Nauka obywatelska w Polsce?

Znalazłem stary artykuł z Focusa z czerwca 2013 roku… Mam taki zwyczaj że co ciekawsze fotografuję.
Ten był szczególny; o działaniach na płaszczyźnie nauki obywatelskiej.
Nie chcę się jednak koncentrować na licznych płaszczyznach owych działań. Raczej chodzi mi o przedstawienie pewnego wzoru.
Pokazuje go zagadnienie poszukiwań archeologicznych w Polsce. W materiale poruszany jest ten aspekt w stosunku do Mongolii i poszukiwań grobu Chyngis-chana.

Przeglądanie zdjęć z satelity powierzchni kraju.
W Anglii każdy poszukiwać może swobodnie szukać. Nie ma zakazu. Państwo ma tylko prawo pierwokupu.
U nas takie poszukiwania przez osoby prywatne są w zasadzie zabronione i karalne.
Czy to nie rodzaj nauki? Wiele osób poszukujących w ziemi, to pasjonaci posiadający olbrzymią wiedzę, wyszukujący według żmudnie zdobywanych informacji ukrytych w morkach archiwów, wypytujący świadków, nic nie stoi im na przeszkodzie, aby realizować swoją pasję. Nawet czas…
Dlaczego jej nie wykorzystać dla dobra państwa?
Wpływa to na ekonomię (znalezione rzeczy jeżeli byłyby sprzedawane na wolnym rynku wzbogacają naszego obywatela), wiedzę którą można by było zdobyć dzięki pasjonatom, jak i na…: podziemie przestępcze.
Jeżeli coś jest zabronione to „z automatu” interesują się tym osoby stojące na bakier z prawem.
No i dzieje się…
Ustawa jednak blokuje restrykcyjnie takie poszukiwania.
Nawet posiadanie artefaktów…
To przykład ustawy, która powinna być zmieniona i dla dobra państwa i dla dobra obywateli.

Archeologia obywatelska w Polsce? Może już niedługo. Osobiście jestem jej wielkim zwolennikiem.

W Polsce nie wszyscy mogą być Odkrywcami – tylko ci „równiejsi”…

Foto fragmentów artykułu z Focusa z czerwca 2013 roku.

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.