Po raz kolejny nasza wspaniała ruda kita, która od lat już pełniąc bardzo ważną rolę w społeczności osiedlowej – niejako będąc „kotem wszystkich” – wychowuje społeczność w miłości i szacunku do zwierząt (szczególnie dzieci ze szkoły nr 7), samą swoją obecnością, znów została zapędzona na dach pobliskiego przedszkola.
Reakcja społeczna była natychmiastowa za co wszystkim dziękuję.
Gorzej już z instytucjami.
Straż Municypalna dotarła jako jedyna – okazali się niestety bezradni. Pojechali…
Szczęśliwie wspólnymi siłami (miłośników zwierząt) daliśmy radę.

Dotarł Pan woźny z przedszkola i ja przy pomocy koleżanki sąsiadki zdjąłem wystraszoną ale całą i zdrową kitkę z dachu mimo ręki w ortezie.

Kita prawdopodobnie została wystraszona przez krążącego w okolicy samca, który atakuje wszystkie koty, walcząc w ten sposób terytorium.
Przepłoszył ich już sporo. Co sygnalizują mi opiekunki kocie, z którymi jestem w stałym kontakcie.

Jeszcze wcześniej sam osobiście widziałem kilkakrotnie na własne oczy pościgi „Hitlera” (tak go nazywamy z uwagi na czarną plamkę pod nosem).
I za naszym rudzielcem – jak i za innymi kotami.

Efekt jednego z tych pościgów zarejestrowałem aparatem:

Kot na drzewie…i inne koty.