Philip K Dick – na Gostkonie.


Miło było. Tak bardzo króciutko można by podsumować wczorajszy udział w Gostkonie. Wróciły wspomnienia z „dawnych” czasów, rozmowy o fantastyce w Zamku (poznańskim „pałacu Kultury”)- KMFF „Nostromo”– filmy SF oglądane na drugim piętrze na Sharpie (magnetowid Przemka), liczne analizy fabuł, fantazjowanie na temat innych epilogów niż reżyserzy wymyślali. To był często uprawiany przez nas „sport”.
Nostromo
(pieczołowicie przechowywana plakietka klubowa)

Sięgnęliśmy też pamięcią do Pyrkonów na Dębcu – nie tak skomercjalizowanych jak obecne. Dziwne(?), ale jakoś tak wszyscy to dostrzegliśmy…
Gostkon P.K. Dick

Tak bardzo miło się zrobiło, że odstąpiłem od pierwotnego mojego pomysłu analizy „drogi Dicka” na podstawie wybranych fragmentów książek czy ekranizacji – i krótką prelekcję przebudowałem w luźny dialog „na temat”.

Było tam i o Dicku, i o whisky (Laphroaig ), trochę…- i filmach, oczywiście o; „Blade Runner”. O Snergu, Lemie, FBI i spisku komunistycznym.
Dialogi o Dicku na Gostkonie
Było też o niezapomnianym Darku Chojnackim, jego projekcie graficznym „Ubik”, którego wizualizację miałem na koszulce podczas prelekcji (otrzymałem ją w prezencie wiele lat temu od Andrzeja z Rebisu, – raz jeszcze dzięki :-)), projekt ten ozdobił wydanie Amberu tej powieści Dicka.

Było ogólnie o miłości do literatury SF. O tym garniturze, który maskuje wiele spraw, jakie chcą przekazać autorzy piszący w tej konwencji, a które dotykają problemów i naszej psychiki, umysłowości, poszukiwań i rzeczywistości ludzkiej tu i teraz.

Padło też kilka zdań (bo musiało!) o… kotach.
Kicia Różyczka na dachu w Boryszynie

:-)
Dzielnie wtórował mi w dyskusji następny prelegent Rafał Nawrocki.
Miło wspominaliśmy niestety nieobecnego Leszka Jęczmyka.
Dobrze było porozmawiać, powspominać w doborowym gronie. Sentyment, nostalgia, przede wszystkim jednak świadomość jakbym wszystkich dobrze znał przez lata z obecnych wczoraj dyskutantów.
Coś co łączy nie może dzielić. Banał. Pewnie tak. Jednak warto go wyartykułować, aby był myślą przewodnią dla rzeszy osób na tym świecie, które wynajdują tylko powody i tematy do tego by skonfliktować się z resztą ludzkości. Lub też skonfliktować pozostałą część ludzkości miedzy sobą. Czasami odnoszę wrażenie, że nie jest to takie nierzeczywiste – owa teoria spiskowa – jak wielu chciałoby ją widzieć.

Po wysłuchaniu zmodyfikowanej (zamiany w stosunku do tematu programowego) prelekcji Rafała (jak widać wszyscy płynnie się dostosowują, pod wpływem uroku chwili) o tajemniczych obrazach, które „straszą” po nocach, (oczywiście tylko złych ludzi), udałem się do sali gier, cieszącej się niezwykłą popularnością.

Młodzież, dzieci i dorośli doskonale się bawili.

Gostkon sala gier

Gostkon gry

Jeszcze na chwil parę zaglądam na dyskusję o twórczości Pilipiuka, z którym to Autorem od czasu do czasu korespondencyjnie wymieniam różne uwagi niekoniecznie na temat twórczości SF…
Gdzieś tam jeszcze kilka krótkich rozmów, nie obyło się bez akcentu kresowego (nie tylko chodzi o Lema, który urodził się we Lwowie), udałem się z moimi dobrymi znajomymi z Gostynia na kawę i miłą dysputę żegnając gościnny Gostkon.

Jeszcze tylko jedno z ostatnich ujęć z Rafałem i jego latoroślą…
Gostkon chyba najmłodszy uczestnik
Zdecydowanie będę wybierał się za rok.
Piotr Szelągowski

Poniżej przeczytacie fragment listu Dicka do FBI (omawialiśmy jego atak na Lema w kategorii chyba zemsty za brak honorarium za „Ubika” – który był wydany w serii „Stanisław Lem poleca”). Honorarium było w złotówkach, które były niewymienialne za polska granicą, niestety Dick nie mógł przylecieć do Polski, aby wydać złotówki. To. go chyba rozeźliło do tego stopnia, że postanowił zrobić z Lema działalność agenturalną komunistów…

…Udało im się osiągnąć swoje cele głównie w dziedzinie prac akademickich, recenzji książkowych i prawdopodobnie przez naszą organizację uzyskali wpływ na przyznawanie nagród. Myślę jednak, że obecnie ich kampania na rzecz propagowania Lema jako wybitnego powieściopisarza i krytyka traci impet i zaczyna napotykać poważny opór: 1/ ujawnia się, że twórcze zdolności Lema były przereklamowane i 2/ w brutalnych, obraźliwych i zupełnie nie umotywowanych atakach na amerykańską science fiction i jej amerykańskich autorów Lem posunął się za daleko i zbyt szybko zraził sobie wszystkich poza wiernymi członkami partii (ja jestem jednym z tych zrażonych).
Byłoby bardzo groźne dla naszej dziedziny, gdyby się okazało, że znaczna część naszej krytyki, prac naukowych i wydawnictw jest całkowicie podległa jakiejś anonimowej grupie z Krakowa. Nie wiem jednak, co można na to poradzić…


Polecane linki znalezione jako refleksja (pod wpływem impulsu „wspomnieniowego”) podczas pisania powyższego tekstu:

„Lem nie istnieje” – o Lemie i Dicku

Philip K. Dick: Lem to komunistyczny spisek


Filmweb – Dick


U mnie na blogu:
O Whisky: Jakie whisky najlepsze; Laphroaig

O Dicku: Pisarz SF Philip K. Dick

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.