Nie Tylko Dla Orłów – Mann i inni w akcji…

Surrealistycznie, odjazdowo, lata 80-te program trzeci, sobota bodajże po liście przebojów, potem chyba w niedzielę po 20.00 nie dam jednak głowy…: postaci owej pamiętnej audycji, które mi utkwiły w głowie: Żelazny Karzeł Wasyl, Doktor Wycior, Wiewiórka Łysa Skórka…, Latający Słój Który Mówi, Pan Henio i inni…

Głosy naszych znanych i lubianych prezenterów radiowych tym razem zaskakują, wgniatają wręcz w fotele w których grzecznie siedzimy i czekamy na ekscytujące opowieści o muzyce. Tym razem słuchamy jakiś przerażających opowieści o obżynaniu głowy smokowi obcęgami, czy też wbijaniu na pal wiewiórki, która zresztą zupełnie trzeźwo i logicznie odmawia tej czynności, a następnie popycha owego składającego jej tą wyuzdaną propozycję karła „wbijacza na pal”, pod samochód dostawczy.
Wszystko to opowiadane jest przy uspakajających dźwiękach muzyki fletu, głosy spokojne i opanowane Alicji i Wojciecha wypełniają przestrzeń eteru radiowego (czy tylko radiowego?). Pierwsze słuchanie audycji było dla mnie na pewno szokiem, później było tylko weselej…
Frazy typu: „Tu latający słój, który mówi…- Dokąd lecisz słojuuu? …- A co cię to obchodzi …. gnoju…”, Czy też opowieści o przygodach Żelaznego Karła Wasyla w Klechdach Sezonowych, lub wspomnienia dość żenujące Doktora Wyciora wzbudzały swoistego rodzaju wesołość w pewnych grupach społecznych, które ze względu na wszech obecnie panującą komunę w ówczesnych mediach, musiały jakoś wyładowywać smutek i frustrację w surrealistycznych odskoczniach odrywających myśli od smutnej rzeczywistości. Warto było się pośmiać z bardziej surrealistycznego surrealizmu niż otaczającej nas wtedy rzeczywistości rodem z komunizmu realnego przywleczonego przed laty i narzuconego nam przez Sowietów ze swojej ojczyzny i wprowadzanego uparcie przez okupanta.
Szkoda, ze program trzeci nie powtarza tych audycji, może warto by było, w końcu obecny stan kraju jest w sensie dezorientacji i zamieszania zupełnie podobny, odrobina niewinnej głupoty i szaleństwa nikomu już nie wyrządzi nic złego, a może właśnie odwrotnie uratuje czyjąś wariującą świadomość?

Poniżej kilka cytatów z programu.

Z Pamiętnika Doktora Wyciora:
„Sobota.
Jestem trochę niespokojny. Wczoraj zacząłem dość zawiłą operację na panu Łukaszu spod siódemki. Nie zauważyliśmy, jak czas zleciał i zrobiła się szesnasta i koniec roboty. Pan Łukasz został na stole do poniedziałku. Martwię się, że będzie próbował sam się zaszyć.
Poniedziałek.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. W czasie weekendu była przerwa w dostawie prądu. Urządzenia przestały działać i pan Łukasz też.
Dzisiaj miałem tylko dwa wyrostki. Dziwne, że u jednego pacjenta. No, ale poniedziałek jakoś zleciał, tym bardziej, że siostra Kulanka znalazła między protezami podręcznik anatomii. Bardzo ciekawy. Nigdy bym nie przypuszczał, że aż z tylu części składa się człowiek.
Wtorek.
Od rana pech. Podczas operacji plastycznej znów zabrakło skóry. Pożyczyłem co prawda kawałek ceraty od ajenta bufetu, no ale jak długo można nadużywać dobrej woli człowieka nie związanego przecież ze służbą zdrowia?
Środa.
W dalszym ciągu pechowa passa. Siostra Narcyza potrąciła mnie podczas operacji, kiedy akurat zerkałem na siostrę Honoratkę. Wszystko stało się bardzo szybko. Rodzina pana Korytko, który był na stole chce mnie skarżyć o to, że mu przyszyłem butlę z tlenem do pleców.
Kiedy już ochłonąłem, to zrobiłem sobie na próbę zastrzyk nową jednorazówką z tego transportu, który dopiero co nadszedł. Bardzo bolesny, dwa razy zemdlałem, zanim wprowadziłem wszystko dożylnie. Siostra Jola powiedziała, że niepotrzebnie się męczyłem, bo igły do tych strzykawek przyjdą w przyszłym tygodniu i iniekcje mają być ponoć łatwiejsze. Eee, pożyjemy zobaczymy.
Czwartek.
Dzisiejszy dyżur na oddziale reanimacji minął nadspodziewanie spokojnie. Praktycznie przez cały czas nie było prądu, więc aparatura nie hałasowała. Na szczęście włączyli fazę i zdążyłem jeszcze wypełnić wypiski. Natomiast mocno zastanawiająca historia przytrafiła mi się podczas porannego obchodu. Otóż spotkałem mojego sąsiada z bloku, inżyniera Bazydło. Powiedział, że przyszedł do naszej kliniki do Rentgena. Ciekawe to o tyle, że nikt z pracowników naszej placówki, ani też żaden, żaden z jej pacjentów nie nosi takiego nazwiska. No i kto mi teraz wytłumaczy, dlaczego inżynier Bazydło ukrył przede mną prawdziwy cel swojej wizyty?
Piątek.
Obchodzę mały jubileusz. Właśnie dziś wykonałem moją setną operację. Radość tym większa, że dzisiejszy zabieg był pierwszym udanym. Coraz częściej, szczególnie podczas trepanacji czaszki, odzywa się moje najskrytsze marzenie: chciałbym kiedyś rozpocząć studia medyczne. I może nawet je skończyć.
Sobota.
To był naprawdę ciężki tydzień. Jestem już bardzo zmęczony. Dosłownie przewracam się o każdego leżącego. ”

