Bareizm wciąż żywy

Chyba wszyscy znają filmy Stanisława Barei. Jak wiadomo przedstawiają one polskie absurdy z czasów PRL’u. Jednak w III RP (jak ktoś woli IV lub V) sporo dawnych absurdów pozostało aktualnych, a i pojawiło się sporo nowych.

Pierwszy z brzegu przykład, to zapowiedziane kontrole. Dotyczy to zarówno kontroli Sanepidu, Inspekcji Pracy czy też kontroli drogowych. Głupotą jest informowanie, że tu stoi fotoradar, a tam czają się panowie z ?suszarką?. Przecież to zabawa w kotka i myszkę. Kierowcy udają, że jeżdżą przepisowo a policja, że ich łapie. Trzeba się postarać, żeby dostać mandat. Natomiast tam, gdzie nie ma informacji o kontroli, kierujący mają w głębokim poważaniu Kodeks Ruchu Drogowego. Najlepszym dowodem na to są wciąż statystyki wypadków. Aby na drogach było bezpieczniej, należy zlikwidować znaki informujące o kontrolach oraz ?ukryć? fotoradary i zmieniać ich lokalizację. Jeśli kierowcy będą mieli świadomość, że za wykroczenie czeka ich kara, bo w każdej chwili mogą spotkać policję lub fotoradar, chętniej będą przestrzegać przepisów. Sceptycy nie muszą się obawiać, że Minister Finansów za dużo zarobi, ponieważ kierowcy zaczną (niektórzy po kilku mandatach) jeździć bardziej przepisowo i bezpieczniej. Dzięki temu zmniejszy się liczba wypadków. Mniej osób trafi do szpitali, więc będą pieniądze na leczenie innych. Przede wszystkim warto zakończyć ten absurd, żeby ratować życie ofiarom wypadków drogowych. Jedno uratowane życie to dużo, a mamy co robić, gdyż rocznie na naszych drogach ginie kilka tysięcy osób.

Kolejny absurd również dotyczy dróg. Kilka lat temu wprowadzono przepis mówiący, że wszystkie drogi osiedlowe, parkingi oraz drogi wokół sklepów stają się drogami wewnętrznymi, na których obowiązują przepisy Kodeksu Ruchu Drogowego. Niby logiczne. Jednak drogi te muszą być oznaczone specjalnym znakiem. W innym wypadku obowiązuje wolnoamerykanka. Wystarczyłoby kilka procent dróg oznaczyć jako drogi, gdzie nie obowiązuje KRD, zamiast oznaczać ponad 90% podobnych dróg znakami ?droga wewnętrzna?. Dotyczy to tysięcy dróg w całym kraju. Czyżby za tym przepisem stało lobby producentów stosownych znaków drogowych?

Następny absurd, to limitowanie usług medycznych. Ktoś w Narodowym Funduszu Zdrowia wymyślił sobie, że na taką chorobę może zapaść tyle i tyle osób, a na inną tylko tyle i na tym koniec. Jeśli ktoś się nie dostosował i zachorował jako pacjent ponadplanowy, musi czekać na limit przyszłoroczny. Tym sposobem niektórzy na operację czekają nawet po kilkanaście lat. Wszechwiedzący Fundusz nie przewidział, że Polacy będą na tyle złośliwi, iż będą częściej chorować.

Jak można usługi ratujące życie limitować? Skoro płacimy składki na ubezpieczenie zdrowotne, to mamy prawo oczekiwać przyjęcia do szpitala, gdy zachorujemy. Fundusz powinien wypłacać pieniądze szpitalom za wszystkie wykonane zabiegi. Oszczędności niech szuka u siebie.

Inny absurd dotyczy polskiej gospodarki. Kiedyś była samowystarczalna, a nawet sporą część produkcji eksportowano do wschodniego, bratniego mocarstwa. Obecnie wiele potężnych zakładów z dawnych czasów upadło (m.in. słynny producent głośników Tonsil ? marka znana na całym świecie), a nasz rynek zalewają obce towary. Najczęściej wyprodukowane w Chinach.

Polska rzeczywistość często wygląda następująco. Na dzień dobry włączamy japońskie radio, zakładamy amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki. Następnie z holenderskiej lodówki wyciągamy niemieckie piwo i siadamy przed koreańskim komputerem. W amerykańskim banku zlecamy przelewy za internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiadamy do czeskiego samochodu i jedziemy do francuskiego hipermarketu na zakupy: hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino. Obiad gotujemy na rosyjskim gazie. Na koniec wielu rodaków… szuka pracy w gazecie z niemieckim kapitałem i zastanawia się, dlaczego w Polsce nie ma pracy i a jeśli jest to za 1200 złotych?

Można podejrzewać, że gdyby Irlandczyk, Grek czy Niemiec zarabiał 1500 euro i płacił 4,80 za litr paliwa, 20 euro za kino, 5 tys. euro za metr kw. mieszkania czy też 60 tys. euro za średniej klasy nowy samochód, to już dawno w tych krajach doszłoby do rewolucji.

Na koniec o tym, że Polacy swoje, a rządzący swoje. Przy głosowaniu nad zmianami w systemie edukacji, politycy zignorowali milion głosów społeczeństwa i nie zgodzili się na referendum, w którym obywatele sami wypowiedzieliby się czy i jakie zmiany należy wprowadzić.

Takich absurdów w naszej codzienności jest dużo. Nie sposób wszystkich wymienić. Szkoda tylko, że to nie film, bo można by się z nich pośmiać.

 Michał Sobkowiak

Jedna myśl w temacie “Bareizm wciąż żywy”

Możliwość komentowania jest wyłączona.