Fałszywy – czy zakłamany tytuł? Ile broni w Polsce?

W „Rzeczpospolitej” pojawił się artykuł pt: „Liczba broni w Polsce bije kolejne rekordy

Dalej czytamy: „W ciągu pięciu lat liczba egzemplarzy broni w prywatnych rękach wzrosła o połowę. To głównie pistolety.

Dalej są dane statystyczne mówiące o ilości broni (porównawcze z okresem 2015, sugerujące wzrost o połowę co jest do tego błędem). Są to analogicznie: 2020= 587,9 tys 2015= 390,8 tys. Jakby nie liczyć 587,9-390,8 to: 197,1 tys. A więc niecałe 200 tys. Nie jest to w żadnym wypadku połowa liczby 587 tys. Ponadto nie ma w materiale odniesienia do okresu poprzedniego (dlatego też ciężko odnieść się do ilości już istniejących egzemplarzy, a więc 390 tys i wyimaginowanej połowy – która faktycznie wynosi około 200 tys – w TYM AKURAT KONKRETNYM INTERWALE CZASOWYM – w innym już nie). Trudno porównać do jakiego okresu odnosimy się, jeżeli chodzi o wzrost – w sensie porównania. Czy chodzi o okres sugerowany (5 lat)? Jeżeli tak jest, dlaczego Autor nie porównał wcześniejszej pięciolatki, co dałoby bardziej przejrzysty obraz i czytelnik mógłby faktycznie ocenić przyrost w przedziale pięć na pięć lat. Chyba najbardziej wiarygodne porównanie dotyczyłoby wzrostów co-rocznych można porównywać (i to byłoby chyba najbardziej wymierne), to byłaby jednak większa praca dla piszącego materiał niż takie rzucenie w przestrzeń publiczną, zdekodowane: „pięć lat temu było tyle, a teraz po pięciu latach jest AŻ TYLE”.

Przejdźmy jednak do analizy tytułu, który brzmi co najmniej tak, jakby bito na alarm, że wzrost tejże danej liczby jednostek broni to poważne (być może – ponieważ nie powiedziane jest to wprost, niemniej użyte określenia odpowiednio, czytaj: alarmistycznie – wpływają na podświadomość odbiorcy) niebezpieczeństwo. Niebezpieczeństwo? Dla kogo? Dlaczego? Co może być powodem (poza sugerowanym wzrostem) tegoż zagrożenia? Sam fakt posiadania niebezpiecznych narzędzi (do których należą też, siekiery chociażby, noże, czy kije golfowe – nie raz można zobaczyć je w użyciu w różnych filmach akcji), nie oznacza jeszcze zagrożenia. Należałoby przeanalizować statystyki policyjne wskazujące ich użycie do celów pozaprawnych (przestępczych). W tym przypadku jest mowa o broni kulowej wydanej legalnie na pozwolenie, a więc powinna być umieszczona analiza użycia takiej broni do celów wyżej wymienionych i powinna być analizą porównawczą do jakiegoś analogicznego okresu (chociażby poprzedniej pięciolatki). Niczego takiego nie ma. Sam tytuł wzbudza w czytającym jakąś obawę – przecież mowa o groźnej, zmitologizowanej BRONI, do tego w następnym akapicie mowa jest o PISTOLETACH. Przecież pistolet można łatwo schować… a więc na pewno skoro kupiono więcej pistoletów to na pewno (w domyśle może utworzyć się takie podejrzenie w spokojnym obywatelu naszego spokojnego kraju), zamysł kupującego jest niecny. Tyle tylko że „niecność” tego zamysłu – poprzez ukrycie takiej broni wynika z… ustawy (UoBiA), w której jest mowa, że broń osoba posiadająca pozwolenie sportowe (a takich najwięcej się wydaje) można przenosić tylko w sposób: ukryty. Nie ma jednak wyjaśnienia tego dla potencjalnego czytającego. Podkreślenie użyte w akapicie – przypominam brzmienie: „To głównie pistolety”. jest tak umieszczone, że staje się wieloznaczne. Dla kogoś kto boi się broni i kojarzy ją z przestępcą – może odnosić się do toku rozumowania umieszczonego przeze mnie powyżej.

Nie pada też najważniejsza informacja (od Autora materiału – jest podana jako cytat z Pana Turczyna, o czym poniżej): Jaki był wzrost ( i znów musiałby być użyty mechanizm porównawczy, chociażby do poprzedniej pięciolatki) wydanych pozwoleń, a nie sztuk broni kulowej. Dlaczego to tak istotne? Ponieważ pozwolenia sportowe cechują się specyfiką ilościową, tak samo kolekcjonerskie. Jak sama nazwa wskazuje jeżeli idzie o te ostatnie, kolekcja to nie jedna sztuka. Pozwolenie kolekcjonerskie jest wydawane po egzaminie na Policji (drogim i bardzo trudnym) na 10 sztuk broni minimum, co wynika z definicji słowa „kolekcja”, jak napisałem wyżej: to nie jest jedna sztuka. Z tego egzaminu są zwolnieni członkowie służb mundurowych (Policja, Wojsko) Z kolei pozwolenie sportowe jest wydawane (przez Policję po specjalistycznych badaniach lekarskich i sprawdzeniu niekaralności) na podstawie zdanego patentu i licencji sportowej wydawanej przez organizację sportową (taką jak chociażby PZKosz, PZPN) noszącą nazwę: Polski Związek Strzelectwa Sportowego – PZSS. Tego już w artykule Czytelnik nie znajdzie. Nie znajdzie też informacji, że trenujący zawodnicy szczególnie jeżeli chodzi o dyscypliny sportowego strzelectwa dynamicznego (IPSC chociażby), nie mogą się zamykać w jednej sztuce (egzemplarzu) broni kulowej służącej do uprawiania tego trudnego sportu.

W założeniu przyznaje się licencję sportową na trzy rodzaje broni. Są to: pistolet, karabin, strzelba. Zawodnik z grupy powszechnej, który poprzez swoje uczestnictwo w zawodach propaguje jednocześnie ten sport, jakże ważny dla budowania odpowiedniej postawy obywatelskiej i obronnej, wychowania patriotycznego (przed wojną 100 tys strzelców sportowych w IIRP), może startować w bardzo wielu konkurencjach. Taka podstawą jest posiadanie minimum trzech sztuk broni kulowej właśnie w wymienionych kategoriach. Można też się specjalizować. Np tylko w konkurencjach pistoletowych, czy karabinowych. Tych konkurencji jest bardzo duża różnorodność. Można strzelać na różne dystanse, różnymi kalibrami. Podam przykład dotyczący konkurencji olimpijskich. Na dzień dzisiejszy jest to 15 konkurencji. Nie wszystkie dotyczą strzelań kulowych (strzelania za pomocą pneumatyków). Niemniej jeżeli mamy do czynienia z pasjonatem strzelectwa, który chce „się spróbować” chociażby w kilku dyscyplinach, to jego pozwolenie będzie opiewało na przynajmniej kilka sztuk broni kulowej. Z biegiem czasu jeżeli jego fascynacja i zainteresowanie będą rosły, może dokonać tak zwanego; rozszerzenia – w zgodzie z ustawą i odpowiednimi paragrafami – tym samym zwiększając ilość sztuk posiadanej przez siebie broni sportowej (broń sportowa nie ma możliwości oddania strzału serią, tylko strzały pojedyncze), może startować w większej ilości konkurencji sprawdzając swoje możliwości i umiejętności. I tutaj właśnie mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie wzrost liczby sztuk broni kulowej w przedziale opisywanym, to wzrost nie: liczby osób z pozwoleniami, lecz faktycznie: wzrost samych tylko egz. (dla jednej osoby z JEDNYM POZWOLENIEM) broni (w większości poprzez rozszerzenia posiadanego już pozwolenia).

Cytat z materiału (o którym wspominałem wyżej – wypowiedź Pana Turczyna), mówiący o wydanej liczbie pozwoleń, który zaprzecza i podważa wcześniejsze informacje przedstawione, tak alarmistycznie o wzroście liczby broni kulowej:

Na koniec 2020 r. było ich 234,9 tys., a pięć lat wcześniej – 192,8 tys.

A więc: 42,1 tys pozwoleń wygenerowały ile sztuk broni? Czy można podzielić te prawie 200 tys jednostek broni więcej kupione w ciągu ostatnich pięciu lat przez liczbę pozwoleń? Ile z tych jednostek broni, trafiło do rąk osób które już miały pozwolenia w wyniku procedury którą opisałem powyżej? Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi w materiale, podejrzewam że z bardzo prostego powodu – odpowiedź zaprzeczyłaby samemu tytułowi i sugerowanemu, domniemanemu przekazowi: że jest groźnie, ponieważ jest 200 tys więcej sztuk broni w Polsce – w domyśle: 200 tys posiadaczy… To jedyny fragment materiału, pozytywnie rozpatrujący środowiska strzeleckie (jest to jednak cytat wypowiedzi, a nie myśl własna Autora artykułu).

Wracając to owego wzrostu liczby broni kulowej: Wzrost ilości broni dotyczyć też może klubów sportowych (które również mogą nabywać broń, posiadając odpowiednie zabezpieczenia, certyfikaty i specjalne tak zwane: „magazyny broni”) i instruktorów strzelectwa posiadających dodatkowe pozwolenie „instruktorskie” o które mogą zwrócić się do Policji. Pozwolenie to obejmuje z reguły 10 sztuk broni (instruktor strzelectwa sportowego, dynamicznego i bojowego – uprawnienie do szkolenia służb mundurowych). Wyobraźmy sobie: niech będzie 100 takich instruktorów, którzy wykorzystają w pełni możliwości pozwolenia. Daje nam to 1000 sztuk broni na 100 osób, które z reguły już mają pozwolenie sportowe.

Znam kilkanaście osób posiadających wszystkie trzy rodzaje pozwolenia tj.: sportowe, kolekcjonerskie, instruktorskie. Sumą tych trzech rodzajów pozwoleń może być nawet kilkadziesiąt sztuk broni – ale cały czas w rękach jednej osoby jak najbardziej do tego uprawnionej.

W tym świetle jak wygląda informacja o „wielkim wzroście broni kulowej” jak w analizowanym materiale pt.: Liczba broni w Polsce bije kolejne rekordy? W najlepszym wypadku mamy do czynienia z materiałem nieścisłym, napisanym „byle jak”, „od ręki”, „na potrzeby chwili” i mającym zaledwie pozory materiału poważnego – dla ignoranta i laika może zostać tak odebrany. Dla osoby, która interesuje się tematem jest to marna, kiepska – manipulacja.

Nade wszystko; używanie w materiale opinii „eksperta” rodem z epoki PRL -obciążonej jak wiemy genetycznie brakiem demokracji i wszelkim blokowaniem dostępu obywateli do jakichkolwiek środków obrony osobistej, a broni kulowej w szczególności – nie wydaje się obiektywnym działaniem.

Jest jeszcze jedna kwestia zupełnie pominięta w materiale: brak porównania z jedynym możliwym okresem czasu, gdy Polska była demokratyczna i wolna – dwudziestoleciem międzywojennym. Z kolei poprzez przywołanie do głosu „eksperta” z okresu, gdy Polska była państwem niesamodzielnym, można powiedzieć wprost: pod okupacją ZSRR, sugeruje się (w moim rozumieniu) w materiale, że tenże stan był normalny… Podkreślam: przez 40 lat rządów popleczników Moskwy w Polsce ograniczono do maksimum dostęp do broni dla zwykłego obywatela – była to jeszcze jedna restrykcja reżimu totalitarnego wobec narodu polskiego. Odnoszenie się do tego stanu jako „normalności” – poprzez danie głosu osobie z tamtego czasu jest policzkiem dla demokracji i samostanowienia państwa polskiego. Dawno powinno odebrać się głos WSZYSTKIM działaczom partyjnym z tamtych lat w dyspucie publicznej.

Reasumując: materiał niczego nie wyjaśnia w sposób dostateczny, w mglisty sposób określa stan posiadania broni w Polsce (osoby posiadające różne pozwolenia, w tym myśliwskie, do ochrony osobistej), próbuje się uwiarygodnić „eksperckimi” wypowiedziami i manipuluje określonymi danymi, czy zwrotami wzbudzając bardziej lub mniej świadome emocje Czytelnika.

Dlatego też: materiał oceniam jako tendencyjny i napisany w taki sposób, aby wywołać określone reakcje Czytelnika, bardziej lub mniej podświadome, negatywne jeżeli chodzi o sport strzelecki i posiadanie broni kulowej jako takiej w Polsce.

stanowisko strzelca sportowego w grupie powszechnej – Poznań WKS Grunwald.

Odczytywanie wyników strzelania w zawodach klubowych – WKS Grunwald
Materiał prasowy dotyczący obecnego zawodnika WKS Grunwald kadry reprezentacji Polski w strzelectwie sportowym –

Materiał „Rzeczpospolitej” z którego pochodzą cytaty: https://www.rp.pl/Spoleczenstwo/304019890-Liczba-broni-w-Polsce-bije-kolejne-rekordy.html?fbclid=IwAR20xSwj5YRfIcOqzOt8VoIqHH8z2Jd9n1CzH4RjDX6hKCnxYESQvXw5E9U

Polecane linki:

https://portalstrzelecki.pl/konkurencje-olimpijskie-w-strzelectwie-sportowym/

https://www.pzss.org.pl/medalisci

https://www.pzss.org.pl/multimedia

Nowe wersje Grota.

Kilka dni temu pisałem o wrażeniach strzelców korzystających z Grota. Dziś kilka linków uzupełniających, w których będzie o najnowszych zmodyfikowanych wersjach Grota (wersja szturmowa i wersja dla strzelców wyborowych – w kalibrze .308 WIN).

Karabin wyborowy – MWS-25 (SKW .308):

http://zmt.tarnow.pl/wordpress/item/samopowtarzalny-karabin-wyborowy-308/

Modyfikacja C16 FB-A2:

http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/33357?t=Grot-nowa-wersja-w-linii&fbclid=IwAR0QIV8RZlahVH003MOypa-iuXIHTa1LsyD9y_lcn0tHs8TGmViu59p7QSk

I jeszcze jedna recenzja Grota (wersja cywilna; S16 FB-M1):

Dodam, że w międzyczasie odbyłem jeszcze jedną rozmowę z użytkownikiem wersji wojskowej (WOT). Najistotniejszym elementem tej dyskusji była wiadomość że amunicja wojskowa do Grota nie jest najlepszej jakości (proch) co powoduje naloty na elementach broni i możliwość jej korodowania. Przy strzelaniu amunicją z rynku cywilnego – nie ma takich problemów. Poza tym ocena użytkownika podobna do poprzednich – chwali ergonomię, porównuje z innymi systemami AR, dając Grotowi dobrą ocenę w tym porównaniu. Więcej szczegółów już wkrótce – mam nadzieję, gdyż oczekuję maila z wypunktowaniem zalet i wad od użytkownika.

Screen ze strony Tarnowskiej Fabryki Amunicji.

MSBS GROT – dobry czy… jeszcze lepszy?

Rozgorzała dyskusja po tendencyjnym materiale zamieszczonym na portalu, własności koncernu: Axel Springer Media. Po telefonie od Piotra Barełkowskiego z prośbą o komentarz rozpocząłem swoją kwerendę tematu.

Chodzi o modułowy karabinek szturmowy MSBS GROT polskiej konstrukcji kalibru NATO: 5,56 x 45 mm.

W przypadku Grota chodzi głównie o obronność kraju. To wielowymiarowy temat. Nagle strzelectwo rysuje się też jako objaw narodowej reprezentacji. Kontynuacji przedwojennych tradycji. I utożsamiam się z tym. W końcu jestem Polakiem. Tak samo jak obywatel USA rozumiejący bagaż tego, co dało mu jego państwo, czy Niemiec lub Rosjanin.

Dlaczego i w tym kontekście jest to istotne? Składową bezpiecznego życia na mocy swoistego rodzaju międzynarodowych umów [społecznych] służących równowadze sił jest bezpieczeństwo, które zapewnia się krajowi i jego obywatelom – niestety (ale tak już jest na całym świecie) za pomocą armii- siły zbrojnej służącej do działania za pomocą przemocy w stosunku do tych, którzy chcą naruszyć naszą przestrzeń – krajową, osobistą i tym samym ograniczyć nasze ściśle ustalone obywatelskie swobody. Tak już jest na świecie. Pacyfiści mogą się buntować, ale nic nie poradzą. Są w mniejszości.

I teraz: lepiej realizować te zadania całkowicie za pomocą swoich własnych niezależnych i tańszych tym samym narzędzi czy korzystać z „usług” innych państw na mocy wymiany gospodarczej? Która to wymiana z definicji będzie nas kosztowała o wiele więcej niż własne zaangażowanie. Odpowiedź zdaje się oczywista. A więc: lepiej budować swoje narzędzia niż płacić – więcej za cudze. Tym samym móc się uniezależnić od stron „drugich”, „trzecich” itp.

Czy od razu zbuduje się je idealne i doskonałe? Oczywiście że nie. Czy powinno się mówić, że się jest w tym doskonałym, mimo że się nie jest? I tak i nie. Trzeba to po prostu zrobić dobrze – jeżeli się już decyduje na taką „dezinformującą” akcję. A ma ona wprowadzać w błąd strony „trzecie” – zagraniczne jak łatwo się domyślić, a nie swoich. Tu wyłania się cały szereg problemów, których nie będę nakreślał – dość że akcja zmyliła spore grono zainteresowanych. Tym samym nasi strzelcy sportowi i nie tylko oczekiwali czegoś super doskonałego i… się zawiedli – w stosunku do tego, co było nakreślone. O tych z poza granic nie będę mówił – nie mam wiedzy.

W każdym razie; „nasi” rodowici spece od strzelectwa jak zobaczyli, że nie jest tak jak myśleli „że będzie”, podzielili się na dwa obozy – tych co widzą „jak jest”, ale robią dobrą minę do (może nieudolnej – a nie „złej” samej w sobie) gry, i tych co; krzyczą że jest „tragedia” (co jest oczywiście przesadą). Krzyczą bo się zawiedli, lub krzyczą ponieważ mogą mieć powód, aby znów dowalić swoim [dlaczego? Może dlatego, że jednak nie czują się – w jakimś stopniu – Polakami]. Może tak być?… Pewne intuicje „na gorąco”.

Krótko o samym projekcie – tyle ile się w wyniku błyskawicznej kwerendy i kilkunastu wykonanych telefonów dowiedziałem. Uczciwie: nie będę opowiadał historii platformy polskiego AR-a: Grot (to można wysłuchać, wyczytać itp w internecie). Bardziej skoncentruję się w tej części na kilku recenzjach osób, które strzelały na ćwiczeniach WOT, czy też posiadają Grota. Obiecuję, że postaram się w najbliższym czasie też z niego postrzelać (przynajmniej z wersji cywilnej) i opisać wrażenia.

Pierwsza recenzja kolegi Adama z WOT-u.

„Strzela się łatwo, celnie, mały odrzut. Egzemplarz z którego strzelałem miał ślady rdzy. Nie zacinał się, jak już to bardziej z uwagi na nieumiejętność obsługi, która wynikała z braku praktyki; – za mała ilość strzelań.” W domyśle; nie znamy stażu tego egzemplarza, i czy był właściwie konserwowany. Wg słów kolegi jeden egzemplarz był na pewną grupę służących w WOT na strzelaniach, a wiec przechodził przez wiele rąk. Czy był właściwie konserwowany, czyszczony? To też nie jest to zbyt komfortowe rozwiązanie… – Ocena sądzę neutralna ze wskazaniem plusowym.

Druga ocena kolegi Dawida z WOT-u z Pomorza.

” Strzelałem wiele razy, w ciągu dwóch lat służby w WOT, wystrzeliwując jednorazowo nawet kilka magazynków (na ćwiczeniach na poligonie), czy na strzelnicy na strzelaniach -wtedy była to mniejsza ilość amunicji. Żadnych problemów z grzaniem się lufy. Sporadyczne, bardzo rzadkie zacięcia. Jak przy normalnej eksploatacji. Bardziej; w zależności od stanu – jedna grupa czyściła broń lepiej, inna gorzej, rotacyjnie otrzymywaliśmy broń. Pozytywne dostrzeżone rozwiązania to możliwość obsługi obu-ręcznej (lewo-prawo ręczni). Duża celność, lekkość, łatwość przeładowania. Problem sprawiały regulatory gazowe, to jednak jak wiem zostało usunięte w następnej wersji rozwojowej. Plastykowe elementy wydawały się rozwiązaniem niepokojącym, okazało się jednak że tak nie jest. Ogólnie pozytyw: ważne że podjęliśmy próbę zbudowania swojej platformy. Powinna być ona rozwijana.”

MSBS Grot – wersja cywilna

Grot -wersja cywilna

Trzecia ocena użytkownika cywilnego egzemplarza, tutaj w całości zacytuję przesłaną opinię:

W nawiązaniu do naszych ustaleń przesyłam Koledze moje wrażenie z dwuletniego posiadania i użytkowania cywilnej wersji karabinka MSBS Grot. W styczniu 2019 nosiłem się z zamiarem zakupu cywilnej wersji karabinku wojskowego z tłokiem gazowym, zbiegło się to premierą rynkową cywilnej wersji MSBS Grot. Zastanawiałem się jeszcze nad HK 416. W sklepie, przed ostateczną decyzją mogłem się przyjrzeć i przymierzyć do obydwu sztuk. Ostatecznie zwyciężył Grot: lepsza ergonomia, kolba składana na bok (choćby do celów transportowych), bardziej mi się spodobał, gdyż nie przypominał AR-a, cały projekt (podczas porównania przy zakupie) robił wrażenie „czystego”, „eleganckiego”, nie był taki chropowaty i sama broń miała gładsze powierzchnie bez wystających drobiazgów; rzecz gustu – zapłaciłem mniej niż za HK 416, który i tak był wtedy w dość atrakcyjnej promocji.

Na tym etapie kierowałem się subiektywnymi odczuciami. Cieszyłem się, że broń jest z PolskiChciałem aby moje pieniądze budowały polską markę (mamy ich tak mało), liczyłem na modułowość i dodatkowe możliwości rozbudowy, które zapowiadano na przyszłość. Cieszył mnie też niski numer seryjny mojego egzemplarza z pierwszej dziesiątki wyprodukowanych na rynek cywilny nie licząc 100 sztuk pokolorowanej wersji jubileuszowej na 100 lat niepodległości. Wiedziałem, że jest to konstrukcja nowa i narażam się na kłopoty „wieku dziecięcego”, które na 100% musiały się pojawić!

Nikt jeszcze nie stworzył czegoś od razu doskonałego, w żadnej dziedzinie, mimo że przechodziło serię testów. Liczyłem zatem na gwarancję i bliskość producenta z dostępnym serwisem i częściami. Po zakupie zabrałem broń do naszego klubu i mieliśmy test pierwszego wrażenia praktycznie dla ponad 20 osób. Wszystkim się podobało, trafialiśmy do celu metalowego IDPA (ok 21,5 cm x 42 cm) ze 100 m z pozycji stojącej, narzekano na wysoką cenę.

Do tej pory wystrzeliłem z niego ok 1300 sztuk amunicji: GGG, PMC, Winchester, Norma, elaborowana B-N.

Lista moich uwag, podkreślam moich, w skrócie poniżej: broń nie rdzewieje, czyszczę po każdym strzelaniu więc nie daję rdzy szansy, według instrukcji nie powinienem jej chyba dotąd czyścić ani razu 🙂

-regulator gazowy, dla mnie rewelacja, demontowalny dwoma palcami bez narzędzi, ogólnie rozebranie broni do czyszczenia, bez wybijania pinów, samymi tylko rękami to przyjemność; mam porównanie do platformy AR,

-wymontowanie lufy imbusem jest proste, ale mechanizm działania śruby rzymskiej wymaga trochę obycia. Jak się rozbierze zamek to omyłkowo można złożyć go tak, że łuski są wyrzucane na przeciwną stronę w zaślepione okienko i broń się zacina – przydałyby się oznaczenia kierunkowości, ma świetne przyrządy celownicze, metalowe, płaskie, trzymają zero, nie kolidujące z optyką (była montowana lunetka myśliwska i biegowa, nie testowałem kolimatorów),

-ergonomię oceniam bardzo wysoko, lubię strzelać z niego na stojąco, na szybko do tarcz NP23P (Bolek) na 100m z przeniesieniem punktu celowania co 1 lub 2 strzały. Wchodzi niemalże wszystko, zaś z taktycznego punktu widzenia zadanie jest wykonane w 100%. Broń strzela „miękko”, przyjemnie, tak czuję; do strzelania na 100 m do tarczy TS-4 mam nadzieję uzyskać wynik powyżej 90 pkt na 100 z przyrządów mechanicznych, muszę nad tym pracować, broń to potrafi, ja jeszcze nie,

-w sierpniu 2020 uznano mi reklamację uszkodzonego magazynka po 1,5 roku bardzo sporadycznego używania. Był bardzo mało używany, wręcz oszczędzany. Punkt do poprawy. Piszę o magazynku z zielonego polimeru, 30 nabojowym. Krótkie, czarne, 10 nabojowe FB Radom wydają się w porządku.

-w październiku 2020 roku po wyjęciu magazynka nie mogłem zatrzymać zamka w tylnym położeniu, coś było nie tak z zaczepem, uznano mi reklamację i problem naprawiono, kontakt z FB Radom rewelacyjny, załatwienie reklamacji było modelowe, spotkałem zaangażowanych ludzi, z którymi kontakt był szybki i efektywny. Tutaj mała dygresja ogólnie co do załatwiania wszelkich reklamacji. Dobre firmy można poznać po tym, że traktują sprawy reklamacji jako okazję do podniesienia poziomu zadowolenia klienta i jego lojalności, Magazynki Magpul Gen3 nie pasują. To głównie tyle z użytkowania.

Sądzę, że narzekania na Grota są spowodowane relatywnie wysoką ceną na rynku cywilnym. Sam pracuję w marketingu w innej branży i sądzę, że FB Radom musi tutaj popracować nad tzw. „value proposition”, bo na razie w obiegowej opinii jest tak, że płaci się za orzełka na broni i jest to oferta skierowana do sentymentalnych i bogatych. Brakuje na razie szerszej oferty modelowej i jej pozycjonowania. Potrzebne są działania z dziedziny PR w klubach sportowych, stowarzyszeniach, fundacjach i na końcu w mediach społecznościowych i masowych.

P.S. Przykład z pozycjonowaniem pistoletu VIS 100 M1 jest moim zdaniem pozytywną odwrotnością
tego co uczyniono z MSBS-em. Można? Można!

Z wyrazami szacunku, Michał

[Wytłuszczenia moje]

Jak widać, ocena użytkownika i Właściciela cywilnej wersji Grota jest w moim rozumieniu bardzo konstruktywna – ze wskazaniami na techniczne aspekty; a więc konkretne: plusy i minusy. Skoncentruję się jednak na czymś innym. To będzie główny temat przewodni tego wpisu.

Wytłuszczenie w tekście trzeciej opinii mówi o patriotycznym „haczyku” na klienta. Proszę wybaczyć takie sformułowanie, trochę wędkarskie. Niemniej wydaje się trafne. Na ten temat rozmawiałem już wcześniej z osobami z branży, kolegami strzelcami i nie tylko. Wniosek jest jeden, najprościej: cena jest zdecydowanie za wysoka. Szczególnie wersji cywilnej. Jeżeli systemy AR – różnych renomowanych firm (żeby nie robić im reklamy) kosztują nawet 3799 zł, to nowy produkt, polski – powinien nie przekraczać tej ceny. Nie powinien być droższy, jakby licząc na to, że sentyment zrobi swoje i KAŻDY prawdziwy Polak (strzelec) kupi Grota dla orzełka. Co więcej: powinien kupić…

Nie tędy droga. Broń sportowa, cywilna powinna faktycznie trafić do jak największej liczby użytkowników na niskiej marży – głównie dla rozpropagowania produktu. Taki wniosek od razu w zeszłym tygodniu napisała mi koleżanka klubowa. Tak się nie robi biznesu, tak się nie zdobywa rynków, na które dopiero chce się wejść. Drogim produktem i do tego dopiero stworzonym, a mającym przecież sporą konkurencję. Wiele mankamentów można by zakryć dobrą ceną, co więcej – takie krytyczne słowa jakie padają pod adresem produktu również mogłyby nie paść – z tego samego powodu. Ponadto taka polityka firmy nie tylko przyniosłaby w efekcie większy zysk (oceniam że kupiłoby Grota bardzo wielu Polaków -strzelców sportowych i kolekcjonerów chociażby z uwagi na powiązanie – cena-orzełek), ale też dałaby możliwości większego kanału zwrotnego jeżeli chodzi o sugestie dotyczące innowacji broni. Pamiętajmy, że wielu strzelców sportowych to prawdziwi zawodowcy i profesjonaliści. Ale przede wszystkim wielu to pasjonaci łączący pasję z wiedzą – których oceniam nawet jeszcze wyżej. Ich spostrzeżenia i sugestie mogłyby być dla fabryki bezcenne. Co więcej: całkowicie darmowe – jako platforma testowa. Dlatego obniżenie ceny w zamian za tą informację zwrotną byłoby jak najbardziej na miejscu. Nie trzeba by było zatrudniać wielu „super” (czy na pewno?) -specjalistów (z reguły bardzo drogich), rusznikarzy itp. Wystarczyłoby tylko zamówić program analizujący informacje i najwyżej kilka osób – informatyków i konsultantów, którzy by się tym zajęli.

