Dlaczego warto pić wina? Zdrowie i młodość …

Od kilku lat interesuję się winem. Nie tylko ze względu na zawarty w nim alkohol, czy też chęć do organizacji suto zakrapianych spotkań w towarzystwie właśnie tego napoju zawierającego alkohol. Od dawna słyszałem o wielu właściwościach wina, które niezwykle pozytywnie wpływają na organizm. Do tego dochodzi sam jego smak, zapach, kolor, te cechy które powodują, że picie tego napoju staje się prawdziwą przyjemnością, a także swoistego rodzaju celebracją. Poniżej pozwoliłem sobie zgromadzić kilka informacji na temat pozytywnego działania wina na organizm człowieka. Oczywiście musimy też pamiętać o skutkach negatywnych, „przedawkowania” zbyt dużej ilości tego trunku. I wystrzegać się tak pochopnej decyzji, co do wlania w siebie nadmiernej ilości wina. Pomijając stan organizmu, przyjemność wynikająca z jego degustacji znacznie się zmniejszy…
Przechodząc jednak do meritum…:
Wino czerwone ma pozytywne działanie na serce, żołądek, zwalcza infekcje chorobowe, a także…, przedłuża młodość. Zapewne najbardziej zainteresuje wszystkich ta ostatnia właściwość. Nic dziwnego, któż z nas nie chciały żyć jak najdłużej i do tego w kondycji młodzieńczej najlepiej?
Co z kolei działa negatywnie na nasz organizm i zwiększa szybkość procesów starzenia i degeneracji funkcji życiowych, a z czym daje sobie radę wino?
Chodzi oczywiście o wolne rodniki (w procesie przemiany tlenu w energię każda komórka, korzystając z substancji odżywczych, uwalnia owe wolne rodniki-cząsteczki organicznych związków o jednym wolnym elektronie). Tak zwane antyoksydanty zawarte w winie zwalczają wolne rodniki, z kolei polifenole opóźniają zmiany wynikające ze starzenia się organizmu. Antyoksydanty pozwalają przedłużyć skórze młody wygląd, a więc: nawilżyć, wzmocnić, odżywić i wygładzić.
Zwalczanie infekcji polega na działaniu flawonoidów, które niszcząc wolne rodniki, wzmacniają układ odpornościowy i przeciwdziałają infekcjom. Zawarte w winie związki polifenolowe, działają z kolei bakteriobójczo.
Tworzą się one w procesie fermentacji wina.
Z kolei garbniki zawarte w winie pomagają naszemu układowi pokarmowemu. Wino degustowane w trakcie posiłków, zwiększa produkcję enzymów trawiennych, poprawia ukrwienie układu i wzmaga wydzielanie śliny. W ten sposób składniki odżywcze zawarte w pożywieniu szybciej docierają do krwi. Kwas cynamonowy i inne substancje zawarte w winie sprzyjają wydzielaniu żółci, co przyśpiesza trawienie tłuszczów. Drażnienie ścianek żołądka niedużymi dawkami alkoholu zwiększa ich odporność na działanie kwasów trawiennych. Wino pomaga walczyć naszemu organizmowi z kamicą żółciową – tj. z jej powstawaniem. Następny powód za piciem czerwonego wina: nadciśnienie tętnicze. Z uwagi na dużą zawartość potasu w winie, który to pierwiastek reguluje ciśnienie. Wino rozszerza naczynia (ściślej czyni to alkohol w nim zawarty) zwiększa średnicę tętnic wieńcowych, zmniejsza ryzyko niedokrwienia serca, przeciwdziała zwężaniu się naczyń, zapobiega palpitacjom serca, które często występują jako skutek stresu.
Znane nam już flawonoidy chronią przed takimi chorobami jak: miażdżyca i zakrzepy. Powodem jest przeciwdziałanie utleniania się złego cholesterolu LDL, ponadto płytki krwi nie zlepiają się ze sobą, dzięki działaniu flawonoidów, które w ten sposób zapobiegają tworzeniu się zakrzepów i udarowi mózgu. Resweratrol i kwercetyna chronią nasze DNA, niszczą także wolne rodniki odpowiedzialne za chorobę wieńcową. Są to bardzo silne przeciwutleniacze. Wino zawiera potas, magnez i wapń. Są gatunki win, takie jak Medoc, które dostarczają organizmowi żelazo i kwasy organiczne takie jak: jabłkowy, winowy i acetylosalicylowy, oraz aminokwasy, a także rozpuszczalny błonnik.
Jednym krótkim zdaniem możemy podsumować ten ogrom zasług wina dla naszego organizmu: nie możemy go nie pić. Nie mamy wyjścia. Po prostu wino trzeba dostarczać organizmowi, a przy okazji korzystać z przyjemności pojawiającej się w trakcie jego picia.
Badania przeprowadzone kilka lat temu dotyczące średniej długości życia ludzi w Europie wskazały jasno, że najdłużej statystycznie żyją mieszkańcy Francji i Włoch. A jak wiadomo w krajach spożywa się najwięcej wina.

