Uszanujcie prawa wierzących

Uszanujcie prawa wierzących –ks. prof. Wojciech Góralski w wywiadzie w Naszym Dzienniku podsumowuje lewicową kampanię Barbary Nowackiej domagającej się separacji Kościoła od państwa (kłamliwie zresztą, zasada separacji państwa i Kościoła już obowiązuje poprzez zapis „niezależność i autonomia państwa i Kościoła, każdego w swojej dziedzinie z zachętą do współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”) i Grzegorza Schetyny domagającego się „cywilizacji” relacji Kościół- państwo.
Podczas niedzielnej mszy św. w kościele na Ursynowie 80% wiernych oblepionych było znaczkami Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jest to oznaka i dobra działania wspólnoty Kościoła dla dobra człowieka i dobra wspólnego mimo, iż druga strona kłamliwie i prostacko ją wyszydza. Relacja Kościół – państwo podczas niedzielnej zbiórki jest efektem trwania wspólnoty Kościoła od ponad 1000 lat w „cywilizacji”, w cywilizacji łacińskiej, którą lewackie gremia skutecznie niszczą posługując się sprytnie spreparowanymi hasłami i oszczerstwami, wykorzystując posiadane media prostacko i perfidnie oddziaływają na świadomość człowieka.

Żyjemy w czasach przelewania krwi chrześcijańskiej na niespotykaną w historii skalę. Ponad 300 milionów chrześcijan cierpi dziś na całym świecie prześladowania za wiarę. Trudno uwierzyć, że co pięć minut mordowany jest jeden chrześcijanin, co daje gigantyczną liczbę 100 tys. męczenników rocznie. Czy druga strona pochyla głowę nad tak straszliwą zbrodnią? Czy świeckie władze miast ogłaszają choćby 15-minutowy stan żałoby by okazać współczucie dla wspólnoty Kościoła? Nie mówię o pieniądzach. Domagam się od pana Schetyny jak przywódcy partii współrządzącej ucywilizowania relacji państwo – Kościół (czyli ze mną również, Kościół to wspólnota wiernych).
Gdyby Polska oddała się studiom geniuszu komórki ludzkiej i gdybyśmy zobaczyli, jaka jedność panuje w jednej komórce ludzkiej i uczyli się budowania jedności między nami Polakami na przykładzie jedności między komórkami tworzącymi nasz organizm ( a wiele miliardów komórek ma jeden organizm obywatela Rzeczypospolitej)- to może zapytałaby polityków, dlaczego mają kłopot z budowaniem jedności 38 milionów Polaków ?(tyle milionów komórek ma zapewne jeden z naszych organów)– wyjaśnia ks. Tadeusz Guz podczas konferencji w Przemyślu.

Za ten cud, którym jest każdy nasz organizm odpowiada forma naszego bytu, czyli nasza dusza i duch. Gdybyśmy pozwolili geniuszowi naszej duszy i ducha organizować życie na zewnątrz, to ani jeden obcego imienia supermarket nie powstałby na ziemi polskiej, bo by nie miał przestrzeni. Nas jednak tak ubezwłasnowolniono w handlu, że Polacy, jako tak wielka społeczność, są tylko przypadłością , i to przypadłością we własnym kraju. A dlaczego tak się powiodło handlowi zagranicznemu żeby nas sprowadzić do podmiotowości przypadłościowej ? Niestety, nie mieliśmy zbyt wielu nauczycieli jako Polacy, żeby przypomnieli, że jesteśmy podmiotowością substancjalną, tzn. my jako Polacy jesteśmy w stanie zbudować sieć handlu polskiego w Polsce. Bylibyśmy gotowi do budowania sieci handlowej nawet w Niemczech, we Francji, Izraelu, USA ale pod jakim warunkiem? Pod takim, że ktoś nas Polaków nauczyłby urzeczywistniania polskiego handlu na bazie naszej substancjalnej podmiotowości. Ponieważ sprytnie nas zredukowano do podmiotu przypadłościowego, bo mamy być tylko satelitą handlów zagranicznych, mamy być tylko instrumentem, przedmiotem. Dlaczego tak się stało? Ponieważ narodowi polskiemu po 1989 roku nie wolno było odzyskać naszej podmiotowości substancjalnej nie tylko w handlu.
Podobnie w gospodarce, jesteśmy w gospodarce światowej gospodarką usług, czyli tym, czym dokładnie w starożytnym Rzymie zajmowali się niewolnicy. Pozwolenie na zredukowanie własnej gospodarki do usług?! My się usług nie boimy ale my chcemy być podmiotem substancjalnym w polskiej gospodarce a jesteśmy co najwyżej podmiotem przypadłościowym w naszej polskiej gospodarce. Ja tę rzeczywistość opisuję z pozycji filozofii taką, jaką ona jest.
Podobnie jest w polskich bankach, w polskiej nauce i co gorsze, w polskiej kulturze.

Na początku grudnia obejrzałam film produkcji TVP Historia i TVP Lublin „Lwów miasto i ludzie Niepodległej”, w którym Artur Grossman (ukraiński przewodnik po Lwowie) i Oleg Mykulycz ( ukraiński przewodnik Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowego Ukrainy w Borysławiu) prezentują historię przemysłu naftowego w Borysławiu, Drohobyczu i miasto Lwów. Oleg Mykulycz opisuje działanie systemu odwiertu napędzanego , „kołem, które zostało odlane w słynnej fabryce w Gliniku Mariampolskim i silnikiem, którym posługujemy się od 100 lat”Ta ropa i gaz i ten wosk ziemny spowodowały tu wielką historię i dotyczy znanych dużo ludzi.
Z najsłynniejszych takich Polaków to był Ignacy Mościcki , który był chemikiem. Drugi sławny polityk to Władysław Gomułka w PRL, był tu ślusarzem. ..
No i oczywiście jeszcze sławni Żydzi… W 1909 wydobyto 2 mln ropy co stanowiło 5% światowego wydobycia, trzecie miejsce po Stanach Zjednoczonych, które mieli piękne złoża , drugie państwo to było rosyjskie imperium i na trzecim miejscu był Borysław.
Jakieś trzecie państwo o nazwie Borysław, a nie Polska. Jakiś Ignacy Mościcki a nie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. To opowieść o ukraińskim mieście, w którym między innymi mieszkali Polacy a przemysł naftowy należał m.in. do spółek ukraińskich.
A wystarczyło wziąć do ręki Biuletyn Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej by dowiedzieć się, że Borysław erygowany przez przemyskiego biskupa w 1690 roku był stolicą Polskiego Przemysłu Naftowego na Podkarpaciu, obejmującego tereny od Klęczan po Słobodę Rungurską. Geologią polskich złóż naftowych zajmowali się polscy geologowie :Alojzy Alth, Klaudiusz Angerman, Karol Bohdanowicz, Józef Grzybowski, Joachim Hempel, Bolesław Korpaczek, Jan Nowak, Józef Siemiradzki, Leon Syroczyński, Edward Windakiewicz i Rudolf Zuber. Konstanty Tołwiński opracował monumentalne dzieło Kopalnie nafty i gazów ziemnych w Polsce. Tom 2 Borysław 1934-1937 oraz wspaniały Nowy atlas geologiczny Borysławia z lat 1920-1930. Każdy, kto pracuje nad geologią tego regionu, przez długie lata będzie korzystał z opracować Tołwińskiego i innych polskich geologów. Na I wojnę światową wyruszyły z Borysławia setki ochotników ze „Strzelca” do I Brygady Legionów oraz z Drużyn Bartoszowych i „Sokoła” do Legionu Wschodniego. W nocy z 1 na 2 listopada 1918 roku ochotnicy polscy rozbroili w Borysławiu i okolicy załogę austriacką. Borysław był zatem jednym z pierwszych miast polskich, które dźwignęły sztandar Niepodległej Polski.

Szanowny Panie Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wydaje Pan moje pieniądze na film na 100 lecie Odzyskania Niepodległości by właśnie tej informacji w tym filmie nie było?
Zaraz potem komendy austriackie przemieniły się w komendy ukraińskie. Mały oddział polski w Borysławiu, liczący około 200 osób, słabo uzbrojony, przez dziewięć dni bronił miasta pod dowództwem Romana Machnickiego i Stanisława Szczepanowskiego syna, po czym z powodu przewagi militarnej Ukraińców i wyczerpania skromnych zapasów amunicji przez Sambor i Chyrów przebił się do Sanoka. 10 listopada 1918 r. władzę w mieście przejęli Ukraińcy. Początek okupacji ukraińskiej oglądał oczami dziecka i opisał potem pamiętnikarz Stanisław Giza: „Nagle, od strony Dolnego Potoka, a więc tam, gdzie stały nasze kasarnie, dała się słyszeć niesamowita wrzawa. Z przerażeniem ujrzeliśmy, iż tłum liczący kilkaset osób walił całą szerokością ulicy i na całe gardło wołał: „Smert Lachom! Wyryzaty wsich Lachiw! Na pohybel laszym sobakom!” Kiedy zbliżyli się do rogatek zobaczyliśmy, że tłum uzbrojony był w siekiery, widły, kilofy, łopaty. W atakującym tłumie zauważyłem gospodarzy z Jasienicy, którzy przez wiele lat nosili mleko i byli z Polakami w największej zgodzie. Skąd się wzięła ta nienawiść?
W maju 1919 r. 6 Armia Polska pod dowództwem generała Wacława Iwaszkiewicza przeszła do ofensywy, przełamując front ukraiński.
Opór nieprzyjaciela pod dowództwem Niemca, generała Krausa, nie powstrzymał Polaków. 18 maja Lotna Kompania Pościgowa porucznika Maczka zajęła Drohobycz i tego samego dnia powstała w Borysławiu Straż Obywatelska.
Generał Maczek tak wspomina – po wielu, wielu latach – zajęcie Borysławia w maju 1919 r.: Wciąż jesteśmy w terenie mego dzieciństwa Znam każdy zakręt szosy na Borysław, każde wzgórze i zalesienie. Ponadto Borysław ma specjalną wartość uczuciową dla nas, kilka miesięcy przedtem chcieliśmy głębokim zagonem z Chyrowa zająć go i wyzyskać polski element w tym mieście…
Szybko posuwa się kolumna wozów, poprzedzana konnym zwiadem. Omijam od wschodu kompleks lasów, w którym ma znajdować się 9 Pułk Ułanów, i za zwiadem osiągam ostatni horyzont przed miastem, od którego dzieli nas jeszcze około 3 km. Przez lornetkę obserwuję duży ruch na skraju zabudowań. Szosą ku nam sunie nieprzerwana kolumna, raczej zwarta masa – strumień ludzi. I ciszę nagle przerywa odgłos setek syren szybów naftowych i dzwonów w kościołach. To nie Ukraińcy. To masa robotników polskich, na wieść o zajęciu Drohobycza, sama rozbraja oddziały i instytucje ukraińskie i wychodzi na spotkanie żołnierza polskiego. Chwila, która na zawsze pozostanie w mej pamięci, to słońce majowego dnia na szosie do Borysławia i to słońce w stęsknionych sercach prostych ludzi witających oswobodzicieli. I tak Lwów i wiele miast i miasteczek przedtem i potem ludność Borysławia, stolicy zagłębia naftowego polskiego, stwierdza manifestacyjnie swą polskość! Ulegliśmy stokrotnej przemocy! Rozdrapano mój oddział, każda polska rodzina chciała gościć i poić jednego z mych chłopaków.
A chłopcy z Borysławia w cywilnych ubraniach z zaimprowizowanymi opaskami biało-czerwonymi, ze zdobycznymi karabinami objęli samorzutnie ubezpieczenia i narzucili się na przewodników dla mych patroli dla nawiązania łączności z 3 Dywizją i z 9 Pułkiem Ułanów. Wymogłem jedynie tyle, że obiecano mi w razie alarmu lub nowego rozkazu syrenami zawiadomić, by mi „zniesiono” mych żołnierzy na oznaczony plac alarmowy. Gdy na drugi dzień na rozkaz dywizji kolumna ruszyła na Stryj, długiego czasu trzeba było na świeżym powietrzu i przy wstrząsie pędzących wozów, by chłopcy moi byli znowu „żołnierzami”.

O świcie 19 maja 1919 r. Lotna Kompania Pościgowa pod dowództwem S. Maczka zajęła Borysław od strony Drohobycza.
Równocześnie od strony Mraźnicy podchodziły patrole jazdy generała Zielińskiego prowadzone przez Machnickiego. Do Borysławia przybył generał Józef Haller. Entuzjazm był nie do opisania. Oto jak pisze w swych wspomnieniach J. Gałkowski: „Nieznani sobie ludzie bez względu na płeć i pozycję społeczną całowali się na ulicach. Wojsko dosłownie w morzu kwiecia”. (Wincenty Pawłowski, urodzony w Borysławiu w rodzinie „naftowej”, Biuletyn Towarzystwa Miłośników Ziemi Drohobyckiej).
No cóż, i redakcja historyczna TVP Historia została sprytnie zredukowano do podmiotu przypadłościowego oddającego produkcję polskiego filmu „Lwów miasto i ludzie Niepodległej” ukraińskiej polityce historycznej. Niewiele lepiej przedstawiona została przez Artura Grossmana historia Lwowa, „stolica autonomii w Austrii i stolica regionu w międzywojniu”, miasta w zacofanej Galicji, które rozwinęło się dzięki przemysłowi naftowemu i powstaniu kolei.
Bożena Ratter