Prowokacja ukraińska z okrętami? Czy rosyjska?

W zasadzie to chyba bez znaczenia kto za tym naprawdę stoi – chodziło tylko o to aby było głośno.

Odzywam się po kilkunastu już dniach owej prowokacji. Porozmawiałem z paroma osobami, obejrzałem u kolegi Rosija 24 wiadomości i osobiście uważam że największym zmartwieniem nie jest to co tam się kołowaci między jedną a drugą stroną – doszedłem nawet do wniosku że to wspólna ustawka Poroszenki z Putinem (wiadomo że obecny prezydent Ukrainy ma swoje interesy na terenie Rosji – ciemne czy jasne nie do końca wiadomo) w celu utrzymania ciągłego napięcia międzynarodowego…- ale martwi mnie postawa naszych polityków. I mediów w Polsce jednostronnie mówiących o konflikcie. Wszystkich.
No prawie wszystkich. Sensowną dyskusją na ten temat była dyskusja w TV internetowej „Telewizja w Polsce”.
Stanie po stronie Ukrainy całkowicie bezrefleksyjne jest głupotą polityczną. Przykład Chin które potrafią się dystansować. W naszej sytuacji pójście w tym kierunku jest jak najbardziej logiczne.

Dokładnie te same argumenty w dyskusji kilkanaście godzin po incydencie wymienialiśmy z różnymi kolegami (wojskowymi, prawnikami). Te same podejrzenia padały. Głównie podejrzenie: że to działania Poroszenki, który przed wyborami próbuje wzmocnić swoją całkowicie straconą wyborczą pozycję – mimo wszystko (szans wielkich nie ma w wyborach prezydenckich, jednak przez podniesienie sprawy wojny [nie-wojny] z Rosją, zyskuje kilka punktów na arenie międzynarodowej). Druga sprawa: różne protesty społeczne, demonstracje, blokady, strajki na terenie Ukrainy – wprowadzenie stanu wyjątkowego je wygasza nie wskazując w tym przypadku [incydentu na morzu] bezpośrednio na nie – co więcej znów wskazuje się na tego złego: „niedźwiedzia” ze wschodu, co idealnie wpisuje się w retorykę strachu uprawianą pod kontem polityki „mile widzianej” przez USA. Walka o dominację światową między potęgami cały czas trwa. I jest rozgrywana na wielu różnych płaszczyznach; politycznych, medialnych, emocjonalnych, społecznych…
W tym kontekście dziwię się naiwności polityków (którzy przecież powinni „się znać” – być wytrawnymi graczami).
I zastanawiam się tym samym, skąd biorą się nierozważne (mało profesjonalne, też; zależne) wypowiedzi niektórych polskich polityków bezwzględnie deklarujących postawę stania po stronie upadającego państwa przeżartego korupcją jakim jest Ukraina. Zamiast dystansować się w sposób doskonale poprawnie polityczny i korzystny dla naszych własnych interesów…
Tak jak czynią to Chińczycy:

Boleję nad tym, że nasza polityka zagraniczna jest bardzo łatwa do przewidzenia i bardzo widoczny jest rzemyk na którym jest prowadzona.
Czy świadomie? Nie do końca się mi wydaje, że wszystko jest robione za zgodą i zrozumieniem problemu przez władze najwyższe, być może nie wszyscy mają pojęcie o tym co się robi i mówi w terenie dla lokalnych mediów. Zauważam pewnego rodzaju inercję w tym zakresie.
Co oczywiście w żaden sposób nikogo nie tłumaczy.
Obowiązkiem rządzących jest tak rządzić aby chronić tych, którzy ich wybrali.
Polska nie miała do tego za dużego szczęścia. Mimo wszystko wierzę że obecna władza ma zdecydowanie lepszy kierunek niż poprzednia. Poprzednicy w ogóle udawali że nie ma tematu jeżeli chodzi o stosunki z Ukrainą. Nie ma tematu Ludobójstwa na Wołyniu i innych problemów.
Obecni chociaż tyle dostrzegają. najlepszym dowodem na to jest spora grupa tych polityków poprzedniej władzy, którzy są obecnie na Ukrainie i „pomagają” Ukraińcom.
Za często słyszałem od samych Ukraińców, że gdyby nie ich oligarchowie i rządzący to byłoby tam o wiele lepiej…i oni nie musieliby jechać do Polski szukać ratunku dla swoich rodzin.

Cała moja uwaga jest obecnie skoncentrowana na tym, aby na tyle uwrażliwiać obecną władzę swoimi skromnymi środkami na te problemy, aby coś z tym zaczęła robić.
Wydaje się że za mało w tym temacie nasi politycy się orientują i nie korzystają z wiedzy i doświadczenia osób, które mają więcej wiedzy niż ich „specjaliści”.
Poprzedni rząd w ogóle miał za nic kogokolwiek innego poza swoim własnym interesem w którym największą rolę odgrywał właśnie interes finansowy.

Martwi ten brak zdecydowania w polityce wschodniej. I neutralności. Powinniśmy umieć wygrywać jednych przeciw drugim a samemu na tym korzystać. Tym bardziej że nasza pozycja w tej materii nie jest taka zła.

A tutaj same gafy. I równy krzyk od TVN do TVP.

Tymczasem ostatnio dotarła do mnie niepokojąca informacja: W polskiej policji zaroi się od Rosjan i Ukraińców? Petycja jest już w Sejmie

Porządku mają pilnować w Polsce ukraińscy policjanci? Ciekawe komu to wyjdzie na dobre?

Gdzie nas to zaprowadzi? Oby nie w jakąś matnię.


Ciekawy wywiad na poparcie: Nie wydaje się, aby Ukraina była specjalnie zainteresowana tym, by Polska czyniła jakieś wspierające ją starania. Władze w Kijowie ciągle szukają pomocy w Waszyngtonie i w Berlinie, a nie w Warszawie. Zauważmy, że nie uczestniczymy w rozmowach tzw. formatu normandzkiego, tam nie ma Polski. Ukrainie nie zależało na naszej obecności, co powinno być sygnałem wskazującym, że nie powinniśmy wpychać się na siłę – mówił specjalnie dla Tysol.pl prof. Romuald Szeremietiew, ekspert ds. obronności, były wiceminister obrony, wykładowca i publicysta. Rozmawiał Robert Wąsik.

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *