O czym mówi „Swoboda”?… Czy jej działalność jest anty-ukraińska?

Z maila (komentarz kolegi do materiału, pod którym wypada się mi tylko podpisać):

Ten tekst lwowskiego historyka zasługuje na pełne tłumaczenie, ponieważ może pomóc zrozumieć wielu ludziom z kręgu mediów głównego nurtu oraz władzy, że „propaganda” władz i mediów Federacji Rosyjskiej o nazistowskiej proweniencji ruchu Majdanu ma solidne podstawy.

Z wypowiedzi pani wiceminister Pełczyskiej-Nałęcz z Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP wynika, że ta polska instytucja mająca dbać o bezpieczeństwo polskich obywateli, tkwi po uszy w błędnej interpretacji sytuacji na Ukrainie – i te błędy powielane są w mediach polskich, okłamywane jest polskie społeczeństwo.

Dziennikarze polscy przeprowadzający wywiad z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim zamiast wysłuchać opinii, polemizują z nim w tej kwestii, a politycy rządzącej partii jak niegdyś aparatczycy PZPR odrzucają bezrefleksyjnie ostrzeżenia o neo-nazistowskim (neo-banderowskim) zagrożeniu na Ukrainie.

Na spotkaniu z p. vice minister Pełczyską-Nałęcz:
„… usłyszałam iż MSZ wie, kim jest Swoboda, ale jest to ugrupowanie, które dzięki polityce polskiego MSZ co raz bardziej się cywilizuje i dzisiaj można z nimi rozmawiać. Takie słowa wypowiedziała p. vice minister na spotkaniu w MSZ w czerwcu 2013. Można to cytować ponieważ sama osobiście to słyszałam i były one skierowane do mnie…”
(cytat z maila Pani Prezes Fundacji Lwów i Kresy).
Wydaje się, że jest to dowód, że polskie MSZ prawdopodobnie nie wie, co czyni.

Z poniższego tekstu wynika, że polski MSZ, jeśli rzeczywiście wspiera „Swobodę”, to w rzeczywistości współdziała w likwidacji ukraińskiego państwa… Historyk ze Lwowa pisze, że „Swoboda” i „Prawy Sektor” to najwięksi szkodnicy Ukrainy. Kto popiera, lub nawet milcząc nie potępia tych partii, szkodzi Ukrainie.

Kto kieruje naszą polityką zagraniczną:

a) Głusi?

b) Ślepi?

c) Analfabeci?

Nie dopuszczam myśli, że mogą to być agenci wpływu skrajnie radykalnego, szowinistycznego ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, zakorzenionego w zbrodniczej ideologii Dmytra Doncowa i OUN-UPA…

Autor poniższego tekstu, to historyk, Wasyl Rasewycz ze Lwowa. Nie ze wszystkim trzeba się z nim zgadzać, ale przekazuje on szereg interesujących informacji.

(tłum. tekstu: WT)

W przyszłość – bez „Swobody”

27.03.2014 r., 22:30

Ostatnio zadzwoniła do mnie dziennikarka telewizyjna z propozycją wzięcia udziału w jej programie autorskim, aby dać godny odpór propagandzie kremlowskiej. Zgadzam się, że propaganda powinna być demaskowana i dekonstruowana, ale należy pamiętać, że kontr- propaganda – to sprawa absolutnie niewdzięczna i z góry przegrana.

Zamiast uprawiać i doskonalić sztukę kontr-propagandy, należy stworzyć wysokiej jakości maksymalnie prawdziwy produkt informacyjny, to znaczy przede wszystkim nie okłamywać samych siebie. Czytając i oglądając w ostatnich czasach międzynarodowe media, można nieustannie znajdować tam nieprzyjemne dla Ukraińców twierdzenia lub interpretacje. Zazwyczaj ukraiński czytelnik składa to wszystko na karb niedoinformowania [ignorancji] zachodnich dziennikarzy i banalnego rosyjskiego przekupstwa. Być może podejrzenia mają realne podstawy i taka korupcja miała miejsce, ale nie zawsze i nie wszędzie.


Publiczne oświadczenia „Swobody”

W swoim czasie marginalna partia polityczna w celu przyciągnięcia uwagi do siebie, przyodziała na swoje ospałe cielsko „chwałę” niemieckiego narodowego socjalizmu, biorąc sobie za imię nie tylko prze-frazowaną nazwę starej niemieckiej partii nazistowskiej, ale także obficie strojąc się w estetyką niemieckiego narodowego socjalizmu. Z braku czasu i miejsca nie uważam za konieczne wdawanie się w analizę zasad programowych Socjal-Narodowej Partii Ukrainy (SNPU), jej strategii i taktyki. Były one zwykłą czarno-białą kopią [programu, strategii i taktyki] niemieckich narodowych socjalistów, ale to nie przeszkadzało partii [„Swoboda”] podawać się za ostatnią nadzieję białej rasy i ludzkości w ogóle.

Takie historyczne analogie mogły zapewnić krótkoterminowe poparcie wyborcze, ale skazywały na marginalizację i brak elastyczności. Zdając sobie sprawę, że „potencjał” historycznego małpowania [naśladowania, kopiowania] został wyczerpany, kierownictwo partii SNPU postanowiło się zmodernizować. Tym razem wzorem dla ukraińskich socjal-nacjonalistów stała się już nie niemiecka historia, lecz austriacka teraźniejszość. Oczarowani sukcesami politycznymi austriackiej prawicy Jörga Haidera z populistycznej Partii Wolności, ukraińscy socjal-nacjonaliści postanowili pójść analogiczną drogą i postanowili przyjąć identyczną nazwę.

Bardziej neutralna nazwa partii pozwoliła dawnym socjal-nacjonalistom wypłynąć na szerokie wody życia politycznego na Ukrainie. Chociaż ani poprzedni, ani odświeżony program polityczny partii nie wskazywał prawie żadnych praktycznych dróg i sposobów rozwoju Ukrainy, radykalna populistyczna retoryka i granie na stereotypach uczyniły ze „Swobody” partię rządzącą w niektórych obwodach [województwach] Zachodniej Ukrainy.

Eksploatowanie nastrojów protestu ludności pozwoliło jej zdobyć na wyborach parlamentarnych w 2012 roku aż 10,44 % procent głosów. Nic dziwnego, bo „swobodowcy” obiecali swoim wyborcom, że idą na bezkompromisowy bój z rządzącym reżimem, choć w praktyce okazało się, że oni po prostu rwali się do władzy, aby odsunąć [zastąpić sobą] tych będących na górze.

Fakt pozostaje faktem: ponad dziesięć procent głosów w wyborach parlamentarnych otrzymała partia, który jest mocno oparta na zasadach etnicznego nacjonalizmu, wyznaje ukraiński izolacjonizm i preferuje nie demokrację, lecz nacjo-krację. Kierowanie się zasadami nacjonalizmu etnicznego w państwie wielonarodowym – jest jak śmierć [jest samobójcze].

Nawet jeśli odrzucimy „techniczną” stronę problemu (praktyczny brak możliwości ustalenia, kto jest etnicznym Ukraińcem, a kto nim nie jest, zwłaszcza jeśli sobie wyobrazić, jaka instytucja może otrzymać takie uprawnienia, oraz „instrumenty” przeprowadzenia procedury), to „zwolennicy mierzenia” ukraińskiej tożsamości nie będą mieli wystarczających sił i środków dla jednego konkretnego rejonu [powiatu]. W takim razie dla kogo ta mantra? I co najważniejsze, do czego doprowadzą same intencje? Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Gdyby spróbować wprowadzić w życie [zastosować w praktyce] choćby jeden punkt z zasad etnicznego nacjonalizmu, to wtedy trzeba pożegnać się na zawsze z suwerennym państwem Ukraina.

Wielu ekspertów wie doskonale, że „Swoboda” nie jest partią pro-europejską. Ona należy raczej do zdecydowanych euro-sceptyków. Więc co ona robiła na Euro-Majdanie? Bajki o tym, że „Swoboda” ma szerokie kontakty z ludźmi o podobnych poglądach w Europie, i o jej specjalnym planie na rzecz europejskiej przyszłości Ukrainy niedawno zniknęły „jak rosa na słońcu”. „Swoboda” przez długi czas bratała się z europejskimi skrajnie prawicowymi ruchami – francuskim Frontem Narodowym, austriacką Partią Wolności, a nawet z węgierskim Jobbikiem. Ale wszystkie te siły podczas Rewolucji w Kijowie, a szczególnie podczas agresji Rosji przeciwko Ukrainie jednoznacznie poparły politykę Putina. Doszło do tego, że WO „Swoboda” pisała gniewne listów do swoich niedawnych sojuszników.

Lewica i liberałowie z Parlamentu Europejskiego już wcześniej ostrzegli ukraińską opozycję demokratyczną, aby powstrzymała się od współpracy ze „Swobodą”. Obecnie ta ukraińska partia nie ma sojuszników w Europie. Tak więc jedyne, na co może liczyć nasza ultra „nacjonalistyczna” partia – to polityka narodowej izolacji. I właśnie to jest to, czego od Ukrainy oczekuje Putin. Bez zachodniego solidarnego wsparcia on [z łatwością] połknie Ukrainę i przy tym [nawet] się nie udławi.

O nacjo-kracji na Ukrainie nie warto nawet rozpoczynać dyskusji. Jedyne, do czego można wykorzystywać to określenia – to rola straszaka i destruktora nowego ukraińskiego narodu politycznego. Nie jest tajemnicą, że przez dziesiątki lat potężna machina propagandowa pracowała na rzecz nie dopuszczenia do tworzeniu się ponad-etnicznego ukraińskiego narodu politycznego. I wreszcie stało się. W obliczu agresji zewnętrznej, a co najważniejsze – w jednym [zgodnym, wspólnym] porywie przeciwko kleptokratycznemu systemowi władzy obywatele Ukrainy w końcu [nareszcie] zaczęli czuć się patriotami swojego państwa.

Tym razem – bez względu na pochodzenie etniczne, język lub wyznanie. I znowu „niespodzianka”. Ołeh Tiahnybok wchodzi na trybunę Rady Werchownej ]parlamentu] i zaczyna obiecywać wzięcie w obronę „etnicznych” Ukraińców na południowej i wschodniej Ukrainie. Wydawało się, że tak doświadczony polityk nie może nie rozumieć wszystkich zagrożeń, które mogą pojawić się w związku ze stosowaniem zasady etnicznej przy ochronie obywateli przez ich państwo. Ale ta partia nigdy nie porzuci zasad nacjonalizmu etnicznego, bo one są jej istotą. Chyba, że po prostu przestanie istnieć.

I tu warto zatrzymać się na pierwszym bardzo nieprzyjemnym [frustrującym] dla zachodnich Ukraińców momencie. Okazało się, że do niedawna „swobodowskiemu” elektoratowi bardzo wygodnie było ukrywać się za tezą: „my nie głosowaliśmy na program „Swobody” i w ogóle nic na temat zasad nacjonalizmu etnicznego nie wiemy”, „my nie dopatrzyliśmy się w działaniach i oświadczeniach „swobodowców” ksenofobii i antysemityzmu, my uważamy ich wyłącznie za nacjonalistów, a być nacjonalistą – to kochać swoją ojczyznę”.

To właśnie z powodu tej udawanej politycznej nieroztropności i chęci przeciwstawienia brutalnym aparatczykom Partii Regionów w parlamencie swoich równie brutalnych nacjonalistów możliwe stało się wkroczenie „Swobody” do polityki na poziomie ogólno-narodowym. I nie jest to wyłącznie kwestia słabości ukraińskiej kultury politycznej. Jest to rzeczywistość, która wskazuje na brak wrażliwości znacznej części społeczeństwa ukraińskiego na przejawy autorytaryzmu, ksenofobii i antysemityzmu. Trzeba w końcu zacząć być uczciwymi wobec samych siebie i rozpocząć porządki na swoim własnym podwórku.

Skoro po „wizycie” w przedszkolu i poniżaniu dzieci z rosyjskimi imionami jeden z okręgów wyborczych Lwowa oddaje na Irenę Farion ponad 68 % głosów, to powinny pojawić się pytania nie tylko do samej Farion, ale także do jej wyborców. W ogóle, socjolodzy, politolodzy i psycholodzy społeczni powinni jeszcze rzetelnie zbadać, dlaczego zachodnio-ukraiński elektorat tak łatwo dał się kupić retoryce i estetyce socjal-nacjonalistycznej. Ponadto, warto byłoby zastanowić się, co jest głównym, a co pochodnym [co z czego wynika] – neo-nazistowskie sympatie „Swobody”, czy wykorzystywanie faktów z jej działalności przez kremlowską propagandę.

Sojusz Partii Regionów ze „Swobodą”

Okazało się, że populistyczne hasła były potrzebne „Swobodzie” wyłącznie w czasie kampanii wyborczych, ale gdy znalazła się u władzy w niektórych obwodach [województwach], „swobodowcy” nie tylko nie wyeliminowali starych korupcyjnych schematów – odnosi się wrażenie, że oni uczynili je jeszcze bardziej jawnymi i ostrymi. Zaskakujące w tej sytuacji było to, że przestępczy reżim Janukowycza tak jakby z lenistwa nie tylko nie śledził działań zachodnich „nacjonalistów”, ale po prostu oddał im na łaskę i niełaskę całe obwody [województwa]. Przyczyniając się do zwycięstwa WO „Swobody” na zachodniej Ukrainie, w zamian reżim otrzymał wiele korzyści. Po pierwsze: Zachodnia Ukraina została przedstawiona jako coś w rodzaju nacjonalistycznej enklawy, gdzie nie są przestrzegane normy demokratyczne, gdzie prym wiodą ksenofobowie, rasiści i antysemici.

Na ich szczęście „Swoboda” umiejętnie wspierała ten wizerunek swoimi rzekomo nieświadomymi działaniami i wypowiedziami. Tylko w ten sposób można potraktować wybryki Iryny Farion w przedszkolu, jej przemyślenia na temat wrogich religii i narodów, wezwania do ograniczenia praw tym osobom, które nie mówią w języku ukraińskim lub mają nie-ukraińskie imiona i nazwiska. A także rasistowskie w swojej istocie wypowiedzi Jurija Syrotiuka na temat piosenkarki Gajtany. Intensywna „intelektualna” działalność Jurija Mychalczyszyna w dziedzinie propagowania [promocji] socjal-nacjonalizmu wraz z atakami na radzieckich weteranów w dniu 9 maja we Lwowie – to również owoce tego samego drzewa [jagody z tego samego pola].

Uprawnione jest więc stwierdzenie, że panujący reżim Janukowycza zawarł ze „Swobodą” niepisany sojusz po to, aby utrwalić w świadomości społecznej obywateli całej Ukrainy przekonanie, że jej zachodnia część jest na wskroś neo-nazistowska i nacjonalistyczna w pełnym znaczeniu tego słowa. A to już dawało możliwość podzielenia Ukrainy na dwie umowne części, które są rzekomo przeciwstawne [wrogie] w stosunku do siebie. Aż wprost narzuca się drugi wniosek: ta taktyka władzy nie tylko odwracała uwagę od palących problemów ukraińskiego społeczeństwa, ale także pozwalała na przeciwstawianie sobie różnych regionów Ukrainy, zapewniając w ten sposób prawie wieczne panowanie klepto-kratycznego reżimu w Kijowie.

