Dlaczego – nacjonalizm powoduje Ludobójstwo?

Zbliża się 11 lipca rocznica zbrodni Ludobójstwa na Kresach. Obecnie Ukraina jest dotknięta napadem Rosji – okrutną wojną jaka zabija kobiety, dzieci, starców. Czy z tego powodu powinniśmy przestać pamiętać o innej zbrodni przed wieloma laty? Zbrodni jakiej dopuścili się dziadowie obecnych Ukraińców walczących z okupantem. Też na kobietach dzieciach i starcach. O wiele okrutniejszej… Czy gdyby na Niemcy napadła Rosja też zapomnielibyśmy o zbrodni III Rzeszy, o obozach koncentracyjnych? O Hitlerze, Gestapo i morzu innych zbrodni – z których też wynikają zbrodnie nacjonalistów ukraińskich?

Pytanie Panu Markowi Koprowskiemu zadaje Piotr Barełkowski. Pytanie o nacjonalistów ukraińskich o członków OUN-UPA. Nie o Ukraińców, nie o naród ukraiński…:

O książce Zychowicza mówiłem w Arsenale Kultury w Radiu Poznań jak bardzo jest to książka nieprawdziwa w swoich założeniach, co jak widać powyżej potwierdza Marek Koprowski, wspominałem o tym na blogu, dam jednak linka do krytycznej recenzji Zychowicza o której również pisałem:

Link do Arsenału Kultury:

https://radiopoznan.fm/audycja/arsenal-kultury/arsenal-kultury-16-07-2019

Bądźmy też wyczuleni na ukraińskie prowokacje:

https://www.wprost.pl/kraj/10730131/mlodziez-spiewala-utwor-uznawany-za-hymn-upa-sprawa-zainteresowala-sie-prokuratura.html

W rozmowie jest wspomniany były ambasador Mylnyk w Niemczech. Buduje on narrację tłumaczącą zbrodnie UPA na Polakach. Zadaję pytanie: gdzie jest nasza reprezentacja polityczna, kto broni naszej racji stanu w takich okolicznościach?

Potrzeba zmian w prawie dotyczącym posiadania broni.

Jak sama nazwa wskazuje broń służy do obrony. Warto o tym pamiętać. W obecnej sytuacji międzynarodowej staje się jaskrawo widoczną – potrzeba skutecznej obrony narodu, społeczności czy też samej jednostki przed agresją innego totalitarnego narodu. Wydaje się, że jest to oczywiste. Dlaczego wobec tego nic się nie dzieje w temacie poszerzania umiejętności obronnych społeczeństwa jako całości narodowej?

Powodem: moim zdaniem, jest ciągłe rozsiewanie w sposób doskonale „sprytny”, informacji przekazywanych w różnym wymiarze i na różnych płaszczyznach o wszelakich zagrożeniach wynikających z posiadania broni, czy też braku potrzeby jej posiadania, również: udowadniania w sposób oczywisty że przecież: „tylko 20 procent mężczyzn interesuje się posiadaniem broni” i to jak już to tylko sportowej (słowa niejakiego pana Stępki – z tytułami naukowymi, to zupełnie inny temat na zupełnie inną dyskusję) z artykułu w którym udowadnia dość chaotycznie (przeskakując z tematu na temat) sypiąc różnymi danymi, aby uwiarygodnić swoją wypowiedź- że broń to coś strasznego i nic nie daje jej posiadanie, a tak w ogóle to przecież nikt w Polsce nie chce jej posiadać…(?!). – Materiał pisany chyba dla potencjalnych nie orientujących się w sytuacji Czytelników, którzy w ten bełkot są w stanie uwierzyć. Dodam tylko, że najbardziej rozbawiło mnie – przez łzy niejako, argumentowanie owego pana, że przecież: w przyszłym konflikcie zarzuci się nas rakietami, bombami wszelkiego typu i rodzaju, przy tym używa tutaj „magicznych” – nazw fachowych: termobaryczne, powietrzno-paliwowe bomby, tym samym siejąc grozę wśród nieświadomych Czytelników, tylko zostawia jedno bez odpowiedzi: jakoś żadna armia świata nie rozbraja się z broni strzeleckiej z tego powodu, raczej d dokładnie odwrotnie; wprowadza coraz to nowe rodzaje broni strzeleckiej…).

Wracam do informacji o owych magicznych 20% tych co chcą i 80% mężczyzn, którzy.., nie chcą posiadać broni? Chyba to bardziej domysły. Człowiek analizujący materiały (swoje badania? Jakie? Jaki klucz? Jakie pytania zadawał?) na podstawie których wyciągnął te wnioski, został wychowany w PRL-u, pod ciągłą presją zakazu posiadania broni, olbrzymiej i ciągłej indoktrynacji tłoczonej w mózgi społeczeństwa przez komunistyczny aparat rządzący, i nagle tak wychowany człowiek jest w stanie się odciąć od tego korzenia, w jakim się wychował? Ciekawe; czy zna badania, demokraty z USA, kryminologa, profesora Klecka, który zebrał dane dotyczące, uwaga!: nie popełnienia przestępstwa w wyniku – posiadania broni i zademonstrowania jej potencjalnemu napastnikowi. Według danych naukowca eksperta z USA sam fakt zademonstrowania broni, wyciągnięcia jej w skrajnym przypadku powodował że ponad 90% przestępców, czy też potencjalnych przestępców – w skrócie; zrezygnowało z aktu agresji. To tyle jeżeli chodzi o realne aspekty posiadania narzędzia do obrony przed „złym człowiekiem” (szeroko rozumianym), który nadal przecież (w większości) posiada instynkt samozachowawczy.

