Polacy na Białorusi – reportaż Anny Kuleszewicz.

    001

Uwaga! Młodzi patrioci pilnie poszukiwani! Ruszyła kolejna, czwarta edycja Nagrody im. Macieja Frankiewicza. Nagroda (nie tylko materialna) przeznaczona jest dla młodych ludzi, którzy kierują się w swoim życiu prostymi zasadami: jestem patriotą, kocham Polskę, pomagam innym.

Nominowanych ? młodych ludzi w wieku od 15 do 25 można zgłaszać do 16 maja. Niech będą to osoby, które swoim codziennym działaniem pokazują, że szeroko rozumiany patriotyzm jest także popularny wśród młodzieży.

www.facebook.com/NagrodaFrankiewicza

Znasz młodego człowieka, który pomaga innym? Wydaje Ci się, że można go zgłosić? A może nie jesteś pewien, czy to co robi, może być odbierane jako patriotyzm? Spokojnie, patriotyzm młodych ludzi może przybierać najróżniejsze formy. Anna Kuleszewicz, laureatka Nagrody z 2014 r., zaangażowała się w pomoc Polakom na Wschodzie. Oto jej relacja z podróży. Wyjazd ze studentami odbył się w październiku 2012 r.,
a Anna organizowała go w ramach Koła Naukowego Instytutu Wschod
niego UAM:

Dwieście lat Pani Wero!

O Polakach na Białorusi słyszy się od czasu do czasu, zazwyczaj w chwilowym przypływie politycznego kontekstu. Ale potem temat cichnie, dalsze dyskusje toczą się ewentualnie wśród zainteresowanych tematem grup. Ale i te często krążą wokół kwestii politycznych, historycznych? A Polacy jak na Białorusi byli tak będą, żyjąc z dnia na dzień. Często mieszkają skromnie, w mieszkaniach w komunistycznych blokach lub na wsiach,
w jeszcze skromniejszych, swojskich domkach. Gdy od czasu do c
zasu toczą się polityczne dyskusje i poziom emocji się podnosi, oni jak co dzień wychodzą nakarmić zwierzęta i oporządzić ogródek, odwiedzają sąsiadów, idą do Kościoła. Niektórzy jeszcze pamiętają Polskę. Inni pamiętają czasu tuż po niej. Niestety często mają wrażenie, że Polska, jak i reszta świata, zapomniała o nich.

Tak naprawdę potrzebują niewiele. Owszem, cieszą się z przywiezionych podarunków. Dziewięćdziesięcioletnia pani Wera dostała od nas ciepłe rękawiczki i skarpety. Zimy są chłodne, domek ogrzewa paląc drewnem w piecyku. Na wiosnę woda z pobliskiego strumienia zalewa jej ten domek. Mówi, że często ma wodę prawie po kolana. Ale nie narzeka, przyzwyczaiła się. Według lekarzy jest okazem zdrowia.

Mowa ciała nie wyraża wiele. Ale oczy tych ludzi powiedzą wszystko. Odwiedził ich ktoś z Polski. Ktoś pamiętał, ktoś porozmawiał. Obecność i pamięć ? to są wartości najcenniejsze.

Podczas pierwszej wizyty na Białorusi byłam zdziwiona, jak mieszkający tam, starsi Polacy, wciąż doskonale mówią po polsku, mimo iż właściwie całe życie spędzili w rzeczywistości Związku Radzieckiego, później Białorusi. Jak szybko i czasami ze szczegółami są w stanie uciec do najmłodszych lat swojego życia, by przywołać i opisać słowami obraz zapamiętanej przez nich II Rzeczypospolitej. Zazwyczaj bardzo ciepły obraz.

Schemat się powtarza. Największa jest radość z obecności, z odwiedzin, z pamięci. Największa z największych, gdy odwiedzają ich ludzie młodzi. Do Pani Wery zabrałam raz wycieczkę studentów z UAM. Zaśpiewaliśmy jej chórem życzenia: ?Dwieście lat niech żyje nam!? Jasne oczy Pani Wery się zaszkliły.

006

?I czekaliśmy? na śmierć?

Pani Jadwiga otwiera drzwi ciesząc się z naszego przybycia, po krótkiej chwili z rosyjskiego przestawia się na płynny polski. I w równie szybkim tempie nakrywa stół wszystkimi specjałami, jakie akurat posiada. Dużo opowiada, pokazuje zdjęcia. Wspomina czas, gdy ostatni raz odwiedziła krewnych w Polsce. ?A dawno nikt do mnie nie przyjechał??