I tu warto niedawnym sympatykom „Swobody” zadać sobie kilka niewygodnych pytań. Dlaczego oni, widząc takie nie skrywane popieranie partii „Swoboda” przez władzę (usunięcie Bloku Julii Tymoszenko z wyborów, nieproporcjonalne do statusu partii wydatki finansowe na reklamę wizualną i w telewizji), nie zastanowili się, czegóż to oczekują od niej ci hojni sponsorzy? Kim oni są i dlaczego tak starannie się ukrywają? Dlaczego elektorat „Swobody” w żaden sposób nie zareagował na konsekwentne i systematyczne narzucanie Ukraińcom przez aktywistów „swobodowskich” wizerunku ksenofobów, rasistów i antysemitów? A może działania Tiahnyboka, Iryny Farion, Mychalczyszyna, Mirosznyczenki, Illienki, Mochnika i innych w pełni i całkowicie odzwierciedlają poglądy polityczne ich wyborców?

Jeśli tak jest w istocie, to nie warto skarżyć się na anty-ukraińską kremlowską propagandę, której „swobodowcy” tak sprawnie dostarczają ideologicznej amunicji. W takim przypadku musimy przyznać się, że my naprawdę popieramy fizyczną rozprawę z „Moskalem” Pantelejmonowem, zgadzamy się z Tiahnibokiem, że nasi dziadkowie i pradziadkowie słusznie i sprawiedliwie bili „żydostwo” i „Moskali”, i że mamy zamiar robić to samo. Popieramy Irynę Farion w tym, że wszystkie dziewczęta o imienia Liza i chłopcy o imieniu Misza powinni natychmiast opuścić Ukrainę i udać się do Moskwy. Być może, naśladując Jurija Mychylczyszyna, otwarcie zaśpiewajmy ody na cześć HAMAS-u i razem z nim potępijmy państwo Izrael.

Jeśli spojrzymy wstecz (dokonamy retrospekcji) na działalność publiczną „swobodowskich” aktywistów w całym okresie – od powstania partii do dnia dzisiejszego, to będzie ona składać się niemal wyłącznie z anty-ukraińskich prowokacji. Są to: wprowadzanie do ukraińskiej polityki idei socjal-nacjonalizmu, i antysemickie wystąpienie Ołeha Tiahnyboka na Górze Jaworzyna, i ksenofobiczne oświadczenia Mirosznyczenki. To również rozpalanie histerii antypolskiej, to rusofobiczne mantry Iryny Farion. Lista tych „wyczynów” może być bardzo długa, ale nawet kilka przykładów wystarczy, aby stwierdzić: „Swobodzie” nie chodzi o Ukrainę, dla niej ważna jest tylko władza.

Wymuszony mezalians

Swój sukces wyborczy „Swoboda” postrzegała jako „przyzwolenie” Ukraińców na realizację jej programu, strategii i taktyki. Dlatego w dalszym ciągu działała w swoim normalnym stylu. Gdy dostała się do parlamentu, „Swoboda” zażądała od reszty partii opozycyjnych, aby występować razem, wspólnym frontem. I UDAR, i „Batkiwszczyna” znalazły się w sytuacji bez wyboru. Aby nie rozpraszać swoich sił, musiały wejść w ten nierówny związek małżeński. To małżeństwo kosztowało demokratyczne partie polityczne utratę poparcia na wschodzie i południu, oraz utratę reputacji w Europie i na świecie. Obecność „Swobody” w opozycji demokratycznej stała się swego rodzaju marką [etykietką], symbolem całego ruchu opozycyjnego.

Propaganda Kremla i Partii Regionów już od dawna przygotowywała scenariusz, w którym z powodu sojuszu ze „Swobodą” cały ukraiński ruch opozycyjny otrzymał oznaczenia: „neo-nazistowski”, „ksenofobiczny” i „anty-semicki”. „Swobodowcy” sprawnie [umiejętnie] potwierdzali swoimi działaniami te propagandowe stereotypy. Co więcej, dokładali maksimum starań, aby zaprezentować cały Euro-Majdan jako dzieło swoich rąk, utrwalali wszelkimi sposobami twierdzenie, że to właśnie oni odegrali kluczową rolę w Rewolucji. Tak, w szczególności, oświadczył główny sponsor WO „Swoboda” Ihor Krywećkyj, tezę taką promują media rosyjskie i niemieckie. Żadna z tych publikacji ani słowem nie wspomniała o prawdziwej sile sprawczej Ukraińskiej Rewolucji. Chociaż brzmi to dziwnie, ale ani partie polityczne, ani tradycyjni działacze polityczni nie odegrali szczególnej roli w Majdanie. To, że dokonała się Rewolucja, Ukraińcy zawdzięczają ukraińskiemu społeczeństwu obywatelskiemu.

