Кракен ссылка кракен ссылка Кракен онион кракен онион

Najnowsze doniesienia. Wojna na Ukrainie.

Według materiału opublikowanego przez medium RMF 24

Ukraina utraciła ponad 19% terytorium swojego kraju.

W materiale powołują się autorzy na DeepState (https://pl.wikipedia.org/wiki/DeepStateMap.Live)

Straty ludzkie po obu stronach tak naprawdę nie są dokładnie znane. Jest wiele stron internetowych informujących o nich. Są też strony takie jak poniższa informujące o zaginionych:

https://ualosses.org/en/soldiers

Informacje są też o stronie przeciwnej. Szacowane straty ludzkie Rosjan:

https://en.zona.media/article/2025/12/19/casualties_eng-trl

Strona, która pokazuje wojnę na Ukrainie jako mapę ze szczegółowymi informacjami dotyczącymi konfliktu:

https://acleddata.com/monitor/ukraine-conflict-monitor

Wszystkie te informacje mogą pomóc nam uzmysłowić jak straszna i okrutna jest wojna.

Dobro i zło – w kontekście postępowania ludzkiego.

Ostatnio, miałem taką rozmowę, gdzie pewna osoba próbowała wyjaśnić, usprawiedliwić, dostrzec? – dobro, w pewnej postaci historycznej, czyniącej zło (mordującej i przyzwalającej na mord). Motywowała to tym, że owa postać czyniła też i dobrze w innych sytuacjach walcząc z miłości do swojego narodu, budując jego drogę do niepodległości.

Mordowała jednak inne osoby, z innych narodowości – nawet całkowicie niewinne, nie wnoszące żadnego sprzeciwu co do istnienia narodu, z jakiego pochodził ów morderca. Zdarzało się też mordować jemu osoby, ze swojej narodowości, które inaczej widziały drogę do niepodległości tegoż narodu, czy też wprost nie zgadzały się z drogą, owego mordercy, uznając ideologię, która stawia ów naród ponad inne – za złą.

Czy w związku z takimi działaniami, złe czyny owej osoby dają się zredukować przez czyny dobre na rzecz swojego narodu? Jeszcze inaczej: czy można taką osobę mającą na sumieniu śmierć niewinnych, mordowanych w imię istnienia swojego narodu – nazwać: nie do końca złą, a może nawet i w jakiś sposób próbować tłumaczyć ją ze złych uczynków?

Takie pytanie stawiam, jak widzicie ten problem etyczno-moralny?

Przy okazji zaznaczam, że nigdy nie twierdziłem, że: ktokolwiek jest całkowicie zły czy dobry. Przy okazji (krótkiej) rozmowy z interlokutorem, nie miałem okazji o tym wspomnieć, gdyż od razu założył, na nie potwierdzonych przesłankach, że „chcielibyście widzieć w nich tylko złych”, nie wysłuchując jakichkolwiek argumentów w dyskusji. Czy to w ogóle była dyskusja? To inna kwestia. Pewne osoby, nie umieją dostrzec możliwości wymiany poglądów w jakimkolwiek formacie. To oczywiście zupełnie osobny problem komunikacyjny. Założenia „z góry” takich, a nie innych wniosków strony przeciwnej, czy też sposobów ich myślenia, zakładają brak komunikacji, która mogłaby prowadzić do jakiegokolwiek konsensusu. To dość prymitywna forma obrony swoich racji; narzucanie sposobów myślenia drugiej stronie i odmawianie jej uczestnictwa w dyskusji. Osobnym problemem jest to z czego wynikają takie zachowania: z braku kultury, logicznego myślenia, czy też może obawy o to, że bronione tezy, argumentacje posiadają wady logiczne, moralne i etyczne.

Wracając do głównej tezy, zależy mi na próbie odpowiedzi na pytanie czy faktycznie złe czyny (morderstwa) mogą być usprawiedliwiane ideą wyższą?

Pytanie o to czy ktoś jest z gruntu zły czy dobry uważam za niezasadne. Ponieważ, wydaje się że nie ma całkowicie złych ludzi i całkowicie dobrych. Tego stwierdzenia jednak interlokutor nie usłyszał, ponieważ nie chciał dopuścić mnie do głosu, gdyż takie stwierdzenie z mojej strony, zbiłoby go z jego z góry upatrzonych pozycji, których celem było stwierdzenie, że ja zakładam; że taka osoba musi być bezwzględnie (moralnie) zła.

A więc: można usprawiedliwiać zbrodnie osoby [popełniającej złe czyny – morderstwa, świadomie i z pogardą dla statutu ludzkiego istnienia], czy nie można; – jakimiś dobrymi czynami, w dalszej przyszłości popełnianymi dla dobra swojego narodu, a kosztem innego?

Takie dwa filmiki z YT dla porównania dobra i zła.

Strefa Gazy; strefa Ludobójstwa.

Niestety, ale to prawda. Ofiarami padają osoby cywilne; kobiety, dzieci. Przez 20 lat potępiam zbrodnie ukraińskie na polskich, żydowskich, ormiańskich, czeskich, cygańskich ukraińskich (też! około 80 tys zamordowanych Ukraińców przez swoich rodaków) i innych cywilach, jakie popełniali nacjonaliści ukraińscy w okresie II Wojny Światowej i po niej. Dlatego nie mogę milczeć. Nie można obwiniać niewinnych za zbrodnie kogoś innego. Nie można obwiniać i karać dzieci za zbrodnie dorosłych.

Do tego jednak sprowadzają się działania państwa izraelskiego krytykowane zresztą przez samych Izraelitów. Każda krytyka tego państwa wiąże się z odium oskarżenia o żydożerwstwo, antysemityzm. Jakże to??? Mówienie prawdy staje się zbrodnią?

Doświadczył tego nawet Cezary Pazura. Posłuchajcie:

Tego nie trzeba komentować. Ale też nie powinniśmy przechodzić mimo takich słów i stawać jasno po stronie prawdy. Jeżeli nie możemy mówić prawdy, to co dalej? Jeżeli nie możemy wyrażać naszej jasnej opinii – moralnie i etycznie uzasadnionej – to jak będzie wyglądał świat zakneblowany? Gdzie nie będzie można bronić słabszego? Niewinnego? Dziecka???

https://www.niedziela.pl/artykul/177965/nd/Strefa-Gazy-Strefa-smierci

Wojsko Polskie na Ukrainę? Nigdy!

Ciągle słyszy się o takich pomysłach wyskakujących z kuluarów różnych partii politycznych, (być może) na bazie jakiś pozakulisowych uzgodnień ze stroną ukraińską. Kto chce zrobić z Polaków mięso armatnie?

I tu jest pies pogrzebany. Wg różnych wyliczeń podawanych w mediach (też internetowych, które wydają się dla mnie bardziej wiarygodne, bo mniej manipulowane), mogło zostać zabitych, rannych, zaginionych, wziętych do niewoli żołnierzy ukraińskich nawet do półtora miliona. Danych drugiej strony nie znamy. Dodatkowo mamy do czynienia z konfliktem, który trwa od 2014 roku, jest bardzo mocno (przez obydwie strony) emocjonalnie manipulowany. Brak skruchy i wyrzeczenia się nacjonalistycznych korzeni i współpracy z III Rzeszą przez ukraińskie władze, jest brutalnie wykorzystywany przez Rosję, która od początku stosuje retorykę kontynuacji rozliczeń za wojnę ojczyźnianą – jak Sowieci nazywali IIWS – i ta nomenklatura nazewnicza istnieje do dziś, z dużym podtekstem emocjonalnym (praktycznie w każdej rodzinie w ZSRR ktoś w tej wojnie zginął). Dlatego pamięć o ofiarach wojny ojczyźnianej jest bardzo silna mimo upływu czasu. Wykorzystywanie przez niektóre ukraińskie oddziały symboliki nazistowskiej (runy SS itp), nagłaśniane zresztą przez światowe media, dają doskonały powód do ataku, w którym są traktowane jako dowody kontynuacji polityki z tamtego wojennego czasu. Nawiązywanie do Bandery, Doncowa i innych nacjonalistów ukraińskich, ich gloryfikacja na części Ukrainy, daje Rosjanom broń do ręki. Broń niezbędną i nieodzowną – propagandową, aby promować wojnę z Ukrainą jako konieczność.

W związku z używaniem neo-nazistowskiej retoryki uważam, że łatwiej („dzięki” nie wyrzeczeniu się ukraińskich elit politycznych, ciągle używanego etosu nacjonalistycznego) jest manipulować społeczeństwem rosyjskim, aby ponosiło praktycznie każdą ofiarę krwi – jako zemsty za tamte ofiary. Zaciętość, nienawiść, chęć zemsty; tutaj kłaniają się elementy teorii cywilizacji turańskiej – F. Konecznego. Zainteresowanych odsyłam do jego pism na temat teorii cywilizacji, uznawanych na całym świecie – poza Polską. O to zadbali już sami Sowieci, niszcząc większość jego dzieł w bibliotekach polskich, po drugiej wojnie światowej.

W tym samym kręgu cywilizacyjnym znajduje się niestety Ukraina i trzeba to jasno napisać; działania na froncie od samego początku cechują się bardzo dużą brutalnością po obu stronach. Dostępny jest na YT bardzo ciekawy materiał to omawiający:

Założenie (jakkolwiek nonsensowne) udziału naszych wojsk w jakiejkolwiek formie jest z gruntu błędne: powoduje bowiem włączenie całego Sojuszu do wojny na Ukrainie, a to oznacza że jesteśmy o krok od wojny globalnej. Tylko szaleniec poszedłby w tą stronę. Zresztą na niecały tydzień przed rozpoczęciem w tej wojnie (tak zwanej) Operacji specjalnej; USA i Anglia wycofali wszystkich swoich oficjalnych doradców wojskowych, aby nie doszło do (przypadkowego nawet) ich zabicia i powstania przez to trudnego i niebezpiecznego precedensu. Krótkie dwa cytaty z materiału: „…Anglicy i USA wycofują wojska z Ukrainy, wstrzymanie lotów…” i „… fotki ekranu TV z czarnymi obwódkami podkreślającymi informacje na pasku o wycofaniu żołnierzy Anglii i USA z Ukrainy. TYM BARDZIEJ: my jako kraj w sojuszu NATO, w żadnym wypadku nie powinniśmy się angażować; w żaden sposób militarnie. Tego typu informacje mówiące o wycofywaniu żołnierzy, wstrzymywaniu lotów nad Ukrainą, to jasny sygnał że UE, NATO i USA odpuściły Ukrainę. TO po prostu zachęta dla Rosji…” Całość: https://bezprzesady.com/aktualnosci/ukraina-a-polska Wtedy jeszcze nie wiedziałem (i nikt nie wiedział) że służby już znały być może nawet termin rozpoczęcia operacji specjalnej przez Rosję. Tak to wygląda realnie. Sprawdza się teoria „mięsa armatniego” i całkowitej obojętności na bilans ofiar. Gdziekolwiek.

Poniżej foto ekranu TV informujące kilka dni przed rozpoczęciem operacji specjalnej o wycofywaniu z terenu Ukrainy żołnierzy państw NATO.

