Gdybyśmy wszyscy na świecie zaczęli nagle prawdziwie kochać bliźniego, a więc: martwić się o drugiego człowieka, troszczyć się o innych, szanować starszych, słabszych i w ogóle wszystkich to co by się stało?
Znikłyby wszystkie konflikty, ponieważ osoba kochająca innego człowieka, pełna pokory w swojej miłości do niego, szacunku i trosce nie mogłaby mu zrobić krzywdy. Znikłyby wszystkie powody do walki z drugim człowiekiem.
Powodem dlaczego tak się nie dzieje, jest nasza wolna wola. To my decydujemy co myśleć o drugim człowieku. To nasze zdanie musi górować nad zdaniem innej osoby, nawet tej najbliższej. Stawianie siebie w centrum, pewność, że tylko my mamy monopol na wiedzę i prawdę. I wolna wola do objawiania tego, kreowania naszego bycia, naszego „ja”, na zewnątrz. Słowa i czyny. Przede wszystkim słowa, bo czyny zaczynają się od werbalizacji myśli, decyzji, aby ona zaczęły się stawać.
Ludobójcze działania nacjonalistów ukraińskich trwały już od początku 1939 roku. Był dokonane zbrodnie na żołnierzach września pojedynczych mieszkańcach i rodzinach polskich, które nacjonaliści w chaosie wojny wrześniowej dokonali. Następnie w myśl zbrodniczej ideologii Dmytro Doncowa głównego ideologa nacjonalizmu ukraińskiego rozpoczęto w różnym czasie i stopniu eksterminację.
Była to ludobójcza czystka nie tylko Polaków, jednak to naszych rodaków najwięcej zginęło, bo byliśmy największą grupą narodową. Należy wymienić jako niektóre z narodowości: Czechów, Ormian, Cyganów, Rumunów, Węgrów, też i Niemców. Ginęli sami Ukraińcy i to jeszcze długo po wojnie mordowani przez nacjonalistów chociażby za brak zgody na ich ideologię. Mordowano też komunistów i ich rodziny. Rosjan.
Celem była i nienawiść etniczna chęć wybicia wszystkich „innych” (inaczej myślących, innych narodowości) na danych terenach, ale też był to efekt chorej ideologii nienawiści zawartej w tezach integralnego nacjonalizmu ukraińskiego.
Ważne jest pamiętać że nie było zgody w większości narodu ukraińskiego na te działania. Nie tylko dotyczyło to Sprawiedliwych, którzy ratowali Polaków. Dla całej wschodniej Ukrainy i wtedy i obecnie była to chora pro-nazistowska ideologia oparta na nienawiści do ludzi. Antyludzka.
W tym roku Wielkopolskie Stowarzyszenie Kresowe wyprodukowało prezent dla wszystkich którzy chcą upamiętniać ten czas i kultywować pamięć o ofiarach. Taki jest cel koszulki rocznicowej. Żaden inny pamięć o zbrodni i ofiarach. I przestroga.
Modlimy się w intencji ludzkiego życia, jego ochrony, szacunku dla niego w każdym okresie trwania. To głęboko etyczna i moralna intencja. W czasach nam najnowszych jednak przez coraz większą liczbę osób jest to wartość podważana.
Dlaczego tak się dzieje? Zastanów się – może właśnie ta intencja będzie początkiem Twojego „przewrotu kopernikańskiego”.
Obrona ludzkiego życia, to też nie tylko obrona przed narodzeniem i pod koniec życia (przed eutanazją), ale także walka z wszelkimi konfliktami zbrojnymi, które są szczególnym brakiem szacunku dla Życia. Przed wojną. Są to jednak złe owoce; nienawiści, chęci zysku, manipulacji – ludzkich nieprawości, czasami błędów. Jednak w przeważających przypadkach to celowe działanie osób, grup, organizacji.
Wytykajmy te działania, brońmy i strzeżmy ludzi i ich życia.
Nasze zeszłoroczne spotkanie z Prezesem Fundacji ks Tomaszem Kancelarczykiem w ramach działań Diakoni Życia w DK archidiecezji poznańskiej zaowocowało aktywacją akcji: „Paczuszka dla Maluszka”. Finałem tej akcji było wczorajsze zawiezienie zgromadzonych darów do wybranej placówki: Hospicjum sióstr Elżbietanek w Złotowie. Z żoną tylko koordynowaliśmy zbiórkę, staraliśmy się namówić jak najwięcej znajomych i parafian do pomocy, dzięki zgodzie ks Proboszcza Jacka udało się akcję uruchomić. Następnie udało się pożyczyć większe auto i zgromadzone dary wczoraj dostarczyliśmy do hospicjum. Mamy nadzieję, że trochę ułatwią one pracę tej placówki. Warto pamiętać, że to nie tylko raz w roku – możemy pomagać. Starajmy się pamiętać o potrzebujących i o tych, którzy oddają swój czas i siły aby otoczyć ich opieką i sercem, dają największy dar – miłość do drugiego człowieka. Wielki szacunek dla nich i ich poświęcenia.
Ostatnio, miałem taką rozmowę, gdzie pewna osoba próbowała wyjaśnić, usprawiedliwić, dostrzec? – dobro, w pewnej postaci historycznej, czyniącej zło (mordującej i przyzwalającej na mord). Motywowała to tym, że owa postać czyniła też i dobrze w innych sytuacjach walcząc z miłości do swojego narodu, budując jego drogę do niepodległości.
Mordowała jednak inne osoby, z innych narodowości – nawet całkowicie niewinne, nie wnoszące żadnego sprzeciwu co do istnienia narodu, z jakiego pochodził ów morderca. Zdarzało się też mordować jemu osoby, ze swojej narodowości, które inaczej widziały drogę do niepodległości tegoż narodu, czy też wprost nie zgadzały się z drogą, owego mordercy, uznając ideologię, która stawia ów naród ponad inne – za złą.
Czy w związku z takimi działaniami, złe czyny owej osoby dają się zredukować przez czyny dobre na rzecz swojego narodu? Jeszcze inaczej: czy można taką osobę mającą na sumieniu śmierć niewinnych, mordowanych w imię istnienia swojego narodu – nazwać: nie do końca złą, a może nawet i w jakiś sposób próbować tłumaczyć ją ze złych uczynków?
Takie pytanie stawiam, jak widzicie ten problem etyczno-moralny?
Przy okazji zaznaczam, że nigdy nie twierdziłem, że: ktokolwiek jest całkowicie zły czy dobry. Przy okazji (krótkiej) rozmowy z interlokutorem, nie miałem okazji o tym wspomnieć, gdyż od razu założył, na nie potwierdzonych przesłankach, że „chcielibyście widzieć w nich tylko złych”, nie wysłuchując jakichkolwiek argumentów w dyskusji. Czy to w ogóle była dyskusja? To inna kwestia. Pewne osoby, nie umieją dostrzec możliwości wymiany poglądów w jakimkolwiek formacie. To oczywiście zupełnie osobny problem komunikacyjny. Założenia „z góry” takich, a nie innych wniosków strony przeciwnej, czy też sposobów ich myślenia, zakładają brak komunikacji, która mogłaby prowadzić do jakiegokolwiek konsensusu. To dość prymitywna forma obrony swoich racji; narzucanie sposobów myślenia drugiej stronie i odmawianie jej uczestnictwa w dyskusji. Osobnym problemem jest to z czego wynikają takie zachowania: z braku kultury, logicznego myślenia, czy też może obawy o to, że bronione tezy, argumentacje posiadają wady logiczne, moralne i etyczne.
Wracając do głównej tezy, zależy mi na próbie odpowiedzi na pytanie czy faktycznie złe czyny (morderstwa) mogą być usprawiedliwiane ideą wyższą?
Pytanie o to czy ktoś jest z gruntu zły czy dobry uważam za niezasadne. Ponieważ, wydaje się że nie ma całkowicie złych ludzi i całkowicie dobrych. Tego stwierdzenia jednak interlokutor nie usłyszał, ponieważ nie chciał dopuścić mnie do głosu, gdyż takie stwierdzenie z mojej strony, zbiłoby go z jego z góry upatrzonych pozycji, których celem było stwierdzenie, że ja zakładam; że taka osoba musi być bezwzględnie (moralnie) zła.
A więc: można usprawiedliwiać zbrodnie osoby [popełniającej złe czyny – morderstwa, świadomie i z pogardą dla statutu ludzkiego istnienia], czy nie można; – jakimiś dobrymi czynami, w dalszej przyszłości popełnianymi dla dobra swojego narodu, a kosztem innego?
Takie dwa filmiki z YT dla porównania dobra i zła.
Wpadła mi w ręce ostatnio książka-wywiad z Ojcem Jackiem Salijem. Wcześniej już czytałem jego „Szukającym Drogi”. Cóż, Polecam serdecznie obie.
