Kultura ulotkowa, czyli jak rozprowadzać ulotki…

Po kilkunastu dniach rozwieszania ulotek na tablicach ogłoszeniowych w blokach i wrzucania do skrzynek, jestem generalnie w szoku…

Po pierwsze: totalna ignorancja, zalepiane ogłoszenia, czy też ulotki innych ugrupowań (dobrze, że nie zdzierane),
Po drugie: bałagan i bałaganiarstwo.

Nie to żebym się jakoś specjalnie wybielał, ale o ile tylko mam chwilę to próbuję to uporządkować zbierając porozrzucane ulotki i wrzucając do kartonów czy koszów przygotowanych zapewne przez zaradnych gospodarzy domów. To mieszkańcy śmiecą, wyrzucają ulotki, rzucają na podłogę, na skrzynki, mimo ustawionych pojemników. Całkowity brak kultury. Rozumiem, że ludzie mogą czuć się zmęczeni, nie zainteresowani, co jednak nie powinno przeszkadzać w utrzymaniu porządku i czystości. Tak nie jest.
Często zadaję sobie trud na tzw. „przeładowanych” tablicach ogłoszeniowych porządkując wywieszone komunikaty spółdzielni (byle jak), podklejając je, przewieszając ogłoszenia, tak aby moja ulotka mogła się zmieścić ale i nie zasłaniać innych.
Moje zdanie jest na ten temat jasne: Każdy ma prawo zapoznać się z tym co ma do powiedzenia kandydat.
I nie dostrzegłem zresztą oznak zrywania ulotek przez konkurujące ze sobą ugrupowania.
Tutaj jest pełna kultura.
A kto zrywa? Mieszkańcy, ci najmniej wychowani i bez kultury. W ten sposób dający upust swojej frustracji i stresowi. Bez opamiętania. Kilka razy spotkałem się z zapowiedzią zerwania ulotki o ile jest ona z ugrupowania nieodpowiedniego do przekonań danego mieszkańca rozmawiającego ze mną.
Przytoczę fragment mojego listu do redaktora bezpłatnego miesięcznika „Grunwald”, poruszający akurat na konkretnych przykładach ten temat (moim zdaniem idealnie nadaje się do „bezprzesady.com”)

„…Podczas moich spotkań spotykałem się z tzw. „syndromem Łodzi” jak go nazywam:
Na widok nazwy „PIS” ludzie reagowali w sposób typu: „Apage Satanas„.
W ogóle nie dostrzegali, że nie należę do partii i startuję jako osoba niezależna …
(nie lubię przynależności do organizacji- wyjątek to organizacje kresowe- ale to jest kwestia zupełnie inna, całkowicie apolityczna) ….[…]
…Inny przykład:
Np.: usłyszałem też zarzut: „gdzie moja godność, że wpisałem się w ogóle na listę PIS, a także: „że nie mam w ogóle honoru”.
Na moje próby konstruktywnej dyskusji, gość zmiął ulotkę i ostentacyjnie wyrzucił do kosza.

Tak to wygląda: wybory samorządowe, gdzie przecież głosuje się na człowieka, nie na ugrupowanie, zdominowały partyjne porachunki…
Merytorycznych rozmów przeprowadziłem kilkanaście i o dziwo wszystkie były zainicjowane przez starsze osoby, które zrobiły mi „odpytkę” z mojego programu….”

Przypomniałem sobie jeszcze jeden kontakt: osoba której wręczyłem ulotkę tuż przed pospiesznym odjazdem z posesji, kilka min. później zatrzymała się mimo „pośpiechu” aby zakomunikować mi, że pomimo opisywania działalności charytatywnej dla naszych na Kresach, na pewno nie będę w stanie odciąć się od tego, że startuję z listy PIS.
Na to jej odpowiedziałem; że jakoś PO do mnie się nie zgłosiło, może dlatego, że zapewne mniej chętnie prowadzą tego typu akcje charytatywne?
Dodam, że poznańska grupa patriotyczna, prawicowa zgromadzona przy PIS, to ludzie którzy całkowicie charytatywnie poświęcają się dla swojej idei. Nie ukrywam, że mocno mnie to urzekło. Zważywszy na efekty, powiem wprost, że jestem pod silnym wrażeniem. W końcu to działanie na zasadzie „pospolitego ruszenia”, praktycznie bez pieniędzy i poważniejszych środków. Nie wiem jak po drugiej stronie, jakoś nikt mnie nie zaprosił…, a zważywszy na moje apolityczne nastawienie (nie mylić z przekonaniami), może i bym rozważył kandydaturę z tamtej strony…kto wie?
Niemniej stało się, widocznie ludzie, którym leży na sercu pomoc rodakom, patriotyzm, wartości moralne i etyczne mocno zakorzenione w tradycji jednak w większości są po prawej stronie. Zaznaczam, w większości, aby nie urazić tych którzy bez wątpienia tak samo czują, ale jednak bardziej skłaniają się ku opcji liberalnej. Tam jednak zdaje się, są w mniejszości…
Przypominam sobie taki tekst: „bez historii naród przestaje istnieć” i jest w tym sporo prawdy, nie chodzi mi tutaj wcale o kultywowanie tradycji czy pamięci nawet o minionych czasach, ale o budowanie wspólnoty wewnątrz społeczności. Człowiek to istota społeczna, bez przynależności do grupy traci rozeznanie, gubi się, pytanie tylko czy wybór grupy jest właściwy. Spotykam się już z tekstami młodych ludzi, że jak tylko coś zacznie się poważniej sypać, to zwieją z kraju jak szczury z tonącego okrętu.
To efekt braku przywiązania do korzeni, tradycji, historii jednym słowem. Tej skomplikowanej i wielopłaszczyznowej „karmy” dla duszy pozwalającej na identyfikację społeczną, dla jednostki.
Tak jakoś to widzę o tej późno wczesnej godzinie: 4:20.
Jeszcze tylko dwa dni tej męczarni w imię czego? I za czyje (moje) pieniądze?
Trzy godziny snu dziennie, tak jak wczoraj kilka godzin w deszczu, po co?
O tym napiszę w następnej relacji.
Tam znajdziecie odpowiedź na pytanie: po co to robię (o dziwo kilka osób, mnie o to zapytało, co o tyle mnie cieszy, że duch w społeczeństwie nie zamiera, chociaż w minimalnym stopniu…)

Pozdrawiam moich potencjalnych wyborców
Piotrek

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

Jedna myśl do “Kultura ulotkowa, czyli jak rozprowadzać ulotki…”

  1. ja z kolegami już to przerabiałem dziesiątki razy z plakatami znaczących imprez,koncertów na osiedlach itp;to kawał trudnej roboty;tłumaczenia,po co,na co,dla kogo…..
    Najlepsze są pogadanki z ludźmi a la „Homo Sovieticus”-nawet jak byś stanął argumentacyjnie na głowie, to i tak ich nie przekonasz…nawet do znakomitej DARMOWEJ imprezy z dojazdem gratis…:) Bez komentarza….

Możliwość komentowania jest wyłączona.