Pana Tadeusza poznałem w 2008 roku na jednym ze spotkań TMLiKPW. Kilkakrotnie wręczał mi numery „Biuletynu Bukaczowieckiego”, który przygotowywał. Był cichy i skromny. Rozmawialiśmy przy okazji spotkań. Ciągle mam wrażenie, że zbyt rzadko.

Nie da się jednak z wszystkimi, zawsze na każdym spotkaniu rozmawiać. Dlatego tym bardziej, mając w pamięci te krótkie, ale jakże serdeczne wymiany myśli i poglądów z Panem Tadeuszem, postanowiłem stworzyć krótką informację o nim na stronie poświęconej Kresom. Dobrze, że jest to możliwe. Ilu jednak wspaniałych ludzi z Kresów, odchodzi w samotności i zapomnieniu? Ilu odeszło? Rozglądając się dookoła pamiętajmy o tym i zapisujmy, nagrywajmy, wspomnienia. Pan Tadeusz zostawił po sobie nie tylko wspomnienia, ale także wielki dorobek i pracę. Książkę, ponad 60 numerów „Biuletynu Bukaczowieckiego”, a także obraz swojej osoby skromnej, ale zawsze wiernej i pełnej patriotyzmu, w naszych sercach. Mam nadzieję, że nie będę jedynym, który będzie brał przykład z jego postawy, na przyszłe jakże trudne lata dla naszej Ojczyzny.

Poniższy biogram napisała Krystyna Tokarska współautorka książki: „Moje Bukaczowce”.

Piotr Szelągowski


Tadeusz Tomkiewicz urodził się 21 września 1923 roku na Poświerzu koło Bukaczowiec w dawnym woj. stanisławowskim jako syn rolnika. Po wybuchu wojny musiał przerwać naukę w gimnazjum w Stanisławowie. W lutym 1944 roku, w obawie przed bandami UPA – ostrzeżony przez życzliwych sąsiadów, Ukraińców – opuścił rodzinny dom. Jak wielu kresowiaków wygnanych z rodzinnej ziemi, mieszkał przez rok na Podkarpaciu.

Był żołnierzem Armii Krajowej pseud. „Żbik”. Po wojnie, w 1945 roku wstąpił do szkoły lotniczej w Dęblinie, lecz z powodów politycznych nie uzyskał licencji pilota. Ukończył studia geograficzne na Uniwersytecie Poznańskim im. Adama Mickiewicza. Mieszkał w Poznaniu od 1953 roku. Był kartografem, kierownikiem grupy opracowującej mapy topograficzne na terenie całej Polski i wykonującej prace geodezyjne w rejonie Poznania.

Ożenił się; jego córka Ewa i syna Ryszard kontynuują rodzinne tradycje kresowe, bowiem Kresy były niezwykle ważnym elementem Jego życia. Był współzałożycielem „Ogniska Bukaczowczan” skupiającego rozproszonych po kraju i świecie dawnych mieszkańców i sympatyków tego kresowego miasteczka. Współorganizował „Zjazdy Bukaczowczan”. Przez ponad 16. lat redagował (i wspólnie z synem wydawał) kwartalnik „Biuletyn Bukaczowiecki”. Zorganizował wiele wycieczek po drogach i bezdrożach dawnej Rzeczypospolitej – dzięki Niemu mogliśmy zwiedzić i poznać Kresy od Wołynia, przez Podole, Bukowinę po Karpaty Wschodnie a nawet Zofiówkę czy Sienkiewiczowski Chreptiów i Raszków.

Zapamiętamy Go jako niestrudzonego Strażnika Pamięci o Kresach – pamięci, która pomaga zrozumieć i doprowadza do pojednania. Zainicjował inwentaryzację cmentarza i wydanie albumu „Cmentarz w Bukaczowcach”. W 2009 roku wspólnie z Krystyną Tokarską opracował i wydał książkę „Moje Bukaczowce. Dzieje kresowego miasteczka” – monografię ukochanej, utraconej w młodości Ziemi Bukaczowieckiej.

Został wyróżniony honorową odznaką Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, a za wybitne osiągnięcia w działalności na rzecz Kresów otrzymał statuetkę lwa SEMPER FIDELIS. Był czwartym laureatem tego wyróżnienia (po A. Stelmachowskim, A. Przewoźniku i S. Siekierce). Za działalność na rzecz utrwalania zbiorowej pamięci otrzymał złoty medal „Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej” przyznany przez ROPWiM.

Tadeusz Tomkiewicz zmarł 18 marca 2011 roku. Na miejsce ostatniego spoczynku, na Cmentarzu Junikowskim w Poznaniu odprowadziliśmy Go 24 marca. Zostanie w naszych sercach i pamięci jako człowiek szlachetny, otwarty na innych – niezwykle uczynny i skromny.

Z pogrzebu śp Tadeusza Tomkiewicza 24 marca 2011:

Wiersz nad trumną Kresowiaka:


Wspomnienie o Feliksie Sikorskim.
Pan Feliks miły, starszy Pan, niezwykle pogodny i serdeczny, gościł nas, mnie i moją rodzinę u siebie. Wszyscy byliśmy oczarowani tym niezwykle skromnym i pogodnym człowiekiem. Odszedł od nas 3-go listopada. Nie mogłem być na jego pogrzebie, 9-go, ponieważ byłem razem z ks Isakowiczem pełniąc misję i obowiązek głoszenia Prawdy o Ludobójstwie, prawdy której wielu się boi. W tym i kresowian.
Pan Feliks nie należał do tych którzy się bali mówienia Prawdy. Dlatego wiem, że na pewno wybaczył mi moją nieobecność na jego ostatnim pożegnaniu na Ziemi.

Felieton o Panu Feliksie które napisałem kilka lat temu na jego cześć; ocenił je łaskawie, i był z niego bardzo zadowolony. Był to powód do szczególnej satysfakcji i radości z mojej strony:

Feliks Sikorski – Fotografia moja miłość

Pan Feliks należy do Stowarzyszenia Miłośników Lwowa i Kresów południowo-wschodnich. Jest z zamiłowania i pasji fotografem. Z cyfrowym aparatem nie rozstaje się prawie nigdy.

Rocznik 1927 urodzony w Grodnie 20 listopada. Chrzest przyjął w Brzeżanach (ojciec wojskowy często zmieniali miejsce zamieszkania). W 1938 roku rodzina przeprowadza się do Poznania z Lwowa. Sprzedają tam dom i zamieszkują na poznańskiej Wildzie, na ulicy Żupańskiego. Jego ojciec major w stanie spoczynku Franciszek Ksawery Sikorski mieszka w Poznaniu już od roku. Dzięki pomocy kolegi z wojska mającego właśnie w Poznaniu firmę elektryczną, możliwe jest przeprowadzenie jego i rodziny do Wielkopolski. Do tej pory Pan Feliks nie określa tego inaczej jak łutem szczęścia dla rodziny. Po zakończeniu działań wojennych we wrześniu 1939, niecały miesiąc później zostają wysiedleni z mieszkania w Poznaniu, aż do Ostrowca Świętokrzyskiego w kieleckie. Wtedy przepadają wszystkie pamiątki rodzinne, albumy ze zdjęciami i wiele innych cennych rzeczy. Niemcy nie pozwalają wziąć ze sobą niczego. Okres wojny to pomoc dla partyzantki AK w kieleckim i walka o przetrwanie. Z rodziny giną: stryj Pana Feliksa Walerian i jego syn Zbigniew.Ten drugi ginie jeszcze podczas kampanii wrześniowej 16 września w bitwie nad Bzurą jako porucznik artylerii. Jeszcze przed wojną uczył WF-u w tzw. Szkole Ćwiczeń w Poznaniu – jak opowiada Pan Feliks. Z kolei jego ojciec Walerian podpułkownik WP urodzony 1876 roku 18 listopada w Budkach Nieznanowskich koło Brodów, przetrzymywany w obozie w Starobielsku, ginie zastrzelony przez NKWD w Charkowie. Jeszcze przed pierwszą wojną światową zakładał komórki „Sokoła” w Brodach. Tam mieszkali jego rodzice Teofila i Leon. I w Brodach zostali pochowani. Pan Feliks opowiada o poszukiwaniu ich grobów. Kilka lat wstecz szukała ich kuzynka zamieszkała obecnie w Zakopanym. Wie i pamięta te groby, niestety teraz w tych miejscach jest tylko pustka. W słowach fotografa z zamiłowania słychać zadumę i tęsknotę. Przywołanie pamięci o utraconej ojczyźnie miejscach tka odległych bo przecież w większości już nie istniejących, egzystujących jedynie w pamięci ludzkiej nielicznych żyjących jeszcze osób. Może właśnie stąd ta chęć do fotografowania. Ciągle można dostrzec błysk w oku i chęć do dokumentowania każdego wydarzenia jakie rozgrywa się wokoło. To jest pasja. Pan Feliks zawsze z aparatem w ręku czuwa na każdej imprezie w Poznaniu. Ale i nie tylko. Wcześniej zwiedzał liczne zagraniczne niezwykle ciekawe miejsca. Na przykład Nepal. Nie mogę wyjść z podziwu oglądając w jego skromnym mieszkanku w starej kamienicy, dowodów swojej miłości do fotografii, setek i tysięcy zdjęć, dokumentów jego hobby.

I zastanawiam się czy (o ile dożyję) będąc w wieku Pana Sikorskiego, czy też będę mógł chwalić się jakąkolwiek tak silnie zakorzenioną pasją? Czy będę miał dość siły i energii, której wydaje się być nieograniczona ilość w Panu?

Chciałbym bardzo. A na razie serdecznie pozdrawiam Panie Feliksie!

Piotr Szelągowski

Pamiętajmy o nim, niech jego obraz w naszych sercach trwa.