Ojciec Jasek urodził się na Wołyniu w chutorze, w okolicy wsi Budy. Bardziej znane miejscowości, w tym miejscu to: Dubno, Krzemieniec, Beresteczko. Urodził się w 1942 roku, po niesamowitej traumie, jaką przeżyli jego rodzice, gdzie cudem jego matka zdołała uniknąć rozstrzelania przez Niemców. Dopiero w sierpniu 1991 roku po 49 latach dowiedział się prawdy o tym wydarzeniu. Między innymi poprzez to i inne wydarzenie, gdzie jego matka była świadkiem prowadzenia na rozstrzelanie żydówki z małym dzieckiem na ręku, jest jedną z przyczyn, dla których odczuwa cało osobowy sprzeciw wobec aborcji i eutanazji.
Obszerny rozdział w książce pod tytułem „Radość Życia” mówi o obronie życia poczętego, nienarodzonego w czasach komuny, gdzie mordowano setki tysięcy dzieci od czasu wprowadzenia ustawy aborcyjnej (kwiecień 1956). Dokładnie od 1960 roku systemowo zaczęto łamać sumienia lekarzy (minister zdrowia Sztachelski wydał przepisy wykonawcze do ustawy). Dramatyczny, wstrząsający rozdział.
Wracając do początku opowieści o jego rodzinie, jego rodzice na początku 1943 roku zostali wywiezieni do Niemiec na roboty, co zapewne uratowało im wszystkim życie. Od tego roku zaczęły się systematyczne, ludobójcze działania nacjonalistów ukraińskich. Jego ciotka została zatłuczona kijami przez banderowców. Pochowana przez męża w piwnicy domu, z braku innych możliwości pochówku. Całe życie pragnął powrotu aby, móc żonę pochować na cmentarzu. Nie udało się mu to.
Rodzina Ojca Salija na początku 1945 roku została popędzona przez Niemców jako niewolnicy w kierunku Czech. Po wojnie z wielkimi trudnościami wrócili do Polski osiedlając się pod Dzierżoniowem w Piławie Dolnej. Tam przez wiele lat zdarzało się rodzinie wspominać przeżycia z czasów ludobójstwa banderowskiego. Były też wspomnienia o dwóch sprawiedliwych (Ukraince i Ukraińcu) – Pana Chmary, który uratował rodzinę Małków ryzykując życie i znanej rodzicom Ojca Jacka Ukraince, która ostrzegła ich przed mordami. Dzięki temu zdążyli uciec. Trudno po takich wspomnieniach podchodzić pozytywnie do narodu ukraińskiego, jednak Ojciec Jacek przemógł te obciążenia, nawet do tego stopnia, że miał dwie magistrantki z Ukrainy, które prowadził (Hanusia i Luba). Pamiętać trzeba i należy, że tylko mały procent narodu ukraińskiego był zmanipulowany przez ideologię nacjonalistyczną.
Jednak najważniejszy rozdział dla mnie to ten o ratowaniu życia. Poniżej kilka stron:
Książka bardzo ciekawa, pełna duchowych moralnych i etycznych wątków. Także historycznych. Polecam serdecznie.
Ta druga pozycja, która jest wspomniana w książce na stronie:
To:
Również ją serdecznie polecam.
Co do pytania Ojca Jacka o upamiętnienie sprawiedliwych Ukraińców, staram się tym zajmować od około 2009 roku:
Niestety, ale to prawda. Ofiarami padają osoby cywilne; kobiety, dzieci. Przez 20 lat potępiam zbrodnie ukraińskie na polskich, żydowskich, ormiańskich, czeskich, cygańskich ukraińskich (też! około 80 tys zamordowanych Ukraińców przez swoich rodaków) i innych cywilach, jakie popełniali nacjonaliści ukraińscy w okresie II Wojny Światowej i po niej. Dlatego nie mogę milczeć. Nie można obwiniać niewinnych za zbrodnie kogoś innego. Nie można obwiniać i karać dzieci za zbrodnie dorosłych.
Do tego jednak sprowadzają się działania państwa izraelskiego krytykowane zresztą przez samych Izraelitów. Każda krytyka tego państwa wiąże się z odium oskarżenia o żydożerwstwo, antysemityzm. Jakże to??? Mówienie prawdy staje się zbrodnią?
Doświadczył tego nawet Cezary Pazura. Posłuchajcie:
Tego nie trzeba komentować. Ale też nie powinniśmy przechodzić mimo takich słów i stawać jasno po stronie prawdy. Jeżeli nie możemy mówić prawdy, to co dalej? Jeżeli nie możemy wyrażać naszej jasnej opinii – moralnie i etycznie uzasadnionej – to jak będzie wyglądał świat zakneblowany? Gdzie nie będzie można bronić słabszego? Niewinnego? Dziecka???
