Grot – wersja cywilna; o 1000 zł tańszy.

Zaobserwowana obniżka wersji pierwszej Grota. Czy wystarczająca? Kilku moich znajomych zaczyna się „łamać”. Inni mówią: czwórka z przodu. Zobaczymy…

KARABINEK GROT S 16 FB-M1 MSBS .223Rem
Kategoria B4, Lufa 406 mm 16”, gwint 7″ kompensator z gwintem 1/2-28 ,ŁUCZNIK Polska – Indeks katalogowy: S 16 FB-M1

Link do sklepu:

https://sklep.incorsa.pl/bron-dluga-centralnego-zaplonu-karabinek-grot-s-16-fb-m1-msbs-223rem,c188,p5353,pl.html?fbclid=IwAR0vO9SnZSzWLC9W8XJgFSN3KNHHZrtGMrh2Qk7CMwDyrCddLoLmcnW_8lI

Fałszywy – czy zakłamany tytuł? Ile broni w Polsce?

W „Rzeczpospolitej” pojawił się artykuł pt: „Liczba broni w Polsce bije kolejne rekordy

Dalej czytamy: „W ciągu pięciu lat liczba egzemplarzy broni w prywatnych rękach wzrosła o połowę. To głównie pistolety.

Dalej są dane statystyczne mówiące o ilości broni (porównawcze z okresem 2015, sugerujące wzrost o połowę co jest do tego błędem). Są to analogicznie: 2020= 587,9 tys 2015= 390,8 tys. Jakby nie liczyć 587,9-390,8 to: 197,1 tys. A więc niecałe 200 tys. Nie jest to w żadnym wypadku połowa liczby 587 tys. Ponadto nie ma w materiale odniesienia do okresu poprzedniego (dlatego też ciężko odnieść się do ilości już istniejących egzemplarzy, a więc 390 tys i wyimaginowanej połowy – która faktycznie wynosi około 200 tys – w TYM AKURAT KONKRETNYM INTERWALE CZASOWYM – w innym już nie). Trudno porównać do jakiego okresu odnosimy się, jeżeli chodzi o wzrost – w sensie porównania. Czy chodzi o okres sugerowany (5 lat)? Jeżeli tak jest, dlaczego Autor nie porównał wcześniejszej pięciolatki, co dałoby bardziej przejrzysty obraz i czytelnik mógłby faktycznie ocenić przyrost w przedziale pięć na pięć lat. Chyba najbardziej wiarygodne porównanie dotyczyłoby wzrostów co-rocznych można porównywać (i to byłoby chyba najbardziej wymierne), to byłaby jednak większa praca dla piszącego materiał niż takie rzucenie w przestrzeń publiczną, zdekodowane: „pięć lat temu było tyle, a teraz po pięciu latach jest AŻ TYLE”.

Przejdźmy jednak do analizy tytułu, który brzmi co najmniej tak, jakby bito na alarm, że wzrost tejże danej liczby jednostek broni to poważne (być może – ponieważ nie powiedziane jest to wprost, niemniej użyte określenia odpowiednio, czytaj: alarmistycznie – wpływają na podświadomość odbiorcy) niebezpieczeństwo. Niebezpieczeństwo? Dla kogo? Dlaczego? Co może być powodem (poza sugerowanym wzrostem) tegoż zagrożenia? Sam fakt posiadania niebezpiecznych narzędzi (do których należą też, siekiery chociażby, noże, czy kije golfowe – nie raz można zobaczyć je w użyciu w różnych filmach akcji), nie oznacza jeszcze zagrożenia. Należałoby przeanalizować statystyki policyjne wskazujące ich użycie do celów pozaprawnych (przestępczych). W tym przypadku jest mowa o broni kulowej wydanej legalnie na pozwolenie, a więc powinna być umieszczona analiza użycia takiej broni do celów wyżej wymienionych i powinna być analizą porównawczą do jakiegoś analogicznego okresu (chociażby poprzedniej pięciolatki). Niczego takiego nie ma. Sam tytuł wzbudza w czytającym jakąś obawę – przecież mowa o groźnej, zmitologizowanej BRONI, do tego w następnym akapicie mowa jest o PISTOLETACH. Przecież pistolet można łatwo schować… a więc na pewno skoro kupiono więcej pistoletów to na pewno (w domyśle może utworzyć się takie podejrzenie w spokojnym obywatelu naszego spokojnego kraju), zamysł kupującego jest niecny. Tyle tylko że „niecność” tego zamysłu – poprzez ukrycie takiej broni wynika z… ustawy (UoBiA), w której jest mowa, że broń osoba posiadająca pozwolenie sportowe (a takich najwięcej się wydaje) można przenosić tylko w sposób: ukryty. Nie ma jednak wyjaśnienia tego dla potencjalnego czytającego. Podkreślenie użyte w akapicie – przypominam brzmienie: „To głównie pistolety”. jest tak umieszczone, że staje się wieloznaczne. Dla kogoś kto boi się broni i kojarzy ją z przestępcą – może odnosić się do toku rozumowania umieszczonego przeze mnie powyżej.

