Rozmowa z profesorem…

Ostatnio rozmawiałem ze znajomym w stopniu profesora – wychodził z założenia że jak jest profesorem to edukować się już nie musi.
W myśl przysłowia (lub też powiedzenia): „wiem, że wszystko wiem”. Propozycja podciągnięcia edukacji w temacie historycznym z podaniem tytułów nie przyniosła efektu – odpowiedź była spodziewana – bardzo arogancka i ironiczna, że zapewne zacna literatura, ale przecież czasu nie ma Pan Prof.
No bo jak się jest profesorem z reguły z jednego kierunku i wąskiej specjalizacji to wie się już wszystko o wszystkim…
I po co się uczyć do końca życia?
Przecież jest się arogancko „wszechwiedzącym”…bo jest przydomek: „prof”.

Stara maksyma (celowo przeze mnie w tym wydaniu powyżej przekręcona): „Wiem, że nic nie wiem”… poszła w odstawkę.
A szkoda bo rozmawiałem z profesorem…filozofii…

A to Polska przecież…

O Blade Runnerze – Tomasz Żak.

Szukanie Boga jest aż nadto wyraźne w przekazie.
Czy założonym czy nie to już inna sprawa.
Pytanie o duszę jest jakże istotne.
Odpowiedź też. Może oznaczać że w rzeczywistości owo pytanie jest zbędne.
Pójście w stronę rozważań filozoficznych, tak jak to miało miejsce w pierwszym Blade Runnerze jest sensem stricte tego przekazu.
Słynny monolog Roy-Betty na dachu wieżowca tuż przed śmiercią i to co za nim stoi.
Czym jest człowieczeństwo?
Ilu spośród ludzi nie zasługuje na to określenie?
Ile spośród maszyn (w tej wizji SF świata po Zagładzie) ? spełnia warunki tego określenia?
Poszukiwanie sensu życia tak trafnie przełożone na poszukiwanie sensu życia dla maszyn.
Słowo ?cud? jakie ma znaczenie?
Czy Dobry Bóg obserwując wykorzystywanie przez nas ? wolnej woli; nie postanowił (zresztą, nie ingerując, ale w pełni szanując naszą wolną wolę do tworzenia innych bytów) zastąpić nas (de facto; naszymi własnymi rękoma), ?dziełem stworzenia? (w wymiarze mikro) dokonanym i opracowanym przez samych ludzi?

Po co pisać, po co mówić, po co… myśleć? Bez Przesady.

Przez ostatnich kilka lat zdarzyło się, że różne osoby zadawały mi pytanie o cel i sens prowadzenia blogu. Szczególnie w takiej dość specyficznej formie, jaką jest bezprzesady.com.
Przypadek sprawił, że moje spostrzeżenia dotyczące świata, pojawiły się w takiej formie. Chęć powiedzenia jak najszerszej grupie osób żyjących w Polsce i nie tylko o zbrodni dokonanej na Polakach przez OUN-UPA była determinantem i katalizatorem pierwotnym moich działań. Później pojawił się pomysł, że przecież tak ciekawa i dająca wielkie możliwości domena może pozwolić na teksty o najprzeróżniejszych tematycznie problemach czy też spostrzeżeniach.

Radwanowice
Radwanowice
(foto: Emilia Szelągowska)
Czytaj dalej Po co pisać, po co mówić, po co… myśleć? Bez Przesady.

Wykład na WNS – zaproszenie: „Jednostka, wolność, dominacja…”

Informacja z maila. Również serdecznie zapraszam:
„Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Oddział w Poznaniu zaprasza na wykład, który wygłosi

Dr Rafał Paweł Wierzchosławski (Instytut Filozofii KUL): Czytaj dalej Wykład na WNS – zaproszenie: „Jednostka, wolność, dominacja…”

Habermas prorok czy utopista?

