Lustra w TVP3; o obronie cywilnej i WOT.

Temat jakże rzadko poruszany, gdy tymczasem wszyscy w Europie go nie zaniedbują. Poza nami. Kwota którą wydajemy na OC, a którą podawał dr Franciszek Krynojewski jest kwotą żenującą w stosunku do innych państw. Na obywatela to kilkadziesiąt groszy (inne państwa to kilkadziesiąt Euro). Mimo wielkich tradycji partyzanckich od setek lat, nie potrafimy zrozumieć (rząd), że siłą partyzantki -poza samym duchem walki i chęcią obrony przed najeźdźcą, jest perfekcyjna umiejętność bronienia się (jak w Szwajcarii, gdzie szczególnie mocno dba się o poziom wyszkolenia obywateli). Nad wyraz cennym określeniem było zdefiniowanie kto należy do Obrony Cywilnej:

„Obrona Cywilna to wszyscy obywatele naszego kraju”

Wspominałem w programie o braku infrastruktury strzeleckiej, to bardzo poważny mankament. W Szwajcarii strzelnice mamy w każdej wsi. Program wojskowy – „strzelnica w każdym powiecie” to wydmuszka. Jest tak skonstruowany, że nie da się go zrealizować. Wymóg możliwości oddawania strzałów z osi w każdym kierunku jest całkowicie abstrakcyjny. Tylko na poligonie można realizować takie założenia. Chociażby w przypadku pistoletu promień bezpieczeństwa po oddaniu strzału w dowolnym kierunku to 2km. W przypadku broni strzeleckiej, szturmowej to 5km. Kogo stać na budowę strzelnicy na takiej powierzchni, ewentualnie zadaszenia strzelnicy specjalnym kuloodpornym dachem? Wydmuszka dla dobrego samopoczucia MON-u powtarzam. Blokady we władzach samorządowych utrudniające uruchomienie nowych obiektów to drugi problem. Podawałem przykład Skrzynek, w komentarzu na blogu jest przykład z innego województwa. Cytat komentarza:

W gminie Chęciny woj.Świętokrzyskie miała powstać strzelnica.
Jest teren wśród lasów, z daleka od zabudowań, w pobliżu tylko kopalnia i lasy. Niestety inicjatywa została utrącona przez burmistrza R.Jaworskiego, który zażądał „certyfikatu kulochwytów”.
W RP nie ma urzędu, który wydaje takie „certyfikaty” co dobitnie świadczy o negatywnym nastawieniu p. burmistrza Jaworskiego i jest zapowiedzią rzucania kłód pod nogi takim projektom.

Rozwiązanie powinno być nadrzędne w obecnej sytuacji wydanie rozporządzenia zakazującego utrudnianie budowy takich obiektów ze względów formalnych – lub też ustawa o nadrzędności takich obiektów jako obiektów istotnych dla infrastruktury obronności państwa. Każdych – cywilnych również. W tym przypadku należy wystrzegać się monopolu MON-u na te obiekty. Właśnie cywilne obiekty powinny mieć pierwszeństwo w budowie. To na nich będzie możliwość szkolenia zwykłych obywateli – nie żołnierzy. MON należy trzymać z daleka od początkowych szkoleń cywilnych. Nie umieją tego robić. Bicie magazynkami po głowach (hełmach) to metody rodem z epoki PRL-u. Tak nikogo się do niczego nie przekona.

Aby to osiągnąć należy budować odpowiedzialność obywatelską, tak jak mówili w studiu obaj specjaliści od bezpieczeństwa, WOT – to inny rodzaj wojska, ochotniczy w pełni i ustawiony odpowiedzialnie w kontekście świadomości potrzeb obrony kraju. Ale to zaledwie 16 brygad na chwilę obecną. Powinniśmy osiągnąć poziom edukacyjny dla większości społeczeństwa. I znów dajmy przykład Szwajcarii: wiedza historyczna to raz, duma ze swojego narodu, kraju (Ojczyzny) wypracowana przez pokolenia, świadomość odpowiedzialności obywatelskiej. To są cele przed nami stojące. Już tutaj widać że poprzednia władza rzucała tym celom same przysłowiowe „kłody pod nogi”. Naśmiewanie się z etosu patriotycznego, ograniczanie lekcji historii, niszczenie infrastruktury po wojsku (schrony, strzelnice, jednostki wojskowe) rozformowywanie związków taktycznych, pozbawianie garnizonów składów amunicji i wiele innych działań na szkodę dla obronności Państwa. Dyskusja powinna iść w kierunku modelu szwajcarskiego gdyż on jest nam najbliższy. Aby to mogło nastąpić niezbędne są zmiany w ustawodawstwie. Obowiązek budowy strzelnicy w każdej gminie i przeprowadzanie 2-4 razy w roku obowiązkowych szkoleń strzeleckich dla wszystkich mężczyzn w wielu 18-60 lat. Chociażby najbardziej podstawowych, proponuję wersję minimum:

-30 strzałów (wszystkie z nauką obsługi) z pistoletu kal. 9mm

-30 strzałów z rewolweru .22

-30 strzałów z karabinku .22

-15 strzałów z dowolnej broni szturmowej, przerobionej na sportową (ogień pojedynczy; AR, Grot, itp) w kalibrze NATO .223

-10 strzałów ze strzelby gładkolufowej.

Finansowanie; ustawowo na poziomie gminy.