Nie pada też najważniejsza informacja (od Autora materiału – jest podana jako cytat z Pana Turczyna, o czym poniżej): Jaki był wzrost ( i znów musiałby być użyty mechanizm porównawczy, chociażby do poprzedniej pięciolatki) wydanych pozwoleń, a nie sztuk broni kulowej. Dlaczego to tak istotne? Ponieważ pozwolenia sportowe cechują się specyfiką ilościową, tak samo kolekcjonerskie. Jak sama nazwa wskazuje jeżeli idzie o te ostatnie, kolekcja to nie jedna sztuka. Pozwolenie kolekcjonerskie jest wydawane po egzaminie na Policji (drogim i bardzo trudnym) na 10 sztuk broni minimum, co wynika z definicji słowa „kolekcja”, jak napisałem wyżej: to nie jest jedna sztuka. Z tego egzaminu są zwolnieni członkowie służb mundurowych (Policja, Wojsko) Z kolei pozwolenie sportowe jest wydawane (przez Policję po specjalistycznych badaniach lekarskich i sprawdzeniu niekaralności) na podstawie zdanego patentu i licencji sportowej wydawanej przez organizację sportową (taką jak chociażby PZKosz, PZPN) noszącą nazwę: Polski Związek Strzelectwa Sportowego – PZSS. Tego już w artykule Czytelnik nie znajdzie. Nie znajdzie też informacji, że trenujący zawodnicy szczególnie jeżeli chodzi o dyscypliny sportowego strzelectwa dynamicznego (IPSC chociażby), nie mogą się zamykać w jednej sztuce (egzemplarzu) broni kulowej służącej do uprawiania tego trudnego sportu.

W założeniu przyznaje się licencję sportową na trzy rodzaje broni. Są to: pistolet, karabin, strzelba. Zawodnik z grupy powszechnej, który poprzez swoje uczestnictwo w zawodach propaguje jednocześnie ten sport, jakże ważny dla budowania odpowiedniej postawy obywatelskiej i obronnej, wychowania patriotycznego (przed wojną 100 tys strzelców sportowych w IIRP), może startować w bardzo wielu konkurencjach. Taka podstawą jest posiadanie minimum trzech sztuk broni kulowej właśnie w wymienionych kategoriach. Można też się specjalizować. Np tylko w konkurencjach pistoletowych, czy karabinowych. Tych konkurencji jest bardzo duża różnorodność. Można strzelać na różne dystanse, różnymi kalibrami. Podam przykład dotyczący konkurencji olimpijskich. Na dzień dzisiejszy jest to 15 konkurencji. Nie wszystkie dotyczą strzelań kulowych (strzelania za pomocą pneumatyków). Niemniej jeżeli mamy do czynienia z pasjonatem strzelectwa, który chce „się spróbować” chociażby w kilku dyscyplinach, to jego pozwolenie będzie opiewało na przynajmniej kilka sztuk broni kulowej. Z biegiem czasu jeżeli jego fascynacja i zainteresowanie będą rosły, może dokonać tak zwanego; rozszerzenia – w zgodzie z ustawą i odpowiednimi paragrafami – tym samym zwiększając ilość sztuk posiadanej przez siebie broni sportowej (broń sportowa nie ma możliwości oddania strzału serią, tylko strzały pojedyncze), może startować w większej ilości konkurencji sprawdzając swoje możliwości i umiejętności. I tutaj właśnie mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie wzrost liczby sztuk broni kulowej w przedziale opisywanym, to wzrost nie: liczby osób z pozwoleniami, lecz faktycznie: wzrost samych tylko egz. (dla jednej osoby z JEDNYM POZWOLENIEM) broni (w większości poprzez rozszerzenia posiadanego już pozwolenia).