Dlatego, pamiętajmy: jakiekolwiek próby poprze tworzenie rozporządzeń, ustaw o udziale Polski w tej wojnie, pod jakimkolwiek pretekstem (najczęściej zapewne pojawią się górnolotne słowa o obronie Ojczyzny itp), to świadoma manipulacja, która ma za zadanie tylko jedno: przekonać społeczeństwo z reguły poprzez wytworzenie strachu, o konieczności takich działań.

Powoływanie np „pod broń” (do służby w regularnej armii) członków środowisk strzeleckich to absurd i kuriozum. Członkowie ci bowiem posiadają umiejętności obchodzenia się z różnymi rodzajami broni, na poziomie ogólnym, można by określić: sportowo-rekreacyjnym. Zapewne, niektóre elementy tych umiejętności, mogą zostać wykorzystane do obrony miru domowego, ograniczonej obrony dywersyjnej ( u wąskiej grupy osób posiadających w swoich zbiorach broń szturmową), nie mylmy jednak kategorii tych osób: stawianie znaku równości między wojskiem regularnym a nimi to poważny błąd. Z mojego doświadczenia większość z tych osób nie nadaje się do jakiejkolwiek regularnej służby wojskowej i będzie stanowiła tylko obciążenie (specyficzne indywidualne cechy strzelców), ale też i brak odpowiednich umiejętności, krótko: strzelanie sportowe to nie jest strzelanie bojowe. Broń typowo sportowa jednostrzałowa zasadniczo różni się od broni szturmowej. Szkolenie musi być przeprowadzone pod kątem bojowego użycia broni przeznaczonej do działań wojskowych. Wielokrotnie w swoich wypowiedziach podkreślałem, że znaczenie dla wojska ci ludzie mają pod kątem obycia z bronią strzelecką (złamania lęków wnikających z ponad 40 letniego prania umysłów dotyczącego posiadania broni przez cywilów). Niejednokrotnie się spotykałem z takimi lękami i objawami lęków na różny sposób demonstrowanymi przez zawodników, potem też opowiadanymi przez nich. W tym sensie wszelakie szklenia strzeleckie, które sugerowałem mają większy sens. Nie w sensie użycia jakichkolwiek elementów szkoleniowych zaczerpniętych ze szkoleń cywilnych – sportowych. Jest bardzo mała ilość strzelców sportowych posiadających broń szturmową (która, jako broń sportowa, ma wprowadzone modyfikacje powodujące, że nie można jej wykorzystać w pełni na polu walki – możliwość strzelania tylko ogniem pojedynczym).

Wszelkie pomysły prowadzące do wykorzystania tej grupy strzelców na polu walki to ich zabójstwo. Zrobienie z nich mięsa armatniego.

Grupa faktycznie umiejąca coś więcej i interesująca się powinna być wyłoniona w sposób dobrowolny jako ochotnicy do służby w oddziałach WOT czy liniowych. Pozostali mogliby skutecznie propagować, czy pomagać w szkoleniach pozostałej części społeczeństwa. I nic więcej.

Dodatkowy powód jest oczywisty: wiek, choroby przewlekłe, brak szkoleń wojskowych (spora część nie miała takiego obowiązku). Sam jednak fakt umiejętności posługiwania się bronią i informacja, że potrafią te osoby broń posiadaną wykorzystać do obrony miru domowego już dużo daje w kontekście prostych działań na poziomie Obrony Cywilnej.

Karol Nawrocki zanim został prezydentem RP, już w toku kampanii wyborczej jasno zadeklarował: „Nie wyślę polskich żołnierzy na Ukrainę„.

Mam też nadzieję, że nie wyśle Polaków, strzelców sportowych, myśliwych, wszelkich innych w szeregi jakichkolwiek militarnych formacji, chyba że sami zainteresowanie się do nich zgłoszą. Gdyż takie działania, jak wyżej napisałem w argumentacji będą całkowicie bez sensu i będą miały cechy zabójstwa na polu walki; stworzenia z tych ludzi tzw.: mięsa armatniego.

Powtarzam: znaczna część tych osób strzela dla przyjemności ćwiczenia sportów strzeleckich. Nie zakłada swojego udziału w jakichkolwiek działaniach wojennych, nie ma nawet takich umiejętności; co najwyżej niektórzy z nich przewidują, że być może odeprą jakieś bandyckie działania, napady itp w zakresie obrony miru domowego.

Wszelkie działania, szczególnie rządzącej koalicji, do wprowadzenia takich przepisów, będą oznaczały nie liczenie się ze społeczeństwem, z większością narodu polskiego i wystawienie części tego narodu na potencjalną eksterminację na ewentualnym polu walki.

Na koniec warto odwołać się do deklaracji naszego obecnego Prezydenta, którą cytowałem powyżej:

Wojna domowa – „Civil War”. 2024. Przyszłość USA?

Ostatnio oglądałem Kilka trailerów filmu z 2024 roku pod powyższym tytułem. Także kilka recenzji. Wszystko wskazuje na to że obywateli USA zaczyna gnębić choroba nacjonalizmu i rasizmu? Chyba zaczynają się denerwować na … k…ych u siebie w kraju. Ale jak to jest? Czy ich kraj nie jest stworzony właśnie przez nich? Współtworzony na pewno. No to spójrzmy na trailery wieszczące zagładę.

Przedsmak był już kilka lat temu i wcale nie była to fantastyka:

To jak, co sądzicie?

Poniżej pierwsza zapowiedź filmu:

Gdzie zmierza Europa?

Nadesłane z wysp, kolega podesłał.

„Stara Europa jest opanowana przez złudzenia. Obudź się, zanim będzie za późno

Zachód żyje w krainie fantazji, gdzie wszystko jest za darmo. Nasi przyjaciele patrzą na to z przerażeniem, nasi wrogowie z radością.

Matthew Syed

Niedziela, 8 grudnia 2024, 12:01, The Sunday Times

To, co najbardziej zdumiewać będzie przyszłych historyków, to jak głośno dzwoniły dzwony alarmowe. Francja, Wielka Brytania i Niemcy — wielkie filary starego porządku europejskiego — rozpadają się. Reszta świata (a mam rodzinę i przyjaciół niemal w każdym zakątku, w tym w krajach o najszybciej rozwijających się gospodarkach) dostrzega to, mówi o tym i, szczerze mówiąc, jest tym zaskoczona.

Po upadku koalicji Scholza, wyrzuceniu Michela Barniera i absurdalnym wznowieniu kariery Sir Keira Starmera w zeszłym tygodniu, zauważyłem, że jeden z użytkowników X napisał: „To jak oglądanie upadku Rzymu, ale z Wi-Fi”. Oczywiście to trochę przesadzone, ale to, co zdumiewa tego komentatora obserwującego z wnętrza budowli, to jak niezdolni są ludzie starej Europy do zdiagnozowania gnicia, nie mówiąc już o jego rozwiązaniu.

Francja jest doskonałym przykładem. Słuchałem debaty z udziałem trzech ekspertów, w tym dziennikarza z Le Monde, którzy próbowali zrozumieć upadek premiera i możliwy koniec Emmanuel’a Macrona, a cała rozmowa przypominała fragment „Alicji w Krainie Czarów”. Z spokojem (i nie bez inteligencji) mówili o porządku konstytucyjnym, polaryzacji i wzroście „skrajnych” partii, ale nie zdawali się dostrzegać ani nawet przeczuwali prawdziwej przyczyny problemów. To nie ma nic wspólnego z lewicą czy prawicą, Macronem czy Le Pen, Piątą Republiką czy podziałami społecznymi. Problem leży w ludziach we Francji — w demos, jeśli chcesz.

• Jak Francja się rozpadła: gorzko, napuchnięta i obwiniająca Macrona

Francja, widzisz, miała rządy lewicowe, prawicowe i wszelkie pomiędzy, a przez pięć dekad realizowała polityki zadziwiającej spójności. Od 1974 roku państwo prowadziło deficyty fiskalne każdego roku. A powód tego jest oczywisty dla wszystkich, oprócz, jak się zdaje, tych żyjących w świecie marzeń. To trwała i niezmienna wola Francuzów, by żyć ponad stan; cieszyć się rosnącym dobrobytem, wydatkami socjalnymi i dotacjami, jednocześnie opierając się wyższym podatkom, dłuższym godzinom pracy i odkładanym emeryturom, które są potrzebne, by je sfinansować. Dług publiczny wynosi teraz 120 procent PKB.

Jest na to słowo, i to właśnie to, co starali się przekazać tacy historycy jak Spengler i Gibbon w swoich opisach dynamiki upadku cywilizacji: złudzenie. Plan budżetowy Barniera, dość anemiczny, zakładał jedynie obniżenie deficytu z 6 procent do 5 procent PKB, ale nawet to wywołało gromy oburzenia. Parlamentarzyści — mówiący w imieniu elektoratu, który w każdej części popadł w stan chronicznego poczucia uprawnień — odpowiedzieli gromkim „non!”. Więc dług będzie rósł, populacja będzie się starzeć, stosunek zależności będzie się kurczyć, a dowiemy się, jak głęboka jest ta królicza nora dopiero, gdy nieuchronny kryzys długu wybuchnie, z potencjalnie katastrofalnymi konsekwencjami dla Francji, Europy, a jeśli do tego czasu wojna z rewansjonistycznymi mocarstwami stanie się nieuchronna, także dla świata.

Elektorat brytyjski jest, jeśli nie bardziej, to równie oderwany od rzeczywistości. Podobnie jak Francuzi, my lubimy obwiniać „bezużytecznych” polityków, system wyborczy czy członkostwo w różnych blokach handlowych, ale to głównie rozproszenie uwagi od faktu, że wyborcy stali się coraz bardziej oderwani od empirycznej rzeczywistości; wyborcy, którzy (jak konsekwentnie pokazują badania) domagają się skandynawskich usług publicznych przy amerykańskim poziomie opodatkowania, lśniącej nowej infrastruktury energetycznej, ale nie w moim podwórku, nowych mieszkań, ale przy zachowaniu prawa do weta na poziomie lokalnym, i potrójnie zabezpieczonych emerytur, ale nie rachunku. Spójrz na nasz słaby wzrost, przerażająco drogie rachunki za energię i rosnące płatności odsetek od długu przewyższające wydatki na obronę, i podziwiaj cud demokracji. To logiczna konsekwencja wyborów wyborczych — cecha naszego systemu, a nie wada.

Niemcy mają ten sam podstawowy problem, choć z niemieckim akcentem. Naród Bismarckowskiego realizmu przez 30 lat oszukiwał Amerykę, państwo, od którego zależy jego obrona, jednocześnie kolaborując z państwem, które najbardziej zagraża jego bezpieczeństwu: z Rosją. Kolejni przywódcy obejmowali ten strategiczny schemat Ponziego, ponieważ pozwalał im manipulować danymi o wzroście, zlecając koszty ochrony, jednocześnie opierając się na tanim rosyjskim gazie, który Putin bezwzględnie wykorzystał, by osłabić europejską determinację w obliczu coraz bardziej haniebnych aktów przemocy. Upadek koalicji Scholza nie jest przyczyną problemu; to tylko objaw. Podobnie jak Francja i Wielka Brytania, Niemcy to stary naród (choć zjednoczony dopiero pod koniec XIX wieku), który popadł w świat marzeń.

