Wielokrotnie zdradzeni…


Jest sierpień 1939 roku. Adolf Hitler zwołał tajną naradę. Wzięło w niej udział kilka najważniejszych osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo III Rzeszy. Führer zabronił sporządzania notatek. Jednakże jedna osoba złamała zakaz, to Wilhelm Canaris, szef Abwehry (wywiadu). Spotkanie dotyczyło szczegółów inwazji na Polskę, gdzie m.in. ustalono datę ataku. Tę informację Canaris za pośrednictwem holenderskich agentów przekazał do Londynu. Premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain zachował ją dla siebie. Nie powiadomił sojuszników z Warszawy. Była to pierwsza i jak się później okazało nie jedyna zdrada Brytyjczyków z okresu II wojny światowej.

Do następnej doszło kilka dni później, 3 września 1939 roku, gdy Brytyjczycy (podobnie jak Francuzi) wypowiedzieli zgodnie z założeniami sojuszu wojnę Niemcom, lecz nie podjęli żadnych działań zbrojnych, by wesprzeć okupowaną Polskę.

Kolejna zdrada Brytyjczyków to oddanie Polski pod wpływy Związku Radzieckiego. Generał Sikorski, który się temu sprzeciwiał, zginął w niejasnych okolicznościach w wypadku lotniczym nad Gibraltarem.

Wielka Brytania po trzykroć w czasie II wojny światowej zdradziła Polskę, po to, by ratować swój tyłek i zachęcić Stalina do współpracy przy obalaniu okupacji hitlerowskiej. Brytyjczykom nie przeszkadzało to jednak, by Polacy bronili ich wyspy. Szczególnie w czasie ?bitwy o Anglię?, gdzie głównie zasłużyli się nasi piloci. Oczywiście, brytyjski premier Winston Churchill, w uznaniu zasług polskich lotników, wypowiedział słynne słowa: ?nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak niewielu?, ale na symboliczną paradę zwycięstwa w 1946 roku Anglicy nie zaprosili polskich żołnierzy, żeby nie drażnić Stalina. Taka wdzięczność i polityka brytyjska.

Do dziś władze Zjednoczonego Królestwa obywateli Polski traktują, jak ludzi gorszej kategorii. Do czasu wejścia naszego kraju do UE i strefy Schengen, w 2004 roku, Polacy udający się na Wyspy Brytyjskie (nawet turystycznie) byli skazani na uwłaczającą rozmowę w urzędzie imigracyjnym. Obecnie Polacy znów są tymi gorszymi. Brytyjski premier David Cameron uważa, że ?wielką pomyłką? było otwarcie ich rynku pracy dla imigrantów z Polski. Owszem, wielu naszych rodaków przebywa obecnie na Wyspach Brytyjskich, ale to nie jest powód, by stwarzać kolejne ograniczenia dla obywateli RP. Imigrantów z innych krajów jest także wielu, ale to Polacy stali się ulubionymi ?chłopcami do bicia? w Londynie. Żadnej wdzięczności czy przywilejów za ?bitwę o Anglię? Polacy nie zaznali i raczej nie mają co się jej spodziewać.

Podobnie rzecz ma się ze Stanami Zjednoczonymi. Polskie wojsko wspiera amerykańskie działania zbrojne w różnych częściach świata dzięki zawartym sojuszom i członkostwu w NATO. Jednak w zamian nasi obywatele nie mogą nawet liczyć, by w najbliższym czasie zniesiono wizy dla osób udających się do USA.

Myślę, że w obliczu kolejnej wojny (do której mam nadzieję nigdy nie dojdzie) Polacy znów zostaną pozostawieni sami sobie lub zdradzeni, gdy to okaże się bardziej opłacalne dla naszych sojuszników.

Traktaty wojskowe w XX wieku Polsce na dobre nie wychodziły, więc żeby nie wyszło na to, że Polak głupi przed i po szkodzie, należy wszelkie sojusze traktować z rezerwą, skupiając się na integracji narodowej i liczeniu tylko na polskie wojsko. Dlatego nasz rząd nie powinien szczędzić pieniędzy na modernizację i wyszkolenie armii.

 

Michał Sobkowiak