Realne sondaże partii politycznych w Majdanie wahały się w przedziale między 1,8% a 3,9%. Według danych Fundacji Inicjatyw Demokratycznych imienia Ilka Kuczeriwa,, 8 i 9 grudnia, kiedy przeprowadzane były sondaże, na Majdanie było tylko 4 % członków partii i 3,5% członków obywatelskich organizacji pozarządowych. Dzięki organizacjom partyjnym na Majdan dotarło tylko 2 % z protestujących, podczas gdy 92 % przybyło samodzielnie. Wymowne są również przyczyny ich udziału w proteście. Dla 53,5% takim powodem była odmowa podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. 69.6 % wyszło protestować przeciwko brutalnemu pobiciu studentów na Majdanie. 39,1 % i 49 % poszło na Majdan, aby zmienić władzę na Ukrainie i życie w państwie. Tylko 5,4 % odpowiedziało na wezwanie przywódców opozycji.

Zgódźmy się zatem, że po takich danych socjologicznych bardzo dziwnie wyglądają próby „swobodowskich” funkcjonariuszy narzucenia całemu Majdanowi własnej retoryki i symboliki. Nie mniej dziwnie wyglądały działania rosyjskiej propagandy, która również ciężko i konsekwentnie pracowała nad tym, aby zredukować całą Ukraińską Rewolucję do rewolty dwóch ultra-nacjonalistycznych sił – „Swobody” i „Prawego Sektora”. Czyż nie robiła tego po to, aby pozbawić Ukrainę międzynarodowego wsparcia, co w obecnej sytuacji oznaczałoby kompletny upadek państwa? I znowu, pojawia się pytanie adresowane do WO „Swoboda”, i teraz już do „Prawego Sektora”: dlaczego wy, mając wiedzę o swoim realnym wkładzie w Rewolucję, razem z kremlowską propagandą nadal przypisujecie sobie wszystkie sukcesy? Jest czymś zaskakującym, że i „Swoboda”, i „Prawy Sektor” uparcie i konsekwentnie demonstrują przed kamerami, że Ukraińska Rewolucja – to anarchia, bandytyzm, że tymczasowy rząd nie kontroluje sytuacji w kraju. Dla kogo i po co oni produkują te filmy? Szczególnie w przypadku WO „Swoboda”, wchodzącej w skład koalicji rządzącej? I główne pytanie: dlaczego obecne władze najwyższe tak spokojnie tolerują tego typu działalność?

Zakładnicy oszustwa

Tego, że na Ukrainie doszło do poważnego kryzysu systemu partyjnego, nie dostrzegają chyba tylko ci, którzy nie chcą tego dostrzec. Popularność partii, nawet w czasie Rewolucji, była minimalna. Ale wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że bozbawiona struktur organizacyjnych masa ludzka nie może się obejść bez partii. W związku z tym, przy milczącej akceptacji protestujących, Majdan delegował partie opozycyjne, aby utworzyły nowy rząd techniczny i nowy wykonawczy pion rządu. Należy podkreślić, że rząd miał być tylko techniczny i funkcjonować jako tymczasowy. Jednak nie stało się tak, jak planowano. Trzy dawne partie opozycyjne (tu nie całkowicie zrozumiałe jest stanowisko UDAR-u) utworzyły rząd wyłącznie według kwot partyjnych, dla niepoznaki wykorzystując, w charakterze listka figowego, kilka stanowisk w rządzie (symbolicznych), oddanych aktywistom Majdanu. Jak się okazało, stanowiska te, a w szczególności struktury, w ogóle znajdują się poza obszarem prawnym Ukrainy.