Jurgen Habermas obecny wielki rady mędrców światowych.
„Die Zeit? w jednym ze swoich wydań zamieściła na pierwszej stronie zdjęcie filozofa, tytułując artykuł: ?Mocarstwo światowe Jürgen Habermas?, wyjaśnienie do tytułu było proste: tylko on może nam wytłumaczyć współczesny świat. Megalomania?
Kim jest Habermas? Urodził się w 1929 roku. Jego ojciec oficjel NSDAP (należący od 1933 roku, początki partii), Jurgen, syn, jest w Hitlerjugend… Po wojnie przeżywa szok związany z odkryciem że jedyni poprawni wodzowie III Rzeszy mordowali na morgi obywateli zniewolonej Europy. Alianci wyraźnie postawili w swojej edukacji wstecznej pozostałych na ziemi niemieckiej Niemców z zacięciem faszystowskim oduczyć myślenia tymi kategoriami.
I to z Habermasem się im udało. Jak się wydaje ciągle mając przed oczami obrazy z obozów śmierci zapadł w kompleks winy… Rozpoczął walkę z wszelkimi objawami totalitaryzmu w duszy niemieckiej grającego, jak można by sądzić…, chociaż w jego przypadku bywało różnie, zapobiegliwością walki z nie zawsze faktycznymi przejawami owego totalitaryzmu być może chciał zatrzeć pamięć o swojej i ojca niechlubnej przeszłości z którą nigdy nie rozliczył się do końca. Czyżby brak odwagi? Może jednak coś poważniejszego?
Jego zajęcza warga była przysłowiową piętą achillesową, nie miał takiej pewności siebie co do występów publicznych, za to rzucił się w wir pisania, zresztą nie tak dawno przyznał, jak silnie zajęcza warga wpędziła go w młodzieńcze kompleksy, ? utrudniając porozumienie z rówieśnikami, a także w jego mniemaniu separowała i spychała na margines. Czyt właśnie dlatego podjął temat tzw. działania komunikatywnego i demokracji deliberatywnej (łac. deliberare ? rozmyślać, rozważać, roztrząsać).
Był później Asystentem twórców filozoficzno-socjologicznej Szkoły Frankfurckiej: Maxa Horkheimera i Theodora W. Adorno.
Habermas i jego ?Strukturalna zmiana opinii publicznej? (1962) ukazuje fundamenty i zagrożenia demokracji obywatelskiej w XVIII wieku, która w XX w. ulega totalitarnemu zagrożeniu.
Z kolei ?Teoria działania komunikatywnego? (1981) a także ?Faktyczność i obowiązywanie? (1991) porusza problem teorii dyskursu i polityki deliberatywnej. Można powiedzieć, że ją odtwarza.
Swoje publikacje niejako „interwencje publicystyczne” traktuje jako drogowskaz dla niemieckiej demokracji.
1970 rok i dalej – grozi palcem Niemcom, i odradza im patriotyzm językowy i etniczny. W zamian wskazuje na ustawę zasadniczą, to ma być ich duma PATRIOTYZM KONSTYTUCYJNY.
1989 rok to zmiana opcji, Habermas przestrzega przed nacjonalizmem gospodarczym i propaguje światową politykę wewnętrzną opartą na ?prawach obywateli świata?. To pierwsze jaskółki idei państwa europejskiego.
Czy jednak nie za bardzo idealistyczne? Czy jest siła w narodach Europy do wysiłku zrzucenia własnej osobowości narodowej i zlania się w obywateli Europy aby osiągnąć „wspólny” cel? Czy na pewno jest to cel jednoczący te grupy narodowościowe?
Wracając do Habermasa; wyróżnia się on swoim poparciem w 1999 roku dla udziału niemieckich sił zbrojnych w wojnie w Kosowie. Z kolei w 2003 roku nie aprobuje wspierając w tym poglądzie Gerharda Schrödera udziału Niemiec w wojnie z Irakiem. Wraz z Jacquesem Derridą uznaje protesty przeciwko tej wojnie za początek europejskiej tożsamości politycznej – czy na pewno?
Habermas twierdzi że może zaistnieć coś takiego jak europejska ?rozsądna samoświadomość?. Czy potwierdzają tą teorię wydarzenia w Grecji? Czy gospodarcze potknięcia Europy nie świadczą o czymś wręcz przeciwnym? Czy wytracanie tradycji narodowościowych na rzecz integracji w państwo prawa, państwo ogólnoeurpejskie, nie powoduje wzrostu nacjonalizmów, z którymi tak wcześniej walczył? Gdzie miejsce na ideały demokracji deliberatywnej? Czyż nie rodzą się znów nowe inne, antagonizmy? Czy na pewno unijne metody opanowania kryzysu to prawda w działaniu, czy może maskowanie jego braku, i bezradności? Jakoś tego Habermas wielki guru Europy nie dostrzega. Czy nie zaczyna ta wizja przypominać molocha pędzącego siłą rozmachu do zagłady ekonomicznej a być może także polityczniej i gospodarczej? Moloch ten za wszelką cenę nie będzie chciał się do tego przyznać i zrobi wszystko aby zamaskować swoje wady, wciągnie jak największa liczbę współodpowiedzialnych za katastrofę krajów paradoksalnie w ten sposób odraczając rozpad za pomocą ich sił witalnych, ale dalsza droga prędzej czy później okaże się niemożliwa.
