„Litwo Ojczyzno moja”…; dla kogo ojczyzna? Dla Polaków czy Litwinów?

Od kilku lat obserwujemy wzrost jakiś dziwnych nacjonalistycznych działań negatywnych w stosunku do Polaków na Litwie. Dlaczego dziwnych? Tyle nas łączy w historii, w przeszłości, tyle dobrego – dodam, że już sam fakt wytwarzania złych fluidów jest podejrzany. Owszem dwudziestolecie międzywojenne raczej nie było po myśli Litwinów, jednakże całe wieki wcześniej o wiele więcej nas łączyło. Najpotężniejsze demokratyczne państwo federacyjne – pierwsze na świecie.

Dające tak naprawdę przykład na przyszłość, niestety zbyt dobry i zbyt… wczesny. Dlatego upadł. Ideą wyprzedzaliśmy o wieki myśl demokratyczna, wolnościową czy jak inaczej chcielibyśmy nazwać współżycie wielu narodów [w zgodzie i pokoju], narodowości ze sobą. Czasem odnoszę wrażenie że do tej pory wiedziemy prym w tych próbach. Cóż, wszystkim staramy się nadskakiwać obecnie, co prawda to już nie jest wersja współżycia wzajemnego na w miarę równych zasadach… Chyba że tak miłujemy obecnie święty spokój, że nawet całkowite poniżenie się wobec innych, nam będzie ten spokój rekompensowało.

Histeria obojga narodów, czyli czemu Litwini nie lubią Polaków i odwrotnie. I co z tym można zrobić, jeśli to, co robiono do tej pory jakoś nie chce działać…

Pewne postawione tezy w zdaniu powyższym są nie do końca prawdziwe. Zadałbym pytanie: Jakie grupy Litwinów nienawidzą Polaków i kto je do tego namawia? Lub co?

Litwa obecnie jest państewkiem niewiele znaczącym, okrojona z posiadłości przez Białoruś, bez przemysłu, z marnymi widokami na przyszłość. I o dziwo jedynym przemysłem który może przynosić Litwie pieniądz jest turystyka sentymentalna… Polaków, Kresowian.
W samym Wilnie ponad 80% mieszkańców przed wojną, to Polacy, i zresztą o to Wilno poszło. Chociaż tak prawdę mówiąc
miasto to od początku było budowane i zasiedlane przez Polaków. Więc i nie ma co się dziwić postawie Piłsudskiego, który uważał Wilno za swoje rodzinne miasto, a przecież był Naczelnikiem II RP. A więc jak to może być, że jego rodzinne miasto nie miałoby być polskie?
TO są jednak drobiazgi w porównaniu z obecną sytuacją Litwy, odzyskała Wilno ale straciła bez mała tożsamość narodową na rzec wspólnoty tej cudownej „mateczki” Unii…
Kilka lat temu mój znajomy brał udział w lekcjach z okazji 17 września w litewskich szkołach. To był wspólny program mający za zadanie przybliżyć historię obu narodów. Na Litwie podniosły się głosy sprzeciwu, przydzielono kuratorów do klas gdzie prowadzili lekcje polscy historycy.
Kolega był wnikliwy, lubił wiedzieć co w trawie piszczy i poprosił o książkę do historii obowiązującą na Litwie (a ponieważ zna litewski, między innymi dlatego że włości jego rodziny zostały w granicach obecnego państwa litewskiego), i cóż tam wykrył? Jak sam mi mówił najważniejsze daty dla Litwinów, wydarzenia i historię streszczono na kilku stronach. Większość tych wydarzeń połączona była siłą rzeczy z okresem wspólnej historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów…
Zagubiona tożsamość? Jeżeli 100 lat najważniejszej historii streszcza się pobieżnie na jednej stronie, nic dobrego z tego wyniknąć nie może.
Podskórnie naród czuje ze coś traci. Szuka winnych. I znajduje, anie niekoniecznie tych właściwych…
Można budować wspólną pamięć historyczną, razem pamiętać o latach świetności, a tożsamość narodowa jednego i drugiego powinna być zostawiona w spokoju.
TO jednak nie jest na rękę „matusi” naszej Unii, gdyż nie idzie to w parze z doktryna unijną, tą nie do końca zwerbalizowaną, ale przecież widoczną. Poprzez chociażby pragnienie budowy super państwa: Europy.
Z zasady aby coś takiego się udało należy zjednoczyć całość. Aby to się udało, wszelkie wewnętrzne ruchy narodowościowe należy delikatnie mówiąc – wyciszyć, pozbyć się ich. W imię lepszej przyszłości zabić poczucie przynależności do danego miejsca, grupy etnicznej, narodowościowej. A jednocześnie bełkot unijnych urzędników na temat równouprawnienia zaprzecza tej idei. Pozornie. Po prostu: pewne grupy są faworyzowane inne nie.
A my mamy tego nie dostrzegać. Ale tak się nie da.
I mamy efekty. Rodzące się siły narodowe, które nie zawsze przyjmują li tylko formę miłości do własnej ziemi, ojczyzny, współobywateli.
Przykładem jest to co stało się w Norwegii. Breivik dodał dwa do dwóch, nałożyło się to jednak na jego patologiczną, chorą osobowość i zakończyło tragedią.
Obawiam się, że w całej Europie takich naśladowców może być więcej. Wszystko tylko zależy co będzie dla nich zapalnikiem, inicjatorem.
Ale ofiary „matusi” Unii nie przeszkadzają, chora myśl o potędze (wielkim państwie europejskim z kośćcem lewicowo- międzynarodowym) nie pozwala na takie zastanawianie się nad ofiarami. One po prostu muszą być, i będzie ich jeszcze więcej. Cel jednak uświęca środki…

