Dwa spojrzenia na problem.

Pierwsze: przepytanie (w miarę delikatne) przez dziennikarkę ukraińską, aczkolwiek pytania wskazują na swoisty kierunek rozmowy, raczej mający wykazać (w delikatny sposób) niezbyt dobrą wolę ze strony Polski. Moim zdaniem polski przedstawiciel był za „miękki”.
Twardo powinien mówić o usunięciu z dialogu ukraińskiego informacji o zbrodniarzach z OUN-UPA.
Tłumacząc samą negatywną ideologię nie mającą nic wspólnego z patriotyzmem.
Do tego jego tytuł:
„wicedyrektor Centrum Dialogu i Porozumienia Polsko-Rosyjskiego” już sam w sobie wywołuje negatywne oceny w umysłach Ukraińców mimo jego tłumaczenia na początku o tym, że przede wszystkim te stosunki i kontakty są najtrudniejsze właśnie z tym naszym wschodnim sąsiadem.
Celowa manipulacja?
Oczywiście wyciągnięcie wątku rewizjonistycznego też ma za zadanie odnieść określony skutek w oglądających ten program. Mimo tłumaczeń gościa – słusznych oczywiście zostaje przekaz podprogowy. Jaki? Np taki: „oni chcą tu wrócić”; „chcą nam odebrać Lwów”…itp.
Oczywiście wielokrotnie pisałem i nawet kłóciłem się z wieloma tzw „kresowiakami” w Polsce, że to bzdura (prawdziwi kresowiacy mają sentyment do tamtych ziem – ci co jeszcze żyją, ale nie chcą powrotu z wielu powodów). Ekonomia mówi sama za siebie – nie warto; zniszczenia, pustka, złe gospodarowanie, łapownictwo, korupcja niewyobrażalna w Polsce, w zasadzie brak Polaków i najważniejsze: nienaruszalność granic dla dobra pokoju w Europie.
Mamy pamiętać o historii, bronić tej pamięci; były to etniczne polskie ziemie, kultura i kilkaset lat walki o nie wpuszczenie Islamu do Europy, której to brzemię dźwigała Rzeczpospolita. Życie było tam wyjątkowo trudne, dlatego tym bardziej należy się pamięć tym którzy żyli tam pośród ciągłych walko potrafiąc żyć w zgodzie między sobą.
Jednak teraz nie widzę żadnego powodu do zmiany granic.
Czy ktoś na Ukrainie chce nam włożyć w usta taką chęć? Do rewizjonizmu?

Drugi film to już typowa nacjonalistyczna retoryka i atak na pewne określone organizacje i osoby w Polsce. Film ma pokazać „straszliwych” nacjonalistów polskich.
Tyle tylko że nie czerpią oni z takiej pamięci historycznej jak ukraińscy – mordowania dzieci, gwałcenia, torturowania i mordowania kobiet, palenia ludzi żywcem, niszczenia dobytku – likwidacji (fizycznej) całej części narodu.
Tutaj mamy do czynienia z typowym nacjonalistycznym bełkotem strony przeciwnej, mającym tylko jedno nastawienie: wywołać konkretną reakcję wśród najbardziej skrajnych czynników na Ukrainie. Nastawić źle.

Czy te relacje mocno się różnią?
Może po prostu są przygotowane dla innego odbiorcy?

Źródło pierwszej: Dlaczego pamięć historyczna staje się kością niezgody między Ukrainą a Polską? Kto czerpie korzyści z konfliktów między tymi dwoma państwami? Czy można nawiązać dialog i porozumienie? Gość specjalny Łukasz Adamski: historyk z Polski…
(druga to film z internetu, na platformie YT).


Ciekawy link: Członkowie OUN w Warszawie na procesie w 1935 r. publicznie demonstrowali faszystowskie pozdrowienie „Sława Ukrainie!” – W procesie trwającym od 18 listopada 1935 r. do 13 stycznia 1936 r. dwunastu członków OUN — Stepana Banderę, Darię Hnatkiwśką, Jarosława Karpyńca, Jewhena Kaczmarśkiego, Mykołę Kłymyszyna, Mykołę Łebed’a, Iwana Malucę, Bohdana Pidhajnego, Romana Myhala, Jarosława Raka, Jakiwa Czornija i Katerynę Zaryćką – oskarżono albo o zorganizowanie i przeprowadzenie zamachu na Pierackiego, albo o udzielenie pomocy w ucieczce zabójcy. Ponadto wszyscy zostali oskarżeni o „aktywne uczestnictwo w OUN dążącej do oderwania od państwa polskiego jego południowo-wschodnich województw”. Szczególnie ten ostatni zarzut zadecydował o politycznym charakterze procesu….