Przy Krakowskim Przedmieściu, którym przechadzają się indywidualni turyści i wycieczki, w tym szkolne, przed Domem Polonii, umieszczona jest wystawa Polonia Restituta 1918, Polacy w świecie w walce o Niepodległą 1914 -1920. Wystawa przygotowana przez Stowarzyszenie Wspólnota Polska, Warszawa listopad 2017, dofinansowana ze środków pochodzących z Kancelarii Senatu Rzeczpospolitej Polskiej – czytam na pierwszej planszy. Na tejże planszy: „Dla Polaków pozbawionych od schyłku XVIII wieku własnego państwa, konflikt stał się historyczną szansą by raz jeszcze, tym razem skutecznie, podjąć walkę o niepodległość”.
Dwukrotnie przejrzałam kilkanaście planszy i nie znalazłam żadnej wzmianki na temat obrony Lwowa i odsieczy, z którą przybył na pomoc młodym obrońcom Lwowa ppłk. Michał Karaszewicz – Tokarzewski. Michał Karaszewicz – Tokarzewski w sierpniu 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich, gdzie dowodził V batalionem w 1 pułku piechoty. Jak podaje Wiktor K. Cygan w słowniku biograficznym „Oficerowie Legionów Polskich 1914-1917”: „Aresztowany przez Austriaków w Pikulicach pod zarzutem buntu, do 23 listopada był więziony w Przemyślu. Zwolniony, został wcielony do armii austriackiej, od grudnia 1917 do czerwca 1918 r. służył w 80 pp. Następnie przeszedł do POW. Do października był przedstawicielem POW na obszar Rosji europejskiej i Ukrainy oraz przy francuskiej misji wojskowej w Moskwie i przy tamtejszym Komitecie Wojskowym Polskim”.
Mam w ręku pięknie opracowaną książkę o prawie identycznym tytule : 1918 Polonia Restituta , 100.Rocznica Odzyskania Niepodległości, Wydawnictwo AA, Kraków 2017, czytam: „Jesienią 1918 roku ataman Dmytro Witowski miał we Lwowie 2,5 tysiąca żołnierzy gdy tymczasem Polacy posiadali niecały batalion, ponadto strukturę konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) oraz Związek Wojskowych Polaków z wojska austriackiego, na czele z kapitanem Czesławem Mączyńskim. (…) W nocy z 31 października na 1 listopada Ukraińcy wystąpili zbrojnie i zajęli całą Galicję Wschodnią, aż po San, oraz duże obszary Lwowa. W mieście rozpoczęły się walki. Pierwszą i główną redutą polskiego oporu stała się szkoła im. Henryka Sienkiewicza, z niewielkim oddziałem dowodzonym przez kpt. Zdzisława Trześniowskiego, do którego cały czas napływali ochotnicy, głównie uczniowie, harcerze, studenci… Symbolem bohaterstwa młodych obrońców miasta stał się 14 – letni uczeń gimnazjum, harcerz 9 Drużyny Lwowskiej, Jurek Bitschan”.
W książce Joanny Wieliczka-Szarkowej jest nie tylko rozdział o lwowskich orlętach ale również o powstaniu wielkopolskim i o trzech śląskich powstaniach. Książki nie znalazłam ani w księgarni Prusa ani w księgarni Domu Spotkań z Historią. Natomiast w witrynie księgarni Libre widzę wydaną przez Krytykę Polityczną książką Pawła Brykczyńskiego: Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce.
We wczorajszym programie „Warto rozmawiać” toczyła się dyskusja czy Polska jest obiektem wrogich działań zagranicznych ośrodków i obcych służb i kto ma dbać o prawdziwy wizerunek Polski. Zadbajmy o ten wizerunek przede wszystkim w Polsce. Mnożymy fundacje, organizacje, stowarzyszenia zabiegające o fundusze dla pojedynczych działań, nad którymi nikt nie panuje i z których nikogo się nie rozlicza a tymczasem dr Aleksandra Gryszczyńska Grabies z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytut Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk (czy za wiedzą i zgodą ministra Jarosława Gowina i za nasze pieniądze ?) jedzie na uniwersytet do USA i obwieszcza na konferencji, iż zbrodnia w Jedwabnem była prawie aktem zdrady ze strony narodu polskiego. Czy to jest oficjalne zdanie ministra Jarosława Gowina? Czy ktoś nad tym panuje co w strefie publicznej w kraju i zagranicą mówią i piszą wykształceni za moje, podatnika pieniądze? Nie są potrzebne kolejne pieniądze i fundacje, potrzebna jest odpowiednia polityka informacyjno/edukacyjna przygotowana przez rząd, program dla wszystkich ministerstw począwszy od edukacji, nauki, kultury itp., program dla szkół, uczelni, instytutów naukowych, placówek dyplomatycznych, placówek kultury, sztuki, dla organizacji, stowarzyszeń, samorządów, mądry program narodowy opracowany przez fachowców i doświadczonych ludzi. Dofinansowanie z publicznych pieniędzy tylko dla tych, co ten program realizują. I audyt dokonywany przez wszechstronnie wykształconych, erudytów i uczciwych, nieprzekupnych, weryfikacja tych działań opłacanych przecież z naszych, podatników pieniędzy. Tym sposobem unikniemy szkodliwych działań, które są może prowadzone w dobrej wierze ale „po uważaniu” i bez uzupełnienia o tematy, które w czasach komuny nie były dozwolone. Proponuję, następny odcinek w temacie wizerunku Polski poświęcić V kolumnie.
Bożena Ratter