Osobiście staram się przynajmniej kilkanaście razy w miesiącu mieć okazję do spożywania wina.
Czy to w gronie przyjaciół, czy też „zapraszając” żonę na małe prywatne przyjęcie, zawsze z butelką dobrego czerwonego wina.
Wino jest dla mnie rodzajem relaksu połączonego z wspomaganiem organizmu w walce z jego ułomnościami (walczymy z wolnymi rodnikami oczywiście!). Jest też doskonałym sposobem na zdobywanie nowych znajomości w kulturalnej atmosferze można porozmawiać o dobrym filmie, książce, czy spektaklu teatralnym. Wino ma w sobie pewnego rodzaju czar i tajemnicę poprzez sposób jego podawania, degustacji, ilość rodzajów, i oczywiście to co cechuje je najbardziej i odróżnia od innych napojów alkoholowych, mnogość smaków, zapachów, wrażeń…

Ostatnio udało się przekonać moją „drugą połowę” do win wytrawnych. Do tej pory wolała być pomiędzy tzn. pół wytrawne jak najbardziej, rzadziej pół słodkie.
Jak to się udało? Uczyniłem to za pomocą wina hiszpańskiego (jedno z moich bardziej ulubionych) z regionu Rioja. Wino to nosiło nazwę znanej winnicy: Marques de Riscal, (Reserva, rocznik 2004). W większej części zawartość butelki składała się z wspaniałego płynu wyprodukowanego z mojego ulubionego szczepu Tempranillo (rdzennie hiszpański szczep czerwonego winogrona, znany w samej Hiszpanii pod różnymi nazwami np w Toro; tinta de toro). Smak, aromat i bukiet tego wina spotkał się z uznaniem wszystkich degustujących (degustacja miała miejsce na małym przyjęciu, dla ścisłego grona zaprzyjaźnionych z nami osób doceniających walory czerwonego wina wytrawnego, aczkolwiek nie uważających się za jakiś specjalnych znawców, raczej oświeconych konsumentów). Wszystkich zachwycił szczególnie ten pierwszy łyk, o ile miałbym opisać moje wrażenia; gama smaków, zamachów, wyrazistość i energia, wola tworzenia, piękno… Bukiet dość subtelny, bez wyrazistych akcentów. Miło by było, żeby ten pierwszy łyk trwał jak najdłużej, a każdy łyk był pierwszym… Kubeczki smakowe niestety, po doznanym „szoku”, przyzwyczajają się i nie jest to już później tak frapujące przeżycie. Chyba, że postanowimy zneutralizować doznane efekty. Najlepszy jest czas i czysta woda. W tamtym przypadku jednak zdegustowaliśmy w czwórkę dość szybko wypijając całą butelkę zauroczeni wrażeniami wynikającymi z picia, przy okazji przegryzając ciekawą potrawą, którą przygotował mój przyjaciel specjalnie na tą okazję. Było to zapiekane ciasto, z oryginalnym w smaku sosem pomidorowym na ostro, z kawałkami mięsa wołowego.
Smak wina ewoluował także, ze względu na degustowanie wyżej wymienionej potrawy. To też jest ciekawostka. W zależności czym „zagryzamy” poszczególny łyk, zmienia się smak i odbiór wrażeń. Jest to jak wejście do labiryntu dodatkowo ozdobionego lustrami, nie dość że nie wiesz co będzie za najbliższym zakrętem, to zmienia się również i optyka tego co widzisz. Z winem jest podobnie.
Spotkanie udało się szczególnie. Nie ukrywam ze dyskusja na temat wina była jednym z głównych punktów programu, chociaż nie do końca planowana.
Od tego czasu żona postanowiła oddać się pasji próbowania do win wytrawnych. Niezmiernie mnie to cieszy z wielu powodów, jednymi z nich to możliwość wspólnego wnikania w piękno degustacji i analizy smaków, i wielu innych wrażeń odbieranych przez nasze zmysły podczas picia wina, drugie to fakt niewątpliwy pozytywnego wpływu na zdrowie moje i małżonki.
Czego życzę Wam wszystkim, a w szczególności miłośnikom wina.