Wracając do pana „naszego”: kryminologa. Czy w ogóle ten pan dostrzega, potrafi zauważyć że 40 lat okupacji Sowietów w Polsce uczyniło realnym wpojenie Polakom wszelkich zagrożeń, obaw i innych dowodów na to że broń to „czyste zło”. I to się im w dużej mierze udało. Dzięki temu nasi okupanci wyeliminowali najgroźniejszy dla siebie naród w przypadku ponownej chęci zajęcia terytorium Polski. Wiedzieli doskonale (poprzez doświadczenia historyczne, powstania – w tym przede wszystkich Powstanie Styczniowe, walki z Żołnierzami Wyklętymi po wojnie) że z tak wielkimi tradycjami, jakie mają Polacy w działaniach partyzanckich nigdy armia sowiecka, rosyjska, federacyjna nie jest w stanie zapanować nad naszym narodem i krajem. I obmyślili plan. Trzeba przyznać: doskonały…

Trzeba Polakom wmówić wiele kłamstw i fałszywych informacji o broni, trzeba ich zastraszać newsami z USA o domniemanym powszechnym używaniu broni do aktów terrorystycznych, a oczywiście samemu nic sobie z tego nie robić i się zbroić, posiadać broń i epatować nią. I to się ciągle udaje. Pseudo-naukowcy tkwiący mentalnie w tamtych okupacyjnych czasach powielają spreparowane brednie o zagrożeniach wynikających z posiadania broni, czy wszelakich innych danych, które są nieprawdziwe. Broni która ma służyć do obrony. Sam fakt prawie doskonałego (jak w Szwajcarii) przygotowania do obrony – jest w stanie zabezpieczyć dany kraj przed atakiem konwencjonalnym. To przeraża sowieckich – rosyjskich strategów. Oznacza to, że jakiś kraj może być tą metodą nie do zdobycia. Co najwyżej będzie można go spopielić, ale na pewno nie zająć, ponieważ rosyjska przymusowa armia, poza małą ilością specjalnie zindoktrynowanych jednostek typu Specnaz, GRU, czy zbliżonych organizacyjnie i szkoleniowo jednostek, jak się okazuje po tym z czym mamy do czynienia na Ukrainie raczej nie ma ochoty walczyć w imię wszelakich idei kolportowanych przez kacyków sowieckich. Czy do tej grupy społecznej nie docierają rzucane raz po raz zachęty do pozostania przeolbrzymim, przepotężnym i wszechmocnym – mocarstwem rosyjskim? sowieckim? carskim? Jednak samoświadomość mimo potężnej indoktrynacji wzrosła. Straszenie „wojną ojczyźnianą już nie odnosi takiego efektu…Jak wiadomo w czasach II WS sowieckie armie miały szereg narzędzi do kontrolowania społeczeństwa i zmuszania do zaciągu „ludzi sowieckich”, mechanizmy te kontrolowały, aby ci „ludzie sowieccy” chcieli walczyć – głównie z musu. I tu się nic nie zmieniło – może samo przymuszanie lekko ginie w natłoku propagandy, wszelakich niedomówień, lekceważenia własnych obywateli i innych socjotechnik mających za zadanie maksymalne zaciemnienie – o co tak właściwie chodzi.

A chodzi tylko o jedno: aby masa ludzka: sowiecko-rosyjska, ginęła w imię interesów swoich przywódców – w miarę bez szemrania. Na to się niewiele poradzi poza jednym: zdecydowanym odporem, silną obroną i determinacją nie angażowania się we wszelkie działania zbrojne.

Jednakże aby obrona była skuteczna – musimy posiadać właściwe środki do realizowania takich celów. Ciężko się bronić, gołymi rękami lub dwoma egzemplarzami broni strzeleckiej – czasami bardzo różnymi na 100 obrońców. Takie są statystyki. A więc pośrednio udaje się post-sowietom cały czas nas neutralizować, rozbrajając.

Lęki, pseudo naukowe wywody dotyczące braku potrzeby obronności, lewicowe nurty, w końcu wpajanie strachu przed bronią, – realizują swój cel. Kiedy to się może zmienić? Kiedy wymrą ci, którzy działają świadomie lub nie jako „szpiony” wschodu?

Nie chcemy walczyć, nikt nie chce ginąć, zabijać. Są takie dane z armii USA ile osób naprawdę podczas działań wojennych strzelało aby zabić wroga na Pacyfiku. I skąd wynikało tak duże procentowo zużycie amunicji na jednego zabitego Japończyka… Z niechęci do zadawania śmierci. Jak trudno wbrew pozorom namówić zwykłego członka społeczeństwa praktycznie dowolnego narodu, aby zabijać. Długo zastanawiałem się i analizowałem zachowania w Szwajcarii. I uznałem że jest to jednak jedyna droga, aby zapewnić bezpieczeństwo Polsce. Tak jest w świecie zwierzęcym; przyjrzyjmy się zwierzętom. W konfrontacji z innymi zawsze starają się powiększyć w jakikolwiek sposób, stać się groźniejszym i – zbudować wrażenie silniejszych od przeciwnika. Spektakularnym przykładem jest otoczony przez psy- kot. W naszym przypadku – porównując sytuację takich krajów jak np wymieniona wyżej już kilkakrotnie Szwajcaria z systemem szkoleń i szeroką dostępnością do broni, Izrael posiadający broń odstraszającą – atomową, USA chociażby gdzie średnia mówi o ilości 101 sztuk broni na 100 obywateli (plus potężna armia z bronią atomową). Wszyscy idą w tym kierunku. Najmocniej nasi antagoniści, aby nie powiedzieć; wrogowie; Federacja Rosyjska. Tylko my nie. U nas ciągły poklask mają hasła pacyfistyczne, lewicowe. I wszystko jasne. Wysyłamy jasny sygnał: jesteśmy bezbronni.

Dlatego przygotowałem „deskę ostatniego ratunku” – nawołanie do opamiętania się. Konsultując z grupą osób posiadających broń; myśliwych, kolekcjonerów – byłych wojskowych czy policjantów, strzelców sportowych stworzyliśmy 6 postulatów do rozważenia przez rząd, władze; tych co decydują.

Przeczytacie je poniżej:

  1. Wprowadzenie tak zwanej broni obiektowej, bez zezwolenia; do obrony miru domowego. Propozycja dotyczy broni gładkolufowej i długiej broni bocznego zapłonu jako dodatkowej (szczególnie w terenach wiejskich – ta druga).
  2. Sugerowana zmiana statusu posiadania broni strzeleckiej w kontekście obronności kraju, nie jako tylko broni sportowej. Wprowadzenie innego typu pozwolenia o prostszych procedurach opartego na organizacjach proobronnych, gdzie decyzja o przyznaniu pozwolenia opierałaby się tylko i wyłącznie na przynależności do takiej organizacji. A więc zmiana, która może znacząco wpłynąć na nasz odbiór za granicami. Zadziałać odstraszająco. Nawet jeżeli wiązałoby się to z przynależnością TYLKO do takich stowarzyszeń proobronnych a nie pozwoleniem indywidualnym -obecnie znanym jako pozwolenie do ochrony osobistej, zwiększyłoby to świadomość w temacie obronności kraju, ponadto stanowiłoby zaplecze dla służb mundurowych OT i armii zawodowej.
    Kilka przykładów: już teraz mam  wśród moich kolegów takich, którzy; albo rozpoczęli przynależność do Obrony Terytorialnej, będąc strzelcami sportowymi, albo na odwrót: będąc w OT postanowili zainteresować się uzyskaniem pozwolenia sportowego, aby móc być lepszymi na strzelnicy w swoim oddziale. Wiele razy miałem podobne sytuacje ze strony policjantów z którymi rozmawiałem, głównie: zapytania dotyczyły możliwości szkolenia się strzeleckiego.
    Takie pozwolenie nazwijmy: proobronne powinno opiewać (tak samo jak sportowe) na kilka co najmniej sztuk broni, w zależności na przykład: od profilów szkoleniowych w stowarzyszeniach. Powinno się to wiązać z uproszczeniem powstawania takich stowarzyszeń – aby nie podlegały bezpośrednio MON-owi, jeżeli ma to być prawdziwy; społeczny i patriotyczny ruch oddolny, nie można go ograniczać. Doradztwo: tak, kontrola: nie. Powinniśmy postawić na kreatywność naszych obywateli i przede wszystkim, w końcu: zaufać im.
  3. Jak najszybsze doprowadzenie do rozgraniczenia prerogatyw PZSS (Polski Związek Strzelectwa Sportowego) i powołanie do życia nowej organizacji, w której zrzeszano by strzelectwo sportowe dynamiczne, strzelectwo bojowe, kolekcjonerskie i patriotyczne (rekonstrukcyjne, proobronne). Klasyczne strzelectwo sportowe, olimpijskie ma niewiele wspólnego z rodzajami wymienionymi powyżej, a kluczowymi do rozwoju obronności kraju, jak też posiadającymi wiele innych walorów, w tym: również sportowych. W skład tej organizacji wchodziliby członkowie polskich klubów systemów IPSC (International Practical Shooting Confederation), IDPA (International Defensive Pistol Association) i innych. Ta organizacja byłaby doskonałym zapleczem dla obronności kraju z racji wykonywanych szkoleń i zawodów. Można też doprowadzić do rozkruszenia monopolu dotychczas istniejących organizacji (monopol zawsze konotuje złe cechy) wprowadzając przepis, który umożliwia zrzeszanie się działające poza monolitami, a więc stworzenie formuły: dowolne stowarzyszenie o charakterze łowieckim lub strzelectwa sportowego. Zapewni to sporą różnorodność. Dobrym rozwiązaniem byłoby umożliwienie działalnościom gospodarczym wszelakiego rodzaju działalność szkoleniowo-sportowo strzelecką. Dodatkowym atutem takiego rozwiązania są przychody dla Państwa z tytułu podatków.
  4. Jak najszybsze wprowadzenie obowiązkowych szkoleń strzeleckich dla całego społeczeństwa. Tematyka takich szkoleń: bezpieczeństwo i obsługa podstawowych rodzajów broni strzeleckiej. Dla ogromnej większości naszych rodaków strzelectwo to coś całkowicie nieznanego, obcego, a tym samym dla nich wydającego się czymś groźnym czy niebezpiecznym. Dopiero kiedy trafiają na strzelnice, zmienia się ich zdanie. Ponadto w  obliczu zbliżającego się zagrożenia sam dostęp do broni nie rozwiąże problemu, należy jak najszybciej opracować program szkoleń podstawowych, program ten nie powinien być oparty w zamyśle schematu szkoleniowego o wojskowe rozwiązania, które z gruntu są ograniczone do zadań stricte wojskowych, militarnych. Takie szkolenia nie przekonają i nie przybliżą zagadnień związanych ze strzelectwem szerokiemu ogółowi naszych rodaków. Musi to być prosty i funkcjonalny system szkolenia w sposób jak najbardziej przystępny  ma przybliżać, bezpieczeństwo i sposoby posługiwania się różnymi rodzajami broni strzeleckiej (nie; jak w armii, gdzie jest spore ograniczenie szkoleniowe – nie licząc jednostek specjalnych; w zasadzie tylko broń szturmowa i specjalnego przeznaczenia – wyborowa przykładowo).
    Założenie to wynika (i tu znów oprę się na wykładach Pana w-ce ministra MON Romualda Szeremietiewa), że działania OT na terenie bronionym przed wrogim uderzeniem, czy już partyzanckie na terenie zajętym przez wroga, prowadzone mogą być za pomocą bardzo zróżnicowanej broni, takiej jaka w danej chwili jest osiągalna, dostępna.
    Kilka przykładów: Wielokrotnie miałem sposobność uczyć byłych żołnierzy służby zasadniczej posługiwania się różnymi rodzajami  broni krótkiej (w tym pistolety maszynowe), której obsługi a nawet sposobów ładowania magazynków, w ogóle nie znali. W tym systemie szkoleniowym należy oprzeć się na instruktorach cywilnych strzelectwa sportowego, dynamicznego i bojowego, których w kraju mamy nadal zbyt mało. Zaletą ich jest to, że wykonują swoją pracę z pasji strzeleckiej, są bardziej uniwersalni, nie będą też powodować dużego poziomu stresu u swoich potencjalnych uczniów. Mają z nimi lepszy kontakt.
    Nasze zadanie  to przekonać społeczeństwo do idei obronności, ponieważ cały czas funkcjonuje  wpojona za PRL-u obawa przed bronią strzelecką i wszelkimi formami uprawiania sportów proobronnych.  Należy dokonać unifikacji szkoleniowej, stworzenie jak najprostszego programu tych szkoleń, maksymalnie: 2-3 dniowego trybu szkoleniowego. Powinny obowiązywać grupę społeczną w przedziale: 18-60 lat. Kobiety i mężczyzn.
    W ciągu 8 godzin roboczych przygotowuję praktycznie każdego chętnego do podejścia na egzamin patentowy (sportowy)  z dobrym skutkiem. W tym czasie szkoleniowym adept strzela nie tylko z broni bocznego zapłonu, ale też ma możliwość porównania co najmniej kilku rodzajów broni strzeleckiej (centralny zapłon: pistolety, pistolety maszynowe i karabiny). Chodzi o swoiste zróżnicowanie i element oswajający nowicjusza, budujący w nim też pewność siebie w tym co robi. Nie podlega żadnemu powtarzalnym szkoleniu z tego samego rodzaju broni, co jak zauważyłem powoduje zniechęcenie, nie poszerza jego umiejętności, a raczej blokuje dalszy proces szkoleniowy. Nawet oddanie kilku strzałów z broni centralnego zapłonu powoduje u adepta strzelectwa, wiedzę, czego się spodziewać po tego rodzaju broni.
    W zakresie tego typu szkoleń można opracować bardziej zaawansowane, profesjonalne szkolenia dla grupy myśliwych, która jest największa: 132 500 osób. Jest to olbrzymie zaplecze do wykorzystania w celu wzmocnienia naszych możliwości proobronnych. Są to osoby z obyciem strzeleckim w terenie, częstokroć dublujące też pozwolenia sportowe. Warto opracować dla nich specjalny system szkoleń – oczywiście w tym przypadku dobrowolnych.
  5. Zmiana instytucji wydającej pozwolenia na Wojewodę. Przed wojną były to starostwa powiatowe. W obecnej sytuacji (jak zwrócił mi kiedyś uwagę sam policjant, kolega akurat)- instytucja, która prowadzi te procedury [Policja] domyślnie podchodzi do takiego administracyjnego postępowania  – co zaznaczam, jak do postępowania w sprawie „przestępstwa”. Jest to kuriozum ponieważ mamy do czynienia z obywatelami nie karanymi i po odpowiednich badaniach lekarskich. Zaznaczam: wydanie pozwolenia to tryb administracyjny. Proponowane rozwiązanie nawiązuje do stanu prawnego z okresu II RP, podczas gdy obecne unormowania prawne za pokomunistyczną spuścizną z okresu PRL.
  6. Wszystkie osoby korzystające aktywnie z broni strzeleckiej w wyżej wymienionych rodzajach organizacji strzeleckich i posiadające wymienione pozwolenia na broń powinno się na mocy ustawy zakwalifikować jako rezerwę wojskową z uwzględnieniem kategorii zdrowia.
    Są to postulaty zebrane w środowisku strzeleckim z całej Polski, ze strzelcami sportowymi, kolekcjonerskimi, myśliwymi z całej Polski – z którymi się kontaktowałem w ciągu ostatnich paru tygodni.

Wszystkie te postulaty są do zrealizowania; i mogłaby realizacja powyższych (gdyby to się udało) zupełnie zmienić, przede wszystkim; odbiór naszego kraju i faktycznego statusu gotowości do obrony Polski za wszelką cenę – przez Polaków, – zmienić optykę spojrzenia na naszą Ojczyznę przez ewentualnych zewnętrznych agresorów.

Cały „dowcip” polega na tym, aby wygrać wojnę przed jej rozpoczęciem. I tak od lat postępują Szwajcarzy, też USA i Izrael. Stara rzymska maksyma wielokrotnie cytowana przez różnych strategów wojskowości ma się dobrze do dziś, na przykładzie tych krajów: chcesz pokoju szykuj się do wojny, – rozbudowałbym ją do jeszcze jednego zdania: bądź do niej zawsze gotów i dawaj znać o tym fakcie innym.

Pozdrawiam moich Czytelników i życzę im takiego kraju, jako miejsca do zamieszkania.

Dane (oficjalne) Policji dotyczące posiadania broni (około 0,5 procent społeczeństwa polskiego posiada):

https://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/bron/bron-pozwolenia/186394,Bron-pozwolenia.html?fbclid=IwAR0IS2ngQK1lbCwTq4jvL16CAPXkrzxt3lQIbVjQgouOuTLtgm-bqwtctgo

Tekst zamieszczony również:

Wizja napoleońskiego zwycięstwa – Profesor Paweł Wieczorkiewicz.

I znów mamy od czynienia z rozumowym i racjonalnym oglądem śp Profesora. Szczególnie jego uwagi na temat Rosji – bezcenne. Miejsce Rzeczpospolitej doskonale wskazane w koncepcji politycznej Napoleona. I ważna uwaga: to Napoleon doprowadził że Księstwo wystawiło 100 tysięczną armię, co w porównaniu z armią jeszcze wolnej Rzeczpospolitej było olbrzymią różnicą. Jak to jest że autorytet zagraniczny może lepiej wpływać na nas podczas problemów niepodległościowych niż my sami? Czy coś podobnego dzieje się i dziś – w kontekście braku możliwości sprawowania stanowczej i bardzo twardej polityki budowania obronności naszego państwa gdyż jest zbyt wiele opozycji wewnętrznej? I czy to nie ma związku z tym co mówił Profesor w programie wczoraj przeze mnie umieszczonym – o wpływach sowieckich śpiochów na naszą wewnętrzną politykę obronności Kraju?

Paweł Wieczorkiewicz – Pod Prąd.

Poniżej program wbrew pozorom bardzo na czasie. Śp Paweł Wieczorkiewicz. Absolutnie mój „guru” historyków. Słuchałem wiele programów z nim, wiele tematów historycznych omawianych przez niego z bardzo szerokiego zakresu. Ja również zaczynałem moje zainteresowanie historią od marynistyki, bitw morskich II Wojny Światowej. Niedoceniony ekspert wschodu, osoba której wnioski, absolutnie merytoryczne i faktograficzne, precyzyjne wypowiedzi, założenia i tezy powinni do dziś analizować politolodzy zajmujący się wschodem. Sam sposób jego wypowiedzi, wielowątkowej, logicznej, racjonalnej – wykładu naukowego zabarwionego taką dozą ekspresji wciągającej słuchającego w to co mówi naukowiec jest; majsterszykiem.

Proszę dokładnie wysłuchać całości, w pewnym miejscu będzie nawiązanie do obecnej sytuacji pośrednie, jednakże bardzo oczywiste. Inna wypowiedź jaka pojawia się w programie mówi o agenturze sowieckiej i porażce lustracji. Te dwie rzeczy należy łączyć ze sobą, to logiczna konsekwencja. To jeden z programów z jego udziałem który zamierzam pokazać, wcześniej już na blogu pisałem kilkakrotnie o jego badaniach, pracach i wypowiedziach.

Niestety, nigdy go nie poznałem, poznałem za to jego znajomego, też historyka. Miło było usłyszeć potwierdzenie moich obserwacji.

Strategia dla Polski.

Dziś zacytuję kilka ważkich zdań, które potwierdzają, to co chcę od lat powiedzieć poprzez moje wieloletnie zaangażowanie w propagację sportów strzeleckich, nazwijmy je; pro-obronnymi. Poza oczywistymi walorami tych sportów, aspekt budowy obronności państwa, budowy rozumienia jej potrzeby wydaje się oczywisty – dla specjalistów. Niekoniecznie dla społeczeństwa, które w dużej mierze schodzi na manowce obecnego stylu życia i lewicowych nurtów społecznych.

Cytaty pochodzą z wywiadu z Edwardem Luttwak. Ekonomistą, strategiem, historykiem wojskowości. Także: byłym doradcą Prezydenta USA George’a H.W. Busha. Cały tekst ukazał się w nr 38 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze”.

Pierwszy cytat:

… Co zrobili Szwedzi po tym, gdy Rosjanie zaanektowali Krym? […] wprowadzili obowiązkową służbę wojskową…

Można zadać pytanie: dlaczego? Tym bardziej, jak tłumaczy ekspert, decyzję podejmował najbardziej lewicowy w historii rząd Szwecji. Nie wydał przy tym żadnych oświadczeń, a jedynie na godzinę zastanawiał się (dyskusja) podczas procedowania obowiązku w parlamencie nad: długością trwania służby wojskowej.

