Кракен ссылка кракен ссылка Кракен онион кракен онион

Dobro i zło – w kontekście postępowania ludzkiego.

Ostatnio, miałem taką rozmowę, gdzie pewna osoba próbowała wyjaśnić, usprawiedliwić, dostrzec? – dobro, w pewnej postaci historycznej, czyniącej zło (mordującej i przyzwalającej na mord). Motywowała to tym, że owa postać czyniła też i dobrze w innych sytuacjach walcząc z miłości do swojego narodu, budując jego drogę do niepodległości.

Mordowała jednak inne osoby, z innych narodowości – nawet całkowicie niewinne, nie wnoszące żadnego sprzeciwu co do istnienia narodu, z jakiego pochodził ów morderca. Zdarzało się też mordować jemu osoby, ze swojej narodowości, które inaczej widziały drogę do niepodległości tegoż narodu, czy też wprost nie zgadzały się z drogą, owego mordercy, uznając ideologię, która stawia ów naród ponad inne – za złą.

Czy w związku z takimi działaniami, złe czyny owej osoby dają się zredukować przez czyny dobre na rzecz swojego narodu? Jeszcze inaczej: czy można taką osobę mającą na sumieniu śmierć niewinnych, mordowanych w imię istnienia swojego narodu – nazwać: nie do końca złą, a może nawet i w jakiś sposób próbować tłumaczyć ją ze złych uczynków?

Takie pytanie stawiam, jak widzicie ten problem etyczno-moralny?

Przy okazji zaznaczam, że nigdy nie twierdziłem, że: ktokolwiek jest całkowicie zły czy dobry. Przy okazji (krótkiej) rozmowy z interlokutorem, nie miałem okazji o tym wspomnieć, gdyż od razu założył, na nie potwierdzonych przesłankach, że „chcielibyście widzieć w nich tylko złych”, nie wysłuchując jakichkolwiek argumentów w dyskusji. Czy to w ogóle była dyskusja? To inna kwestia. Pewne osoby, nie umieją dostrzec możliwości wymiany poglądów w jakimkolwiek formacie. To oczywiście zupełnie osobny problem komunikacyjny. Założenia „z góry” takich, a nie innych wniosków strony przeciwnej, czy też sposobów ich myślenia, zakładają brak komunikacji, która mogłaby prowadzić do jakiegokolwiek konsensusu. To dość prymitywna forma obrony swoich racji; narzucanie sposobów myślenia drugiej stronie i odmawianie jej uczestnictwa w dyskusji. Osobnym problemem jest to z czego wynikają takie zachowania: z braku kultury, logicznego myślenia, czy też może obawy o to, że bronione tezy, argumentacje posiadają wady logiczne, moralne i etyczne.

Wracając do głównej tezy, zależy mi na próbie odpowiedzi na pytanie czy faktycznie złe czyny (morderstwa) mogą być usprawiedliwiane ideą wyższą?

Pytanie o to czy ktoś jest z gruntu zły czy dobry uważam za niezasadne. Ponieważ, wydaje się że nie ma całkowicie złych ludzi i całkowicie dobrych. Tego stwierdzenia jednak interlokutor nie usłyszał, ponieważ nie chciał dopuścić mnie do głosu, gdyż takie stwierdzenie z mojej strony, zbiłoby go z jego z góry upatrzonych pozycji, których celem było stwierdzenie, że ja zakładam; że taka osoba musi być bezwzględnie (moralnie) zła.

A więc: można usprawiedliwiać zbrodnie osoby [popełniającej złe czyny – morderstwa, świadomie i z pogardą dla statutu ludzkiego istnienia], czy nie można; – jakimiś dobrymi czynami, w dalszej przyszłości popełnianymi dla dobra swojego narodu, a kosztem innego?

Takie dwa filmiki z YT dla porównania dobra i zła.

Kresowiak; Jacek Salij OP. Pamięć!

Wpadła mi w ręce ostatnio książka-wywiad z Ojcem Jackiem Salijem. Wcześniej już czytałem jego „Szukającym Drogi”. Cóż, Polecam serdecznie obie.

