Wykupienie mnogości Polaków z niewoli

Adampol (tur. Polonezkoy) to wieś położona niedaleko Stambułu, którą założył w roku 1842 Adam Czartoryski. Do dziś na stanowisko burmistrza wybiera się z szacunku dla tradycji – Polaka. Polacy stanowią mniejszość, działa polski kościół, a także prowadzone przez Polaków restauracje i zajazdy– tyle informacji (autorstwa Natalii Sieredy) w piśmie Wspólnota Polska wydanym w 100 lecie Odzyskania Niepodległości.

A czego możemy dowiedzieć się z monografii etnologa i turkologa, Polaka – Jerzego S. Łątki?
Po upadku Powstania Listopadowego tysiące ludzi bez środków do życia musiały opuścić swoje rodzinne ziemie. Wielu rozproszyło się po Europie. Najwięcej osiadło w Paryżu. Tu też powstało emigracyjne stronnictwo polityczne księcia Adama Jerzego Czartoryskiego dążące do odbudowy Polski, nazwane później Hotelem Lambert. Zainteresowanie księcia Adama Turcją wynikało z tego, iż mogła być sojusznikiem jako państwo wrogie Rosji i Austrii i spora część byłych powstańców trafiła właśnie tutaj . Przybywali przeważnie nie najkrótszą drogą, ale przez Kaukaz – tak jak Kazimierz Probola, jeden z pierwszych osadników Adampola.

Probola urodził się w Zamościu w rodzinie chłopskiej. W 1831 roku w jednej z bitew dostał się do niewoli. Rosjanie złapanych buntowników wcielali karnie do swej armii i wysyłali w najbardziej niebezpieczne rejony. Probola trafił na Kaukaz. Ale zanim dołączono go do konkretnego oddziału, uciekł do Czerkiesów. Kaukascy górale „wziętych na wojnie z Rosjanami żołnierzy, nie zważając, czy ci z orężem zabrani byli czy przyszli dobrowolnie, przedawać w niewolę przybywającym do brzegów ich Turkom lub wymieniać za sól i proch. Podług praw muzułmańskich tak kupiony niewolnik – pisał we wspomnieniach Michał Budzyński w 1880 r. – pięć lat powinien służyć swemu panu, a po tym przeciągu zostać wolnym”.

Probola trafił w ręce Kurdów. Wraz ze swym właścicielem przemierzył całą Azję Mniejszą, walcząc u jego boku. Z powodu swej brawury i inteligencji nie był przymuszany do zmiany religii. W 1839 roku w czasie jednej z bitew z wojskami zbuntowanego paszy Egiptu Muhammada Alego dostał się wraz ze swym panem do niewoli. Dowódca wojsk egipskich pasza Ibrahim ceniąc zdolności żołnierskie Proboli mianował go instruktorem w pułku kawalerii. Ponieważ tym razem przymuszano go do przyjęcia islamu, uciekł. Pieszo przemierzył pustynię i dotarł aż do Stambułu. Starał się utrzymać z naprawy butów, ale „chociaż uczciwy i pracowity, znalazł się w takiej nędzy – że mieszkał w zrujnowanej piwnicy wraz z jednym ze swych towarzyszy”.

Inny osadnik, Ignacy Kopaliński, także uczestnik powstania, syn chłopa z Kaliskiego, wraz z korpusem gen. Różyckiego wkroczył do Galicji i dostał się w ręce Austriaków, którzy wydali go Rosjanom. Został w kajdanach wysłany do Sewastopola i wcielony do marynarki. Po ucieczce wpław do brzegu, podczas przedzierania się przez góry, został złapany przez bandę Abchazów, którzy zmusili go do niewolniczej pracy, a po kilku miesiącach sprzedali Kurdom. Po pięciu latach spotkał go u nich lazarysta i wykupił za sumę 500 piastrów. Zakon lazarystów w imieniu księcia Czartoryskiego zajmował się wykupywaniem Polaków z niewoli.

