Od lat organizuję zbiórki książek dla Polaków na kresach – idą różnie, ludzie dają różne książki, niektóre muszą oddawać na makulaturę inne – segregować i pozostawiać w Polsce. Jednak duża część trafia do Polaków – przede wszystkim po to aby nie zapomnieli języka ojczystego- taka jest moja intencja. Jestem świadom że wielu uczy się po to aby tutaj przyjechać, uciec z kraju który jest zagrożony wewnętrznym zagrożeniem – rozpadem.
Wojna na wschodzie to tylko tego konsekwencja. Drapieżna rosyjska bestia po prostu czyha na takie okazje, tak jak dwukrotnie zrobiła to w przypadku naszego kraju.
Czy możemy pomóc Ukrainie? Uważam ze nie. Dopóki wewnętrznie nie nastąpi poprawa nie ma na to szans, reszta to tylko pudrowanie…
Polaków jednak można uratować. Inna sprawa żeby odsiać tych, którzy chcą za nich uchodzić.
Trudna sprawa…

Niemniej, ja dziś nie o tym. Chciałem napisać kilka słów o różnych osobach epatujących swoim pochodzeniem tu w Polsce – oczywiście w wielu sytuacjach i przypadkach słusznie.
Zdarzyło się mi ostatnio, że jedna z takich osób (którą znam od lat), dużo mówiąca, wręcz krzycząca o różnych niesprawiedliwościach odmówiła mi pomocy właśnie w tej zbiórce książek – a konkretnie w przechowaniu w swoim sklepie kilku kartonów. Sklep duży obszerny, prawie puste zaplecze gdzie te 4 kartony by po prostu znikły. Zwykle większość zawoziłem do domu, (ku niezadowoleniu małżonki; jak można żyć ciągle wśród kartonów książek segregowanych wysyłanych i znów na nowo). Niemniej moja żona jest kochana i poza krótkimi okresami złego humoru przymyka oko na te moje działania. Czasami pomaga, ale przede wszystkim rozumie ideę i intencję. Jest w 1/8 kresowianką. Ja osobiście w ogóle nie mam kresowego pochodzenia poza nazwiskiem – o czym też zresztą dowiedziałem się zupełnie przypadkowo.
Tym razem z uwagi na chorobę stawów, która mnie dotknęła wyszukiwałem miejsc do przechowania jak najwygodniejszych, abym nie musiał zbyt dużo nosić ciężkich kartonów…
Uznałem że tutaj nie będzie problemu. Przecież owa kresowianka tak mocno zaangażowana. Najgorsze jest to, że osoby, które najwięcej krzyczą (i to dosłownie) o różnych niewłaściwościach w polityce, czy w ogóle w życiu społecznym, same; kiedy mają się włączyć nawet w tak minimalnym wymiarze jak przechowanie rzeczy do wysyłki – odmawiają współpracy. Wolą sobie TYLKO pokrzyczeć.
To jest szerszy problem – wielu lubi sobie pokrzyczeć, kiedy jednak dochodzi do jakiejś konstruktywnej pracy, działania dostrzegamy niemoc i nieobecność.
Po-dyrygować, udzielać wskazówek, być „mądrymi”. Jednak idea stworzenia czegokolwiek, nie polega tylko na „mądrych radach”. Czasami trzeba dać coś od siebie. Trochę pracy, potu.
Przykre jest to że tak mało osób znajduje na to chęć i czas.
Pozytywny przykład kolegi ze stowarzyszenia, też nie kresowiaka; Macieja. Zawsze mogę na niego liczyć.
Nawet w drobnych sprawach.
To bardzo buduje.
Co więcej, kiedy ostatnio dziękowałem mu za to wszystko w czym mi pomógł stwierdził skromnie, że przecież on nic nie robi bo nie ma czasu…że wstyd mu że właśnie tak jest (że tak mało się angażuje). Żeby każdy tak myślał i działał.

W Stowarzyszeniu przyjęte jest, że ja „ogarniam” większość logistyczną, z uwagi na elastyczny czas pracy. Grupa wspierająca – wspiera mnie mentalnie, materialnie i poprzez pomoc organizacyjną, od czasu do czasu włączając się bezpośrednio. Jest to model, który funkcjonuje w miarę sprawnie.

Czasami korzystam z pomocy osób z poza stowarzyszenia. Ta sytuacja była pierwsza, kiedy mi jej odmówiono. Odmówiła kresowianka. To jest tym bardziej przykre.

Wierzę, że jest to pierwszy i ostatni raz, kiedy trafiam na takie „zimno” uczuciowe.
To co dajemy innym nawet w małych nic nie znaczących gestach to sentencja naszego człowieczeństwa, sens naszego życia. Prawdę mówiąc poza opieką i miłością dla rodziny nic innego się nie liczy, żadne pieniądze zarabiane i składane „na kupkę”, nieruchomości i samochody. Dobroć odłożona w sercu innych nie przemija. To się pamięta.

Nie ma nic innego.
Odkąd zdałem sobie z tego sprawę, dostrzegam jak mało robię dla innych i chciałbym jeszcze więcej.
Spieszmy się pomagać innym, tak szybko odchodzą; -można powiedzieć, parafrazując pewne mądre powiedzenie o miłości…
Dodam jeszcze: te książki to nic wielkiego, mała kropla po prostu.
Ale czy kropla nie drąży skały?
Skały naszych serc?

Życzę Wam wszystkim abyście otwierali serca na potrzeby innych. I umieli je dostrzegać.

I najlepszą nagrodą są słowa podziękowania z Ukrainy (fragment listu):

Podziękowanie

Podziękowanie od Polaków z Ukrainy.