A oto co widzi świat patrząc na nas: cywilizację, która utraciła te cechy, które napędzały jej wzrost. Etyka pracy. Realizm. Inspirujące ukierunkowanie na przyszłość. Dziś Wielka Brytania przewodniczy coraz większej liczbie osób korzystających z renty inwalidzkiej, podczas gdy niemal nie debatuje się o (nie)przystawalności tego rozwiązania. Statystyki Światowego Banku sprzed kilku lat (choć kontrowersyjne) sugerują, że Europa ma 10 procent światowej populacji, 30 procent gospodarki i 58 procent wydatków na ochronę socjalną.

Czytając niedawno o związkach zawodowych sektora publicznego, które ogłaszają „prawo” do czterodniowego tygodnia pracy mimo spadającej produktywności (a nasi wrogowie pracują ciężej i dłużej), nie mogłem nie zastanowić się nad pracami historyka i generała Sir Johna Glubba. W „Losie imperiów” zauważył on, że to właśnie w chwili szczytowej wrażliwości kalifatu Abbasydów w IX-wiecznym Bagdadzie — po przejęciu władzy przez wojsko i groźbie bankructwa — ludzie zażądali krótszego tygodnia pracy.

Patrzenie na resztę świata tylko potęguje poczucie narastającego nierealizmu w starej Europie. Indie mogą być biedne i sparaliżowane przez niesprawiedliwy system kastowy, ale budują jak szalone i są zdecydowane stać się dominującą potęgą. Wietnam to państwo jednopartyjne, ale przyciągające ogromne inwestycje technologiczne i rozwijające się szybciej niż Anglia w XIX wieku. Polska i Rumunia były przez wieki zapadłymi dziurami, ale czują, że ich czas nadchodzi. Jedziesz do tych krajów i słyszysz, jak ludzie mówią nie o prawach i przywilejach, ale o odpowiedzialnościach i obowiązkach — i obronie. Nie patrzą w lusterko wsteczne ani nie chowają się w zbolałej winie za dawne historie, ale odważnie sięgają w przyszłość, w sposób, który jest tak namacalny, że można to poczuć.

Chciałbym dodać trzy dodatkowe uwagi, które ze względu na ograniczoną przestrzeń nie mogą być szerzej omówione. Niekontrolowana imigracja — legalna i nielegalna — pogłębiła problemy Europy, ale ta polityka nie była wolą ludu. Całkowita porażka w kontrolowaniu granic nie była wyrazem demokracji, lecz jej największym nowoczesnym zdradzieckim czynem — i będzie miała swoje konsekwencje przez dekady. Warto także zauważyć biurokratyczne nadmierne ingerencje instytucji UE oraz coraz bardziej widoczne oznaki korupcji — tego również nie można pominąć w żadnej analizie europejskich trudności. Nie można również pominąć coraz bardziej bezczelnego transferu majątków superbogatych, którzy wykorzystują instytucjonalną wartość Europy, aby zabezpieczyć ogromne bogactwo, jednocześnie uchylając się od swoich zobowiązań podatkowych.

Mam nadzieję, że możliwe jest dostrzeganie tych problemów i głębokie rozmyślanie nad tym, jak się z nimi zmierzyć, a jednocześnie zrozumienie głównej myśli tego artykułu. Stara Europa pozostaje wielką potęgą i (moim zdaniem) najlepszym miejscem na świecie do życia, ale jej mieszkańcy popadli w świat marzeń, z którego muszą się obudzić, inaczej świat wyprzedzi nas. A my zostaniemy — z naszą winą, wojnami kulturowymi i filmikami z kotami — zastanawiając się, jak to możliwe, że do tego doszło.”

Tłumaczenie: Chat GPT

Źródło:

https://www.thetimes.com/article/153f0f46-3be6-4b90-8131-e8d0315a9f90?shareToken=e83f3cc6ca69b4f90a5150bb1354aa47&fbclid=IwY2xjawHCxQVleHRuA2FlbQIxMQABHU6p3k5Ys0ah7Dai-Wv5joLIu89llFtjCW9l4RgtfCFwMHiPIZQrOod0fA_aem_p1296FSyuhhl50dLJetm9g

Ilustracja – Bez mała jedna z wizji SF… Kto wie co się wydarzy…

Czym jest pacyfizm?

Nie mylmy z rozbrojeniem i nieumiejętnością obrony.

ZA PWN:

pacyfizm

1. «pogląd głoszący konieczność zaprzestania i niewszczynania wojen»

2. «ruch społeczno-polityczny działający na rzecz utrzymania pokoju, potępiający wszystkie wojny bez względu na ich przyczyny i charakter»

https://sjp.pwn.pl/szukaj/pacyfizm.html

Dyskusja na temat sprzeciwu przeciw wszelkim działaniom wojennym jest w mojej opinii jednoznaczna. Wojna to najwyższe zło. Śmierć niewinnych; kobiet, dzieci, mężczyzn nie chcących podnieść ręki na innego człowieka. Wolna wola człowieka doprowadza do aberracji tego typu – nienawiści do innych ludzi, narodów, krajów. Żądań w stosunku do tychże. Od skali mikro do makro – gdzie makro: to jest wojna światowa. Dopóki człowiek naprawdę nie zrozumie miłości bezwarunkowej i przyjmie ją w swojej wolnej woli, będzie tak.

Można się zastanowić, czy chcemy się bronić fizycznie, psychicznie czy w jakikolwiek sposób przed agresorami. I tutaj znów wchodzi decyzja wynikająca z wolnej woli. Każdy ma prawo poddać się agresji drugiego i być pobity, zgwałcony, wykorzystany, zabity; lub też stawić opór: bronić się, rękoma, słowami, narzędziami służącymi do obrony. To jest jego wolna wola – jego wybór.

Nie mylmy jednak tego z pojęciem pacyfizmu. Pojęciem mówiącym o sprzeciwie przeciw wojnie. Zresztą pojęciem wykorzystywanym często przez agresorów dla osłabienia zdolności obronnych danego kraju, aby go łatwiej podbić. Tak właśnie robiło imperium sowieckie wspierając pacyfistyczne ruchy na zachodzie i w USA, a jednocześnie brojąc się i szykując do globalnego ataku według doktryny wojennej obowiązującej w obozie komunistycznym. Taki zmanipulowany, udawany duch pacyfizmu wykorzystywany w dokładnie odwrotnym celu.

Tak więc: obrona konieczna – wynikająca z wolnej woli – lub jej brak nie ma nic wspólnego z ruchem pacyfistycznym w latach 60-70-80-tych wspieranym skrycie przez imperium sowieckie dla osłabienia celu jakim były państwa zachodnie na czele z USA.

Nie mylmy pojęć.

Jak w słowach na krzyżu z cmentarza górczyńskiego w Poznaniu: „Zło dobrem Zwycięża” (ks Popiełuszko), tak my starajmy się to robić co dzień w skali mikro.

Co to jest demokracja bezpośrednia?

Zdarzyło się mi ostatnio dość często rozmawiać o tym terminie. W większości był on niezrozumiany przez moich interlokutorów.

Przypomnijmy definicję:

„Demokracja bezpośrednia (z greckiego demos = lud oraz kratos = władza, czyli bezpośrednie rządy ludu) – system polityczny, w którym decyzje podejmuje się przez głosowanie ludowe (plebiscyt, referendum), w którym wziąć udział mogą wszyscy obywatele uprawnieni do głosowania.”

Sposób sprawowania władzy, w którym decyzje podejmowane są bezpośrednio przez ogół wyborców bez pośrednictwa jakichkolwiek organów państwowych.

Dla bardziej zainteresowanych link: https://prawo.uni.wroc.pl/sites/default/files/students-resources/PK%20%20Prezentacja%20Demokracja%20bezpośrednia.pdf

Krótki cytat jak można wywołać referendum:

Może zostać zarządzone przez:

  1. Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej
    połowy ustawowej liczby posłów lub Prezydent Rzeczypospolitej za
    zgodą Senatu wyrażoną bezwzględną większością głosów w
    obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. (forma
    uchwały, z własnej inicjatywy lub na wniosek senatu, rady ministrów
    lub grupy co najmniej 500 tys. obywateli).
  2. Prezydenta Rzeczypospolitej za zgodą Senatu wyrażoną
    bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy
    ustawowej liczby senatorów.(w formie postanowienia)
  3. Referendum zarządzone przez Sejm z inicjatywy obywateli, nie
    może dotyczyć problematyki wydatków i dochodów, obronności
    państwa amnestii

Od lat chciałbym, aby to właśnie naród wyrażał swoje zdanie i opinię na temat tego co ma się dziać w państwie. Wcześniej szanse był na to znikome. Zbieranie nawet pół miliona czy miliona podpisów pod petycją z przed lat w pewnej bardzo drażliwej sprawie dotyczącej pójścia dzieci o rok wcześniej do szkół – odbiło się absolutnie bez echa u [wtedy] rządzących. Nie podjęli wyzwania narodu i nie zarządzili referendum. („…w listopadzie ub. roku Sejm odrzucił obywatelski wniosek stowarzyszenia o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum edukacyjnego. Pod tym wnioskiem podpisało się prawie milion osób. Debata nad nim pokazała, że spośród pięciu pytań, jakie autorzy wniosku chcieli zadać obywatelom, najważniejsze dotyczyło właśnie zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków….” link: https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/842477,podpisy-ws-szesciolatkow-zlozone-w-sejmie.html)

Z kolei zarządzone referendum w sprawie okręgów jednomandatowych zostało przez praktycznie wszystkie siły polityczne w kraju zmarginalizowane poprzez skuteczne ataki polityczne. Udział wzięło 8% uprawnionych.

Wczoraj znów mieliśmy szansę jako naród wyrazić swój pogląd, swoją wolę – bez jakichkolwiek analiz przynależności partyjnych (spróbujmy abstrahować od tych podziałów). Partia rządząca zgodziła się na referendum. Pytania zostały sformułowane w oparciu o podnoszone społecznie problemy – także przez opozycję. Okazało się, że pytania nie odpowiadają oczekiwaniom, pytanie kogo: – społeczeństwa? A może opozycji?

Osobiście uważam że pytania jakie by nie były ułożone przez partię rządzącą – byłyby odrzucone przez opozycję właśnie z tego względu że układała je ich przeciwniczka polityczna. Dlatego proponowałem wielu moim dyskutantom nie koncentrować się na samej treści pytań, czy też ich wartości logicznej – mówiłem o niepowtarzalnej możliwości doprowadzenia do tego, że referendum w końcu w tym kraju stałoby się faktem. I jakakolwiek partia rządząca musiałaby się liczyć z wolą narodu. Niestety, emocje i manipulacje, które nie koncentrowały się na logice – bardziej na jej braku (w pytaniach – ja czegoś takiego nie dostrzegłem, był to pytania poruszające problemy poruszane w przestrzeni publicznej od lat) – jak próbowała udowodnić opozycja, doprowadziły do tego że społeczeństwo w ogromnej większości nie zrozumiało swojej szansy. Bezpośredniego wpływu na wybranych przez nich samych – rządzących. Oznajmienia swojej woli. Gdyby w końcu referendum przekroczyłoby 50% w tym kraju, można by było powiedzieć że: naród wyraził swoją wolę.