Piotrek
bezprzesady.com

winnica Marques de Riscal

Warta wylewa, kto ponosi odpowiedzialność?

Obecny poziom Warty, jak wielu najstarszych wspomina, nigdy nie był tak wysoki… Żywioł daje o sobie znać. Staje się też w pewnym sensie sensacja medialną. Dzisiejszego dnia setki Poznaniaków wyległy na mosty z aparatami obrazując dla potomności i swoich rodzin, poziom wody. Inni przyglądali się zadumą i respektem na prący pod mostami Żywioł. Może nasuwało się im przemyślenie co do odwiecznej siły natury…?
Czy można było tego uniknąć? Doszły mnie słuchy, że woda ze zbiornika w Jeziorsku powinna być spuszczona wcześniej i we większych o wiele ilościach. Co stanęło na przeszkodzie? Ponoć, jak słyszałem już od kilku osób stanowiska lęgowe ptaków… Opadający poziom wody doprowadziłby do ich zniszczenia. Dlatego teraz cierpią ludzie. Ptaki okazały się ważniejsze. W minionych latach nasłuchaliśmy się wielu takich kuriozalnych afer. Czy to nie jakaś paranoja? Czy celem działań Europy jest pozbawienie nas przemysłu i zrobienie z naszego kraju skansenu przyrodniczego?
W myśl chorych przepisów unijnych ważniejsze stają się ptaki, niż cierpienie, czy straty ludzi.
Gdzie my żyjemy?

Piotrek
bezprzesady.com

Dworek w Biniszewicach Prywatne muzeum Kresów

Jest to niesamowity relikt czasów minionych. Tym bardziej że powstał całkowicie z Inicjatywy prywatnej. Aleksandra Biniszewska poprzez swą zaciętość i umiłowanie Lwowa i kresów skąd pochodzili jej dziadowie doprowadziła do powstania rekonstrukcji zabytkowego dworku rodem spod Lwowa. Jest to kopia szlacheckiego dworku z okresu XVIII wieku.
W środku zgromadzane są zbiory upamiętniające ślady naszej przeszłością jako narodu z rejonów zza Buga, potocznie zwanych Kresami, chociaż to określenie nie jest ani zbyt sprawiedliwe, ani udane. Bardziej odnosiłoby się do rejonów za rzeką Zbrucz i dalej, gdzie faktycznie w wiekach przeszłych ciągle trwały graniczne bitwy z najazdami Tatarów, Turków czy z rosnącą rosyjską potęgą. Były to ziemie ukrainne, graniczne, (skrajna ziemia), gdzie panował oręż. Tymczasem ogromne połacie ziem przylegające do tamtych terenów granicznych były pod administracją i panowaniem Rzeczpospolitej Polskiej Obojga Narodów, terytorialnie przydzielone Wielkiemu Księstwu Litewskiemu już od XV wieku. Na nich to władali między innymi Radziwiłowie, Wiśniowieccy i inni wielcy magnaci.
Również jednak żyli zwykli ludzie szlachta biedniejsza i bogatsza, chłopstwo i wiele innych narodowości i nacji. Z grubsza w symbiozie i zgodzie na ile warunki pozwalały. Kaganek oświaty, tzw. Kultury wyższej niesiony poprzez oficjeli i urzędników Rzeczpospolitej mógł docierać do najdalszych zakątków królestwa. I z chęcią był przyjmowany. Rzeczpospolita w tamtych czasach stanowiła bramę do Europy. Toteż takie wielkie ruskie rody jak np. Wiśniowieccy przechodziły z prawosławia na katolicyzm, nie tylko jednak zmieniały wyznanie, często również i narodowość.
Prawdą było, że tam skąd kultura wyższa szła, wiedza, oświecenie i nauka tam i władza i potęga bardziej silne się widziały i potężniejsze. A przez to skuteczne. Przez setki lat szlachta, książęta, magnaci i księża stanowili rozwijającą się elitę kulturalną na tamtych dzikich ziemiach. Bez ich starań, działań i dążeń nawet tych najbardziej w prywacie pogrążonych, na wschodzie panowałaby tylko kultura azjatycka rodem z potężnego mongolskiego państwa, lub turecki jasyr. Rusińska Moskwa chcąc nie chcąc ciągle stojąc w zagrożeniu wojny z wschodnimi potęgami była silna lecz prymitywna, całą kultura szła z zachodniej i południowej części Europy. Wiedza jak i zdobycze intelektualne i naukowe. Wystarczy przeanalizować pojawiających się naukowców pochodzenia rusińskiego. W większej ilości, która i tak relatywnie nie byłą zbyt liczebna pojawiać się zaczęli po upadku chanatu krymskiego. A więc w momencie zniknięcia stałego zagrożenia wojną.
Polskie ślady, a co za tym idzie, ślady kultury europejskiej w postaci głównie katolickiego chrześcijaństwa, nawet do tej pory są widoczne, pomimo licznych wojen w tym ostatniej światowej, intensywnej akcji niszczenia ośrodków sakralnych w okresie panowania ZSRS, i w ogóle niszczenia śladów polskości na tych ziemiach. Mury wielu twierdz budowanych przez polskich królów jeszcze stoją, wojenna twierdza w Chocimiu, Krzemieniec i zamek na Górze Królowej Bony, Brzeżany; zamek i rezydencja Sieniawskich (później Lubomirskich, Czartoryskich i Potockich), Kamieniec Podolski, Żółkiew; rezydencja hetmana Stanisława Żółkiewskiego, Zbaraż… Te wymienione tutaj jedne z ważniejszych miejsc świadczą o wielowiekowej przeszłości związanej bardzo ściśle z Rzeczpospolitą i tradycją polską. Tych miejsc mimo zacięcia w ich niszczeniu jest jeszcze tysiące. W większości popadają w ruinę. Rząd obecnej Rzeczpospolitej nie dba o historię, bardziej patrzy w przód widząc swoje miejsce w Unii Europejskiej, której idea ma zlać się w wielonarodowościwy tygiel historyczny Z pseudo historią. Zapomina o pokoleniach które żyły i umierały w imię utrzymania swoich rodzin w pokoju i dobrobycie, ale także w patriotyźmie i miłości Ojczyzny. To dzięki nim pośrednio żyjemy w wolnym kraju, to dzięki nim obecni nasi desygnowani przywódcy zaprzepaszczają pamięć o nich i naszej historii, a także kulturze. Chociaż robią to niezwykle dyskretnie. Informacje są dobierane, filtrowane, o jednych elementach historii mówi się dużo, a o innych…nic. W jednych sprawach robi się wiele, w innych…niewiele lub nic.
Dlatego też inicjatywa Pani Aleksandry wpierana przez męża, jest niezwykle cenna i wartościowa. Ratuje to co jest nie do uratowania. Podczas każdego z wyjazdów do Lwowa zbira okruchy Pamięci aby ocalić je przed nie tylko zapomnieniem ale wręcz zniszczeniem. W dworku czuje się powiew wieków, obecność ludzi, którzy odeszli, a także serce tętniące odległym w czasie życiem. Życiem Kresów.

