołączona do listu:
Taki List został stworzony przez grupę żołnierzy, który zostanie rozesłany do 50 posłów oraz telewizji.
Jak macie możliwość powysyłajcie je na skrzynki mailowe, tam gdzie trzeba niech się dowiedzą jak nas traktuje MON.

Polecam też link: Przygotowanie do Realu

Materiał wideo i cytat pochodzą: Szeremietiew blog

Polecana strona domowa: Romuald Szeremietiew

Zapraszam na wszystkie podane strony. I zachęcam do komentowania materiału i kontaktu ze mną.
Piotr Szelągowski

(mój komentarz pod filmem z wypowiedzią Pana Romualda)
Witam, chciałbym tylko dodać do słów Pana Romualda dotyczących naszej strategii – odnośnie zawierania sojuszy które miałyby nas chronić – różnica między przed wojną a czasem obecnym nie polega bynajmniej tylko na pewniejszym obecnie sojuszu. Przed wojną dysponowaliśmy trzecią armią europejską i potężnym przemysłem zbrojeniowym który się rozkręcał tak naprawdę (plan 6-letni rozbudowy COP) – obecnie nie mamy prawie nic: ani armii, ani też przemysłu. Jesteśmy że tak powiem na garnuszku. Jedyny sposób „wystraszenia” potencjalnych agresorów to szybkie szkolenia ogólnopolskie w zakresie działań partyzanckich i strzeleckich – w tym specjalistyczne obsługi RPG i podobnych rodzajów broni ręcznej (rakietowej). Jest to najtańszy sposób obecnie. Modernizacja armii niewiele przyniesie ponieważ pieniądze które na te pójdą w jakimś procencie przepadną – to jest pewne. Tymczasem przy szkoleniu chętnych do obrony Ojczyzny każda złotówka nie będzie zmarnowana. Można dodatkowo zatrudnić do szkoleń weteranów z Iraku i Afganistanu. Tym samym grupa wyszkolona będzie mogła być FAKTYCZNIE sprawniejsza niż zawodowa armia. http://bezprzesady.com/aktualnosci/asg-asg-air-soft-game-przygotowanie-do-realu – wcześniejsza moja informacja o staraniach Pana Romualda zbudowania takich struktur. Bardzo wielu Poznaniaków jest z Panem Panie Romualdzie. Duszą i ciałem – można by rzec. Pozdrawiam!?


Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.