Niestety naród wolał ulec propagandzie, która uderzyła w podstawę demokracji bezpośredniej – samostanowienie narodu. Pod pretekstem stronniczości pytań, prostoty, „głupoty” nawet (jak niektórzy mówili – co mnie osobiście zaskakiwało, odniosę się do tego poniżej), emocje doprowadziły do upadku referendum, czyli możliwości wskazania że jednak ten naród w taki czy inny sposób chce decydować o sobie. Wygrały za i przeciw – tej czy innej opcji politycznej, a naród zapomniał że przecież sam wybrał te opcje. Mimo moich sugestii, że kwestie wyboru politycznego są daleko poniżej tego problemu, większość wiązała ściśle swoje wybory polityczne z udziałem w wydarzeniu demokratycznym – gdzie stawaliby się podmiotem wydawania określonych decyzji politycznych dla rządu. Faktycznym decydentem.

Jednak nie dorośliśmy do poziomu decydowania o sobie. Ręce zacierają tylko ci, którym zależało, aby naród w kwestiach: trafnie czy mniej trafnie – wyrażonych w pytaniach referendalnych nie wypowiedział się wiążąco.

A teraz zastanówmy się chociażby nad jednym z pytań. Pytanie dotyczące alokacji uchodźców. Dlaczego akurat to? Ponieważ 4 lata temu znakomita większość osób z którymi rozmawiałem głosowała na partię rządzącą właśnie dlatego aby nie dopuścić do alokacji, której wielkim „miłośnikiem” była opozycja – ulegając naciskom rządu unijnego i stojącym za tym rządem innych sił. Cóż się stało że osoby te przestały chcieć nie wpuszczać uchodźców z alokacji do Polski?

Otrzymywałem np takie odpowiedzi: Afera wizowa. TO miałoby być wyjaśnienie dla nie zagłosowania w referendum. Ponieważ partia rządząca jakoś wpuszczała uchodźców fałszując wizy. Przepraszam: partia rządząca? Czy urzędnicy? A jeżeli urzędnicy robili to bez porozumienia z górą (co jest chyba oczywiste) to trzeba by ustalić, czy byli członkami partii rządzącej czy może wręcz przeciwnie? A może byli w ogóle bezpartyjni i robili to z tzw. niskich pobudek? Ile takich afer miało miejsce wcześniej – za poprzednich władz? Czy fakt naruszania prawa przez osoby które chciały osiągnąć korzyści materialne – ma jakiklwiek związek z ogólnym założeniem, że ktoś jednak nie zgadza się na alokowanie bliżej nie znanych „uchodźców” do Polski, którzy jak przecież wiemy stanowią poważny problem dla krajów zachodnich. Czy to jest argument? Afera wizowa? Ile z tych osób, które tym sposobem zdobyły wizy do Polski było przestępcami? Ile z tych osób nie posiadało środków do życia? I w końcu ile ich tak naprawdę było? Nie zauważyłem aby ktokolwiek z osób z którymi rozmawiałem zadał sobie takie pytania – nie mówiąc już o szukaniem odpowiedzi. Wg tego co ja odnalazłem – w Aferze wizowej wpuszczono około 400 nielegalnych imigrantów, którzy zapłacili za przyspieszenie otrzymania wiz do Polski (w dużej ich części). My tymczasem mówimy o tysiącach czy dziesiątkach tysięcy niezweryfikowanych imigrantów przebywających w ośrodkach dla uchodźców (nie integrujących się i oczekujących tylko zapomogi) na terenie całej Europy. Jakich imigrantów? Nie wiemy nic o nich – kim są, jakie mają prawdziwe cele…

Dodam, że podnoszono też w dyskusjach, że w ogóle ilość imigrantów zwiększyła się w Polsce. Imigranci przybywający do nas z Azji dostają wizę o pracę obwarowaną szeregiem obostrzeń i jest to wiza dość krótko terminowa. Rozmawiając z restauratorem, który na takie wizy zatrudnia kucharzy dowiedziałem się, że taki kucharz z Kazachstanu (np) – może pracować tylko w tym konkretnie określonym miejscu pracy, i po około pół roku musi wrócić do siebie, aby ponownie starać się o nową krótkoterminową wizę do pracy. Jeżeli naruszy warunki takiej wizy zostanie deportowany i szansa otrzymania jej ponownie jest w zasadzie zerowa.

Oczywiście zostaje jeszcze kwestia imigrantów z Ukrainy. Jest ich sporo. Są to faktyczni uchodźcy wojenni. Czy też bierzemy ich pod uwagę? Ile osób dostrzega obciążenia wynikające dla państwa udzielaniem dla nich pomocy? I w końcu: co z tym zrobić – brać pod uwagę w zastanawianiu się przy odpowiedzi na pytanie?

Oczywiście można by było zaproponować inne pytania. Ale czy ktokolwiek je zaproponował? Bardziej trafne, dotyczące np: Czy chcemy ponosić koszty pomocy imigrantom/uchodźcom z dowolnego kraju świata? Czy chcemy ich przyjmować?

Jakoś nie natrafiłem na jakiekolwiek propozycje innych pytań. Była tylko krytyka tych zaproponowanych. Powtarzam: będąc na miejscu opozycji krytykowałbym WSZYSTKIE jakiekolwiek pytania partii rządzącej. Z uwagi na strategię. Jeżeli takiej krytyki by nie było, oznaczałoby to że opozycja zgadza się w jakimś stopniu z pytaniami, a tym samym w sferze podświadomej z partią rządzącą.

Przyznam się szczerze, że jakiekolwiek by były pytania, sądzę że byłoby sporo ekspertów – specjalistów językowych, którzy w zależności od zadania problemu logicznie umotywowaliby „za” lub „przeciw” każdemu z takich pytań. Zawsze znajdzie się ktoś, który jest „za” czy też „przeciw” danemu problemowi czy zagadnieniu. Nie ma nigdy stuprocentowej zgodności nawet w kwestiach ostatecznych takich jak życie ludzkie i prawo do tego życia (aborcja, kara śmierci) Reszta zależy od tego ilu osobom zależy aby podważyć tą czy inną deklarację (negatyw/pozytyw) dotyczącą dyskutowanego zagadnienia. Tym bardziej będzie to dotyczyło innych spraw. Dlatego rozstrzygającą formą może być przejaw demokracji bezpośredniej – referendum. Gdzie decyduje większość. Jeżeli odbieramy sobie sami do tego prawo, oznacza to że zgadzamy się aby inni za nas decydowali. I raz jeszcze apeluję do bezemocjonalnej analizy (już przecież po fakcie) i bezstronnego rozważenia, abstrahując od treści logicznej pytań: czy powinniśmy jako naród doprowadzić w końcu do przeforsowania poprzez udział ponad 50% w referendum, aby mieć legitymację na przyszłość że jednak potrafimy się wypowiedzieć jako naród w sprawach wspólnych.

Ciekawostką jest że przed ustanowieniem pytań referendalnych, wiele osób z którymi rozmawiałem było przeciw jakimkolwiek uchodźcom, zżymało się na nadmierną pomoc finansową uchodźcom ukraińskim, „ozusowanie” ich (ustawa PO z 2014 roku – prawo do polskiej emerytury), wręczenie peseli itp, słyszałem też głosy niepokoju osób obserwujących wydarzenia z uchodźcami we Francji czy Niemczech – zabójstwa na obywatelach tych państw popełniane przez imigrantów. Czyżby emocje potrafiły tak skutecznie zaślepić racjonalną analizę dotyczącą problemu? Może warto by było rozpisać nowe referendum na temat – chociażby udziału uchodźców stacjonujących na terenie Polski (wszystkich narodowości) w przestępczości. Ciężko trafić na takie dane. Mogłyby być jednak bardzo ciekawe gdyby porównałoby się je z rodzimą przestępczością. Następnie można by było porównać przestępczość z innych krajów pod kątem udziału imigrantów. Kiedyś miałem takie informacje z pracy naukowej pewnej osoby analizującej ilość przestępców muzułmańskich odbywających kary więzienia w Anglii. Pytanie tylko jaka siła polityczna w ogóle będzie miała chęć przeprowadzić takie badanie. Ponadto referendum samo w sobie jeżeli chodzi o oddolną organizacje nie jest łatwym zadaniem. Musi być wielu wolontariuszy zajmujących się zbiórką podpisów, z reguł zawsze stoi za tym jakaś siła polityczna. A więc zawsze będzie grupa która z przyczyn czysto politycznych będzie na „nie”. Jak wiemy istnieje coś takiego w sejmie jak przymus głosowania partyjnego. I tutaj też podobnie – z tym że na luźniejszej zasadzie.

Mieliśmy szansę doprowadzić do ważności referendum – jako woli narodu. I następny rząd musiałby się odnieść do tej woli. W ostatnich latach kilka prób utworzenia referendów spaliło na panewce o czym wspominałem wyżej.

Obawiam się, że tym samym ponowne storpedowanie takiej możliwości wypowiedzenia się narodu w Referendum, co się właśnie stało – nie wyjdzie nam jako narodowi i społeczeństwu na dobre. Tracimy możliwość wyboru w sposób bezpośredni oddając decyzyjność politykom, którzy – jak czasami nam się wydaje mówią tak jak [chyba] myślimy.

Ale czy: na pewno? Kto podda się takiej refleksji brawa dla niego.

Pomocne linki:

W Szwajcarii nie ma wymogu kworum. Wystarczy, że większość głosujących będzie „za” lub „przeciw”, by referendum przyniosło rozstrzygnięcie. Kto nie głosuje, nie decyduje. :

https://www.money.pl/gospodarka/republika-referendalna-szwajcarzy-glosowali-juz-208-razy-i-traktuja-to-bardziej-niz-serio-6931495150594976a.html

Afery korupcyjne na Ukrainie.

Jak podaje m.censor.net, jedna Pani która reprezentowała straż graniczną na Ukrainie, pojechała sobie na Nowy Rok do Paryża, bo po co męczyć się w kraju ogarniętym wojną. Fotki tej Pani w Paryżu w linku z censor.net poniżej – też zadają sobie Ukraińcy pytanie, skąd kasa na te wyjazdy (fotki robią wrażenie)…

https://m.censor.net/ua/photo_news/3392075/presofitserka_dpsu_plantovska_pokazala_yak_vidpochyvala_u_paryji_pid_chas_viyiny_pislya_krytyky_poobitsyala

A poniżej generał, który ma chatkę za…6 mln dolarów, w gotówce też trochę zaskórniaków uzbierał; 585 tys $ i 380 tys Euro. A…i jeszcze jakieś 40 mln Hrywien…

A wojna trwa… kacapy się cieszą…