W rzeczywistości władzą podzieliły się między sobą dwie partie – „Batkiwszczyna” i „Swoboda”. W tym przypadku nikt nawet nie pomyślał, jakim potencjałem kadrowym te partie dysponują. „Swoboda” otrzymała część bloku siłowego, który obsadziła zaskakująco słabo wykwalifikowanymi kadrami. Przyjście w swoim czasie na stanowisko pełniącego obowiązki ministra obrony admirała Teniucha pociągnęło za sobą „swobodowskie” nominacje na szefów wywiadu wojskowego i kontrwywiadu. Konsekwencje takiego personalno-kadrowego „kompletowania” departamentu obrony jeszcze długo będą dawać się we znaki Ukrainie.

Zaskakująco wyglądała także nominacja „swobodowca” Ołeha Machnickiego na stanowisko prokuratora generalnego Ukrainy. Pan prokurator generalny nadal nie nauczył się, jak precyzyjnie wypowiadać swoje mysli, bo jego życiorys zawodowy wskazuje, że w tej dziedzinie jest dyletantem. Dlatego prokuratora, przed którą w tym kluczowym momencie stoją specjalne wyzwania, nie doprowadziła do finału zadnej głośnej sprawy. Główną troską prokuratora generalnego okazały się nominacje kadrowe w obwodach, które często wywoływały oburzenie i gniew w regionach, a to z powodu starych grzechów nowo mianowanych.

Zasada kwot partyjnych została zastosowane również w całym pionie władzy w obwodach. Tak więc prawie cała Zachodnia Ukraina znalazła się w rękach „Swobody”. Fakt ten również tylko zwiększa napięcie w regionach.

Nadal pozostaje tajemnicą, dlaczego przywódcy „Batkiwszczyny” zgodzili się na koalicja ze „Swobodą”. Być może była to jedyna partia, która z taką łatwością ugodziła się na zasadę kwot partyjnych? Jeśli tak, to „Batkiwszczyna” stała się zakładnikiem lekkomyślnie [naiwnie] zawartej umowy, a teraz po prostu nie jest w stanie wyrwać się z tych krzepkich (a może nawet korupcyjnych) objęć. Dlatego nowe władze Ukrainy powinny być szczególnie przygotowane na poważne wewnętrzne i zewnętrzne prowokacje i nieporozumienia. Prasa światowa nadal będzie pisać o „neo-nazistach” w rządzie ukraińskim, propaganda kremlowska będzie pokazywać we wszystkich mediach „swobodowskich” parlamentarzystów przy czarnej pracy na polu ksenofobii i antysemityzmu, a ukraińska dyplomacja zaledwie nadąży reagować na te czy inne informacyjne wrzutki, których w obfitości będą dostarczać koalicjanci.

Można zrozumieć nowy rząd Ukrainy, zamiast państwa otrzymał w spadku zwykłe rekwizyty. W tej sytuacji Ukraińcom pozostaje tylko liczyć na dwie rzeczy: na własne siły i na solidarne wsparcie ze strony demokratycznego świata. Nie należy oczekiwać poparcie dla nowego rządu ze strony wszystkich Ukraińców, ponieważ został utworzony w drodze separatystcznych porozumień, czyli dzięki zwyczajnej manipulacji. Wsparcie demokratycznego świata zachodniego może załamać się (zniechęcenie wspierających) z powodu postępowania „swobodowców” znajdujących się przy władzy. Zwłaszcza, jeśli pomyśleć o tym, co czeka nas 9 maja tego roku. Czy ten dzień dzięki „Swobodzie” stanie się nie tylko nowym incydentem, wrzutką informacjną, ale także podstawą do kolejnych aktywnych działań Władimira Putina.

Postscriptum. Gdyby „Swoboda” było naprawdę patriotyczną partią, to w obecnej sytuacji cichutko poszłaby za przykładem admirała Teniucha. A wtedy nowy ukraiński rząd będzie musiał tylko zatroszczyć się o mianowanie na zwolnione stanowiska bezpartyjnych ekspertów.

Źródło: zaxid.net
Autor: Wasyl Rasewycz

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

2 myśli w temacie “O czym mówi „Swoboda”?… Czy jej działalność jest anty-ukraińska?”

Możliwość komentowania jest wyłączona.