Cytat z materiału (o którym wspominałem wyżej – wypowiedź Pana Turczyna), mówiący o wydanej liczbie pozwoleń, który zaprzecza i podważa wcześniejsze informacje przedstawione, tak alarmistycznie o wzroście liczby broni kulowej:

Na koniec 2020 r. było ich 234,9 tys., a pięć lat wcześniej – 192,8 tys.

A więc: 42,1 tys pozwoleń wygenerowały ile sztuk broni? Czy można podzielić te prawie 200 tys jednostek broni więcej kupione w ciągu ostatnich pięciu lat przez liczbę pozwoleń? Ile z tych jednostek broni, trafiło do rąk osób które już miały pozwolenia w wyniku procedury którą opisałem powyżej? Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi w materiale, podejrzewam że z bardzo prostego powodu – odpowiedź zaprzeczyłaby samemu tytułowi i sugerowanemu, domniemanemu przekazowi: że jest groźnie, ponieważ jest 200 tys więcej sztuk broni w Polsce – w domyśle: 200 tys posiadaczy… To jedyny fragment materiału, pozytywnie rozpatrujący środowiska strzeleckie (jest to jednak cytat wypowiedzi, a nie myśl własna Autora artykułu).

Wracając to owego wzrostu liczby broni kulowej: Wzrost ilości broni dotyczyć też może klubów sportowych (które również mogą nabywać broń, posiadając odpowiednie zabezpieczenia, certyfikaty i specjalne tak zwane: „magazyny broni”) i instruktorów strzelectwa posiadających dodatkowe pozwolenie „instruktorskie” o które mogą zwrócić się do Policji. Pozwolenie to obejmuje z reguły 10 sztuk broni (instruktor strzelectwa sportowego, dynamicznego i bojowego – uprawnienie do szkolenia służb mundurowych). Wyobraźmy sobie: niech będzie 100 takich instruktorów, którzy wykorzystają w pełni możliwości pozwolenia. Daje nam to 1000 sztuk broni na 100 osób, które z reguły już mają pozwolenie sportowe.

Znam kilkanaście osób posiadających wszystkie trzy rodzaje pozwolenia tj.: sportowe, kolekcjonerskie, instruktorskie. Sumą tych trzech rodzajów pozwoleń może być nawet kilkadziesiąt sztuk broni – ale cały czas w rękach jednej osoby jak najbardziej do tego uprawnionej.

W tym świetle jak wygląda informacja o „wielkim wzroście broni kulowej” jak w analizowanym materiale pt.: Liczba broni w Polsce bije kolejne rekordy? W najlepszym wypadku mamy do czynienia z materiałem nieścisłym, napisanym „byle jak”, „od ręki”, „na potrzeby chwili” i mającym zaledwie pozory materiału poważnego – dla ignoranta i laika może zostać tak odebrany. Dla osoby, która interesuje się tematem jest to marna, kiepska – manipulacja.

Nade wszystko; używanie w materiale opinii „eksperta” rodem z epoki PRL -obciążonej jak wiemy genetycznie brakiem demokracji i wszelkim blokowaniem dostępu obywateli do jakichkolwiek środków obrony osobistej, a broni kulowej w szczególności – nie wydaje się obiektywnym działaniem.

Jest jeszcze jedna kwestia zupełnie pominięta w materiale: brak porównania z jedynym możliwym okresem czasu, gdy Polska była demokratyczna i wolna – dwudziestoleciem międzywojennym. Z kolei poprzez przywołanie do głosu „eksperta” z okresu, gdy Polska była państwem niesamodzielnym, można powiedzieć wprost: pod okupacją ZSRR, sugeruje się (w moim rozumieniu) w materiale, że tenże stan był normalny… Podkreślam: przez 40 lat rządów popleczników Moskwy w Polsce ograniczono do maksimum dostęp do broni dla zwykłego obywatela – była to jeszcze jedna restrykcja reżimu totalitarnego wobec narodu polskiego. Odnoszenie się do tego stanu jako „normalności” – poprzez danie głosu osobie z tamtego czasu jest policzkiem dla demokracji i samostanowienia państwa polskiego. Dawno powinno odebrać się głos WSZYSTKIM działaczom partyjnym z tamtych lat w dyspucie publicznej.

Reasumując: materiał niczego nie wyjaśnia w sposób dostateczny, w mglisty sposób określa stan posiadania broni w Polsce (osoby posiadające różne pozwolenia, w tym myśliwskie, do ochrony osobistej), próbuje się uwiarygodnić „eksperckimi” wypowiedziami i manipuluje określonymi danymi, czy zwrotami wzbudzając bardziej lub mniej świadome emocje Czytelnika.

