Wspomnienia z Gostynia rok 1945 bratnia armia…

Znajoma prowadząca sklep obuwniczy „Bucik” na Os. Kopernika, opowiadała mi niezwykle barwną historię, wspomnienie swojej, nieżyjącej już matki z okresu końca II wojny światowej.
Dotyczyło ono rosyjskich żołnierzy, którzy zajęli Gostyń.

Po zajęciu miasta rozpoczęli „zdobyczny rabunek” wynosili przeróżne rzeczy, głównie elementy ubrań, czapki, marynarki, wszystko co wydawało się im cenne. Rozpoczęli też libację alkoholową. Żołnierze znaleźli gdzieś wódkę i zaczęli pić w okolicy wylotu na Leszno, jest tam górka na której obecnie zostało wybudowane osiedle mieszkaniowe.
Przedtem była to droga wylotowa prowadząca w kierunku Leszna. Wśród Rosjan był też oddział kobiecy.
Kobiety te, jak wspominała pani Bożena cytowana przez córkę, upiły się i poubierały w „zdobyczne” długie nocne koszule, zapewne uważając je za rodzaj bardzo dobrej jakości sukni bawełnianych. Następnie rozpoczęły zjeżdżanie na rowerach z owej górki.
Ponieważ nie umiały jeździć rowerami, rozpędzały się tylko i zjeżdżały z górki powiewając założonymi na mundury nocnymi koszulami. Niejedna się przewróciła.
Niektóre też posprzeczały się ze sobą i poprzewracały, popychając się nawzajem.
W tym czasie niżej przy pałacyku żołnierze prowadzili libację. Musiał to być bardzo niezwykły i swego rodzaju malowniczy widok, że kilkunastoletniej dziewczynce, jaką wtedy była Pani Bożena tak bardzo wrył się w pamięć.
Zresztą i ja widzę tę scenę oczyma wyobraźni… plastycznie…zjeżdżające, rozradowane rosyjskie sałdatki, z rozcapierzonymi nogami z braku umiejętności pedałowania, trzepoczące na wietrze białe koszule nocne, śmiejący się poniżej mężczyźni popijający z flaszek alkohol.
Upadki, wrzaski, harmider, przerwa w działaniach wojennych, być może też zerkający na wielkich zdobywców ukryci za oknami mieszkańcy zastanawiający się tylko co będzie dalej? Skoro taka „armia” ich wyzwoliła…

Takie właśnie wspomnienia odchodzą z opuszczającymi nas Świadkami tamtych dni… szkoda…
to wspomnienie powyżej opisane zostało, może bez szczegółów, bez dat, niefachowe dla historyka, ale jakże żywe i świeże w pamięci kilkunastoletniej dziewczynki,
która patrzyła na to zdarzenie kiedyś, dawno, opowiedziała swojej córce, ona z kolei mi i tak zostało zachowane w pamięci pokoleń…

Może i Wasi krewni mogą opowiedzieć podobną historię, bez wielkich pół bitewnych, taką po prostu, coś co pomimo upływu lat trwa w pamięci…
zapraszam…

Piotrek

Mail: BezPrzesady

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.