Litwini odczuwają w większym zakresie niż my te zgubne działania. Ich państewko jest bardziej niż nasze, narażone na wchłonięcie przez ideologię unijną. Rządy eksperckie i inne bajdurzenia. Jacy eksperci? Gdzie wykształceni? Jakim dysponują doświadczeniem? Z jakim pochodzeniem? Z jakiego czasu, i jakich krajów? NRD? Czechosłowacji? Francji socjal-komunistycznej bez mała? Czy może zawsze stojącej w iście angielskim dystansie do reszty Wielkiej Brytanii?
Nie wierzę w takich ekspertów z pochodzeniem kombinowanym.

Cóż, dlatego też trwa walka o tożsamość. Im bardziej „eksperci” przykręcają „śrubę” tym więcej pragnienia odczucia swojej wyjątkowości, NIEZALEŻNOŚCI. Państwa przewodniczące na razie nie mają z tym dużego problemu, tam gospodarka jest na najwyższym poziomie. Zlikwidowane w innych państwach elementy przemysłu ciężkiego, uzależniają od monopolistów i powoli… molochów będących na ich terenach. Dotacje dla rolnictwa na wyższym poziomie, opieka na wyższym poziomie – wszystko na wyższym poziomie.
Jakość na wyższym poziomie. Towarów, usług i życia…

A tutaj (czytaj: w Polsce, na Litwie): „równia pochyła” – prowadząca w dół. Tyle tylko, że Litwa za dużej tej „równi” nie miała. My mamy ciut więcej. Odinstalowanie przemysłu, kluczowych gałęzi gospodarki, reszta w ręce korporacji, obcego zapewne pochodzenia, trochę czasu zajmie… i utworzenie: skansenu przyrodniczego. Gdzieś w końcu Europa musi mieć swoje ekologiczne płuca.
A więc; nie szukajmy jak w artykule z Interii, z którego zapożyczyłem cytat, duchów tam, gdzie ich nie ma.
Duchy są tworzone w umysłach osób podatnych na manipulację. Nie jest tak, że Polacy i Litwini, czy na odwrót – się nie lubią.
Ktoś chce aby tak było, ale nadal się nie do końca udaje, gdyż tylko niewielkie grupki desperatów źle rozumiejących sytuację zwracają się przeciw sobie z obu stron naszych narodów.
A mamy tak piękną przeszłość. Szukajmy w niej plusów i integrujmy się: regionalnie, narodowo z poszanowaniem wzajemnym.
Wroga znajdujmy gdzie indziej. My nie jesteśmy dla siebie wrodzy… Litwa to piękny kraj, Polska również. Bywajmy u siebie w odwiedzinach, gośćmy się wzajemnie i kochajmy.
Jak Unia nakazuje…. ale po naszemu :-).

Piotr Szelągowski

Cytat z materiału:Litwini mają nadzieję na poprawę stosunków z Polską. Tymczasem…

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.