“Ze wschodniej połaci państwa Karola Wielkiego wytworzyło się królestwo niemieckie, prące coraz dalej na wschód, na ziemie słowiańskie. Na pogańskich sąsiadów patrzyli tylko jako na materiał do łupów…Wyginęły całe narody słowiańskie, wytępione mieczem niemieckim pod naporem nawracania. Przyjęły się wokół tronu niemieckiego bizantyńskie poglądy na stosunki Kościoła z państwem. Nawet biskupi niemieccy wysługiwali się politycznym celom swych królów. …W rzeczywistości nowe cesarstwo nie tylko nie miało związku z dawniejszym, lecz stanowiło przeciwieństwo tamtego: tamto było dziełem Stolicy Apostolskiej, to zaś powstało ze zbrojnej przemocy, tamto miało służyć ogólnemu związkowi państw katolickich, to zaś miało być znamieniem hegemonii, tj. przewagi i przewodzenia Niemców w Europie…. od zachodu, z Niemiec, szły na Europę prądy coraz gorsze. Królowie niemieccy na swych włoskich wyprawach mianowali i strącali papieży, a w Niemczech porobili z biskupów swych lenników. Opozycja zaś w Niemczech malała w tym czasie tak dalece, że trudno nawet przypuścić, żeby społeczeństwo niemieckie samo zdołało u siebie ocalić cywilizację łacińską. A przy tym i sam Kościół w Niemczech demoralizował się i szerzył zło dalej na zachód. Grasowała już symonia (kupno godności kościelnych) a duchowieństwo świeckie usuwało się nawet od celibatu. Coraz częściej zdarzało się, że kapłan, mnich, opat, biskup nawet nie chciał słuchać kanonów kościelnych, pewny swego, gdy miał poparcie władzy świeckiej” (Feliks Koneczny “Święci w dziejach narodu polskiego”).

Minęło 1000 lat i jakby nic się nie zmieniło, z Niemiec (= z Unii Europejskiej) wciąż idą na Europę prądy coraz gorsze, może metody wobec niepokornych broniących się przed hegemonią ulegają modyfikacji ale jeszcze w czasie II wojny światowej Niemcy używali żywych tarczy w walce z nami, niczym Henryk V, cesarz rzymski i król niemiecki w bitwie pod Głogowem (Karol Bunsch „Psie Pole”).
JE Ks. Bp Ignacy Dec w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. w Świdnicy (8.10.2017, TV Trwam) zacytował fragment referatu z 1964 roku Kardynała Stefana Wyszyńskiego : “zagadnienie ateizmu ma dziś w wielu krajach oblicze bardziej polityczne niż racjonalistyczne. Istnieje polityczny program laicyzacji, ateizacji, istnieją uniwersytety od ateizowania, istnieją etatowi urzędnicy od ateizacji, urzędowe stowarzyszenia do ateizowania obywateli. Z doświadczenia wiemy, że realizację tego programu utrudnia i opóźnia poważnie cześć Matki Rodzicielki, która jest najszerszą podstawą łączenia ludzi wierzących, która jest naszą słodyczą i nadzieją. Stwierdzamy, że głęboki nurt religijny, zwany często pogardliwie fanatyzmem, dewocją, bigoterią, histerią , uwstecznieniem, w rzeczywistości przeszkadza ateizacji narodu. Dlatego wywołuje gniew ateistów politycznych, którzy program swój osłaniają hasłami postępowości i w tę matnię wciągają niekiedy katolików tzw. postępowych, którzy stają się apostołami umiarkowania religijnego wolnego od żarliwości, gorącości ducha w imię jakiegoś politycznego modernizmu, jako etapu w drodze do zobojętnienia i ateizacji. I kończył Prymas Wyszyński referat : to są nasze bolesne doświadczenia”. Ten świat, który opisuje Prymas Wyszyński nie minął , nie przeszedł jeszcze do historii. On się odradza. Jest na ziemi i działa, w Maryi jest ratunek . Pobożność Maryjna jest dźwignią naszego narodu. Stańmy po stronie tych, którzy w Maryi widzą znak nadziei na budowanie lepszego świata –zakończył Bp Ignacy Dec nawiązując do Różańca do Granic.

Minęło 50 lat od słów Prymasa Tysiąclecia a my mamy wielu wspaniałych duchownych, którzy wbrew kpinom „ateistów politycznych” i „katolików postępowych” , w tym duchownych, przywodzą Kościołowi polskiemu czyli polskiemu narodowi, troszcząc się o jego przyszłość. Tokary, urokliwa podlaska wieś, która kiedyś miała 6 km a teraz ma tylko 1,6 km ponieważ Stalin wyznaczył granicę między Polską a Białorusią przez jej środek.
W sobotę (7.10.2017 r.) we Mszy św. sprawowanej przez kilku kapłanów żywo zatroskanych wiernymi, uczestniczyło kilkaset osób. „Zgromadziliśmy się tutaj w święto Matki Bożej Różańcowej, w parafialnej świątyni w Tokarach , w jednym z ponad 300 kościołów stacyjnych w naszej ojczyźnie, by połączyć się duchowo ze wszystkimi Polakami. Towarzyszy nam wszystkim jeden cel: modlitwa o Boże Miłosierdzie dla ojczyzny i świata„. Podczas homilii kapłan przypomniał wydarzenia historyczne, na które wpływ miała moc modlitwy, przytoczył też słowa Jana Pawła II, który zachęcając nas do tej wielkiej ufności Maryi mówił, iż prawdziwymi ośrodkami historii świata są ciche miejsca modlitwy. „Modlimy się za grzechy naszego narodu, za grzechy ludzi, którzy odrzucają Boga i jego prawa, ale modlimy się również za rządzących, by zwrócili swoje serca ku Bogu. Bo jak mówił Jan Paweł II, jeżeli człowiek odrzuci Boga, wtedy człowiekowi będzie wszystko wolno. Historia uczy nas, że odrzucenie Boga nie przyniosło człowiekowi ani szczęścia ani wolności. Człowiek bez Chrystusa nie może zrozumieć ani siebie ani drugiego człowieka”. O 14 wyruszyliśmy spod kościoła, było nas 1000. Przeszliśmy 7 kilometrów polnymi drogami wzdłuż granicy polsko – białoruskiej oznaczonej słupami granicznymi, bez oznak znużenia, podziw budziły dzieci i starsze osoby. To zasługa prowadzących nas kapłanów i sióstr zakonnych, sprzyjającej nam słonecznej pogody, wspaniałej przyrody i serdecznej, ludzkiej solidarności. Był z nami ksiądz z Rosji, na powitanie powiedział, iż jest dumny z tego, że jest Polakiem.

Minęło 50 lat od słów Prymasa Tysiąclecia a wśród nas są ci sami „ateiści polityczni” i „postępowi katolicy” oraz ich wychowankowie. W książ­ce „Krót­ka roz­mo­wa mię­dzy pa­nem, wój­tem a ple­ba­nem”, któ­rą Mich­nik pi­sał ra­zem z Ża­kow­skim i ks. Ti­sch­ne­rem, jest mnó­stwo nie­mal wy­łącz­nie ne­ga­tyw­nych okre­śleń pod ad­re­sem pry­ma­sa Wy­szyń­skie­go. W księgarni widziałam wznowienie rozważań ks Tischnera. Gazeta Wyborcza pochwaliła list kilku biskupów apelujących o roztropność władzy bo nie podoba im się antyniemiecka retoryka, emocje rozpętane przez PIS. To są emocje 6 milionów Polaków zamordowanych przez Niemców tylko w czasie II wojny światowej, milionów, które przeżyły dążenie Niemców do hegemonii w Europie, okaleczonych mężczyzn, osamotnionych matek, osieroconych dzieci, rozbitych rodzin, zgermanizowanych dzieci, wywiezionych, zmuszonych do opuszczenia Polski. Miliony Polaków z wielką traumą, pozbawionych elity intelektualnej, szansy na godne dzieciństwo, małżeństwo, naukę, pracy. Dlaczego ci sami biskupi nie apelowali o roztropność reżysera Klątwy, nie napisali, iż nie podoba im się bluźniercza względem Jana Pawła II, retoryka spektaklu?

„… chrześcijaństwo traciło grunt w podległej mu Azji i Afryce. Opanowała te kraje nowa religia: islam, czyli muzułmaństwo, zwane też mahometanizmem od swego założyciela. Był nim Mahomet, zamożny kupiec i przewodnik karawan, który żył w Arabii w pierwszej połowie VII w. po Chrystusie. Obznajomiwszy się w podróżach handlowych z chrześcijaństwem i żydostwem, zapragnął też Arabów przywieść do wiary w jednego Boga. Wziął od żydów więcej, niż od chrześcijan, a między innymi zakazał sporządzać wyobrażenia ludzkich postaci, malarskie czy rzeźbiarskie. Pozostawił zaś niewolnictwo, zezwolił na wielożeństwo, a w raju po śmierci obiecywał wszelkie rozkosze cielesne. Taka religia, sumień nie dręcząc, szerzyła się łatwo. Nakazał zaś Mahomet szerzyć islam mieczem. Nawracanie było podbijaniem, a podboje szły bardzo szybko. Około r. 640 odebrali już muzułmanie Bizantyńczykom całą Arabię, Syrię, Palestynę, Persję i Egipt, a w r. 711 przeprawili się przez wąską Cieśninę Gibraltarską na stronę europejską i zaczęli podbój Hiszpanii. Zastanawiać musi fakt, że Bizantyńczycy nie tylko nie nawrócili ani jednego muzułmanina, ale sami ulegli wpływom islamu. Oto kazano tam z cerkwi powyrzucać obrazy i podpalić je. Okres obrazoburstwa obejmował lata 717—842, trwał więc całych 125 lat.
(Feliks Koneczny “Święci w dziejach narodu polskiego”).

Bożena Ratter