Polski rząd nie wspiera przedsiębiorczości

Jak wiadomo pracownicy chcieliby zarabiać jak najwięcej. Czasem dochodzi do konfliktu interesów, który porównać można z sytuacją, gdy kupujący dyktują warunki sprzedawcy, nie licząc się z jego kosztami. Często wszystkie żale kieruje się pod adresem przedsiębiorców. Jednakże podstawowy problem jest taki, że pracownik musi zarobić na swoje stanowisko.

Gdy przykładowo pracownik otrzymuje wynagrodzenie rzędu 1500 zł netto (czyli 2057,96 brutto), pracodawca musi zapłacić za pracownika 2482,11 zł. To jest 1000 zł, których zatrudniony nigdy nie zobaczy, a które przedsiębiorca musi zapłacić.

Niektórzy pracodawcy chcieliby wynagradzać pracowników satysfakcjonującą kwotą. Z prostego powodu ? zadowolony pracownik lepiej pracuje. Niestety wysoki fiskalizm niesie za sobą negatywne konsekwencje. Są to m.in. niskie zarobki na umowie o pracę, umowy śmieciowe czy nie tworzenie nowych miejsc pracy.

Co powoduje tak wysoki poziom podatków? Państwo musi zdobyć pieniądze, za które opłaci sferę budżetową ? szpitale, szkoły, urzędy, służby mundurowe oraz polityków. Dlatego koszty zatrudnienia w miejscach, gdzie nie wypracowuje się realnego zysku, ponoszą pośrednio mali i średni przedsiębiorcy, którzy liczą głównie na zysk. Budżetówka może być niewydolna, ponieważ nie musi przynosić zysków. Przedsiębiorcy nie mogą sobie na taki stan rzeczy pozwolić. Dlatego koszt pracownika musi im się zwrócić. Przykładowo w firmie zatrudniającej sprzedawcę, zysk który ów sprzedawca wypracuje, musi pokryć koszt jego wynagrodzenia oraz koszty funkcjonowania sklepu, w którym pracuje (lokal, media, koszt transportu).

Wina, którą ponosi Państwo jest nadmierny fiskalizm. To on zabija polską przedsiębiorczość. Młodzi ludzie, którzy nie chcą pracować za 1500 zł netto, mogliby otwierać własne firmy. Niestety odstraszani są olbrzymimi kosztami związanymi z prowadzeniem nawet jednoosobowej działalności oraz skomplikowanymi przepisami.

Zadaniem Państwa powinno być umożliwienie ludziom rozwijania przedsiębiorczości i pobudzanie jej, a nie rzucanie kłód pod nogi osobom, które zakładają własne działalności. Można odnieść wrażenie, że o ile w całej reszcie cywilizowanej Europy, własna działalność jest powodem do dumy i wyrazem przedsiębiorczości, a w Polsce wszyscy przedsiębiorcy uważani są za potencjalnych złodziei podatkowych. Osoba prowadząca jednoosobową działalność płaci łącznie składki wyższe, niż zatrudniona na najniższej krajowej.

W przeciwieństwie do sfery budżetowej przedsiębiorcy nie mogą ogłosić strajku, ponieważ nikt im za niego nie zapłaci. Na to mogą jedynie pozwolić sobie pracownicy budżetowi. Od kilku lat zawsze któraś z wyżej wspomnianych grup strajkowała. Niestety pieniądze na ich wynagrodzenia Państwo musi skądś wziąć, a jedynym sposobem okazuje się zwiększenie podatków.

Właściciele firm uważają, że niszczenie przedsiębiorczości to również kiepska edukacja i przekształcenie kraju w montownię. Jak długo można chwalić się tym, że ?koszty pracy w Polsce należą do najniższych w Europie?, chociaż są najwyższe w krajach byłych demoludów? Kiedyś Polska była atrakcyjna ze względu na tanią i nieźle wykształconą siłę roboczą. Kolejne rządy zadbały o to, aby nasza siła robocza nie była ani tania, ani wykształcona. Działania władz idą w kierunku przeniesienia produkcji do Chin (większość krajów stosuje obecnie taką strategię), a w Polsce pozostanie tylko kadra zarządzająca oraz handel i usługi. Czyli kto ma wypracować PKB?