011

Władysław Uchnalewicz, malutki staruszek mieszkający w skromnym domku w Wołkowysku. W Armii Krajowej miał pseudonim ?Kret?. Działał w strukturach jeszcze po wojnie, lecz gdy go złapano, skazano na karę śmierci. O celi śmierci opowiadał nam spacerując po Grodnie, to tam go więziono (w tym samym miejscu, nieopodal katedry, więzienie znajduje się i dziś). ?Wody było po kolana. Tak nas trzymali i czekaliśmy? na śmierć?. Śmierć nie przyszła. Przyszło ?zmiłowanie? i Pana Władysława wysłano na 25 lat ciężkich robót do Workuty. W tym 7 w kopalni, bez światła dziennego. Jak ?Kret?, to kret. Przeżył i wrócił do Wołkowyska, gdzie czasami dumnie spaceruje w mundurze AK-owca.

Poprosiłam Pana Władysława, by podczas wycieczki naszych poznańskich studentów spotkał się z nimi i opowiedział swoją historię. Z początku niechętny, potem się jednak zgodził. Podjechałam po niego, akurat zakładał marynarkę od swojego munduru. Zapytał czy dużo jest ludzi i czy może powinien jeszcze zawiązać krawat?

Spotkanie miało być względnie krótkie, trwało półtorej godziny. Pan Władysław przez cały czas opowiadał. Nie wypił nawet łyka wody, przez emocje zapomniał. Mimo to nie wiedziałam w kim większe emocje właśnie się burzą ? w żołnierzu AK, czy w naszych poznańskich studentach, poruszonych spotkaniem. Większość z nich jeszcze nigdy nie miała możliwości spotkać AK-owca. A tym bardziej nie spodziewali się tego na Białorusi.

Pamiętam jak podczas pierwszej mojej wizyty na Białorusi żegnali nas miejscowi Polacy. Pamiętam jak jeden starszy pan nagle mocno ścisnął mnie za rękę mówiąc ?Dziękuję, że wy młodzi przyjeżdżacie, bo my umieramy, a wy musicie pamiętać?.

015

Piłka Euro 2012 od Poznania

Ale nie tylko starszemu pokoleniu ?białoruskich Polaków? potrzebna jest nasza pamięć i wsparcie (nawet to skromne, w postaci niewielkich podarunków). W Wołkowysku działa polska szkoła, słynąca z reprezentatywnego budynku. Rząd polski wydał na jej budowę ponoć 2 miliony dolarów. Ale jak skarżą się miejscowi Polacy ? ?wydał i potem trochę zapomniał?.

Szkołę cieszą każde podarunki ? i komputery, i pomoce naukowe, książki w języku polskim czy różniste gadżety. Rok po Euro 2012 udało mi się otrzymać od miasta Poznania oryginalną piłkę futbolową, którą przekazałam wołkowyskiej szkole. ?To będzie prawdziwy rarytas dla uczniów, chyba będziemy musieli to włożyć w gablotę? ? mówi pani dyrektor, Halina Bułaj.

Udało mi się z pomocą pani dyrektor zorganizować spotkanie uczniów szkoły polskiej z naszymi studentami, którzy przygotowali dla młodszych kolegów zza Bugu krótkie referaty mówiące o Wielkopolsce i wspólnej historii polsko-białoruskiej. Było to późniejsze popołudnie, uczniowie od rana mieli lekcje. Mimo to, cierpliwie, zostali dłużej po lekcjach, by nas wysłuchać. A potem jeszcze dłużej, by móc ?na luzie? z nami porozmawiać. Byli nastawieni entuzjastycznie, z chęcią opowiadali o swoich wizytach w Polsce.

Młodym może jest łatwiej o kontakt z Polską. Mają Internet, mogą się uczyć polskiego, łatwiej im do Polski wyjechać. Jednak i oni cenią naszą pamięć. Bo często jest niestety tak, że oni chcą do Polski, a ta Polska, wedle swego kaprysu, może ich przyjąć albo nie. Może ich zauważyć lub nie. A dzięki odwiedzinom i pamięci mają świadomość, że to nie tylko oni zabiegają o Polskę, ale sama Polska zabiega o nich.

Tak wyszło w stosunkach politycznych, że Białoruś jest swoistą ?białą plamą?. Że po prostu łatwiej i sprawniej można pojechać na Litwę czy Ukrainę, gdzie naszych Rodaków nie brakuje. Trzeba sobie zadać trochę trudu, by wyrobić wizę, a później z bagażem wypełnionym po części rzeczami osobistymi, a po części podarunkami, jechać kilka godzin, później kilka godzin stać na granicy. Ale już na miejscu, w obliczu spotkania z miejscowymi ludźmi, o tym trudzie zupełnie się zapomina.

002

Tekst i zdjęcia: Anna Kuleszewicz

5 myśli w temacie “Polacy na Białorusi – reportaż Anny Kuleszewicz.”

  1. Gratuluję tekstu! Musimy jeździć i wspierać naszych – Polaków, którzy tam zostali. Pozdrawiam

  2. Wzruszający ,a zarazem świetny tekst. Gratuluję.
    Tak,,,tak….trzeba o tych Polakach pamiętac…..bo tak szybko odchodzą,,,,,a my -Młodzi- musimy o nich sie upominać i nigdy nie zapominać.

Możliwość komentowania jest wyłączona.