Sądzę że na rynku cywilnym spokojnie sprzedano-by i do 100 tys takich karabinków w rozsądnej cenie, jak pisałem poniżej 4 tys. Kupiłoby sporo kolekcjonerów, których znam chociażby jako pierwszy polski karabinek platformy AR. Jeszcze trzy lata temu deklarowali zakup takiej broni prawie wszyscy moi koledzy z uprawnieniami z którymi o tym rozmawiałem.

Największym wobec tego zmartwieniem jest podejście marketingowe do produktu. Na obecną chwilę (biorąc pod uwagę również i krytyczne techniczne oceny wersji wojskowej) karabinek doskonale sprzedawałby się na rynku wewnętrznym- cywilnym, odpowiednio promowany mógłby też zostać sprzedany na ogólnoświatowym – w konkurencyjnej cenie (chociażby rynek USA – tam jest całkiem sporo patriotycznie nastawionych Polaków, na pewno chcieliby posiadać polską broń z orzełkiem).

Pamiętam taką akcję marketingową z przed wielu lat dotyczącą systemu VHS konkurującego z systemem Beta. JVC właściciel patentu na VHS mimo że system jakościowo był gorszy od Beta (ale prostszy technicznie) rozdał w zasadzie patent za darmo – tym samym świat opanował jak wiadomo ten standard. Tutaj oczywiście mamy do czynienia z już funkcjonującą platformą, wprowadzany jest nowy produkt na rynek, który jest „zapchany” innymi, doskonalszymi, lepiej promowanymi wersjami. Co zrobić aby zyskać środki na udoskonalenie, a jednocześnie (przynajmniej u nas) zdominować rynek? Zejść z ceną. Tak się jednak nie stało cena jest zaporowa…

Warto skoncentrować się na marketingu opartym o zasoby sportowców-patriotów to może dać fabryce niezły „kop finansowy” – swoiste „wbicie się” na rodzimy rynek cywilny (ponad 70 tysięcy licencji sportowych, nie mówiąc o kolekcjonerach i myśliwych którzy mogą też zakupić tą broń), aby odnieść sukces. I tutaj życzę Fabryce radomskiej tej drogi. Od 100% osób z którymi rozmawiałem usłyszałem jedno w kontekście Grota: „powinien być tańszy”. O ile? Rozmawiając z kolegą sędzią i sportowcem (Macieju, dzięki za konstruktywny wkład) usłyszałem kwotę: 4300 zł (równowartość 1000 Eu). Może faktycznie tędy droga? Penetracja rynków europejskich miłośników broni może być bardzo dobrym marketingiem, który może przynieść fabryce krociowe zyski – jeżeli chodzi o wersję cywilną. Oczywiście polski rynek przede wszystkim: tym bardziej że przy sprzedaży nowego polskiego pistoletu VIS 100 cena była tylko nieznacznie zawyżona (2850 zł – jest ceną do przyjęcia na rynku cywilnym, aczkolwiek cena 2200 zł jak twierdzą moi przyjaciele strzelcy byłaby pogromem konkurencji – chyba każdy strzelec w Polsce miałby VIS-a).

Grot – widok na regulator gazowy.

Podsumowując tą część analizy produktu:

  1. Udoskonalenie produktu zależy od jego popularności
  2. Popularność zależy od ceny.

Na tą chwilę stawiam takie dwie tezy.

Serdecznie dziękuję Koledze Michałowi za fotografie jego egzemplarza i możliwość ich wykorzystania we wpisie.

c.d.n. ( w dalszej kontynuacji rozważań nad polską platformą AR będą oceny następnych użytkowników Grota, a także będę zastanawiał się nad pomysłem wdrożenia tej broni jako ćwiczebnej wersji – w bocznym zapłonie [chociażby do podstawowych szkoleń – TANIEJ!], takich wersji AR jest kilka produkowanych – co najmniej)

MSBS GROT w całej okazałości…

Na sam koniec link z profilu gunblog.eu oceniający „mistrza”; „gwiazdę” właściciela portalu Axel Springer…:

https://m.facebook.com/gunblog.eu/posts/fake-ekspert-fake-raportpolicyjny-antyterrorysta-operator-grom-szturman-snajper-/5203375616370367/

Screen z wpisu na FB:

Lech Kołakowski i 5-tka dla zwierząt.

W końcu ktoś otwarcie powiedział jakie jest nastawienie ludzi. Od czasu pomysłu piątki nie spotkałem ŻADNEJ osoby w moim gronie która by wyraziła się pozytywnie na temat projektu. Żeby było jasne: wielu z nich ma psy, koty, wiele też mieszka na wsi i hoduje zwierzęta. Przypadki patologiczne to tak naprawdę promil jeżeli chodzi o znęcanie się nad zwierzętami – każdy z nas (mówię o posiadaczach zwierząt) nie dopuszcza myśli o przemocy wobec nich. Zbrodniarze robiący krzywdę zwierzętom to promil jakiś zwyrodniałych i chorych psychicznie (najczęściej) ludzi. Żeby temu zapobiegać wystarczy tylko ciut większe zaostrzenie wobec nich prawa i większa czujność pozostałej części społeczeństwa. Ale bez przesady! Nie dajmy się zwariować.

Mogą też wchodzić inne interesy w ramach przemiału chociażby pozostałości zwierzęcych – może to też podprogowa walka o określony rynek przemysłowy. Warto przeanalizować wszystkie aspekty problemu. Wiadomo że Prezes PiS otoczony jest kordonem doradców. Nikt nie zapewni ze 100% pewnością że nie podlegają oni określonemu wpływowi „różnych czynników”.

Obserwując gremialne „przeciw” dla piątki dla zwierząt z różnych stron – szczególnie od moich znajomych i przyjaciół z regionów wiejskich w ogóle nie dziwię się Panu Posłowi Kołakowskiemu, co więcej; w pełni go popieram. Dokładnie przesłuchałem wywiad z nim z RMF – i pomijając „upierdliwość” dziennikarza prowadzącego i jego namolność – odpowiedzi Pana Posła były jak najbardziej racjonalne i dotarł do mnie szczególnie przekaz mówiący wprost: jestem wierny moim wyborcom, którzy mnie wybrali z racji: nie tylko przynależności partyjnej, ale tego co sobą reprezentuję i jak myślę, a także że będę ich wsparciem i pomocą. Tak zrozumiałem jego wypowiedź. Rozumiem też że decyzja nastąpiła w wyniku spotkań z tymi wyborcami. Przez ostatnie tygodnie słyszałem od wielu moich kolegów, znajomych którzy przecież wiedzą pod jakimi barwami startowałem w wyborach – wiele zarzutów wobec tego projektu ustawy. I tak, jak niektórzy w pełni rozumieli, że przecież w żadnej mierze nie odpowiadam za ten projekt jako pomysłodawca czy nawet osoba w jakikolwiek sposób pracująca przy nim (wiedzą że zajmuję się strzelectwem sportowym i problematyką kresową), to były też takie osoby, które tego nie rozumiały. Co więcej; poprzez przynależność partyjną przerzucały na mnie pełna odpowiedzialność za wszystko co ta partia deklaruje w wypowiedziach, ustawach itp.: wprost zarzucały mi jako członkowi partii odpowiedzialność za projekt. Pomijając zupełnie nieuzasadnione i nie trafione podejrzenia, to kierowanie się pomysłami [nazistowskimi] w stylu odpowiedzialności zbiorowej (gęsia skórka; tak jak nigdy nie obwiniałem WSZYSTKICH wyborców PO, czy nawet osób sympatyzujących z tą partią za decyzje podejmowane przez tą partię, kiedy ona rządziła), przyporządkowuje te osoby niejako właśnie takiej ideologii i filozofii, bardzo niehumanitarnej i nieetycznej. Pokazuje też jak ludzie nie rozróżniają rodzajów odpowiedzialności i też wskazuje że nie rozumieją, że mogę być w jakiejś grupie osób (partia, organizacja, stowarzyszenie) zgadzając się z jakąś częścią poglądów, idei, spojrzenia na rzeczywistość reprezentowaną przez tą grupę, ale też i: nie zgadzając się z innymi poglądami czy ideami przez nią reprezentowanymi. Nie jesteśmy maszynkami, robotami. Tylko bardzo niemoralny i nieetyczny człowiek będzie (jak leci) zgadzał się z wszystkimi aspektami działań jakiejś większej grupy ludzkiej nie włączając rozumu czy analizy z uwagi na własnie etykę, moralność czy też szacunek dla innego zdania innej grupy osób – dodam: zdania nie podważającego w zasadzie właśnie etyki i moralności postępowania czy zachowania ludzkiego.

Dlatego też tzw „dyscyplina partyjna” jest dla mnie wymysłem rodem z jakiegoś totalitaryzmu. Każdy ma sumienie i odpowiada przede wszystkim przed samym sobą. Nie można wywierać na niego nacisków niezgodnych z jego własnym sumieniem. Co innego rozumienie problemu – tutaj można próbować przekonać używając jak najlepszej argumentacji. Niestety, często dostrzegam że: myśl zasady sokratejskiej dyskusji – dialogu, jest większości ludzi nie znana. Trudno dyskutować z nimi na argumenty logiczne, rozumowo i racjonalnie, gdy emocje i własne ego, „ja wiem lepiej” – biorą górę. Z kolei jeżeli taka osoba spotka się z zdecydowaną większością swoich wyborców, którzy wprost mu powiedzą że: „to jest złe proszę tego nie popierać” to można nawet przewartościować swoje własne przemyślenia. PiS spodobał się mi z uwagi na to, że jako jedyna partia miał dość samodyscypliny aby zrealizować większość obietnic wyborczych, a co za tym idzie – dał wyraźnie znak że SŁUCHA ludzi (swoich wyborców). CO się wiec teraz stało????

Dlatego podziwiam decyzję Pana Posła jako w pełni własną i podziwiam jego odpowiedzialność wobec tych wyborców którzy mieli odwagę zwrócić mu uwagę w rzeczonej sprawie.

Życzę mu dalszej konsekwentnej walki o prawdę i o trwałość tego, co sobą przede wszystkim reprezentuje jako osoba publiczna – a więc przedstawicielstwo swoich wyborców i wrażliwość na ich zdanie, ich głos.