Lazaryści mieli wobec Turcji plany bardzo ambitne. Poprzez swą działalność nie tylko w zakresie krzewienia wiary, ale również pedagogiczną oraz cywilizacyjną, chcieli rozszerzać wpływy katolicyzmu w Porcie. Na przeszkodzie stała Rosja. Car głosił się obrońcą wszystkich chrześcijan obrządków wschodnich i za pomocą prawosławnego kleru zwiększał wpływy wśród ludności greckiej i słowiańskiej. Toteż jedynymi sojusznikami lazarystów mogli być Polacy.

Zakon zakupił szmat ziemi „pustej, nie czyniącej przychodu” a do jej obrobienia „lepszych i tańszych, jak Polacy – po Galacie błąkający się – nie było”. Michał Czaykowski mianowany przez księcia Adama Czartoryskiego szefem tzw. Agencji Głównej Misji Wschodniej Hotelu Lambert dostrzegł korzyści polityczne z założenia w miarę niezależnej kolonii polskiej, o czym zawiadomił księcia Adama.
Kilka dni po wysłaniu listu otrzymał odpowiedź ks Adama Czartoryskiego: „W istocie my ręce tylko i dobrą wolę możemy dać. Mamy tego pod dostatkiem, ale nakładów pierwszych nie mamy, nie możemy ani budować, ani przyjść z bydłem i sochą. To by powinno się znaleźć na gruncie, a my pracę i wierność w opłacie przyniesieni. Katolicyzm i miłosierdzie mówią za tym projektem. Wykupienie wielkiej mnogości Polaków z niewoli, w której zapomnieć mogą o swej wierze, jest mocny powód, który z czasem nie tylko w naszym kraju, ale i gdzie indziej i filantropów, i katolików do tej imprezy przyłączyć może”.

Polski rząd nie prowadzi od wielu lat polityki historycznej polskiej. Nie uczy nas historii Rzeczypospolitej, którą tworzyły pokolenia przedsiębiorczych, pracowitych, podejmujących się wydawałoby się niemożliwych zadań, miłujące Polskę, ofiarujących jej intelekt, majątek, utożsamiających się z nią obywateli polskich wszystkich stanów. Nie uczy nas o ich prześladowaniach fizycznych i zamazywaniu, fałszowaniu pamięci o nich przez komunistyczne władze PRL i III RP.

Czy MSZ prowadzi politykę polską tak, jak prowadził ją ks. Adam Czartoryski? Czy został wykorzystany czas dany na zastąpieniepolityki patrzenia w przyszłość bez oglądania się wstecz” , „polityki wstydu”, polityki wyparcia z pamięci ludobójstwa na narodzie polskim dokonanego przez Niemców, Rosjan, Ukraińców, Żydów, polityki „wyklęcia” przez „socjalistyczny lud” inteligencji, ziemiaństwa, stosowną edukacją społeczeństwa poprzez naukę, kulturę, media?

Nie został wykorzystany, świadczy choćby program „Archiwum zimnej wojny” z 2018 roku, w którym cenzurowanym pismem jest Tygodnik Powszechny, cenzurowanymi pisarzami Andrzejewski, Szymborska, wyrocznią ks. Tischner. Nic nowego względem polityki historycznej PRL.

Kontynuowane zaniedbania III RP zaowocowały obrzydliwymi, fałszywymi oskarżeniami amerykańskiej diaspory żydowskiej.
Polityka historyczna prowadzona jest przez opłacane przez rząd instytucje naukowe i organizacje czy stowarzyszenia pozarządowe ale jest to polityka rosyjska, niemiecka, ukraińska i żydowska.

Polityka historyczna to nie tylko składanie wiązanek i wysyłanie listów do odczytania podczas ważnych, narodowych rocznic. To też ważne, pamiętamy o tych, którzy dla nas walczyli i o tych, którzy jeszcze są wśród nas, zwłaszcza tych do dzisiaj jeszcze krzywdzonych .

Ale co z milionami dzieci, młodzieży, ich rodziców? Ogłupieni wiedzą z wrzaskliwych, antypolskich mediów, bilbordami na ulicach wielkich miast, reklamami i komunikatami w komunikacji miejskiej, z zagrożona pozycją przez skażonych neomarksizmem i nienawiścią do kościoła pracodawców, wpatrzeni w smartfony nie widzą tego, co widzą choćby młodzi Polacy z Polonii, emigracji patriotycznej.

Wykupienie mnogości Polaków z niewoli, w której kazano zapomnieć im o przynależności do cywilizacji łacińskiej, do zasad etyki chrześcijańskiej, w której nauczono ich obojętności na los swojej ojczyzny, w której oduczono ich pracy na rzecz dobra publicznego, nauczono ich pogardy dla tych co nie byli obojętni – to jest mocny powód, który z czasem nie tylko w naszym kraju, ale i gdzie indziej i filantropów, i katolików do tej imprezy przyłączyć może. Diagnoza ks. Adama Czartoryskiego z 1842 roku jest bardzo aktualna.

Czy dla ministrów i pracowników MEN, MNiSW, MSZ itp. wykupienie mnogości Polaków z niewoli jest mocnym powodem by śledzić działalność środowisk edukacji, nauki, kultury, socjologii, filozofii, mediów, publicystyki i reagować, i nie finansować działań wbrew interesowi narodu polskiego?

W telewizyjnym magazynie mniejszości ukraińskiej Telenowyny, pani Iza Chruścielska odpowiada na pytanie, w jakim celu wydała i opatrzyła wstępem książkę Polacy Ukraińcy ( jest w niej również felieton Piotra Tymy) i dlaczego napisała, iż od Polaków wymaga więcej dla dialogu polsko ukraińskiego. Kraje są równoprawne, te same prawa i obowiązki względem siebie, ale Jerzy Giedrojć, Jacek Kuroń zwracają uwagę na to, że jeżeli chcemy spojrzeć uczciwie na relacje polsko ukraińskie w perspektywie historycznej, kilkusetletniej, to w tworzeniu ukraińskiej państwowości Polacy odegrali bardzo negatywną rolę.

I co z tego wynika, że od 1991 roku mają ukraińską państwowość. Nie potrafią sobie z nią poradzić i najlepiej czują się w zagospodarowanej Polsce otrzymując wsparcie finansowe, (dlaczego studenci polscy nie otrzymują takiego wsparcie) kupując nieruchomości, mieszkania, kamienice, zakłady usługowe, podejmując pracę w sądach, szpitalach, uczelniach, szkołach?

Dla okupanta rosyjskiego wrogiem numer 1 jest Polska, jej historia, przeszłość i przyszłość, jej kultura i literatura, jej katolicyzm, jej umiłowanie wolności. Wrogiem numer 2 są nosiciele polskości tj. Polacy o twardym karku, o szlachetnym patriotyzmie, o głębokiej wierze i etyce. Rosji nie zależy na zagrabieniu naszej ziemi. Nie agresja jest jej celem ale upodlenie polskiego narodu. Pohańbiona, sponiewierana Polska może być nawet na niby niepodległym państwem – pisała Grażyna Lipińska o okupacji sowieckiej i niemieckiej na ziemiach wschodnich RP („Jeśli zapomnę o Nich…”).

Zacierania śladu historii i przeszłości Polaków na obecnej Ukrainie, niszczenia polskiej kultury i literatury (zabytki, zbiory, dokumenty) , niszczenia i fałszowania historii obecności Polski na terenie obecnej Ukrainy jesteśmy świadkami w XXI wieku.
Czy możemy mieć zaufanie do polityki historycznej mniejszości ukraińskiej, która jest polityką prosowiecką i probanderowską? Dlaczego zgadzamy się na antypolską politykę mniejszości ukraińskiej, żydowskiej i proniemieckiej? Nie zgadzam się na wykorzystywanie moich pieniędzy na ten cel. Mogę przeznaczyć je na propolską edukację polityków i urzędników.

W pierwszym numerze z 2017 roku pisma Wspólnota Polska, wydanym na doskonałej jakości papierze kredowym, dofinansowanym z funduszu Kancelarii Senatu (czyli za moje, podatnika pieniądze), PKP i PZU, czytam artykuł Ireny Szirkowiec, absolwentki Wydziału Rusycystyki i Lingwistyki Stosowanej UW: Polacy w Kazachstanie to potomkowie ofiar deportacji z Ukrainy (Wołyń, Żytomierszczyzna) i Białorusi, jakie miały miejsce w latach 30. i 40. XX wieku, dokonanych przez reżim komunistyczny. Nieliczną grupę stanowią potomkowie polskich zesłańców z XIX wieku.
Polacy w latach 30 i 40 XX wieku mieszkając na Wołyniu mieszkali w państwie polskim, w Rzeczypospolitej. To na ziemiach polskich odbywała się likwidacja polskiego narodu, to z polskiej ziemi Polacy byli deportowani do Kazachstanu.

O obojętności Polaków mówił sędzia Bogusław Nizieński w Rozmowach Niedokończonych „Niepokorni w Niepodległej” Radia Maryja. Wiele było głosów, córka zesłanego za walkę o niepodległość do sowieckiego obozu i nękanego po powrocie do dzisiaj czująca niechęć środowiska, dziecko osierocone podczas wojny a obecnie ponad 90-letnia pani potrzebująca pomocy, słuchacz, działacz opozycji w solidarności, górnik represjonowany wraz z rodziną w stanie wojennym, wyrzucony z kraju. Pyta czy nasza ofiara była celowa? Nie są stawiani przed sądem ubecy, którzy nas prześladowali, nie są stawiani przed sądem działacze PZPR ale zarzuty stawiane są niepokornym. Kiedy zostaną rozliczeni ci, którzy Polsce szkodzili. Straciliśmy nadzieję na sprawiedliwość i wyrównanie krzywd. Tej sprawiedliwości nie doczekali się Polacy, których denuncjowali prosowieccy i proniemieccy sąsiedzi w czasie II wojny światowej, którzy powracali z sowieckich obozów koncentracyjnych, wypędzani z ziem wschodnich Rzeczypospolitej, które przejmowali Ukraińcy, Białorusini, Litwini.

Jedna była odpowiedź ministra Jana Józefa Kasprzyka i sędziego Bogusława Nizieńskiego: to zaniedbania III RP, to uniemożliwienie lustracji podczas rządu Jana Olszewskiego, to brak wiedzy, brak świadomości Polaków, którym nie wyjaśnia się, czym grozi odrodzenie zbrodniczej, komunistycznej działalności.
My chcemy Polski autentycznie wolnej i takiej , o jakiej marzyli powstańcy, legioniści, żołnierze niezłomni. Walka toczy się dalej tylko w innej formie. Mówimy do młodych, nie dajcie się otumanić, wróg jest silny ale nie na tyle, aby nas pokonać!. To jest nasz obowiązek, uratować Polskę dla przyszłych pokoleń– zakończył sędzia Bogusław Nizieński.

Zamiast programów rozrywkowych w TV publicznej w stylu serialu „Kiepscy”, zamiast wspomnień PRL z Kronik Filmowych, które były przecież dyktowane polityką Borejszy, Bermana, Minca itp., prowadźmy edukację właśnie zakazaną w PRL, uczmy czym było AL, GL, PZPR, ubeckie katownie, sierocińce, prześladowania na uczelniach, indoktrynacja młodych, kobiet, prześladowanie kościoła, jak działała propaganda, jak łamane były charaktery, jakie zagrożenie niesie neomarksizm odrodzony w Europie Zachodniej. I jak wspaniali i prawi byli Ci, którzy się temu sprzeciwiali. Taki program realizuje TV Trwam.
Bożena Ratter