Dlatego też: materiał oceniam jako tendencyjny i napisany w taki sposób, aby wywołać określone reakcje Czytelnika, bardziej lub mniej podświadome, negatywne jeżeli chodzi o sport strzelecki i posiadanie broni kulowej jako takiej w Polsce.

stanowisko strzelca sportowego w grupie powszechnej – Poznań WKS Grunwald.

Odczytywanie wyników strzelania w zawodach klubowych – WKS Grunwald
Materiał prasowy dotyczący obecnego zawodnika WKS Grunwald kadry reprezentacji Polski w strzelectwie sportowym –

Materiał „Rzeczpospolitej” z którego pochodzą cytaty: https://www.rp.pl/Spoleczenstwo/304019890-Liczba-broni-w-Polsce-bije-kolejne-rekordy.html?fbclid=IwAR20xSwj5YRfIcOqzOt8VoIqHH8z2Jd9n1CzH4RjDX6hKCnxYESQvXw5E9U

Polecane linki:

https://portalstrzelecki.pl/konkurencje-olimpijskie-w-strzelectwie-sportowym/

https://www.pzss.org.pl/medalisci

https://www.pzss.org.pl/multimedia

Wilki – jak bardzo są terytorialne?

Od kilkunastu tygodni trwa zażarta dyskusja na temat wilków. Piękne drapieżniki, które bezpośrednio nie zagrażają człowiekowi, jednak już zupełnie co innego możemy powiedzieć, jeżeli chodzi o zwierzęta domowe. Wilki zaczynają wychodzić z lasów i penetrować zagrody ludzkie. Zagryzać coraz częściej zwierzęta gospodarcze. Psy między innymi. Dlaczego tak się dzieje? Może materiał nadleśnictwa Bolesławiec częściowo chociaż odpowie na te pytania:

Czytaj dalej Wilki – jak bardzo są terytorialne?

Narodowy dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów: 1939-1945

Dziś pamiętamy. Tylko w Polsce podczas II wojny stosowano tak drastyczne metody. Mordowano za próby chronienia życia ludzkiego. Pamiętajmy o tym. Niemcy do tej pory nie rozliczyli się za te zbrodnie. Dwa ciekawe artykuły:

Eilert Dieken, który dowodził akcją w Markowej i osobiście wydał rozkaz rozstrzelania Józefa i Wiktorii Ulmów, ich sześciorga dzieci oraz ośmiorga ukrywanych Żydów, nigdy nie stanął przed wymiarem sprawiedliwości.

Po wojnie wrócił w rodzinne strony, zamieszkał w Esens nad Morzem Północnym w Dolnej Saksonii i kontynuował służbę w policji zachodnioniemieckiej. Zmarł w 1960 roku.

Z tego samego materiału niejako sentencja:

Jednym z ważniejszych historycznych problemów w relacjach polsko-niemieckich jest praktyczny brak rozliczenia zbrodni popełnionych przez niemieckich okupantów w Polsce po wojnie. Zbrodnie popełnione na cywilnej ludności na wsiach, w małych miejscowościach pozostały w pamięci mieszkańców i były badane przez polską prokuraturę. Po przekazaniu materiałów śledczych do Niemiec Zachodnich, śledztwa te prawie zawsze kończyły się ich umorzeniem” – mówi Hanna Radziejowska, szefowa filii Instytutu Pileckiego w Berlinie. To dzięki pracy jej zespołu prywatne archiwum Eilerta Diekena trafiło do Warszawy.”

Cytat pochodzi z materiału:

PRYWATNE ARCHIWUM NIEMIECKIEGO ZBRODNIARZA: ZABIŁ 3 RODZINY W POLSCE I SPOKOJNIE DOŻYŁ STAROŚCI

I drugi materiał: NARODOWY DZIEŃ PAMIĘCI POLAKÓW RATUJĄCYCH ŻYDÓW POD OKUPACJĄ NIEMIECKĄ

Doradztwo zdrowotne – suplementy.

Od jednego z bardziej (jak sądzę) doświadczonych Czytelników w tych kwestiach. Chodzi o próbę zabezpieczenia się przed zakażeniem COVID19 i wzmocnienie organizmu – niestety nie podesłał mi tego wcześniej ani nie podzielił się tą wiedzą bo bym próbował…Zaszkodzić nie może raczej, a może by pomogło.

Osobiście brałem:

Czytaj dalej Doradztwo zdrowotne – suplementy.