Ojciec Jasek urodził się na Wołyniu w chutorze, w okolicy wsi Budy. Bardziej znane miejscowości, w tym miejscu to: Dubno, Krzemieniec, Beresteczko. Urodził się w 1942 roku, po niesamowitej traumie, jaką przeżyli jego rodzice, gdzie cudem jego matka zdołała uniknąć rozstrzelania przez Niemców. Dopiero w sierpniu 1991 roku po 49 latach dowiedział się prawdy o tym wydarzeniu. Między innymi poprzez to i inne wydarzenie, gdzie jego matka była świadkiem prowadzenia na rozstrzelanie żydówki z małym dzieckiem na ręku, jest jedną z przyczyn, dla których odczuwa cało osobowy sprzeciw wobec aborcji i eutanazji.

Obszerny rozdział w książce pod tytułem „Radość Życia” mówi o obronie życia poczętego, nienarodzonego w czasach komuny, gdzie mordowano setki tysięcy dzieci od czasu wprowadzenia ustawy aborcyjnej (kwiecień 1956). Dokładnie od 1960 roku systemowo zaczęto łamać sumienia lekarzy (minister zdrowia Sztachelski wydał przepisy wykonawcze do ustawy). Dramatyczny, wstrząsający rozdział.

Wracając do początku opowieści o jego rodzinie, jego rodzice na początku 1943 roku zostali wywiezieni do Niemiec na roboty, co zapewne uratowało im wszystkim życie. Od tego roku zaczęły się systematyczne, ludobójcze działania nacjonalistów ukraińskich. Jego ciotka została zatłuczona kijami przez banderowców. Pochowana przez męża w piwnicy domu, z braku innych możliwości pochówku. Całe życie pragnął powrotu aby, móc żonę pochować na cmentarzu. Nie udało się mu to.

Rodzina Ojca Salija na początku 1945 roku została popędzona przez Niemców jako niewolnicy w kierunku Czech. Po wojnie z wielkimi trudnościami wrócili do Polski osiedlając się pod Dzierżoniowem w Piławie Dolnej. Tam przez wiele lat zdarzało się rodzinie wspominać przeżycia z czasów ludobójstwa banderowskiego. Były też wspomnienia o dwóch sprawiedliwych (Ukraince i Ukraińcu) – Pana Chmary, który uratował rodzinę Małków ryzykując życie i znanej rodzicom Ojca Jacka Ukraince, która ostrzegła ich przed mordami. Dzięki temu zdążyli uciec. Trudno po takich wspomnieniach podchodzić pozytywnie do narodu ukraińskiego, jednak Ojciec Jacek przemógł te obciążenia, nawet do tego stopnia, że miał dwie magistrantki z Ukrainy, które prowadził (Hanusia i Luba). Pamiętać trzeba i należy, że tylko mały procent narodu ukraińskiego był zmanipulowany przez ideologię nacjonalistyczną.

Jednak najważniejszy rozdział dla mnie to ten o ratowaniu życia. Poniżej kilka stron:

Książka bardzo ciekawa, pełna duchowych moralnych i etycznych wątków. Także historycznych. Polecam serdecznie.

Ta druga pozycja, która jest wspomniana w książce na stronie:

To:

Również ją serdecznie polecam.

Co do pytania Ojca Jacka o upamiętnienie sprawiedliwych Ukraińców, staram się tym zajmować od około 2009 roku:

Niesamowite spotkanie z wnukiem Mistrza Trapu!

Józef Kiszkurno. Kresowiak. Mistrz (wielokrotny) strzelania do rzutek – konkurencja trap. Niesamowity refleks i szybkość. Przed wojną niepokonany. Legenda polskiego strzelectwa sportowego.

Kilka lat temu pisałem o nim na blogu będąc pod wrażeniem jego historii życia. I cóż mi się trafiło w zeszłym tygodniu? W zaprzyjaźnionym sklepie myśliwskim na ulicy Węglowej w Poznaniu zasiadłem do kawy i słodkiego (stawianego przez firmę klientom sklepu), z… wnukiem Józefa Kiszkurno. Usłyszałem kilka wspaniałych opowieści o Mistrzu.