Odpowiedź na moje pytanie wydaje się oczywista; ekspert z USA dostrzegł zagrożenie.

Inny cytat pobudzający do silnych refleksji i zahaczający już bezpośrednio o problematykę polskiej obronności:

„Zamiast tego Polska powinna rozwijać system obrony narodowej”

Celowo wyeksponowałem dokładnie to zdanie. Część wypowiedzi poprzedzającej owo zdanie, mówiła o całkowitym bezsensie budowy fregat, kupna śmigłowców bojowych czy samolotów typu F35. I innych widocznych, aczkolwiek wcale niekoniecznie skutecznych elementów wyposażenia armii i obronności kraju. Nasuwa się mi bolesne spostrzeżenie z okresu dwudziestolecia międzywojennego gdzie budowaliśmy niszczyciele, które uciekły do Anglii (wg założonego planu, który przewidywał że i tak okręty te nie będą w stanie skutecznie walczyć na Bałtyku), samoloty bombowe, które nie miały odpowiednich lotnisk do tego żeby wystartować z pełnym ładunkiem bomb i inne działania, które nie był zbyt logiczne mimo przewidywań zawartych w książce Sikorskiego „przyszła Wojna”. Pisał ją jednak wróg obozu sanacyjnego, dlatego nie można była jej brać pod uwagę. Z grubsza w największym skrócie jak powinien wyglądać sposób obrony Rzeczpospolitej wtedy? Abstrahując od właściwego i konsekwentnego zbudowania umów sojuszniczych, pieniądze należałoby przeznaczyć w lotnictwie np: na myśliwce chroniące przestrzeń powietrzną przed atakami, samoloty tzw liniowe łączące elementy wsparcia pola walki i rozpoznania (samolotów typowo szturmowych i bombardujących jeszcze wtedy nie było), w jak największej ilości, rozbudowę sieci lotnisk polowych, aby nie można było za szybko zniszczyć tego lotnictwa z powietrza. Jak najlepsze wyposażenie żołnierzy w broń strzelecką przeorganizowanie standardowych dywizji piechoty w dywizje zmotoryzowane nasycone już od poziomu drużyny w broń maszynową i stworzenie jak największej ilości szybkich lekkich dywizji pancernych z dużą ilością czołgów lekkich wsparcia piechoty i takich, które zdolne byłyby niszczyć czołgi przeciwnika. Może tak powinno to wtedy wyglądać. Dlaczego o tym pisze w kontekście obecnej sytuacji powołując się na cytat Pana Luttwag? Ponieważ chcę podkreślić wspomniany już wyżej błąd jaki popełniamy wydając pieniądze na modernizację armii, która nic nie da. Czego może bać się agresor ze wschodu? Zwartej odpowiedzi całego społeczeństwa na atak, zwartej skoordynowanej i jednomyślnej. Popartej wyszkoleniem i właściwym indywidualnym uzbrojeniem. Tym o czym mówił w 1999 roku wtedy wiceminister MON Romuald Szeremietiew: Obrona Terytorialna. Plan zaczął rozwijać jednak politycy PO go zamknęli po kilku latach. Został niedawno wznowiony. Należy jednak pamiętać że od 1999 roku byłby już wdrażany i funkcjonowałby 22 lata. Winę za to że tak nie jest ponoszą politycy PO. Bylibyśmy 22 lata „do przodu” w temacie obrony narodowej, można by tak rzec.

W materiale dalej padają przykłady. Przykład fiński jest szczególnie znamienny. I tu kolej na kolejny króciutki cytat:

„…Właściwie wszyscy mają broń, przynajmniej nóż. Po co? Nie po to, żeby bronić granicy, lecz po to, by zabijać Rosjan…”

Mowa tutaj o Finach. Finowie zmienili swoje prawo tak, że każda organizacja zajmująca się czymkolwiek związanym z bronią strzelecką staje się rezerwą wojskową. Oficjalnie 650 tysięcy Finów to rezerwa armii. Do tego absolutnie każdy przechodzi szkolenie wojskowe. Pół roczne. Osobiście uważam że nie jesteśmy jeszcze do tego gotowi, głównie poprzez głęboko zakorzenione w społeczeństwie negatywne uwarunkowania dotyczące broni strzeleckiej tkwiące nadal od czasu zakończenia 40 letniej okupacji sowieckiej. Opieram to na moich licznych rozmowach z rodakami. To ile zostało nawet młodym ludziom nie pamiętającym reżimu czerwonych polskich komunistów w PRL, przekazane w mentalności chociażby rodziców, kulturze społecznej na ten temat – przeraża. Sowieci bardzo o to się postarali. Wiedzą czym grożą polskie siły partyzanckie. Wiedzą też, że nie mają metody na walkę z takimi oddziałami; z partyzantką na poziomie całego społeczeństwa, więc wszelkimi środkami starają się „zniechęcić” nasze społeczeństwo – być może: poprzez nadal zakotwiczonych tu swoich „agentów wpływu”. Zniechęcają nas do rozbudowy obrony narodowej. Wielu też jest tzw „pożytecznych idiotów” mówiących o bezcelowości szkoleń w kontekście konfrontacji z bronią nuklearną. To jest widowiskowa i spektakularna teoria, jednakże pozbawiona wszelkiego realizmu. Czy faktycznie tak się dzieje, że państwa posiadające na wyposażeniu swoich armii broń atomową rezygnują ze szkoleń strzeleckich? Broń atomowa to ostateczność, straszak swoistego rodzaju służący do osiągania celów politycznych. Faktycznie, kiedy zostanie użyty, wtedy niewielu na świecie będzie miało cokolwiek do powiedzenia. Co jednak ma to wspólnego z próbą odbudowania imperium przez Putina? Jak widzimy na Ukrainie właśnie opór społeczeństwa daje największą siłę stopującą armię Federacji Rosyjskiej. Jak długo to będzie się działo zależy od wielu czynników. Chociażby od tego, czy napadający zdecydują się użyć wszystkich sił. Wtedy jednak pojawi się wiele czynników destabilizujących, również wewnętrznych. Czy stać Putina na taką decyzję? Gdzie zapędzi go zwykła ludzka zależność od sukcesu? Którego już teraz jak widać – nie osiągnie łatwym i tanim kosztem, jak się to wydawało na początku. W tej chwili armia FR jest mało zorganizowane, źle poprowadziła ofensywę, poborowi często z różnych stron Rosji (widziałem ukraińskie filmiki z przesłuchań jeńców z obwodu irkuckiego), nie chcą walczyć i ginąć, są młodzi i zdezorientowani. Jednakże stopniowa eskalacja konfliktu doprowadzi do jego samo-napędzenia. Coraz większa ilość ofiar ze strony żołnierzy rosyjskich będzie powodowała utwardzenie ich stanowiska, postaw i zachowania, a nawet chęć indywidualnej zemsty za swoich kolegów może zacząć dominować. Może to grozić usztywnieniem stanowiska i poglądu na wojnę (za wojną) części rosyjskiego społeczeństwa. Dlatego może dobrym rozwiązaniem byłoby oddanie zdemoralizowanych jeńców np któremuś z państw europejskich i nagłośnienie wywiadów z nimi, że wielu z nich żyje i nie chciało walczyć. Te informacje, o ile dotrą do rodzin w FR, mogą znacząco zmienić odbiór konfliktu w Rosji. Wydaje się że taka metoda walki z zakusami Putina za pomocą podburzenia przeciw nim jego własnego społeczeństwa ma spore szanse odniesienia sukcesu.

Wracając raz jeszcze do bardzo ciekawego wywiadu, którego małe fragmenty zacytowałem w moim wpisie, a który polecam wszystkim interesującym się zagadnieniem. Poruszony jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt i to mocno wprost:

„… O jakich zobowiązaniach sojuszniczych pan mówi? Nikt nie zamierza bronić Polski…”

Tak to jest główny problem. Chcemy wierzyć że traktaty sojusznicze nas obronią, a my spokojnie będziemy sobie jeść pizzę w knajpie, gdy żołnierze NATO staną w obronie Polski. Ale; co podpowiada nam historia (w końcu jak się wydaje po to właśnie ta nauka istnieje; aby móc odwoływać się do przeszłości i wyciągać z niej wnioski…)?

Że tak się nie stanie. Patrząc na rok 1939, gdy w Anglii pierwszego września ważniejsze były rozgrywki Wimbledonu niż…wojna w Polsce. I tak też się właśnie stało. Wojna nie okazała się sprawą najważniejszą wtedy, gdy jeszcze można było ją; być może – w miarę szybko zakończyć. Zresztą i Anglia i Francja nie były przygotowane materiałowo i mentalnie do wojny, do ataku na Niemcy w 1939 roku. Nie wiem, nie wyobrażam sobie co mogłoby ich zapędzić za Ren… Ale na pewno nie była to ginąca Rzeczpospolita.

Jednak nie zwalajmy winy na sojuszników tym bardziej teraz. Nauczmy się w końcu na historii, że powinniśmy ufać i wierzyć tylko sobie. Stare proste w przekazie przysłowie mówi: „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”.

Weźmy to sobie głęboko do serca i zacznijmy szkolić naród w jego dobrze pojętym, własnym interesie. W myśl strategii Szwajcarii, która bardziej zrozumiale i obrazowo znaczy mniej więcej tyle:

Wystrasz przeciwnika swoim przygotowaniem, to on ciebie (prawdopodobnie) nie zaatakuje.

I chciałbym właśnie to spróbować przekazać naszym władzom; nie kosztowne projekty restrukturyzacji armii, dające naszym generałom radość z wykonywanej pracy i odbieranych wynagrodzeń za złudne poczucie bezpieczeństwa, ale świadomość całego narodu, że to w nim tkwi siła zdolna do odstraszenia każdego przeciwnika – nie samym byciem, ale przygotowaniem i umiejętnościami, a także wszech-ogólnym posiadaniem właściwych narzędzi, dopiero te czynniki i świadomość obywatelska o konieczności ich zastosowania gwarantują pokój.

Źródła cytatów:

https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-luttwak-macie-cztery-miesiace.html?fbclid=IwAR0AjzwtSN6W4F7HBYQLL2T9O3e5kNHkxZyahF3J7_mie-Aqx-ckq9njMsc

Poniżej filmik z YT nieźle omawiający obecną sytuację na Ukrainie, na poziomie strategiczno-operacyjno wojskowym, fajnie wyjaśniający stan sił poszczególnych stron konfliktu, możliwości (niestety na niekorzyść Ukrainy), błędy atakującego, głownie w rozpoznaniu polityczno-społecznym zakładające słabość ukraińskiego społeczeństwa. Atak pełnymi siłami na Ukrainę moim zdaniem był niemożliwy ze względów politycznych. To co się stało, okazało się bardzo daleko niewystarczające. Polecam:

Jest jeszcze jeden wniosek wynikający z tej analizy na filmiku powyżej i też moich przemyśleń po tygodniu trwania walki: stało się coś, co spowodowało że wbrew wszelkim założeniom analityków i strategów Putin wydał rozkaz ataku. I to jest niepokojące. Co było tego powodem? Tak naprawdę? Jakieś domniemanie graniczące z pewnością że się uda mimo wszystko osiągnąć założone cele? Jakie są tego przesłanki? I jakie są tak naprawdę cele tego ruchu militarnego, poza oczywistymi?

Na foto ilustrującym wpis: ja sam ubrany w replikę munduru Wehrmachtu. W tych mundurach (zdobycznych) walczyło wielu partyzantów i powstańców warszawskich. Oby nie musiał być taki nasz los – obecnie, że ci którzy przeżyją atak będą musieli cokolwiek zdobywać dla swojej obrony, bo państwo o to nie zadbało wcześniej.

Bandyci „partyzanci” – Kulawy. Obraz okupacji, której nie znamy…

Organizacja Miecz i Pług. Bardzo specyficzna. Czy mogli zostawić złą sławę dla wojska polskiego, splamić polski mundur? Czy komuniści mogli wykorzystać działania tej i innych band dla podkoloryzowania po wojnie działań patriotycznych organizacji, aby te postawić w złym świetle? Bandyci napadali na młyny we wsiach, składy żywności, szkodzili polskiej ludności. Nie walczyli z Niemcami, ponieważ nie o to im chodziło. Chodziło o kradzież, przeżycie i proceder bandycki. Jednocześnie założyli płaszcz patrioty. Polski mundur z 1939 roku, biało czerwona-opaska. Któż mógł wiedzieć z kim ma do czynienia? A potem powstają mity. Można zwalić czy to na AK czy też na NSZ dowolną zbrodnię. Jak doskonale można manipulować historią po wojnie przez nowego komunistycznego okupanta wykorzystując sieć organizacji bandyckich, które przecież musiały funkcjonować w całej okupowanej Polsce. Ponieważ nie ma próżni. W społeczeństwie poza większością ludzi (nazwijmy tak) neutralnych, były oczywiście dwie skrajności: wybitnych, patriotycznych i odwrotnie; na drugim biegunie, tych którzy moralnie stoją najniżej, szukają łatwego łupu, kosztem swoich rodaków. Jak łatwo stworzyć właściwy propagandowy przekaz, którym można oczernić kogo się chce i przy okazji sterować umysłami obywateli. Każde kłamstwo posiadające cechy prawdy ma jeszcze większe szanse zakorzenienia w przekazie medialnym. I tak się stało. Komuniści wykorzystali sytuację.

Polecam wysłuchanie opowieści o bandytach którzy podszywali się pod patriotów. Przedstawiam podcast Wojenne Historie.

Wojtek Siudmak – „Diuna”, 13 cegieł, i inne…

Znalazłem kilka materiałów z lat gdy spotkałem się z artystą Wojtkiem Siudmakiem, Oczywiście przez lata podziwiałem jego twórczość,  szczególnie wtedy jego grafiki do wydań „Diuny” w Rebisie, jednak nie wiedziałem że na jego sercu leży też prawda i historia jego rodzimej miejscowości. Wieluń miasto które jako pierwsze zostało zbombardowane podczas II Wojny Światowej.
Przy okazji wystawy jego prac w Poznaniu spotkaliśmy się razem z moją żoną i długo rozmawialiśmy. Efektem były wpisy na blogu jakich dokonałem. A także zaangażowanie w jak najszersze poinformowanie znajomych i Przyjaciół o filmie mówiącym o zbrodni na bezbronnym mieście. 

W jednej z moich podróży spotkałem się też z realizatorami filmu, aby móc im uścisnąć dłoń i pogratulować.

Raz jeszcze wielkie podziękowania dla Artysty za wrażliwość, serce i zaangażowanie w walkę o Prawdę.

Polecam też nr „fantastyki” w której jest wywiad z Wojtkiem Siudmakiem.

77 lat minęło od zdrady ostatecznej.

Jałta, to wtedy gdy Anglicy i USA padły ostatecznie na kolana przed Sowiecką Rosją. Do dziś nie umieją sie do tego przyznać.

Materiał Profesora Kornata ze strony dzieje.pl wyjaśnia dobitnie na czym ta zdrada polegała:

Umowy jałtańskie nie obiecywały Polsce niewoli, ale nie dawały środków wywalczenia niepodległości, takich jak wolne wybory, których przeprowadzenie powierzały rządowi zdominowanemu przez komunistów …”

Całość na:

https://dzieje.pl/wideo/prof-kornat-umowy-z-jalty-pozbawialy-polske-niepodleglosci

i jeszcze jeden ciekawy link uzupełniający:

Gorzkie owoce zdrady