Może nie jest to aż tak bardzo przesadzone?

„…Przebrał się za śnieg i podjechał traktorem do okna świetlicy…(…) Powtarzał to co zanotował, ponieważ to co zanotował, zgubił…
Na początek ściął rybę, potem zjadł tylko sianko wrócił do domu i włożył choinkę pod obrus… Zadowolony zapuścił się w głąb lasu (..) Po godzinie mieszkańcy okolicznych siedzib usłyszeli eksplozję Wasyl szukając bombki znalazł wielkokalibrowy pocisk wystrzelony przez grubą Martę podczas działań wojennych… Święta odbyły się w lesie spokojnie i godnie…” – Klechdy Sezonowe.

„Hop, hop, hop, to ja,
Wasz pomysłowy gajowy.
Mówiąc prościej – chłop
Znany jako Bob.

Lecz choć mam sprzęt gotowy,
Nie ruszam dziś na łowy,
A wszystko to z powodu,
Że coś mnie boli z przodu.

Ale nie boli mnie na tyle,
Bym z domu nie mógł wyjść na chwilę.
Więc w związku z tym tak myślę sobie,
Że może coś w obejściu zrobię.

Ot, choćby kotu na początek
Spróbuję wsadzić łeb we wrzątek.
A jeśli wynik będzie mierny,
To wytrę go papierem ściernym.

A potem mógłbym, dajmy na to,
Koguta zatłuc mokrą szmatą.
A jeśli mi pozwoli zdrowie,
To jeszcze ogon urwę krowie.

By nie poprzestać na tym wszakże,
Będę chciał kozę zmieścić w wiadrze.
A gdyby mi się nie udało,
Po prostu ją nawalę pałą.

A kiedy skończę już robotę,
W fotelu siądę z kurą potem
I tak już całkiem dla relaksu
Napcham pod ogon jej szuwaksu.

Hop, hop, hop,
Jakem Bob.”

„Słuchaliście bajki na temat kufajki, a następnym razem przyjadę kamazem”

„Opowieści z Deszczykiem (ze słynnym motywem muzycznym z „Młodego Frankensteina” Brooksa, na skrzypcach).
Gra mięśni.
Baronowa Schlochen postanowiła przeżyć krótkotrwały romans…
Dlaczego?- Bo na długotrwały nie mogła już liczyć
W związku z tym postanowieniem wychłostała stajennego. (…) Brunizda Glizda (…), to co zobaczyła wystarczyło- machał przez pół godziny ogłupiałym lwem, a potem grał i grał mięśniami, a kiedy zaś zrobił figurę kulturystyczną zwaną: „Z brzytwą na poziomki”…baronowa ucapiła go za ucho i oderwała je,…Cyklon swej uwagi przerzuciła na niewielkiego klauna…”
„Lato obleśnych Ludzi”

„Refleksja na dziś:
Kochani myślę sobie że nie będę już żył z nieoświeconymi kobietami”
…itd, itp.
Piotrek

PS kto ma jakieś fragmenty tej audycji jest mile widziany…, gromadzę :-)

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

Jedna myśl w temacie “Nie Tylko Dla Orłów – Mann i inni w akcji…”

Możliwość komentowania jest wyłączona.