Jedna z nich, to opowieść o tym jak, pod wpływem starczej ślepoty (najprawdopodobniej, powód zaniewidzenia nie był dokładnie w opowieści wyjaśniony) mistrz strzelecki w wielu około 80-ciu lat stracił wzrok w prawym oku. Nie przeszkodziło mu to jednak strzelać dalej, po prostu; przerzucił się na lewe oko i lewą rękę! W wielu 80-ciu lat… Życzyłbym sobie takiej kondycji psychofizycznej w tym wieku… Tak się zastanawiam dlaczego o takich wybitnych ludziach nie dowiadujemy się z programów szkolnych. Wybitnych strzelcach sportowych, patriotach i prawdziwych Polakach. Ponieważ Józef Kiszkurno był w AK podczas wojny. AK było zbrojną odnogą jedynego takiego tworu w Europie i na świecie podczas wojny: Polskiego Państwa Podziemnego. Tylko my potrafiliśmy w warunkach okupacji, terroru niemieckiego zbudować państwo działające za kulisami okupacyjnej rzeczywistości. To oczywiście szerszy temat, mający wiele aspektów, wskazujący nasze narodowe umiejętności, jednak tutaj akurat bardziej interesuje mnie dlaczego w programach szkolnych nie opieramy się na budowie odpowiedzialności, etyki, moralności, obowiązkowości – poprzez zapoznawanie młodych ludzi, z postaciami historycznymi z naszej przeszłości narodowej; o tak wielu walorach, które obecnie są szczególnie potrzebne do propagacji i kultywowania w naszym społeczeństwie. Pan Józef był osobą, którą można stawiać za wzór zawsze i wszystkim. Szczególnie naszym młodym Polakom.

Znalazłem taki krótki filmik na YT:

Podaję także link do mojego wpisu o Józefie Kiszkurno z 2017 roku:

Obyśmy umieli odnajdywać chociażby indywidualnie jako rodzice i stawiać za wzór naszych Bohaterów z przeszłości. I umieli być z nich dumni.

(na foto ja w sklepie Silvapolu z wnuczkiem Pana Józefa, Antonim Kiszkurno, również doskonałym strzelcem.

Ponadto; właśnie dziś mija 86 rocznica powstania Polskiego Państwa Podziemnego.

Strefa Gazy; strefa Ludobójstwa.

Niestety, ale to prawda. Ofiarami padają osoby cywilne; kobiety, dzieci. Przez 20 lat potępiam zbrodnie ukraińskie na polskich, żydowskich, ormiańskich, czeskich, cygańskich ukraińskich (też! około 80 tys zamordowanych Ukraińców przez swoich rodaków) i innych cywilach, jakie popełniali nacjonaliści ukraińscy w okresie II Wojny Światowej i po niej. Dlatego nie mogę milczeć. Nie można obwiniać niewinnych za zbrodnie kogoś innego. Nie można obwiniać i karać dzieci za zbrodnie dorosłych.

Do tego jednak sprowadzają się działania państwa izraelskiego krytykowane zresztą przez samych Izraelitów. Każda krytyka tego państwa wiąże się z odium oskarżenia o żydożerwstwo, antysemityzm. Jakże to??? Mówienie prawdy staje się zbrodnią?

Doświadczył tego nawet Cezary Pazura. Posłuchajcie:

Tego nie trzeba komentować. Ale też nie powinniśmy przechodzić mimo takich słów i stawać jasno po stronie prawdy. Jeżeli nie możemy mówić prawdy, to co dalej? Jeżeli nie możemy wyrażać naszej jasnej opinii – moralnie i etycznie uzasadnionej – to jak będzie wyglądał świat zakneblowany? Gdzie nie będzie można bronić słabszego? Niewinnego? Dziecka???

https://www.niedziela.pl/artykul/177965/nd/Strefa-Gazy-Strefa-smierci

Sprawiedliwi Polacy wśród narodów: ratowali Żydów za każdą cenę.

Nawet cenę swojego życia. Cezary Pazura mówi o tym DOBITNIE.

Przykład w miarę najnowszy, jednego z polskich Sprawiedliwych Ostatnio podawany w Radiu Poznań: https://radiopoznan.fm/informacje/pozostale/powiekszylo-sie-grono-sprawiedliwych-wsrod-narodow-swiata Według różnych (też i światowych źródeł) to właśnie Polaków jest najwięcej wśród Sprawiedliwych ratujących Żydów. Dlaczego wobec tego tak często przedstawiciele tego narodu, to podważają zarzucając nam kłamliwe i nieprawdziwe czyny?

Ostatnio natrafiłem na komentarz Cezarego Pazury na jego kanale, który porusza ten temat. Byłem mocno zaskoczony. Czasami odwiedzam ten kanał żeby dobrze się bawić dowcipem naszego czołowego aktora, tym razem zostałem zaskoczony treścią na kanale. Powiem więcej; wstrząsnęła mną wypowiedź Pana Cezarego.

Posłuchajcie sami.

Według Miśko; piątka „głupców” i komentarz. Ostro i radykalnie.

Nie zostawia suchej nitki na komentowanych.

Cóż, z przyjemnością słuchałem logicznych argumentów w wykonaniu Pana Marka Miśko. Cenię sobie te wypowiedzi jego z uwagi na logiczną argumentację, stosowania zasad „od ogółu do szczegółu” bez wyrywania się z dygresjami, nie zawsze na temat (jak ma to miejsce niezwykle często we wszelakich debatach politycznych). Pięknie, ładną polszczyzną przedstawiana logiczna argumentacja. Nic, tylko pogratulować.

Mamy też niezwykłe zestawienie pięciu (delikatnie mówiąc) niezbyt inteligentnie wypowiadających się osób. Szczególnie jedną z nich ostatnio obserwowałem przy okazji, dyskusji związanej z myśliwymi:

Mowa oczywiście o Pani poseł… Żukowskiej.

Zapraszam do posłuchania:

Między innymi o Lisie na Kanale Zero:

Wałęsa:

… mógł z godnością zejść ze sceny politycznej. Szkoda. Mitu.

Myśliwi kontra lewacy. Strzelanie do zwierząt! Kto ma rację?

Zdarzył się straszliwy w skutkach wypadek spowodowany naruszeniem szeregu przepisów PZŁ i UoBiA, co skutkowało śmiercią człowieka. Rzecz straszna. Każda taka śmierć jest niepotrzebna i tragiczna. Człowiek, który ją spowodował powinien zostać bardzo surowo ukarany. Z niejednym z myśliwych rozmawiałem wielokrotnie na temat wypadków i ich unikania. Cała nowoczesna technika (szczególnie nowoczesna termowizja, ale też i noktowizory, przyrządy optyczne, nie licząc całej rzeszy przepisów) ma służyć przede wszystkim nadrzędnej zasadzie bezpieczeństwa. Ale cóż możemy uczynić, gdy pojawia się czynnik ludzki? Mimo wszelkich obostrzeń, mimo prawnych zagrożeń, straszaków trafi się człowiek trywialnie mówiąc: bez wyobraźni. To oczywiście jest termin umowny, ponieważ na to „bez wyobraźni” składa się szereg czynników. Nie tutaj jednak jest miejsce na analizę tej strony tragicznego wydarzenia, nie w tym miejscu będę koncentrował się na stronach psychologicznych obecnych myśliwych, ich powodach, dla których zostają myśliwymi. To jest wielowątkowy i bardzo skomplikowany temat począwszy od schedy po ojcach i dziadkach, a skończywszy na jakiś chęciach przeżycia czegoś więcej (umownie tak to nazywając) w życiu. Absolutnie abstrahując od oceny moralnej takiego stanowiska. Niemniej, warto znaleźć przestrzeń na taką analizę w przyszłości.

Tutaj spojrzymy na skrajne aspekty, które używają dwie strony. Ta myśliwska, która ma sporo argumentów merytorycznych „za” i druga: ideologiczna, która używa argumentów emocjonalnych, manipulując naszymi uczuciami, a jednocześnie omijając argumentację logiczną i analityczną w myśl zasady sokratejskiej: od ogółu do szczegółu (z pominięciem argumentacji działającej na emocje i z uwzględnieniem stosowania wszelkich środków retorycznych – specjalnie używanych, aby te emocje wywołać).

Spodziewam się, że widz używający takiej logiczno-analitycznej argumentacji, dojrzy w poniższym programie manipulacje strony nazwijmy to: „anty myśliwskiej”, polegające głównie na omijaniu komentowania argumentacji logicznej.

Chciałbym szczególnie zwrócić na to uwagę. Delikatnym aspektem jest porównywanie procentowe ofiar jakichkolwiek sytuacji czy wypadków. Słyszymy w programie ilość ofiar: 28 wypadków spowodowanych przez myśliwych. Chciałbym w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że każdy z tych wypadków powinien być bardzo uważnie przeanalizowany, a wszyscy sprawcy, którzy naruszyli nadrzędne przepisy bezpieczeństwa, powinni być jak najsurowiej ukarani. Przykładowo słuchając co uczynił myśliwy w przypadku tej tragedii, gdybym ja miał oceniać jako sędzia (znam tylko te fakty, o których usłyszałem), oceniłbym spowodowanie tej śmierci w kategoriach umyślnego zabójstwa. Przy używaniu termowizji, strzelaniu poniżej wymaganej odległości od zabudowań i w kierunku zabudowań, przy złamaniu NADRZĘDNEJ zasady – nie strzelania do nierozpoznanego celu (oznacza to, że strzelający musi mieć ABSOLUTNĄ pewność do czego-kogo strzela; 100 procentową), nie widzę innej kategorii zaszeregowania tego czynu jak zabójstwo z premedytacją.

Nie raz widziałem filmiki z termowizji. Tam nie mam możliwości pomyłki człowieka a zwierzęcia przy takim rozpoznaniu celu jakie daje termowizja. I tutaj od razu zacytuję co najmniej kilku myśliwych, z którymi rozmawiałem: termowizja w dużej mierze została wprowadzona, właśnie po to, aby zwiększyć bezpieczeństwo polowań, a nie jak mawiają niektórzy, absolutnie nie znający się na sztuce łowieckiej, będący zapewne z tej grupy „zaczadzonych” (nie ma chyba lepszego określenia, na ten stan umysłu), twierdzą że: termowizja służy do lepszego „rozstrzeliwania” zwierząt. Oczywiście tutaj te osobniki „anty” (bo jak tą grupę inaczej nazwać?) grają na emocjach miłośników zwierząt. Tutaj chciałbym szczególnie podkreślić ten aspekt. Manipulacja i kłamstwo ubrane w emocjonalną argumentację, całkowicie nieadekwatną do rzeczywistości.

Tak, więc w moim odbiorze w tym pojedynczym przypadku strzelec myśliwy powinien ponieść wszelkie konsekwencje swojej; nierozwagi, głupoty (nie ma chyba dobrego określenia dla stanu umysłu w jakim się znajdował).

Wracając do statystyk.

Są one po coś tworzone. Analiza ich ma prowadzić do polepszania stanu wiedzy, zakresu bezpieczeństwa, parametrów, jakości itp. A więc nie bójmy się ich używać. Ostatnio byłem pod jedynym pomnikiem w Polsce ofiar wypadków drogowych. I tam są statystyki przerażające. Gdybyśmy tylko posługiwali się statystykami, to można by było stwierdzić że o czym rozmawiamy w przypadku myśliwych? O drobiazgach…

Dlaczego? Spójrzcie na foto tytułowe, to krzyż przedstawiający ilość ofiar z wypadków samochodowych. Ilość porażająca. Niejedna bitwa podczas wojen, miała o wiele mniejszą ilość zabitych i rannych. Nawet inaczej: nie kojarzę bitwy, w której byłoby, aż tyle tysięcy rannych i zabitych…

Cóż to oznacza? Dyskutujemy (i słusznie!) o bezpieczeństwie na polowaniach z bronią, ale nie stygmatyzujmy, demonizujmy wręcz ilości ofiar. Tylko w tym kontekście: ilości. Wydaje się mi że rozmowy na ten temat w przestrzeni publicznej przerastają znacząco problem. Nie dostrzegam nawet podobnej ilości rozmów, dyskusji, debat na temat wypadków drogowych w Polsce, ilości ofiar i działań, które by miały ograniczyć tą ilość. A przecież to właśnie na naszych drogach ginie najwięcej Polaków każdego roku.

To jak to jest? Jakiś rodzaj rozdwojenia jaźni? Czy może odgrywają tutaj inne czynniki najważniejsze role? Łatwiej odebrać broń palną (tym bardziej że powodów jest wiele, wcale niekoniecznie związanych tylko z bezpieczeństwem) niż „broń-samochodową”, którą mają dosłownie wszyscy i trudno byłoby to zrealizować.

To jeden z wielu aspektów tej dyskusji. Na moim blogu poruszałem temat posiadania broni w kilku różnych opcjach. Wskazywałem na kuriozalną i wyolbrzymioną skalę budowania napięcia w tym temacie. I sugerowałem zupełnie inne aspekty, niż naprawdę zmartwienie polityków czy decydentów wynikające z zagrożenia bezpieczeństwa obywateli.

Wnioski:

Temat bardzo ważny, jak: każdy inny. Należy pilnować bezpieczeństwa wszędzie: na budowie, w lasach przy polowaniach, na strzelnicach, na drogach przede wszystkim. Przede wszystkim.

Program w Zero polecam. Poza oczywistościami dotyczącymi chociażby gospodarki leśnej (koszty przerzucane na myśliwych i oszczędności państwa z tego wynikające) jakie padają z ust reprezentanta myśliwych, dostrzeżecie też manipulacje drugiej strony – głównie mające grać na emocjach odbiorcy. Jednakże nad wyraz nieudolne dla osób posługujących się racjonalnymi aspektami działań myśliwych i po prostu: zwykłą logiką.

Linki:

Pomnik w Zabawie:

https://tarnow.naszemiasto.pl/pomnik-ofiar-wypadkow-i-katastrof-komunikacyjnych-oraz/ar/c1-7874767#google_vignette

Dodatkowa lektura wyjaśniająca zagadnienie gospodarki lasami:

https://www.bdl.lasy.gov.pl/portal/Media/Default/Publikacje/GL_03_2025.pdf

Problemy myśliwych:

http://dziennik.lowiecki.pl/forum.php?f=15&t=69627&numer=971

Jedna ze stron o obronie godności życia.

W naszej przestrzeni publicznej nazywa się to ogólnie: „Pro-Life”. Nie tutaj jest miejsce do dyskusji czy jest to właściwe określenie. Skłaniałbym się do określenia: Szacunek dla Każdego Życia. Organizacje, które chcą budować szacunek dla życia jako takiego. Rozumiem jednak że musi to być jakoś hasłowo ujęte. Być może określenie „pro-life” jest dobre do tego celu.

Jednym z przykładów stron promujących szacunek dla życia jest:

Polecam szczególnie stronę z bardzo ważnym tekstem, który buduje zrozumienie i odpowiedzialność dla Każdego Życia:

https://www.vatican.va/content/john-paul-ii/pl/encyclicals/documents/hf_jp-ii_enc_25031995_evangelium-vitae.html

Przeczytajcie. Zrozumcie.

Święto narodowe; 11 lipca 2025

Na mocy ustawy RP jest to święto narodowe upamiętniające ofiary Ludobójstwa dokonanego przez min. OUN-UPA na obywatelach narodowości polskiej w okresie IIWS i po.

W tym dniu upamiętnialiśmy ofiary pod pomnikiem w Czerwonaku, pod tablicą-pomnikiem który powstał dzięki świętej Pamięci Maurycemu Kowalskiemu

Pana Maurycego poznałem około 15 lat wcześniej, kilkakrotnie opowiadał mi kresowe historie. Mieliśmy spisać pewną relację. Niestety, nie udało się. Pan Maurycy dożył 100 lat. Był założycielem Fundacji Kresowej i pamiętał o rodakach, którzy zginęli w Ludobójstwie jako pierwszy w powiecie poznańskim ich upamiętnił.

Dzień wcześniej podczas mszy świętej o godzinie 18.30 w Sanktuarium Świętości Życia na Osiedlu Poetów. Gdzie modliliśmy się o dusze ofiar, sprawiedliwych Ukraińców, ale też i po katolicku; o miłosierdzie dla zbrodniarzy.

Ważnym miejscem Pamięci jest też Łężyca w Zielonej Górze. Od 2010 roku docieram tam regularnie. Poniżej fotografia z obchodów w Łężycy.

Film dokumentalny „Zapomnij o Kresach”, który powstał w 2009 roku dzięki mojej inicjatywie, zawiera relacje osób, do których dotarłem w swoich wyjazdach w lubuskie, uzupełnione relacjami z terenu Walimia i okolic, gdzie też mieszkali przesiedleni kresowianie. Okazało się że współdziałał w wyszukiwaniu tych relacji Łukasz Kazek, którego poznałem jako młodego chłopaka w latach 90-tych, gdy z żoną w podróży poślubnej zwiedzaliśmy kompleks Walimia (Wolfberg). Już wtedy mocno się interesował historią.

Z pokazów filmu (Gdańsk):

Krótka rozmowa Solidarni 2010 (dostępna po zalogowaniu na YT):

Łukasz Kazek obecnie prowadzi swój niezwykle ciekawy kanał na YT (poniżej link do filmu na jego kanale).

Co do powstania samego dokumentu: znałem osobę, z rady programowej pisma „Inne Oblicza Historii” i poprzez rozmowę z nią zainteresowałem tematem gremium redakcyjne i redaktora naczelnego. Tak doszło do stworzenia konspektu scenariusza przeze mnie, rozwiniętego dalej przez reżysera Jana Łukasiaka. Pierwsze zdjęcia miały miejsce w Poznaniu nagrywaliśmy mojego Przyjaciela

świętej pamięci Pamięci ks Tadeusza Isakowicza Zaleskiego, na ulicy Kutrzeby w szkole gdzie organizowałem pierwsze z nim spotkanie w Poznaniu. Zdjęcia były robione po zakończeniu następnego spotkania, które udało się w tej szkole zorganizować. Następnie Janek kilka tygodni później wyruszył w lubuskie, aby nagrywać świadków.

Premiery odbyły się w następnym roku (w Poznaniu: w Pałacu Działyńskich, premiera połączona była z konferencją, na której byli specjalnie zaproszeni goście, eksperci: dr Lucyna Kulińska, ks Isakowicz Zaleski i Ewa Siemaszko; konferencję połączoną z pokazem miałem zaszczyt prowadzić osobiście), a dokument był dołączony do specjalnego egzemplarza IOH.

Sam dokument na kanale Łukasza:

https://youtu.be/2dRXS7M-PZM

Wspomnienie o jednym z Bohaterów biorących udział w dokumencie i opowiadających relacje:

Link do stron FB z obchodami z Czerwonaka:

https://www.facebook.com/piotr.szelagowski.5/posts/pfbid0F8g2Jpi7LkD8jsTg3fC6H5Z7C3mP75m1MnYnbj9sUqhCrdgRNfxQUeRrUPttXYL3l

inne przydatne linki:

Projekt ustawy którego nie udało się wprowadzić w 2016 roku. Jego treść jest pisana przeze mnie jako asystenta społecznego posła Wojciecha Bakuna, po wyborach gdzie wszedł do sejmu z list K15 uznaliśmy że spróbujemy wprowadzić taki projekt, a on zostanie posłem sprawozdawcą. Niestety, nie udało się. Przyjęta została uchwała PiS mająca mniejszą rangę niż ustawa.

https://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/Projekty/8-020-154-2016/$file/8-020-154-2016.pdf

DO obejrzenia:

ks Piotr Brotoń w Luboniu…

Dnia 22 marca w szkole w Luboniu im. ks F. Blachnickiego (Plac E. Bojanowskiego 7a) o godzinie 16.00 odbędzie się spotkanie z ks Piotrem Brotoniem. Ks Piotr był misjonarzem w Kazachstanie we wsi Jasna Polana animując między innymi Dom Polski w tej wsi (wieś mieści się w północnym Kazachstanie w obwodzie północnokazachstańskim, w rejonie Tajynsza). Także pełnił posługę na Ukrainie w parafii w Mikołajowie. Kilka słów o nim z artykułu (https://wdrodze.pl/article/zostawiamy-ich-samych-sobie/ ): „pod Szczecinem jest obecnie chrystusowiec, ojciec Piotrek Brotoń, który płakał, gdy wyjeżdżał z Kazachstanu. W najtrudniejszych latach pracował w kazachskiej wiosce, która się organizowała i pięknie stanęła na nogi. Oprócz tego, że był księdzem, że zbudowano dwa kościoły w parafii, udało mu się wykreować miejscowego lidera, zbudować przedszkole, Dom Polski. Wioska była polska, więc działał w swoim charyzmacie. Ksiądz w Kazachstanie musi skorzystać z idei, które wypracowali wielkopolscy księża, Wawrzyniak i inni…„.

Inny cytat: (https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-czy-ktos-tu-na-nich-czeka,nId,820770): „…repatriantów jest niewielu, ponieważ oferty polskich gmin nie są dla nich atrakcyjne. Ks. Piotr Brotoń, który w latach 1996-2002 pełnił służbę duszpasterską w tej byłej sowieckiej republice, mówi , że rząd polski nie wydał jeszcze dobrej ustawy o repatriacji. Ta, która obowiązuje, niewiele Polakom pomaga.

„Nasz Dziennik” dotarł do 51-stronicowej ankiety dla ubiegających się o powrót do kraju. Należy ją dokładnie wypełnić po polsku. Jak mają to zrobić ludzie, którym do 1952 r. nie wolno było mówić ani modlić się w ojczystym języku? – Były przypadki, że co sprytniejsi opłacali nauczycieli języka polskiego, aby im je wypełnili, komentuje ten fakt ks. Brotoń...

O tym trudnym czasie ks Piotr opowiadał mi kilka razy, też kiedy odwiedzałem go na jego obecnej parafii pod wezwaniem św Józefa w Warnicach koło Dębna. Pamiętam też doskonale, jak mówił do czego mu służyła lodówka w Kazachstanie: „…w lodówce zamykałem jedzenie przed szczurami. Energia elektryczna włączana była rzadko i zaledwie na kilka godzin, takie urządzenia jak lodówka bywały bezużyteczne w swej funkcji. Jednak jej ścianek, nie dawały rady przegryźć szczury, których było pełno pod podłogą mojego mieszkania. Czasami w nocy chodziły po mnie…” Odwołam się raz jeszcze do artykułu z „W Drodze”, pytanie; Jacy kapłani trafiają do Kazachstanu? Czy tylko wspaniali, zapaleni gorliwcy, prawie święci apostołowie czy również tacy, którzy nie mogli się odnaleźć w Polsce?”

Są jedni i drudzy, ale dominują gorliwcy…” – ksiądz Piotr właśnie takim gorliwcem był. Jechał z misją do Kazachstanu, żeby jeszcze tych paru żyjących tam Polaków miało swojego katolickiego księdza… Zrobił specjalnie prawo jazdy na autobus, aby wozić dzieci wygnańców z Ojczyzny, ich potomków – do Polski. Też pamiętam opowieść o spowiedzi staruszki, która umarła na jego kolanach, zaraz po tym, jak ją wyspowiadał. Była bardzo szczęśliwa, że po tylu latach mogła zobaczyć polskiego kapłana, który przyjechał specjalnie z Ojczyzny, aby pełnić taką posługę wśród Rodaków…

Linki:

https://wdrodze.pl/article/zostawiamy-ich-samych-sobie/

https://www.piotrskarga.pl/ukraina–odzyskane-mienie-parafialne-,9753,i.html

https://www.chrystusowcy.pl/news_239?device_tryb=0