Młodzi – ach ci młodzi…

W poniedziałek rozmawiałem z córką Przyjaciela. Nie była to taka sama rozmowa (bo nie mogła być, ale że aż tak?) jakie ja prowadziłem przed laty będąc w podobnym wieku, gdzie najczęściej z wypiekami na twarzy -słuchałem i korzystałem z doświadczenia i wiedzy ludzi ode mnie starszych. Przy okazji czegoś się ucząc. Ale ja to jakiś inny byłem… szukałem wiedzy o świecie, a starsi byli dla mnie ich naturalnym nośnikiem. Książek czytałem, dużo, mediów (typowych dla dzisiejszego dnia nie było), tylko dwa programy w TV i radio – to i jakoś się udawało nie dostać z głową od nawału zalewających umysł informacji.

Tym razem role się jakby odwróciły. Tak, to ja miałem się uczyć według niej, to ja nic nie wiem o życiu -tego się dowiedziałem. Przecież ona wie lepiej, wie bez mała wszystko. Skąd? Bo wie. Ma ten monopol. Jest na topie i kontroluje – media. Wiele kanałów informacyjnych. Do tego jest pełna tolerancji (nie tolerując jednocześnie, na przykład Pana na pasach bo za wolno przechodził). Także prawa do samostanowienia drugiej osoby, do jej bycia. Ale ona przecież jest tolerancyjna…

Kiedy, już na zakończenie podsumowałem jej niegrzeczne zachowania (brak „dzień dobry”, zamiast tego nucenie sobie piosenek pod nosem, przygłaszanie muzyki w samochodzie bez pytania, wyłączanie „na maksa” ogrzewania bez pytania – takie standardy zachowania w dzisiejszych czasach – oznaczające zapewne: „mam luza”) – że jest arogancką osobą – zbulwersowała się: jakże to tak, przecież jeszcze nikt jej tak nie nazwał. Ano w życiu (szczególnie jakoś tak na jego początku), zdarzają się takie doświadczenia, że tak powiem: pierwsze… Podczas naszej rozmowy dość często odnosiła się owa młoda osoba do spraw związanych z samobójstwem – dostrzegając łatwość jego popełnienia, w jakiś określonych i zaobserwowanych sytuacjach. Dostrzegam w tym jakąś obsesję młodych. Nie umieją się odnaleźć, nic ich nie trzyma przy życiu (lub niewiele- czasami mam wrażenie że te ekraniki komórek), do tego nie mają wartości moralnych i etycznych (chociaż wydaje się im że jakieś mają), w swojej samotności się gubią. Są bez Boga. Po prostu. Nie znają Miłości, nie próbują poznać. Nie szukają. Destrukcja? Tylko tyle dostrzegają, co im się wyświetli na ekranikach?

Z drugiej strony wygłosiła tyradę; że to oni będą budować NWO. W duchu aż się przeraziłem, pewnie Orwell i Huxley w grobach się przewrócą z wrażenia i… przyklasną, bo idą godni następcy… Przerosną wielokrotnie „mistrzów”. Więc ponawiam delikatne sugestie: zwróciłem jej uwagę na brak doświadczenia życiowego, którego nie pozyskała jeszcze zbyt wiele. No i wielce się obraziła – przecież jak mogę dostrzegać, że jest młoda (czyli, że tak powiem młodzież, żeby nie było rozmawialiśmy w obecności jej Taty) . Ona przecież wie już wszystko o życiu, a ja deprecjonuję tą wiedzę mówiąc jej, że nie ma doświadczenia, bo za mało żyje na tym świecie i za mało widziała mając CAŁE 18 lat. Arogancja? Jak to nazwiecie? Brak pokory, brak umiejętności słuchania osób, które chcą jej coś przekazać, niestety są ciut starsze. Próbował zresztą i Przyjaciel (Tata) tłumaczyć. Siedział obok. Ale nie udawało się… Pewność stawianych tez przez nią była porażająca – ale sama tylko pewność: tezy wyglądały już znacznie gorzej… Niemniej – nie dostrzegała tego. Czy młodzi tak mają? Czasami może warto się zastanowić co się mówi, a też i nie wszystko co się wyświetla na ekranikach jest prawdą. Lecą po łebkach, byle szybciej, byle krócej, byle prościej, byle dalej, a jak coś nie wyjdzie to… – samobójstwo? Taka to recepta na NWO? Oczywiście: „do widzenia” na moje lekkie i rozluźniające „cześć, pa pa” też nie było – obrażona, za to, jak mogłem nazwać ją arogantką…

