Franciszkanin z SS – historia prawdziwa

podtytuł: Prawdziwa historia Gereona Goldmanna OFM…
To książka naprawdę zasługująca na uwagę. porywające 324 strony o człowieku, który umiał się postawić Himlerowi. Człowieku który nie wyrzekł się swoich ideałów, swojej wiary, chociaż w systemie z jakim miał do czynienia zakrawało to na cud, ze czyniąc to przeżył. Był w SS pomimo nowicjatu w bractwie zakonnym. Nigdy do nikogo nie strzelił. Jako sanitariusz niósł pomoc swoim braciom, ale także nieprzyjaciołom. Za upór i przekonania wydalony z tej formacji. Inni jego koledzy, w wierze zginęli pod Stalingradem. Inteligentny, sprytny, umiejący wykorzystać błędy, wady a czasami nawet głupotę swoich adwersarzy, w brunatnych mundurach. Śpiewa pieśń kościelną po łacinie, grece a nawet hebrajsku na rozkaz oficera SS. Ten zżyma się że nic nie rozumie. Wtedy pada odpowiedź, że jeżeli nie posługuje się tymi językami to nie wie że to śpiew kościelny! Przechodząc przez różne koleje losu spotyka ojca świętego i „uzbrojony” w lekko wymuszone pismo biskupa Sycylii pozwalające mu udzielać Komunii Św. otrzymuje zezwolenie na święcenia kapłańskie bez egzaminów, z rąk każdego biskupa na kuli ziemskiej. Walczy o życie wieczne swoich podopiecznych ratując ich na polach walki. Trafia do niewoli. W afryce w obozie pod bagnetami Francuzów stawia odpór swoim rodakom w obozie- nacjonalistom i faszystom, którzy pomimo przebywania w niewoli nienawidzą go jako księdza. Zwycięża… Chwilowo. Przegrania składają na niego donos że niejako jest poszukiwanym faszystowskim zbrodniarzem. Prawie im się udaje. Cudem w ostatniej chwili dzięki wysłuchaniu spowiedzi oficera dowodzącego plutonem egzekucyjnym (na tegoż oficera prośbę) otrzymuje ułaskawienie.
Wiele jest zwrotów i momentów w jego życiu, zabarwionych to grozą to znów komizmem i ośmieszających oficjeli państwa faszystowskiego. Nie będę ich wszystkich zdradzał. Niech zostaną tą wspaniałą pożywką dla tych, którzy sięgną po tą pozycję. Na pewno się nie zawiodą. Pasjonująca powieść napisana z widocznym talentem rozeszła się jako bestseller w pięciu językach. A franciszkanin zrealizował swoje marzenie: został misjonarzem w Japonii. Tam zbierając odpadki i surowce wtórne wybudował kościół w swojej parafii, otoczył ubogich i biednych opieką, pełen niezmąconego spokoju i olbrzymiej energii za pomocą czynów i modlitwy niósł to czego nam tak bardzo brak: miłość bliźniego bez względu na jego status. Rozdział „Siła Modlitwy” jest szczególnie budujący i poruszający. Jego podróż w przebraniu aby uiścić cel: modlitwę u grobu, jak nazwał Św Teresę „małej świętej”, jego determinację w jego osiągnięciu można podawać za przykład wytrwałości, i to wszystkim: wierzącym i niewierzącym. Cel jeżeli jest dobry sam w sobie jest błogosławieństwem dla dającego i dla biorących. Daje nadzieję. Uczynił tą pielgrzymkę będąc jeszcze w niewoli.
W Japonii stworzył „fundację Łazarza” pomagającą wszystkim potrzebującym. Wydał 77 biuletynów w których opisywał swoją pracę, budowę kościoła, utworzenie fundacji Łazarza, ośrodka wypoczynkowego dla matek i dzieci… W uznaniu zasług otrzymał najwyższe japońskie odznaczenie w 1965 roku. „Gałganiarz z Tokio” – jak nazwał go pewien niemiecki reporter.
W posłowiu Joseph Seitz koncentruje się na sile modlitwy, która przez wszystkie lata wyznaczała los ojca Gereona. To na początku swojego dzieciństwa modliła się za niego pewna zakonnica, prosząc o łaskę kapłaństwa dla niego. Modliła się przez lata. Przez całe jego życie ktoś modlił się w intencji jego działań. Może dla ateistów jest to niezrozumiałe, tutaj jednak przykład otrzymania przez ojca medalu od rządu japońskiego, tak obcego kulturowego od wszystkiego co sobą ojciec Gereon reprezentował daje do myślenia.
Więcej: Japończycy wyrażają głęboki szacunek dla jego pracy społecznej. A przecież wiemy jak zdyscyplinowany to naród i jak silnie owładnięty ideą porządku i posłuszeństwa. Spotyka się w 1993 roku w listopadzie z japońską parą cesarską. Skoro na najwyższym szczeblu uznano że jest godny tych zaszczytów…, stało się to niepodważalne.

Ojciec Gereon umiera dwudziestego szóstego lipca 2003 roku w klasztorze w Frauental.

Piotrek

mail: BezPrzesady

Źródło zdjęcia Ojca Gereona: GloriaTV adres: http://gloria.tv/?media=31188&postings

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

2 myśli w temacie “Franciszkanin z SS – historia prawdziwa”

  1. Miałem dziś trudną noc. Czytałem historię Ojca Gereona, by odegnać złe myśli. Ranek przyniósł pozytywne rozwiązanie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.