Odkrywanie Prawdy – historia…, dlaczego musi być znana?

Przypominam sobie właśnie książkę z okresu PRL-u, okupacji sowieckiej i niby państwowości polskiej, takie słowa:
„…nie zawsze jesteśmy w stanie ocenić wagę relacji i wspomnień ludzi, którzy historię tworzyli. A przecież jest naszym obowiązkiem -zarówno wobec przeszłości, jak i przyszłości – ocalić od zapomnienia i budowniczych historii, jak i samą historię…”

Co się okazuje? Że w tamtym czasie (oczywiście z zupełnie innych pobudek i potrzeb) bardziej kultywowano potrzebę interesowania się historią i znania jej niż teraz.
Wiadomo: dla celów usankcjonowania zaistnienia tamtego czasu, na różne sposoby wplatano etos komunistyczny i marksistowski w nić historii naszego kraju próbując za wszelką cenę udowodnić potrzebę istniejącego stanu faktycznego – inaczej mówiąc: okupację marksistów (rodzimych) pod przewodem tych ze wschodu.
Może wydać się Wam, używanie takich określeń zbyt wyraziste, a przez to karykaturalne, jednak to celowe działanie: chcę podkreślić moją głęboką niechęć i obrzydzenie i ideologią komunistyczną, marksistami i zdrajcami: Polakami zakochanymi z różnych powodów, a także pragmatycznie wspierającymi przez lata okupanta na naszych ziemiach. W zasadzie dzięki nim ów okupant niewiele musiał się wytężać.
Ci rodzimi komuniści byli o wiele gorsi – od również i niemieckiego okupanta.
O tym właśnie mówiono wczoraj w Pałacu Działyńskich w Poznaniu.

Co było najistotniejsze w przekazie tej ciekawej jednakże smutnej w konkluzji prelekcji – bezpośrednio dla nas? Fakt, że eksterminację polskiego narodu zaczęto na długo przed eksterminacją żydowskiego.
To na nas Polakach „testowano” pierwsze obozy koncentracyjne w pigułce (Fort VII-my), czy komory gazowe (w tymże obozie).
To na polskich synach min wielkopolskiej ziemi dokonywano różnych akcji: „ostatecznych rozwiązań”, „oczyszczań”, „przesiedleń”.
W tych eufemizmach kryły się setki i tysiące zbrodni, ludzkich tragedii spowodowanych totalitarną nienawiścią do innego narodu, innego sposobu myślenia, życia.
Planowe wyniszczanie.

I jeszcze jedno zanim przedstawię kilka fotografii ze spotkania: to co w cytacie, który użyłem na początku umyka nam: brak pamięci. Ciągle popełniamy od stuleci ten sam błąd – nie potrafimy, mimo wiedzy pokoleniowej, teraz jeszcze lepiej systematyzowanej i przechowywanej ustrzec siebie i bliskich, całe społeczeństwa od popełniania ciągle tych samych błędów – nie umiemy odciąć się od zła jakim jest nienawiść innych ludzi, narodów…
Nie uczymy się na błędach…


„Polityczne oczyszczanie gruntu:
…Zagłada Polskich Elit w Wielkopolsce”

Zbrodniarze, którzy uniknęli kary… Jedno z pierwszych jakie powstały krup eksterminacyjnych: einsatzkomanno = mordujące nie Żydów, lecz Polaków.


Dziś z kolei dotknąłem innej pamięci, skrzywdzonych rodaków: ze wschodu. Janina Kalinowska jechała ponad pół tysiąca kilometrów aby pożegnać przyjaciółkę, która tak jak i ona przeżyła Zagładę – dokonaną na nich, Polakach z Kresów Wschodnich, z Wołynia.
Przyjechała do Wielkopolski, do Gniezna na jej pogrzeb.
Udało się dzięki naszej członkini z Pobiedzisk zorganizować jej i towarzyszącym Pani Janinie kolegom ze Stowarzyszenia nocleg w Pobiedziskach, dokładnie tam gdzie nocował przed dwu laty ks Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Chociaż kilka minut mogliśmy porozmawiać. W skrócie Pani Janina opowiedziała mi losy jej przyjaciółki, jak to w wieku 8miu lat chowając się w zbożu cudem uniknęła śmierci, patrząc w ukryciu na mord dokonany na swojej Mamie przez UPO-wców, także patrzała na śmierć swoich młodszych siostrzyczek żywcem wrzuconych do studni…
Dalsze losy też nie były łatwe. Tułaczka, pogarda i niesprawiedliwość. A także tak długie milczenie na temat zbrodni, które oglądała własnymi oczyma.
Jedynie to niesamowite braterstwo krwi, między innymi z Panią Janiną cudem ocalałą i wieloma innymi rozproszonymi po kraju i za granicą jakoś podtrzymywały na duchu…

Pani Janina jako 3-latka przeżyła eksterminację swojej rodziny. Pamięta żar, ciepło, ciemność, wyczołgała się spod ciała martwej mamy, uciekła. Trafiła do zagrody opodal, mieszkający tam Ukrainiec przechował ją. Od niego odebrał Panią Janinę jakiś człowiek, który przewiózł ją do Włodzimierza Wołyńskiego do polskiej rodziny, z którą została wywieziona na roboty do Niemiec. Po wojnie w 1947 roku trafiła do domu dziecka prowadzonego przez Polski Komitet Pomocy Społecznej w Zamościu.
Losy polskie…

Cisza nad nieznanymi grobami. Tak długo…
Czas to przerwać.

Jesteśmy im to dłużni.

Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *