„Wojna jest w nas”.

To podtytuł wywiadu dla „Głosu” z ukraińską studentką z Kijowa. Mówi o Niebieskiej Sotni, o Majdanie. Z pewnością mówi o rosyjskich snajperach. Przepraszam, mówi że snajperzy demonstrowali rosyjskie naszywki. Może oznacza to że byli Rosjanami, a może że stosowali znany wybieg propagandowy podczas wojny – demonstrując emblematy tych których najbardziej boi się druga strona? Kto wie… Jedno jest pewne.
Nawet owa ukraińska studentka dziwiła się dlaczego nasi politycy chcą wysłać żołnierzy na Ukrainę.
Mówi: ” Ukraińcy nie chcą żadnego obcego wojska. Nam brakuje przede wszystkim broni i sprzętu wojskowego a nie ludzi.”
Prosto można wydedukować o co chodzi Ukraińcom takim jak ona. Chcą własnymi rękami przeprowadzić porządki – jak byśmy tego nie nazwali. A to w jaki sposób to zrobią – niech nas to nie interesuje.
Nie powiem żeby wzbudziła moje zaufanie i tymi słowami i swoim wyglądem na zdjęciu.
Należy do tej nielicznej grupy Ukraińców do których nie mam zaufania. Mimo, że uważam Ukraińców za Braci. Aczkolwiek nie wszystkich… szczególnie nie tych którzy lubią stać pod czerwono-czarnymi flagami i wykrzykiwać różne hasła gloryfikujące nacjonalizm i jego przedstawicieli ( Ukrainiec jest moim bratem ).
W tym kontekście końcowe:
„Jeszcze tutaj wrócę” w materiale z „Głosu” brzmi naprawdę złowieszczo.

Chciałoby się powiedzieć odwracając cytowaną powyżej wypowiedź Ukrainki: „Polacy nie potrzebują się angażować w konflikt na Ukrainie. Walczcie sobie, mordujcie się nawzajem. MY chcemy pokoju dla naszych dzieci. Nie chcemy abyście wciągnęli nas w waszą wojnę.”
– może tak by trzeba odpowiedzieć takim wojowniczym Ukraińcom?

Piotr Szelągowski

(Wywiad ukazał się w Głosie Wielkopolskim z dnia 30 stycznia 2015 roku, Magazyn strona 13 pt. „Zaskoczyła ją nasza życzliwość i zauroczyły stare kamienice” – jakże miły i niegroźny tytuł…, żałuję jednak że przeprowadzająca wywiad nie zadała owej Ukraińce pytania o Banderę i nacjonalistów, jakoś tak tej drugiej strony medalu nikt z mediów mainstreamowych nie porusza…, ciekawe dlaczego).

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

3 myśli w temacie “„Wojna jest w nas”.”

  1. Wejście obcych wojsk byłoby im nie na rękę. Oznaczałoby to nieskrępowany wgląd w to co tam się dzieje. Obserwatorów OBWE (jak życie pokazuje), wpuszczą gdzieś, albo pod byle pretekstem nie wpuszczą.
    Broni oni mają dużo. To są zapasy po sowietach jeszcze. Na zdjęciach widać nowiutkie SG-43 jeszcze z II wojny. Przeleżały na zapasach, a teraz po rozkonserwowaniu robią z nich użytek. Oni chcą więcej broni i amunicji, bo wiedzą, że to może latami leżeć i czekać na stosowny moment.
    Dostarczmy im broni, a o jej skuteczności przekonamy się za jakiś czas na własnej skórze.

    1. Nie jesteśmy w sojuszu z Ukrainą. Żadnym. W tej chwili jesteśmy jej potrzebni – z uwagi na naszą „anty-rosyjskość”. Ale nigdy nic nie wiadomo – może dogadają się z Rosjanami?

    2. Dokładnie – problem polega na ciągłym braku zdefiniowania statusu współpracy a co gorsza marginalizowaniu nawet roli Polski. My tymczasem jak ofiary na rzeź – jeżeli w ogóle wysyłać jakieś wyposażenie to za konkretne zobowiązania – co teraz można przeprowadzić – ponieważ to strona ukraińska jest stroną potrzebującą – można dyktować warunki. I to nie chodzi o jakieś zabójcze warunki. Po prostu takie, które będą służyć dalszej współpracy i wyjaśnieniu sytuacji z przeszłości – właśnie teraz jest to konieczne powrót do tematyki Wołynia i wyjaśnienie tej kwestii RAZ NA ZAWSZE.

Możliwość komentowania jest wyłączona.