Znów o sądach.


Jestem po krótkiej rozmowie z Przyjacielem, który był swego czasu na aplikacji sędziowskiej.
Kilka jego wolnych myśli poniżej znajdziecie, przedtem jednak znów po raz któryś już zresztą chciałbym stwierdzić pewną „oczywistą-oczywistość”.

Kiedy rozmawiam z zwolennikami demonstracji jestem pisowcem, mimo że nie zgadzam się z działaniami PIS, ale krytykuję demonstracje, a szczególnie to kto za nimi stoi (co jakby nie było dostrzegane przez demonstrujących, mimo czasami wysokiej inteligencji rozmówców), że jest to całkowicie zdyskredytowana, skompromitowana i mocno zniesławiona poprzednia ekipa – i różnymi aferami politycznymi i finansowymi i swoimi wystąpieniami przeciw własnemu krajowi na terenie chyba już całego świata niemalże. Że ich ruch „oddolny” nie jest żadnym ruchem oddolnym tylko sterowanym działaniem.
Jestem po prostu wrogiem – pisowcem (chociaż nigdy nie należałem do żadnej partii – co wielokrotnie tłumaczyłem na tym blogu).
Z drugiej strony, kiedy rozumowo wymieniam argumenty, dla których nie można stosować metod poprzedników dla przepchnięcia nawet może i słusznych ustaw, a na pewno szanuję decyzję Prezydenta i uważam ją za trafną – słyszę że jestem piso-plujcą.
CO za naród, który daje się tak manipulować, wykorzystywać i antagonizować. Polaryzować.
My chyba naprawdę umiemy się jako tako jednoczyć tylko wtedy kiedy walczymy o utraconą wolność…

Wróćmy do tych kilku zdań oceny Przyjaciela-prawnika.

Po pierwsze: w tej materii nie jest wskazany pośpiech, na bazie wzajemnych rozmów eksperckich można ustalić jakiś konsensus, jednak prace nad prawidłowym kształtem ustawy sądowniczej to nie miesiąc czy dwa bliżej roku. Nawet osoby różniące się swoim postrzeganiem problemu po iluś tam rozmowach mogą dostrzegać plusy projektu strony przeciwnej używając analitycznej, suchej dedukcji.
Po drugie: konieczność reformy istnieje bezsprzecznie.
Po trzecie: wybór sędziego powinien zależeć od jego doświadczenia. Powinniśmy wzorować się na innych modelach. Co do ich wyboru to kwestia właśnie dyskusji. W USA w niektórych stanach sędzia jest wybierany przez społeczność. Liczy się szacunek, osobista kultura, dorobek, miejsce zajmowane przez kandydata w społeczności (obraz moralny), zaufanie. Ważny jest element doświadczenia koniecznego: praca przynajmniej po dwa lata w dwóch zawodach prawniczych (np. adwokat, prokurator).
Po czwarte: nominacja nie może być przez urzędnika państwowego, ministra – tym bardziej tryb odwoławczy. Jak by to wyglądało, gdyby było prowadzone postępowanie przeciw takiemu urzędnikowi? Mógłby nominować swojego przychylnego mu kolegę-prawnika a nieprzychylnego odwołać.

Wiek i przede wszystkim wiek, w którym zawiera się doświadczenie. TO podstawowy postulat. Z perspektywy czasu mój Przyjaciel oceniał, że cóż on wiedział o ludziach, zdarzeniach, ich wpływie na decyzje – krótko: o życiu, po aplikacji? Dopiero po latach ocenia, że mógłby może być dobrym sędzią głównie dzięki temu doświadczeniu uzyskanemu przez ten czas.
Granica?
Wiek powyżej 40 lat? Może to też byłoby dobre założenie.

Należy też bezwzględnie wykluczyć wszystkich wątpliwych kandydatów o ile takie wątpliwości natury polityczno-etyczno-moralnej zostaną wykryte i ujawnione.

Może tych kilka słów otrzeźwi obie strony i spowoduje, że dyskusja stanie się bardziej merytoryczna, a nie tak mocno emocjonalna.
Nie dajcie się manipulować.

Czego wszystkim życzę.

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.