Zdjęcia Muzeum Prywatnego Lwowa I Kresów

Na jednym z ostatnich zdjęć w pomieszczeniach dworka recytowane są wiersze Zygmunta Jana Rumla, polskiego oficera, a zarazem świetnie zapowiadającego się poety. Wychował się on w Krzemieńcu na Wołyniu. Jego rodzina mieszkała w tym samym dworku, co Juliusz Słowacki. Jego matka była poetką i po niej odziedziczył talent literacki. Leopold Staff, wypowiedział się na temat młodego poety, w rozmowie z matką: „Niech pani strzeże tego chłopca, to będzie wielki poeta”. W młodości wybrał służbę dla ojczyzny, ale napisał też wiele utworów, w tym: „Rok 1863” i wiersz zatytułowany „Dwie matki”, w którym wyrażał swoją miłość do dwóch ojczyzn, Polski i Ukrainy.Wiedział jak wyglądają realia Kresów Wschodnich, nie tylko opisując ich piękno, ale chciał też rozkwitu tych ziem, które zamieszkiwali przedstawiciele wielu różnych narodowości, kultur i wyznań. Po utworzeniu Batalionów Chłopskich został mianowany dowódcą VIII Okręgu Batalionów Chłopskich, przyjmując pseudonim „Krzysztof Poręba”. Rozerwany końmi przez członków OUN-UPA, po kilkudniowych torturach, podczas próby porozumienia się z tymi bandyckimi oddziałami we wsi Kustycze. Celem rozmów miało być powstrzymanie mordów na ludności innej niż ukraińska ( w szczególności mordów na Polakach).
Obecnie jest to ofiara zupełnie nieznana, jak pisał przed laty Iwaszkiewicz: „Był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem”
Wincenty Ronisz zrealizował o Rumlu dokument pt. „Poeta nieznany”, zawierający m.in. relację Iwana Koptiucha z Kustycz, naocznego świadka zbrodni.

Konferencja w poznańskim IPN DREZDEŃSKI SZAFOT (ścięci Polacy)

W ubiegły piątek odbyła się niezwykle ciekawa i bogata w szczegóły konferencja na temat 84 ściętych Polaków w drezdeńskim więzieniu. Salę im. Gen. Stefana Roweckiego „Grota” wypełnili licznie przybyli goście,
w tym z Niemiec dr Brigit Sack (GMPD Drezno), dr Gerald Hacke (GMPD Drezno) i dr (medycyny) Gustav Bekker, a także krewni i żyjący jeszcze przyjaciele pomordowanych.
Niemieccy goście wygłosili wnikliwe i interesujące wykłady na temat miejsca straceń, i samych procesów. Rafał Sierchuła przedstawił wykład ukazujący postacie straconych Polaków, okraszony niezwykle sugestywną i wzruszającą muzyką i zebranymi zdjęciami pomordowanych.

Czytaj dalej Konferencja w poznańskim IPN DREZDEŃSKI SZAFOT (ścięci Polacy)

MORD W KIJOWIE – na modłę NACJONALISTYCZNĄ

INFORMACJA Z ŻYDOWSKIEGO PORTALU „IZRUS”
http://izrus.co.il/diasporaIL/article/2010-05-09/9790.html

Poćwiartowane przez ukraińskich neonazistów ciało Żyda zostanie przetransportowane do Izraela

Tragedia w Kijowie: neonaziści kijowscy porwali i poćwiartowali 25-letniego Arie-Lejba Misincowa, byłego ucznia Lubawiczeskiej jesziwy w stolicy Ukrainy. Naczelny rabin Kijowa, Moshe Reuven Azman zajmie się przewiezieniem jego ciała do krewnych w Izraelu, poinformowała strona internetowa Chabad.info.
Według strony internetowej Chabad, ukraińskie organy ścigania zatrzymały pod koniec ubiegłego tygodnia lidera grupy neonazistów w Kijowie i znalazły rozczłonkowane ciało 25-letniego Żyda – Arie-Lejba Misincowa. Były student jesziwy najprawdopodobniej został uprowadzony w Kijowie w dzień urodzin Hitlera, 20 kwietnia i po kilku dniach zamęczony, jego ciało zostało poćwiartowane.
Prezes gminy żydowskiej w Kijowie Rabbi Yaakow Zilberman został poproszony przez policję do identyfikacji ciała. Po tej smutnej czynności powiedział dziennikarzom, że obraz tego, co zobaczył, był straszny. Naczelny rabin Kijowa, Moshe Reuven Azman, który właśnie był w Izraelu, przerwał wizytę i natychmiast udał się do Kijowa. Będzie on dążył do natychmiastowego przetransportowania ciała zabitego młodego człowieka do Izraela, gdzie żyją krewni Misincowa, którzy tam go pochowają. Ukraińskie organy ścigania sprzeciwiają się wywiezieniu ciała, mówiąc, że „to może zaszkodzić dochodzeniu.”
Jak donosił kilkakrotnie portal IzRus, w ostatnich miesiącach liczba aktów antysemityzmu na Ukrainie dramatycznie wzrosła. 20 kwietnia w Dzień Niepodległości Izraela na ścianach żydowskiej szkoły w Kijowie zostały wymalowane antysemickie hasła i rysunki. W związku z tym liderzy lokalnej żydowskiej społeczności w celu zapewnienia bezpieczeństwa postanowili wynająć prywatną firmę ochroniarską i zainstalować strefę bezpieczeństwa z kamerami stałego monitoringu.

Na początku kwietnia aktywiści organizacji nacjonalistycznej „Patriota Ukrainy” zorganizowali w centrum stolicy demonstracyjna akcję, w czasie której spalono izraelską flagę (a także polską i rosyjską). W marcu w zachodnich regionach Ukrainy została zorganizowana na wielką skalę kampania antysemicka, skierowane przeciwko nowemu ministrowi edukacji Dmitrijowi Tabacznikowi.
Nacjonaliści zapowiadają dalsze akcje przeciw Żydom.
Metody zastosowane przez neo-faszystów do złudzenia przypominają tortury stosowane na Wołyniu podczas Ludobójstwa na narodzie polskim dokonanego przez OUN-UPA podczas ostatniej wojny.
Czyżby historia się powtarzała?

inne adresy stron mówiących o tej tragedii:

http://rus.newsru.ua/crime/10may2010/vbyvstvo.html

www.izrus.co.il

Lech ma Mistrza – Kibice do tego nie dorośli

Cieszyłem się jak wielu innych Poznaniaków ze zwycięstwa Lecha w sobotnim meczu i zdobycia upragnionego Mistrza w rozgrywkach Ekstraklasy.Po raz pierwszy od siedemnastu lat. Byłem świadkiem i kibicem wcześniejszych sukcesów Lecha jeszcze na początku lat osiemdziesiątych tj. 1982 i 1983 roku. Sobotni mecz oglądałem wraz z całą rodziną w niezwykle miłej atmosferze winiarni na ul. Listopadowej 2 za co dziękuję zebranym tam kibicom i właścicielom lokalu. Wbrew nazwie podczas meczu popijałem z wielką przyjemnością kufelek czarnkowskiego jasnego, niepasteryzowanego co jest wielką rzadkością nie tylko w Poznaniu…
Po zwycięstwie Lecha część od razu udała się na Stary Rynek na fetę. Ja uczyniłem to dopiero około godziny dwudziestej trzeciej wraz z kolegą którego poznałem w winiarni, gdzie spędziliśmy te kilka godzin na rozmowach „starych Polaków”.
TO co zastałem na rynku poznańskim wprawiło mnie w osłupienie i przerażenie.
Wyglądało to jakby cały Poznań opanowały jakieś hordy barbarzyńców, wrzaski, tu i tam upadające butelki, brzęk tłuczonego szkła, kąpiele w fontannach (nie wiem czy przypadkowe czy celowe – sądząc z częstotliwości wpadania do wody to drugie raczej) Chwiejący się na nogach ludzie, mężczyźni i kobiety zaznaczam; i zasłany szczątkami butelek, puszkami po piwie i innymi śmieciami bruk na Starym Rynku. Trwało to bardzo długo. Postanowiliśmy poobserwować to zjawisko z kolegami. jeszcze około godziny trzeciej w nocy krążyły jak duchy po rynku ostatnie postacie tego groteskowego święcenia tryumfu naszej drużyny piłkarskiej. W kilku miejscach leżały osoby, które całkowicie utraciły kontakt z rzeczywistością. I całkowity brak służb porządkowych, tak jak miałem okazję zobaczyć policję sporadycznie od czasu do czasu starającą się nie nadmiernie eksponować swojej obecności, tak dawnych tzw. „munincypalnych” (Straż Miejska obecnie) jak na lekarstwo. Wszyscy wiemy, że są to doskonali zawodnicy do wstawiania mandatów za złe parkowanie lub zakładania blokad. Do innych czynności porządkowych raczej się nie garną… I to nie tylko takich jak okazja sobotniej imprezy kibiców. Jeszcze np. NIGDY nie zauważyłem aby pouczali chociażby właścicieli psów robiących kupki w dowolnych miejscach parków i ulic i zupełnie nic nie robiących sobie z faktu, że należałoby po sowich pupilach posprzątać.
Warto by przy okazji tego wydarzenia które doświadczyliśmy z soboty- na niedzielę zastanowić się nad ideą trwania tej służby. W końcu z a nasze pieniądze…
Poniżej kilka zdjęć z … właśnie z czego? Jak to nazwać ogólnym wyluzowaniem? Wyłączeniem hamulców? Popijawą ogólno-poznańską?? Nie umiem znaleźć prawidłowego określenia dla opisania tego co widziałem w nocy z 15 na 16 maja na rynku w Poznaniu…

(Z góry przepraszam wszystkich kulturalnych, PRAWDZIWYCH kibiców, umiejących właściwie się zachować i czerpać przyjemność, tak z oglądania meczu jako widowiska sportowego, jak i ze zwycięstwa naszych piłkarzy…)

Przepraszam za jakość, zdjęcia robiłem bez lampy, nie wiem jak by zareagowano…

Jak pies z Kotem

Poniżej znajdziecie kilka zdjęć które wykonałem u przyjaciela. Przedstawiają one psa i kota. Wbrew pozorom żyją w harmonii i zgodzie.

Przypominam o przesyłaniu zdjęć swoich pupili:
Zdjęcia proszę przesyłać na adres:
BezPrzesady

Kot „puchaty” w szacie zimowej

Kotek moich przyjaciół z Wrocławia- w szacie zimowej :-)

Zwierzęta te zawsze mnie fascynowały przede wszystkim swoją niezależnością, ale także delikatnością.
Obserwowanie ich sprawia mi dużą radość. Ich tajemnice…, sposób poruszania się, wszystko to jest „magiczne”.
Podzielcie się zdjęciami swoich pupilków. Zdjęcia proszę przesyłać na adres:
BezPrzesady

Kot

MPK w Poznaniu – jak utrudnić życie kierowcom…

Po ustawieniu przystanków na ulicy Rolnej w Poznaniu można dojść do wniosku, że pracownicy MPK którzy to zagadnienie rozwiązywali nie stosują raczej logicznych przesłanek do tego typu prac. Zatrzymujące się na przystankach autobusy jadące z dwóch przeciwnych kierunków blokują ulicę. Powód: przystanki są naprzeciwko siebie. Bez przesady dla takiego myślenia? Na pewno!

autobus

Kto winny zaniedbaniom, kto odpowiedzialny… Smoleńsk

Właśnie przeczytałem artykuł na stronie: Kresy.pl
Dla mnie jest to całkowita porażka systemu. Najgorsze jest to, że osoby które są odpowiedzialne za to, udają że nie są.
Kilka dni temu w radiu słyszałem jak jakiś polityk tłumaczył Klicha, że przecież nie może się podać do dymisji bo byłaby to skaza na jego karierze do końca jego politycznej przyszłości…
A jakże by inaczej miało być? Jeżeli ktoś odpowiada za Armię, która jest odpowiedzialna za tragiczny lot, ponosi za to odpowiedzialność, ponieważ on jest dowodzący.
Pamiętamy proces norymberski i odpowiedzialność sprawczą wydających rozkazy i odpowiedzialnych za tych, którzy je wykonywali. TO chyba jasne.
A kto w takim razie jest odpowiedzialny za to, że te wszystkie szczątki jeszcze tam leżą? Jak to możliwe?
Nie wyobrażam sobie, żeby po katastrofie samolotu USA doszłoby do czegoś takiego; o samolocie prezydenckim nie wspomnę.
To co przeczytałem i zobaczyłem jest dla mnie nienormalne.
To jakaś farsa, nawet słowo bez przesady wydaje się mi zupełnie niewystarczające…
Jeżeli znajduje się jeszcze fragmenty ciał ofiar….
Poniżej zdjęcia z 2-3 maja tego co jeszcze tam leży…
Zdjęcia nie pozbieranych szczątków w Smoleńsku

DUCH997