Sytuacja samych Niemiec nie jest najgorsza. TO ich gospodarka jest silna, nie likwiduje się tam całych gałęzi przemysłu, raczej niemieckie korporacje przejmują jeden po drugim gałęzie przemysłowe innych krajów, lub wręcz je likwidują („polski cukier” – jest niemiecki). Wstrząs wywołany katastrofą Niemcy przetrwają do społu z Francją i Anglią. Już słyszy się o utworzeniu Unii w Unii. A więc są równi i równiejsi. Gdzie miejsce na ideały Habermasa? Czy tylko racjonalna polityka, racjonalne działanie jest ratunkiem i jedyną drogą? Założenie Habermasa że system kolonizuje życie (Lebenswelt) w ten sposób, że ludzie nie są integrowani wokół określonych wartości, a wokół władzy i pieniądza z a pomocą przymusu, powoduje potrzebę ustalenia konsensusu wokół jakiejś wartości. Gdzie w Unii znajdziemy tą wartość? Co nią może zostać? CO może nam zaoferować wspólnota państw poza poczuciem bycia we wspólnocie (jak widać więzy gospodarcze i geopolityczne tak sobie się sprawdzają). Koherencja poprzez konsensus, tą zgodą ogółu można dotrzeć do prawdy, postuluje Habermas. A więc klasyczna definicja prawdy rozumiana jako zgodność upada.
Globalne faworyzowanie tego rozwiązania przy tak dużej rozmaitości owego ogółu(narodów), może doprowadzić do błędnych wniosków i tym bardziej rozwiązań. Różnorodność zachowań, poglądów i zamierzeń w rodzinie narodów europejskich nie gwarantuje wspólnego dążenia do wytyczonych celów. Tym bardziej gdy działaniami unifikacyjnymi obejmuje się tożsamość narodową- ją samą spychając do marginesu, a w jej miejsce tworząc bliżej nie umocowaną tożsamość europejską, stosuje się przy tym metody rodem z sal operacyjnych, np. podręczniki do historii na Litwie wyglądają jak żołnierz po ciężkiej bitwie, który w wyniku wielu ran ma amputowane kończyny, i jest kastratem fizycznym jak i psychicznym. Nie wie po prostu skąd się wziął.
Czy tędy droga do PRAWDZIWEJ UNII? Czy nie jest to sztuczne wartościowanie fachowców w Brukseli? Wartościowanie metod i sposobów, które nie sprawdzą się jeszcze przez setki lat o ile w ogóle kiedykolwiek się sprawdzą. Na miejsce braku przeszłości narodowej narodzi się sztuczny partiotyzm, przekształcony w atawistyczny nacjonalizm, w stosunku do innych narodów najbliżej związanych z historią narodu oddającego swą tożsamość w wir unifikacyjny, nacjonalizm ten będzie rozbudzony przez podświadome lęki braku (zatracania) tożsamości głównej. Nie ma chęci do identyfikacji z tak młodym tworem jakim jest Unia. Za tym przemawiają setki lat innych narodowych doświadczeń, sporów i wspólnych działań narodów-ludzi fizycznie istniejących. Nie da się tego zetrzeć łatwym prostym ruchem jak gąbką ślad kredy z tablicy. Tworząc sztuczne idee, opinie, zachowania wymuszone sztucznymi postawami, wynikającymi z tychże forsowanych opinii. Media oddają dużą przysługę unifikacji zachowań, są tubą. Nie wydaje się jednak aby na przestrzeni krótszej niż dziesiątki lat udało się osiągnąć unifikację na poziomie pozwalającym zachować status istnienia tworu sztucznego jakim jest Unia.
Instumentalne działania narzucane narodom poprzez prawo unijne też mogą okazać się nie trafione (ochrona środowiska za wszelką cenę z pominięciem podmiotu- człowieka- nie spuszczanie wody ze zbiornika na rzece w obronie (ludzi) przed falą powodzi, dla ochrony gniazd ptaków- cóż, mniejsza o ludzi, cel uświęca środki…)
Strategiczne odnoszące się do osób działania, jako środek od osiągnięcia celu, też nie są rozwiązaniem na dłuższą metę, pozostającym w ukryciu. Może nie dla wszystkich, jednak na pewno znajdą się tacy, którzy manipulację wykryją i mogą (realnie zagrozić rozpadem), zburzyć system.
c.d.n.