Cóż, z przyjemnością słuchałem logicznych argumentów w wykonaniu Pana Marka Miśko. Cenię sobie te wypowiedzi jego z uwagi na logiczną argumentację, stosowania zasad „od ogółu do szczegółu” bez wyrywania się z dygresjami, nie zawsze na temat (jak ma to miejsce niezwykle często we wszelakich debatach politycznych). Pięknie, ładną polszczyzną przedstawiana logiczna argumentacja. Nic, tylko pogratulować.
Mamy też niezwykłe zestawienie pięciu (delikatnie mówiąc) niezbyt inteligentnie wypowiadających się osób. Szczególnie jedną z nich ostatnio obserwowałem przy okazji, dyskusji związanej z myśliwymi:
Zdarzył się straszliwy w skutkach wypadek spowodowany naruszeniem szeregu przepisów PZŁ i UoBiA, co skutkowało śmiercią człowieka. Rzecz straszna. Każda taka śmierć jest niepotrzebna i tragiczna. Człowiek, który ją spowodował powinien zostać bardzo surowo ukarany. Z niejednym z myśliwych rozmawiałem wielokrotnie na temat wypadków i ich unikania. Cała nowoczesna technika (szczególnie nowoczesna termowizja, ale też i noktowizory, przyrządy optyczne, nie licząc całej rzeszy przepisów) ma służyć przede wszystkim nadrzędnej zasadzie bezpieczeństwa. Ale cóż możemy uczynić, gdy pojawia się czynnik ludzki? Mimo wszelkich obostrzeń, mimo prawnych zagrożeń, straszaków trafi się człowiek trywialnie mówiąc: bez wyobraźni. To oczywiście jest termin umowny, ponieważ na to „bez wyobraźni” składa się szereg czynników. Nie tutaj jednak jest miejsce na analizę tej strony tragicznego wydarzenia, nie w tym miejscu będę koncentrował się na stronach psychologicznych obecnych myśliwych, ich powodach, dla których zostają myśliwymi. To jest wielowątkowy i bardzo skomplikowany temat począwszy od schedy po ojcach i dziadkach, a skończywszy na jakiś chęciach przeżycia czegoś więcej (umownie tak to nazywając) w życiu. Absolutnie abstrahując od oceny moralnej takiego stanowiska. Niemniej, warto znaleźć przestrzeń na taką analizę w przyszłości.
Tutaj spojrzymy na skrajne aspekty, które używają dwie strony. Ta myśliwska, która ma sporo argumentów merytorycznych „za” i druga: ideologiczna, która używa argumentów emocjonalnych, manipulując naszymi uczuciami, a jednocześnie omijając argumentację logiczną i analityczną w myśl zasady sokratejskiej: od ogółu do szczegółu (z pominięciem argumentacji działającej na emocje i z uwzględnieniem stosowania wszelkich środków retorycznych – specjalnie używanych, aby te emocje wywołać).
Spodziewam się, że widz używający takiej logiczno-analitycznej argumentacji, dojrzy w poniższym programie manipulacje strony nazwijmy to: „anty myśliwskiej”, polegające głównie na omijaniu komentowania argumentacji logicznej.
Chciałbym szczególnie zwrócić na to uwagę. Delikatnym aspektem jest porównywanie procentowe ofiar jakichkolwiek sytuacji czy wypadków. Słyszymy w programie ilość ofiar: 28 wypadków spowodowanych przez myśliwych. Chciałbym w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że każdy z tych wypadków powinien być bardzo uważnie przeanalizowany, a wszyscy sprawcy, którzy naruszyli nadrzędne przepisy bezpieczeństwa, powinni być jak najsurowiej ukarani. Przykładowo słuchając co uczynił myśliwy w przypadku tej tragedii, gdybym ja miał oceniać jako sędzia (znam tylko te fakty, o których usłyszałem), oceniłbym spowodowanie tej śmierci w kategoriach umyślnego zabójstwa. Przy używaniu termowizji, strzelaniu poniżej wymaganej odległości od zabudowań i w kierunku zabudowań, przy złamaniu NADRZĘDNEJ zasady – nie strzelania do nierozpoznanego celu (oznacza to, że strzelający musi mieć ABSOLUTNĄ pewność do czego-kogo strzela; 100 procentową), nie widzę innej kategorii zaszeregowania tego czynu jak zabójstwo z premedytacją.
Nie raz widziałem filmiki z termowizji. Tam nie mam możliwości pomyłki człowieka a zwierzęcia przy takim rozpoznaniu celu jakie daje termowizja. I tutaj od razu zacytuję co najmniej kilku myśliwych, z którymi rozmawiałem: termowizja w dużej mierze została wprowadzona, właśnie po to, aby zwiększyć bezpieczeństwo polowań, a nie jak mawiają niektórzy, absolutnie nie znający się na sztuce łowieckiej, będący zapewne z tej grupy „zaczadzonych” (nie ma chyba lepszego określenia, na ten stan umysłu), twierdzą że: termowizja służy do lepszego „rozstrzeliwania” zwierząt. Oczywiście tutaj te osobniki „anty” (bo jak tą grupę inaczej nazwać?) grają na emocjach miłośników zwierząt. Tutaj chciałbym szczególnie podkreślić ten aspekt. Manipulacja i kłamstwo ubrane w emocjonalną argumentację, całkowicie nieadekwatną do rzeczywistości.
Tak, więc w moim odbiorze w tym pojedynczym przypadku strzelec myśliwy powinien ponieść wszelkie konsekwencje swojej; nierozwagi, głupoty (nie ma chyba dobrego określenia dla stanu umysłu w jakim się znajdował).
Wracając do statystyk.
Są one po coś tworzone. Analiza ich ma prowadzić do polepszania stanu wiedzy, zakresu bezpieczeństwa, parametrów, jakości itp. A więc nie bójmy się ich używać. Ostatnio byłem pod jedynym pomnikiem w Polsce ofiar wypadków drogowych. I tam są statystyki przerażające. Gdybyśmy tylko posługiwali się statystykami, to można by było stwierdzić że o czym rozmawiamy w przypadku myśliwych? O drobiazgach…
Dlaczego? Spójrzcie na foto tytułowe, to krzyż przedstawiający ilość ofiar z wypadków samochodowych. Ilość porażająca. Niejedna bitwa podczas wojen, miała o wiele mniejszą ilość zabitych i rannych. Nawet inaczej: nie kojarzę bitwy, w której byłoby, aż tyle tysięcy rannych i zabitych…
Cóż to oznacza? Dyskutujemy (i słusznie!) o bezpieczeństwie na polowaniach z bronią, ale nie stygmatyzujmy, demonizujmy wręcz ilości ofiar. Tylko w tym kontekście: ilości. Wydaje się mi że rozmowy na ten temat w przestrzeni publicznej przerastają znacząco problem. Nie dostrzegam nawet podobnej ilości rozmów, dyskusji, debat na temat wypadków drogowych w Polsce, ilości ofiar i działań, które by miały ograniczyć tą ilość. A przecież to właśnie na naszych drogach ginie najwięcej Polaków każdego roku.
To jak to jest? Jakiś rodzaj rozdwojenia jaźni? Czy może odgrywają tutaj inne czynniki najważniejsze role? Łatwiej odebrać broń palną (tym bardziej że powodów jest wiele, wcale niekoniecznie związanych tylko z bezpieczeństwem) niż „broń-samochodową”, którą mają dosłownie wszyscy i trudno byłoby to zrealizować.
To jeden z wielu aspektów tej dyskusji. Na moim blogu poruszałem temat posiadania broni w kilku różnych opcjach. Wskazywałem na kuriozalną i wyolbrzymioną skalę budowania napięcia w tym temacie. I sugerowałem zupełnie inne aspekty, niż naprawdę zmartwienie polityków czy decydentów wynikające z zagrożenia bezpieczeństwa obywateli.
Wnioski:
Temat bardzo ważny, jak: każdy inny. Należy pilnować bezpieczeństwa wszędzie: na budowie, w lasach przy polowaniach, na strzelnicach, na drogach przede wszystkim. Przede wszystkim.
Program w Zero polecam. Poza oczywistościami dotyczącymi chociażby gospodarki leśnej (koszty przerzucane na myśliwych i oszczędności państwa z tego wynikające) jakie padają z ust reprezentanta myśliwych, dostrzeżecie też manipulacje drugiej strony – głównie mające grać na emocjach odbiorcy. Jednakże nad wyraz nieudolne dla osób posługujących się racjonalnymi aspektami działań myśliwych i po prostu: zwykłą logiką.
W naszej przestrzeni publicznej nazywa się to ogólnie: „Pro-Life”. Nie tutaj jest miejsce do dyskusji czy jest to właściwe określenie. Skłaniałbym się do określenia: Szacunek dla Każdego Życia. Organizacje, które chcą budować szacunek dla życia jako takiego. Rozumiem jednak że musi to być jakoś hasłowo ujęte. Być może określenie „pro-life” jest dobre do tego celu.
Jednym z przykładów stron promujących szacunek dla życia jest: