Zabawa razem z Sokołami; występy baletowe

W zeszły piątek na osiedlu Kopernika miał miejsce występ grupy baletowej dzieci przed bardzo wymagającą publicznością. Niepełnosprawnymi którymi opiekuje się zespół Środowiskowego Domu Samopomocy „Sokoły” – na osiedlu Kopernika. Ośrodek ten znajduje się przy kościele Świętej Rodziny na osiedlu. Występował zespół baletowy dzieci z klubu osiedlowego „Kopernik”. Był to pierwszy występ zewnętrzny dziewczynek zorganizowany dzięki prowadzącej grupę pani Agacie. Czytaj dalej Zabawa razem z Sokołami; występy baletowe

Biennale Mediations 2010 w Poznaniu

Ariella Azoulay „Akt Państwa 1967-2007 ? Sfotografowana Historia Okupacji” – na ul. Orzeszkowej wystawa 700 fotografii 80 fotografów, Czytaj dalej Biennale Mediations 2010 w Poznaniu

Grzegorz Turnau i Inowrocław

W Inowrocławiu już od pewnego czasu całkiem głośno i hucznie obchodzi swoje urodziny Grzegorz Turnau.
W tym roku również to się udało. Poniżej kilka zdjęć z tego koncertu w pięknej scenerii Tężni Solankowej.

Choreoterapia z Cudnym TOwarzystwem

Taniec jak mawia moja znajoma jest żywiołem. Przenosi uczucia i niewypowiedziane słowa w gesty ciała. Uwalnia i wyzwala. Odreagowuje. Leczy.

Honorata Łukaszewska trzy lata temu podjęła się sprawy ważnej. Przygarnęła pod swoje skrzydła i otoczyła opieką wynikająca z dobroci serca grupę niepełnosprawnych umysłowo, jak by powiedział ks Isakowicz „Muminków”. Jak nam się kojarzą Muminki? z niezdarnymi ale bardzo ciepłymi i uczuciowymi stworzeniami.
Niezdarność naszych „Muminków” wypływa z faktu bycia niepełnosprawnym. Troszkę inaczej pracują ich głowy, troszkę wolniej, w inny świat patrzą ich oczy.
Nie widzą wielu rzeczy które nam zaprzątają tak wiele czasu odzierając nasze życie z uczuć. A Oni widzą uczucia. Czują sercem. Są sprawiedliwi, jeżeli ktoś robi im krzywdę boja się go i płaczą , uciekają przed nim.
Jeżeli ktoś ich kocha oni kochają w dwójnasób.
Czasami są wylewni, czasami zamknięci w sobie. Reagują bardzo żywiołowo lub nie. Ekspresja to czasami ich drugie imię.
W naszym społeczeństwie udaje się, że mają swoje prawa. Mają na tyle, na ile jest to wygodne dla władz i nie narusza społecznych potrzeb. Jest grono ludzi prawdziwych, którzy stale wywierają nacisk na władze, aby zmienić więcej na korzyść „Muminków”.
Podjąć się trudnego zadania akceptacji ich w społeczeństwie. Do tej pory zawsze gdzieś istnieją na marginesie.
Często kiwamy głowami, litujemy się i jednocześnie ocieramy pot z czoła: dobrze że to nie my, że to nie w naszej rodzinie. Odwracamy głowy na ulicy od twarz, które posiadają cechy mongolizmu. Być może i z obrzydzeniem…Przyzwyczajeni do epatowania pięknem i dążeniem do piękna, odrzucamy ich.
A oni mają piękno w duszy i w sercu. Być może żaden z nas nie osiągnie takiego stanu Miłości i przywiązania do osób, które kochają. Nie zdradzają, jak kochają robią to szczerze, są pełni zaufania.
Jest w nich coś z malutkich dzieci. Tacy ufni, wrażliwi.
Oczywiście mają swoje humory jak i dzieci. Ale czy dzieciom nie wybaczamy? Czy nie powinniśmy wszystkim wybaczać?
Przyglądam się społeczeństwu i drżę ze strachu. Dzisiejsze życie spycha na margines wszystko co nie wiąże się z pieniądzem, przetrwaniem, dążeniem do kariery. Miłość sprowadza się do aktu płciowego. Bez gestów ciała, przytulenia pogłaskania, bliskości potrzebnej każdemu z nas, jednak zabijanej bo jest „nie trendy” i przeszkadza w wyścigu szczurów. Tak, wyścig nie jest ujęty w cudzysłów, to określenie staje się coraz bardziej realne, namacalne.
Gdzie w tym całym zamieszaniu, miejsce dla nich? Czy ktoś da im szansę? Przejmie się ich losem?
Otoczy opieką, zainteresowaniem, a może i nawet miłością?
Dlatego tak ważne jest to co robi Honorata, daje im coś więcej niż tylko taniec.
I nie tylko im…

Piotrek

Strona Promyczków

Dlaczego warto pić wina? Zdrowie i młodość …

Od kilku lat interesuję się winem. Nie tylko ze względu na zawarty w nim alkohol, czy też chęć do organizacji suto zakrapianych spotkań w towarzystwie właśnie tego napoju zawierającego alkohol. Od dawna słyszałem o wielu właściwościach wina, które niezwykle pozytywnie wpływają na organizm. Do tego dochodzi sam jego smak, zapach, kolor, te cechy które powodują, że picie tego napoju staje się prawdziwą przyjemnością, a także swoistego rodzaju celebracją. Poniżej pozwoliłem sobie zgromadzić kilka informacji na temat pozytywnego działania wina na organizm człowieka. Oczywiście musimy też pamiętać o skutkach negatywnych, „przedawkowania” zbyt dużej ilości tego trunku. I wystrzegać się tak pochopnej decyzji, co do wlania w siebie nadmiernej ilości wina. Pomijając stan organizmu, przyjemność wynikająca z jego degustacji znacznie się zmniejszy…
Przechodząc jednak do meritum…:
Wino czerwone ma pozytywne działanie na serce, żołądek, zwalcza infekcje chorobowe, a także…, przedłuża młodość. Zapewne najbardziej zainteresuje wszystkich ta ostatnia właściwość. Nic dziwnego, któż z nas nie chciały żyć jak najdłużej i do tego w kondycji młodzieńczej najlepiej?
Co z kolei działa negatywnie na nasz organizm i zwiększa szybkość procesów starzenia i degeneracji funkcji życiowych, a z czym daje sobie radę wino?
Chodzi oczywiście o wolne rodniki (w procesie przemiany tlenu w energię każda komórka, korzystając z substancji odżywczych, uwalnia owe wolne rodniki-cząsteczki organicznych związków o jednym wolnym elektronie). Tak zwane antyoksydanty zawarte w winie zwalczają wolne rodniki, z kolei polifenole opóźniają zmiany wynikające ze starzenia się organizmu. Antyoksydanty pozwalają przedłużyć skórze młody wygląd, a więc: nawilżyć, wzmocnić, odżywić i wygładzić.
Zwalczanie infekcji polega na działaniu flawonoidów, które niszcząc wolne rodniki, wzmacniają układ odpornościowy i przeciwdziałają infekcjom. Zawarte w winie związki polifenolowe, działają z kolei bakteriobójczo.
Tworzą się one w procesie fermentacji wina.
Z kolei garbniki zawarte w winie pomagają naszemu układowi pokarmowemu. Wino degustowane w trakcie posiłków, zwiększa produkcję enzymów trawiennych, poprawia ukrwienie układu i wzmaga wydzielanie śliny. W ten sposób składniki odżywcze zawarte w pożywieniu szybciej docierają do krwi. Kwas cynamonowy i inne substancje zawarte w winie sprzyjają wydzielaniu żółci, co przyśpiesza trawienie tłuszczów. Drażnienie ścianek żołądka niedużymi dawkami alkoholu zwiększa ich odporność na działanie kwasów trawiennych. Wino pomaga walczyć naszemu organizmowi z kamicą żółciową – tj. z jej powstawaniem. Następny powód za piciem czerwonego wina: nadciśnienie tętnicze. Z uwagi na dużą zawartość potasu w winie, który to pierwiastek reguluje ciśnienie. Wino rozszerza naczynia (ściślej czyni to alkohol w nim zawarty) zwiększa średnicę tętnic wieńcowych, zmniejsza ryzyko niedokrwienia serca, przeciwdziała zwężaniu się naczyń, zapobiega palpitacjom serca, które często występują jako skutek stresu.
Znane nam już flawonoidy chronią przed takimi chorobami jak: miażdżyca i zakrzepy. Powodem jest przeciwdziałanie utleniania się złego cholesterolu LDL, ponadto płytki krwi nie zlepiają się ze sobą, dzięki działaniu flawonoidów, które w ten sposób zapobiegają tworzeniu się zakrzepów i udarowi mózgu. Resweratrol i kwercetyna chronią nasze DNA, niszczą także wolne rodniki odpowiedzialne za chorobę wieńcową. Są to bardzo silne przeciwutleniacze. Wino zawiera potas, magnez i wapń. Są gatunki win, takie jak Medoc, które dostarczają organizmowi żelazo i kwasy organiczne takie jak: jabłkowy, winowy i acetylosalicylowy, oraz aminokwasy, a także rozpuszczalny błonnik.
Jednym krótkim zdaniem możemy podsumować ten ogrom zasług wina dla naszego organizmu: nie możemy go nie pić. Nie mamy wyjścia. Po prostu wino trzeba dostarczać organizmowi, a przy okazji korzystać z przyjemności pojawiającej się w trakcie jego picia.
Badania przeprowadzone kilka lat temu dotyczące średniej długości życia ludzi w Europie wskazały jasno, że najdłużej statystycznie żyją mieszkańcy Francji i Włoch. A jak wiadomo w krajach spożywa się najwięcej wina.

Osobiście staram się przynajmniej kilkanaście razy w miesiącu mieć okazję do spożywania wina.
Czy to w gronie przyjaciół, czy też „zapraszając” żonę na małe prywatne przyjęcie, zawsze z butelką dobrego czerwonego wina.
Wino jest dla mnie rodzajem relaksu połączonego z wspomaganiem organizmu w walce z jego ułomnościami (walczymy z wolnymi rodnikami oczywiście!). Jest też doskonałym sposobem na zdobywanie nowych znajomości w kulturalnej atmosferze można porozmawiać o dobrym filmie, książce, czy spektaklu teatralnym. Wino ma w sobie pewnego rodzaju czar i tajemnicę poprzez sposób jego podawania, degustacji, ilość rodzajów, i oczywiście to co cechuje je najbardziej i odróżnia od innych napojów alkoholowych, mnogość smaków, zapachów, wrażeń…

Ostatnio udało się przekonać moją „drugą połowę” do win wytrawnych. Do tej pory wolała być pomiędzy tzn. pół wytrawne jak najbardziej, rzadziej pół słodkie.
Jak to się udało? Uczyniłem to za pomocą wina hiszpańskiego (jedno z moich bardziej ulubionych) z regionu Rioja. Wino to nosiło nazwę znanej winnicy: Marques de Riscal, (Reserva, rocznik 2004). W większej części zawartość butelki składała się z wspaniałego płynu wyprodukowanego z mojego ulubionego szczepu Tempranillo (rdzennie hiszpański szczep czerwonego winogrona, znany w samej Hiszpanii pod różnymi nazwami np w Toro; tinta de toro). Smak, aromat i bukiet tego wina spotkał się z uznaniem wszystkich degustujących (degustacja miała miejsce na małym przyjęciu, dla ścisłego grona zaprzyjaźnionych z nami osób doceniających walory czerwonego wina wytrawnego, aczkolwiek nie uważających się za jakiś specjalnych znawców, raczej oświeconych konsumentów). Wszystkich zachwycił szczególnie ten pierwszy łyk, o ile miałbym opisać moje wrażenia; gama smaków, zamachów, wyrazistość i energia, wola tworzenia, piękno… Bukiet dość subtelny, bez wyrazistych akcentów. Miło by było, żeby ten pierwszy łyk trwał jak najdłużej, a każdy łyk był pierwszym… Kubeczki smakowe niestety, po doznanym „szoku”, przyzwyczajają się i nie jest to już później tak frapujące przeżycie. Chyba, że postanowimy zneutralizować doznane efekty. Najlepszy jest czas i czysta woda. W tamtym przypadku jednak zdegustowaliśmy w czwórkę dość szybko wypijając całą butelkę zauroczeni wrażeniami wynikającymi z picia, przy okazji przegryzając ciekawą potrawą, którą przygotował mój przyjaciel specjalnie na tą okazję. Było to zapiekane ciasto, z oryginalnym w smaku sosem pomidorowym na ostro, z kawałkami mięsa wołowego.
Smak wina ewoluował także, ze względu na degustowanie wyżej wymienionej potrawy. To też jest ciekawostka. W zależności czym „zagryzamy” poszczególny łyk, zmienia się smak i odbiór wrażeń. Jest to jak wejście do labiryntu dodatkowo ozdobionego lustrami, nie dość że nie wiesz co będzie za najbliższym zakrętem, to zmienia się również i optyka tego co widzisz. Z winem jest podobnie.
Spotkanie udało się szczególnie. Nie ukrywam ze dyskusja na temat wina była jednym z głównych punktów programu, chociaż nie do końca planowana.
Od tego czasu żona postanowiła oddać się pasji próbowania do win wytrawnych. Niezmiernie mnie to cieszy z wielu powodów, jednymi z nich to możliwość wspólnego wnikania w piękno degustacji i analizy smaków, i wielu innych wrażeń odbieranych przez nasze zmysły podczas picia wina, drugie to fakt niewątpliwy pozytywnego wpływu na zdrowie moje i małżonki.
Czego życzę Wam wszystkim, a w szczególności miłośnikom wina.

Piotrek
bezprzesady.com

winnica Marques de Riscal

Konferencja w poznańskim IPN DREZDEŃSKI SZAFOT (ścięci Polacy)

W ubiegły piątek odbyła się niezwykle ciekawa i bogata w szczegóły konferencja na temat 84 ściętych Polaków w drezdeńskim więzieniu. Salę im. Gen. Stefana Roweckiego „Grota” wypełnili licznie przybyli goście,
w tym z Niemiec dr Brigit Sack (GMPD Drezno), dr Gerald Hacke (GMPD Drezno) i dr (medycyny) Gustav Bekker, a także krewni i żyjący jeszcze przyjaciele pomordowanych.
Niemieccy goście wygłosili wnikliwe i interesujące wykłady na temat miejsca straceń, i samych procesów. Rafał Sierchuła przedstawił wykład ukazujący postacie straconych Polaków, okraszony niezwykle sugestywną i wzruszającą muzyką i zebranymi zdjęciami pomordowanych.

Czytaj dalej Konferencja w poznańskim IPN DREZDEŃSKI SZAFOT (ścięci Polacy)