Jak spędzają czas komisarze i ważni urzędnicy?

„…stadium wizji lokalnych, co umożliwia pod pozorem załatwiania spraw urzędowych odbywanie przyjemnych, darmowych podróży i nie przynosi żadnych konkretów…”
…Między tymi wizjami a publikacją kolejnego raportu upływa na ogół tyle czasu, że „sytuacja lokalna” już wiele razy zdążyła się zmienić i stworzyć zupełnie inne problemy.”

Kiedyś czytałem książkę pewnego komisarza unijnego, który wyłożył ideologię i strategię przyznawania dotacji – przestał być komisarzem po tym jak ożenił się z Polką, było to tuż przed wejściem Polski do Unii.
Opisał wszystko co wiąże się z przyznawaniem tych dotacji i rozparcelowywaniem kosztów, o ile dobrze pamiętam (a czytałem książkę dość dawno 8-9 lat temu) koszty rozkładały się tak, że na inwestycję szło 40%, a reszta była kosztem uzyskania; projektami (realizowanymi w Brukseli) wyjazdami konsultacyjnymi, konsultacjami i innymi…

Może gdzieś tu jest błąd, bo przecież nie podejrzewam, że są to celowe działania. Armia urzędników państwowych zaprzęgnięta do generowania kosztów?
No nie, przecież to niemożliwe…

Swoją drogą cytat którego użyłem…
…jest z bardzo ciekawej pozycji, którą pozwolę sobie jeszcze nie zdradzać – gdyż jeszcze kilkakrotnie zamierzam się nią posłużyć…
Ponadto omówią ją wkrótce szerzej…

Piotrek

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.