Dlaczego o tym piszę? Powodów jest kilka. Najważniejszy to ostrzeżenie dla rodziców. – proces wychowywania dzieci, uczenia ich jest czymś najbardziej skomplikowanym na świecie. Strzeżcie się. I chwytajcie każdej metody, czytajcie, uczcie się, ale nie zostawiajcie dzieci samopas. Nic dobrego z tego nie wychodzi – żeby nie było: obserwacje pokazują, jak to jest -ale też (w zupełnie inny sposób) to wychowanie wymyka się z pod kontroli. Ludzie zabiegani, zapracowani, mają coraz mniej czasu na próby budowania związków między nimi a dziećmi. Jak przekazywać informacje o ważnych sprawach, autorytetach moralnych i tym podobnych kwestiach…? Zostaje im ekranik, udzielanie się… A tam brak autorytetów moralnych w całym tym zdigitalizowanym świecie mediów, a filmy rodem z Japonii gdzie „sepuku” to norma obyczajowa zawłaszczają umysły młodych.

My, rodzice w tych czasach łatwo nie mamy – czy da się uratować te dzieciaki? Z najwyższym wysiłkiem. Zamiast czytać – oglądają. Są na wszystkich możliwych forach społecznościowych i tam dorastają, uczą się od innych (od kogo???) , którzy wydają się im autorytetami – bo przecież nie właśni „starzy”. Nie wiedzą, że to ślepa uliczka. Że tamte „autorytety” zbijają swoje bliżej nie określone interesy, że owe „autorytety” nie pałają do nich miłością. Że jedynymi osobami na tym świecie, które naprawdę są zdolne do rodzicielskiej miłości, miłości bez zastrzeżeń, miłości (czasami zbyt wiele wybaczającej) – to rodzice. Nikt inny, który może próbować się oczywiście podszywać pod taką miłość – ale przecież nie jest nimi… Kiedy (przyjdzie niektórym z nich to być może dostrzec) będzie już za późno – rodzice odejdą, wtedy niektórzy z nich przejrzą na oczy, ale tylko niektórzy.

A więc: piszę to jako swoistego rodzaju ostrzeżenie do jednych i drugich. Ale bez wzajemnego (tytanicznego) wysiłku dążącego do zrozumienia – siebie nawzajem; nic się nie uda. Nie uda się poznać prawdziwej miłości, zagubimy się we wzajemnym zwalczaniu się i udawadnianiu kto ma większą rację i doświadczenie.. Młodzi przecież mają doświadczenie – braku doświadczenia. Przekuwają je w pewność że ci „starzy” to złośliwie ciągle im przypominają, dla ich pognębienia… A jakże – przecież nie inaczej. My tylko młodych gnębimy to nasze podstawowe zajęcie i czerpiemy z tego wiele korzyści nie mówiąc już o przyjemności (jakby ktoś nie wiedział to piszę wyraźnie – ironizuję). A Starsi…obecnie są chyba bardziej zagubieni niż kiedyś. I zapracowani.

I tak to się kręci. W stronę coraz większego wyobcowania, oddalenia, nie zrozumienia.

Już od pokoleń…

Zagrożenia ze wschodu – nacjonalizmem.

Mój wieloletni kolega z którym nie raz widywaliśmy się na różnych imprezach kresowych mówi o REALNYM zagrożeniu ze wschodu – i zwraca uwagę również na agenturę post-sowiecką na Ukrainie.

Czytaj dalej Zagrożenia ze wschodu – nacjonalizmem.

Zarządzanie informacją.

Ciekawy wykład Magdaleny Zętek-Wielomskiej.

Cytat pod materiałem (fragment):

„…Z NIEMIECKĄ PRECYZJĄ O SKUTECZNYM ZARZĄDZANIU INFORMACJĄ Autorka przedstawia w nim metody oddziaływania państwa na swoje otoczenie za pomocą synergii działań sieci rozmaitych instytucji….”

Cybernetyka najprościej: to procesy sterowania, które możemy wykorzystać w wielu dziedzinach nauki, też; nauk społecznych…

Cybernetyka zakłada proces, którego celem jest osiągnięcie sukcesu w przyszłości. Taka analiza i takie pokierowanie (sterowanie) szeregiem zmian procesowych, aby założony cel został osiągnięty w założonym okresie czasu. Lub też aby procesy, które przewidujemy do niego doprowadziły.

Jako uzupełnienie wystąpienia Pani Magdy Ziętek-Wielomskiej może być poniższy materiał: