No i nadeszły kolejne wybory prezydenckie. Znowu mamy możliwość realnie wpłynąć na losy naszej Ojczyzny i nas samych. Żeby jednak swojego jakże ważnego głosu nie zmarnować, należy mieć świadomość tego, jaką wagę ma każdy jeden głos i co tak naprawdę umożliwiają nam wybory. A jest to narzędzie ogromne, za pomocą którego zmienić można wiele. I jest o co walczyć! Niestety Polacy jakby zapomnieli czemu mają służyć i co dają wybory…
sondaz
(Głos Wielkopolski ranking obywatelski – klasyfikacja sondażowa, wydanie: 8 kwiecień 2015)

Począwszy od 1989 roku uczestniczymy w nich coraz rzadziej. Coraz częściej pozwalamy, aby to ktoś za nas decydował. Co gorsza, część z tych, którzy oddają swój głos na poszczególnych polityków lub partie, nie czynią tego z głębszych pobudek ideologicznych, a jedynie dla wybrania tzw. „mniejszego zła”. Powiedzmy sobie szczerze – czymże jest taki „wybór”, jak nie ucieczką od podjęcia prawdziwej, chciałoby się powiedzieć męskiej decyzji z jednoczesnym późniejszym braniem za nią odpowiedzialności?!

Od przeszło 25 lat narzekamy, że jest źle. Ba – widzimy nawet „miejsca”, trawione przez różne patologie. Dostrzegamy wszechobecny nepotyzm, zauważamy, że polityka tak zagraniczna jak i wewnętrzna prowadzona jest wbrew interesom Państwa – ba – często wbrew nawet jakiejkolwiek logice. W domowym zaciszu, w gronie zaufanych osób, pełni bywamy szumnych deklaracji – że czas najwyższy coś z tym zrobić, że nie może już tak dłużej być. Zapał większości opada niestety poza murami domów. Jedni w obawie o pracę nie wypowiadają swych poglądów publicznie, inni z kolei w rzeczywistości przyzwyczaili się już tak do otaczającej nas zgnilizny, że niemal się z nią identyfikują. Na sporą część skutecznie oddziałują także media, które nawet największą porażkę tych czy innych polityków w państwie, umieją skrzętnie przekuć na ich wielki, niemal dziejowy „sukces”. Z jednej zatem strony widzimy otaczające nas patologie, z drugiej jednak skłonni jesteśmy tłumaczyć to bodaj sprzysiężeniem się sił natury przeciw naszej Ojczyźnie, niźli wskazać personalnie, kto faktycznie odpowiada za obecny stan rzeczy.

Od 25 lat widzimy i mówimy o trawiących Rzeczpospolitą chorobach. Co jednak robimy w kierunku uzdrowienia sytuacji i poprawy naszego losu? ABSOLUTNIE NIC! Średnio połowa z uprawnionych do głosowania obywateli nie uczestniczy w wyborach. Co gorsza – obwiniamy za złą sytuację tę czy inną partię a nie robimy nic, aby ona i jej ludzie – podkreślam – JEJ LUDZIE – zniknęli raz na zawsze z przestrzeni politycznej Polski. Sytuacja przypomina mi tę rodem z PRL. Wprawdzie mamy nieco więcej partii niż wówczas, ale twarze pojawiające się na szczytach władzy są niezmienne. Patologiczny system wyborczy w odniesieniu do wyborów parlamentarnych powoduje, że ci sami ludzie, choć niekiedy pod różnymi szyldami, trzymają się władzy niczym przysłowiowy pijany płotu. Zapominamy często (a może nie mamy nawet świadomości?), że głosujemy przecież w rzeczywistości nie na ludzi, a na partie i to dopiero ta partia zdecyduje ostatecznie za nas, kto faktycznie zasiądzie w ławach poselskich. Te same zatem układy i układziki pozostają w rzeczywistości niczym niezagrożone. Dziwimy się, że nie ma dla nas – zwykłych ludzi – dobrej pracy bez znajomości. Skąd ona ma się wziąć, skoro co lepsze stanowiska z premedytacją zarezerwowano dla armii prezesów, dyrektorów, urzędników i innych biurokratów, powiązanych luźniej bądź ściślej z partiami politycznymi.

Czy uprawnionym jest w ogóle w takiej sytuacji mówienie o jakiejkolwiek wolnej i demokratycznej III RP?! Tym, co pamiętają czasy poprzedniej epoki nie trzeba chyba przypominać, kto zajmował wszystkie eksponowane stanowiska i czemu to miało służyć. Młodym zaś spieszę wyjaśnić. Była to z jednej strony nagroda za wierność partii, z drugiej zaś zobowiązanie – niczym tzw. lojalka – że zawsze i wszędzie, bez względu na sytuację i najbardziej irracjonalny czy nawet wręcz szkodliwy program polityczny – poprą oni partię. Czy zatem nie bliżej nam do PRL-Bis, niż do kraju, który lansuje się na kontynuatora II RP?! Swoją drogą, w grobie przewracają się wskrzesiciele II Rzeczypospolitej na te porównania.

Żeby nie być gołosłownym i lepiej uzmysłowić wszystkim, jakie rzeczywiste poparcie mają ludzie, którzy nami rządzą, sięgnijmy po dane statystyczne z ubiegłych lat.

Już dane dotyczące wyborów parlamentarnych powinny uzmysłowić nam, że rządzących nami wybrała mniejszość. Nie dość, że – jak wspomniałem – kluczem do tego, kto znajdzie się w rzeczywistości w Sejmie są decyzje partii, które – nie oszukujmy się – zapadają dużo wcześniej zanim my pójdziemy do wyborów, to jeszcze niska frekwencja powoduje, że mamy do czynienia z chorą sytuacją w której to mniejszość rządzi większością. Średnio do wyborów parlamentarnych w latach 1989-2011 poszło 49,33% obywateli. Skoro zatem największe partie swoje rekordy pobiły, gdy uzyskały w poszczególnych wyborach poparcie rzędu 41,04% czy 41,54%, to przecież oznacza to, że w rzeczywistości, po przeliczeniu tego na ogólną frekwencję, która dla danych lat wyniosła odpowiednio 46,29% i 53,88% poparło ich zaledwie 18,99% i 22,38% ogółu obywateli! Co zatem z latami, gdy tzw. partie rządzące uzyskiwały czasem średnio 25-35% poparcia? Co z innymi partiami, których wyniki oscylowały wokół 5-20% poparcia? Pierwszych w rzeczywistości popierało średnio od 12,5% do 17,5% obywateli, drugich, z którymi często budowano koalicje – o zgrozo – nie więcej niż 2,5-10% społeczeństwa. Czy taka sytuacja jest normalna, czy to nas satysfakcjonuje i czy tego chcemy dla siebie i naszych potomnych?! Czy liczby te nie mieszczą się właśnie przypadkiem w liczebności wspomnianych „armii” korporacyjno-urzędniczo-biurokratycznych, które rozbudowano w III RP znacznie bardziej niż w PRL i do których my, zwykli ludzie, nie mamy szans się dostać?! Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości, w jakim celu rzeczywiście je tak rozbudowano?!

Frekwencja w wyborach prezydenckich, choć nieco lepsza, także pozostawia wiele do życzenia. Ze względu na fakt, że to I tury wyborów pokazują nieco bardziej faktyczne poparcie dla poszczególnych kandydatów i ich programów, II tury bowiem to już często tylko wybór wspomnianego „mniejszego zła”, ograniczę się do ukazania danych właśnie z I tur. Nadmienię tylko, że ogólna frekwencja w II turach była w każdym przypadku zbliżona do tych z I w danym roku wyborczym.

Frekwencja - wybory prezydenckie

W przypadku wyborów prezydenckich bywamy nieco bardziej zdyscyplinowani. Tu średnia frekwencja w latach 1990-2010 wynosi 58,23%. Czy jednak to upoważnia nas do twierdzenia, że głową państwa w tych latach były osoby sprawujące swój urząd z woli całego narodu? Czy skoro przykładowo w 2010 roku najpoważniejszych pretendentów do fotela prezydenckiego poparło w I turze odpowiednio 41,54%, 36,43% i 13,68% obywateli, to oznacza to, że mieli oni tak szerokie poparcie społeczne? Przy uwzględnieniu frekwencji na poziomie 54,94% okazuje się, że w rzeczywistości poparło ich odpowiednio 24,67%, 20,01% i 7,51% obywateli, co znaczy, że ponownie to mniejszość zdecydowała za większość. Niestety, wszystko w majestacie prawa i na nasze własne życzenie. Niemal połowa z nas nie poszła na wybory sądząc, że ich głos nic nie zmieni. Żadne media nie ukażą powyższych danych w taki sposób jak powyżej, bowiem uzmysłowiłoby to wielu osobom z jaką sytuacją mamy w rzeczywistości w naszej Ojczyźnie do czynienia. Mało tego – wielu ludzi zrozumiałoby, że tylko uczestnictwo w wyborach, a nie puste frazesy rzucane pokątnie, faktycznie mogą zmienić oblicze Polski.

Przyjmijmy czysto hipotetycznie, że pozostałe, nie uczestniczące do tej pory w wyborach średnio 45-50% społeczeństwa, nagle udaje się na nie. Ba – załóżmy, że popadając w zbiorową hipnozę każdy z tych ludzi oddaje swój głos na nikomu nieznanego kandydata bądź partię. Efekt byłby porażający – okazałoby się bowiem, że władzę przejąć mógłby ktoś zupełnie do tego nieuprawniony. Wyjdźmy jednak ze świata fantastyki i spójrzmy na sprawę realnie. Obudźmy się także z letargu w który celowo wprowadza nas zdecydowana większość mediów, bo w takiej właśnie hipnozie pozostają tak głosujący jak i nie głosujący. Jeśli już głosujemy, to nie głosujmy jak najczęściej – przeciw komuś, tylko za kimś. Nie wybierajmy mniejszego zła, tylko wybierzmy po prostu dobro. Na przykładzie wszystkich przytoczonych tu wyliczeń widać, że jednymi wyborami można zmienić bardzo wiele.

Skoro zatem sposób na uleczenie sytuacji jest, to z niego skorzystajmy. Nie zmienimy wszystkiego za jednym razem, ale systematycznie jesteśmy w stanie jako Naród zmienić wszystko. Trzeba do tego najpierw jedynie odpowiedzialności obywatelskiej, a następnie zmian w konstytucji. Droga do drugiego wiedzie wyłącznie przez pierwsze i to od tego należy zacząć.

Wiemy zatem, że tylko w naszej aktywności wyborczej tkwi tajemnica sukcesu. Idźmy zatem tłumnie do najbliższych wyborów prezydenckich. Oddajmy swój niezwykle ważny głos na człowieka nie skalanego żadnymi układami i partyjniactwem. Nie szukajmy znowu wśród tych samych twarzy, które w ciągu minionych 25 lat nieraz nas zawiodły.

Zdecydowana większość kandydatów w obecnych wyborach prezydenckich, to ludzie partii. Nie oszukujmy się – nie będą oni reprezentowali naszych, a jedynie partyjne interesy czy się nam to podoba, czy nie. Zdecydujmy zatem mądrze i świadomie. Przeanalizujmy życiorysy wszystkich pod kątem ich patriotyzmu i wartości jakie wynieśli z domu, pod kątem zgodności ich dotychczasowych działań z interesem Państwa i Narodu – nie ważne czy działali na skalę ogólnopolską czy bardziej regionalną. Nie bójmy się zapytać kim byli ich rodzice, a może nawet dziadkowie, jakie reprezentowali wartości, z jakich środowisk się wywodzili i czym zajmowali się w PRL. Wprawdzie żadne dziecko nie ponosi absolutnie odpowiedzialności za czyny i poglądy rodziców, jednak jak mawia stare przysłowie – czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Zastanówmy się także, programy wyborcze których kandydatów to puste frazesy powtarzane niczym zacięta pływa co 5 lat, a którzy z kolei kandydaci wnieść chcą nie tylko powiew świeżości, ale wręcz silny wiatr odnowy.

Wśród obecnych kandydatów znajduje się taki, który spełnia powyższe kryteria bodaj w całości. Od lat działa na rzecz lokalnych społeczności oraz najprzeróżniejszych stowarzyszeń pożytku publicznego. Poza pracą zawodową w której odniósł wiele sukcesów, udziela się także nie dla sławy czy pieniędzy, a z potrzeby serca i przez wzgląd na to, że tak Go wychowano, takie wartości Mu wpojono, takie zachowania były obecne w Jego rodzinnym domu. Choć znany jest większości, mniej osób ma świadomość zaangażowania tego Kandydata w sprawy zwykłych ludzi. Nie tylko mówi, ale przede wszystkim działa. Kluczowym elementem Jego kampanii jest dążenie do zmiany ordynacji wyborczej w kierunku jednomandatowych okręgów wyborczych. Tak zmiana byłaby w stanie odmienić dotychczasowy wygląd wyborów parlamentarnych, które w rzeczywistości z wyborami nie mają niewiele wspólnego. W takim układzie to nie partia a wyborcy decydowaliby o tym, kto dostaje się do Sejmu, a kto zawiódł zaufanie. Taka zmiana byłaby początkiem odbudowy Rzeczypospolitej w której suwerenem ponownie stałby się Naród.

Z tych właśnie, jak i innych, pomniejszych względów, Paweł Kukiz to mój Kandydat. Tym którzy Go znają i popierają mówię – tłumaczcie innym, jak niezbędne są zmiany w naszym kraju. Przytaczajcie zaprezentowane tu dane i pozwólcie ludziom odzyskać wiarę w to, że mogą jeszcze wszystko zmienić. Tych którzy nie chcą Go poprzeć i chcieliby za wszelką cenę namawiać mnie na innego kandydata pytam – co takiego dobrego zrobili Wasi kandydaci, skoro z każdym rokiem jest w Polsce zwykłym ludziom tylko coraz gorzej? Najpoważniejsi z nich piastowali przecież już ważne stanowiska i raczej średnio, jeśli nawet nie wprost źle, wywiązywali się z nałożonych na siebie obowiązków. Niezdecydowanym natomiast przypominam – tych pierwszych jest już sporo, a ich grono stale rośnie, ci drudzy stanowią nie więcej niż 40% społeczeństwa – Was natomiast jest ogrom i to w Was tkwi siła. Nie pozwólcie, aby Wasz głos przepadł. Nie głosujcie jedynie dla wybrania tzw. „mniejszego zła”, marnując w rzeczywistości swój głos – głosujcie świadomie! Dajmy szansę Człowiekowi, który nie jest powiązany z żadnymi partiami i układami.

GŁOSUJĄC NA PAWŁA KUKIZA, GŁOSUJESZ ZA POLSKĄ, A NIE PARTIĄ!

Adamos1939