Wystarczyłoby wprowadzić cła zaporowe na towary wyprodukowane w Chinach, by produkcja w Polsce była bardziej opłacalna. Nawet jeśli towary podrożeją, to i tak społeczeństwo będzie na nie stać, gdyż będzie miało pracę. Mając więcej pieniędzy ludność zakupi więcej towarów i spowoduje zapotrzebowanie na produkcję tychże dóbr. To jest samonapędzający się mechanizm. Jednak jeśli państwo cały czas podnosi koszty pracy, nie robi nic, by produkcja stała się w Polsce bardziej opłacalna i ludność miała dobrze płatną pracę ? to przemysł zaczyna umierać. Nie pomogą tu tańsze produkty z Chin, gdyż społeczeństwa nie będzie stać nawet na nie, bo nie będzie miało pracy lub zarobi grosze.

Należy pamiętać, iż miejsce pracy to inwestycja, przedsiębiorcy do momentu zatrudnienia pracownika. Od tego momentu to już wspólne przedsięwzięcie obu stron. Przedsiębiorca buduje, a nie cudownie tworzy, stanowisko pracy. Natomiast pracownik wnosi do tej inwestycji swoją wiedzę, umiejętności i doświadczenie. Ta wspólna inwestycja obu stronom musi się opłacać.

Średni i mali przedsiębiorcy uważają, że rządzący mają ich w głębokim poważaniu. Prawie 50 lat propagandy socjalistycznej zrobiło swoje. Dlatego właściciele firm uważani są za krwiopijców i wyzyskiwaczy biednej klasy robotniczej. Słowo prywaciarz, ciągle ma pejoratywne zabarwienie. Większość ekonomicznych ?mędrców?, którzy obecnie decydują o losie tysięcy drobnych przedsiębiorców (poprzez prawo które stanowią), sprawia wrażenie jakby wykształcili się głównie na ?Ekonomii politycznej socjalizmu?. Ile ta ?ekonomia? miała w wspólnego z prawdziwą ekonomią, wiedzą wszyscy mający chociaż trochę wiedzy z dziedziny ekonomii. Niektórzy z tych ekonomistów, co najwyżej, zamienili starą wiarę na nową: w neoliberalizm i całkowicie wolny rynek (który tak na prawdę nie istnieje).

Wiadomo natomiast, że osoby tworzące tysiące małych firm (własnymi rękoma i bez wsparcia państwa) i zatrudniające po kilka osób, nie są w stanie sprostać, co raz to większym wymaganiom ze strony rządzących. Natomiast firma nie jest organizacją charytatywną i dlatego pracownik ma zarobić na siebie w 100% i dodatkowo ma jeszcze przynieść zysk swojemu pracodawcy, a nie tylko zarobić na swoje tzw. brutto. Nikt, nie chce z własnej kieszeni dokładać do cudzej pensji.

Wielu pracowników nie ma bladego pojęcia, ile tak na prawdę, kosztuje ich praca. Niektórzy uważają, że jak cię nie stać na pracownika, to sam sobie ?zapieprzaj? albo zwiń biznes. Wtedy jednak, te tysiące ludzi (nie mający już tych swoich biznesów) zasilają szeregi bezrobotnych i walczyć będą o każde miejsce pracy razem z innymi. Czy Rząd coś z tym zrobi? Da wszystkim chętnym zasiłki? Zaopiekuje się tymi, którzy są w trudnej sytuacji? A może wybuduje tysiące zakładów pracy, żeby wszystkich zatrudnić, za godziwą pensję brutto i wszystkie możliwe osłony socjalne? Na to nie mamy co liczyć.

Obliczmy przykładowo koszty dla malutkiego sklepiku. Samo wynagrodzenie to 2500 złotych. Do tego np. 1000 zł siedziba + 1000 zł ZUS właściciela + 1000 zł na inne opłaty (prąd, telefon, śmieci, woda, serwis kasy fiskalnej itp.) + 600 złotych eksploatacja samochodu firmowego. Mamy zatem sumę wynoszącą 6100 złotych dla malutkiej firmy zatrudniającej jednego pracownika. Dodajmy to tego minimum 1500 złotych, które powinien zarobić właściciel sklepiku. Czyli prowadzenie małego sklepiku generuje miesięcznie koszty rzędu 7600 złotych. Dla marketów i wielkich firm to grosze. Dla drobnych przedsiębiorców to bardzo duże kwoty. Pytanie ? co trzeba sprzedawać żeby tyle zarobić?

Mamy tu do czynienia z trójstronnym konfliktem interesów: Przedsiębiorcy nie są organizacjami non-profit ? koszt pracownika musi im się zwrócić. Również państwo nie jest organizacją non-profit ? koszt przedsiębiorców musi się społeczeństwu zwrócić. Pracownicy to nie niewolnicy ? za wysiłek włożony w pracę, należy im się godziwe wynagrodzenie. W tym cały jest ambaras, żeby wszystkie strony były usatysfakcjonowane naraz.

Michał Sobkowiak