Tego typu szkolenia na broni sportowej (nawet własnej) mogą (a nawet muszą) prowadzić instruktorzy cywilni. Wojskowi absolutnie nie nadają się do tego. Ich podejście do cywila jest szkodliwe i zniechęcające potencjalnego obrońcę. Należy przebić się przez szok kulturowy, zwalczyć w szkolonym strach przed bronią, wpajany nam nie tylko za PRL-u, także w latach po 1991 roku. Ciągłe ustawiczne deprecjonowanie zagadnień obronności, także ośmieszanie działań służących budowie idei obronności, niszczenie inicjatyw, utrudnianie działań (infrastruktura, rozwój stowarzyszeń, klubów strzeleckich). Szkolony powinien móc nawiązać kontakt z instruktorem. Kiedy jest to cywil, tak jak on, jest to zdecydowanie łatwiejsze. Musimy przebić się przez warstwy ograniczeń utworzone już kulturowo, można tak powiedzieć gdy ma się do czynienia z sytuacją budowaną przez dziesiątki lat, a więc kilka pokoleń.

Ostatnia sprawa nie poruszana szczegółowo i szerzej w programie, którą chciałbym naświetlić. Mówi ona o fakcie wcześniejszego uderzenia w obronność kraju na poziomie władzy. Program WOT rozpoczął się już w 1997 roku od planowania przez zespół Pana Romualda Szeremietiewa. Istniał on do 2008 gdzie ostatnie jednostki, które z takim trudem udało się sformować zostały, albo rozformowane, albo przekształcone i wcielone do innych związków taktycznych. Od 2015 roku Pan były wice minister Romuald Szeremietiew prowadzi aktywną działalność wspierającą ruchy mające na celu rozbudowę WOT i nagłaśnianie informacji o obronności kraju. Pisałem o konferencjach na blogu, także o konferencji której byłem pomysłodawcą w Poznaniu w 2017 roku z udziałem Pana Szeremietiewa i posłanki Anny Siarkowskiej.

Więcej o działaniach z lat 1997-2008 na blogu Pana Szeremietiewa:

https://www.salon24.pl/u/szeremietiew/1206862,jak-likwidowano-wojsko-szeremietiewa

Temat jest bardzo obszerny. Będę starał się go jeszcze wielokrotnie poruszać i poszerzać zagadnienia z nim związane.

Cały program Lustra z TVP3 do obejrzenia w linku:

https://poznan.tvp.pl/59468610/problem-z-obrona-cywilna-fot-tvp3-poznan

Polecam także:

Szczególnie komentarz pod materiałem.

Czy Polska będzie drugą Szwajcarią?

Postawa obywatelska, społeczna odpowiedzialność wobec współrodaków, wspieranie swojej Ojczyzny, dla obrony swojego miejsca zamieszkania, Rodziny. Determinacja z tego wynikająca czyni takiego partyzanta, WOT-owca wojownikiem o wiele bardziej efektywnym niż żołnierz z poboru.

Szwajcaria potrafi zmobilizować 500 tysięcy żołnierzy w ciągu 48 godzin, i w ciągu następnych 400 tysięcy swojej „cywilnej” formacji obronnej. Cywilna w cudzysłowie, ponieważ to jest formacja składająca się z wieloletnich żołnierzy ze służby czynnej szkolącej się na strzelnicach 24 razy w roku – obowiązkowe.

Zapraszam do odsłuchania audycji „W środku dnia” o obronności w Polsce, Szwajcarii, o wojnie i jak to wpływa na naszą obronność.

https://radiopoznan.fm/audycja/w-srodku-dnia/w-srodku-dnia-31-03-2022

Poniżej materiał o niedopuszczalnym zachowaniu burmistrza Stęszewa. Wstrzymywaniu budowy strzelnicy – pod wieloma pretekstami. Dmuchanymi? Sztucznymi? Aby tylko były?

https://radiopoznan.fm/informacje/pozostale/spor-o-strzelnice-kto-ma-racje-burmistrz-czy-inwestor

Potrzeba zmian w prawie dotyczącym posiadania broni.

Jak sama nazwa wskazuje broń służy do obrony. Warto o tym pamiętać. W obecnej sytuacji międzynarodowej staje się jaskrawo widoczną – potrzeba skutecznej obrony narodu, społeczności czy też samej jednostki przed agresją innego totalitarnego narodu. Wydaje się, że jest to oczywiste. Dlaczego wobec tego nic się nie dzieje w temacie poszerzania umiejętności obronnych społeczeństwa jako całości narodowej?

Powodem: moim zdaniem, jest ciągłe rozsiewanie w sposób doskonale „sprytny”, informacji przekazywanych w różnym wymiarze i na różnych płaszczyznach o wszelakich zagrożeniach wynikających z posiadania broni, czy też braku potrzeby jej posiadania, również: udowadniania w sposób oczywisty że przecież: „tylko 20 procent mężczyzn interesuje się posiadaniem broni” i to jak już to tylko sportowej (słowa niejakiego pana Stępki – z tytułami naukowymi, to zupełnie inny temat na zupełnie inną dyskusję) z artykułu w którym udowadnia dość chaotycznie (przeskakując z tematu na temat) sypiąc różnymi danymi, aby uwiarygodnić swoją wypowiedź- że broń to coś strasznego i nic nie daje jej posiadanie, a tak w ogóle to przecież nikt w Polsce nie chce jej posiadać…(?!). – Materiał pisany chyba dla potencjalnych nie orientujących się w sytuacji Czytelników, którzy w ten bełkot są w stanie uwierzyć. Dodam tylko, że najbardziej rozbawiło mnie – przez łzy niejako, argumentowanie owego pana, że przecież: w przyszłym konflikcie zarzuci się nas rakietami, bombami wszelkiego typu i rodzaju, przy tym używa tutaj „magicznych” – nazw fachowych: termobaryczne, powietrzno-paliwowe bomby, tym samym siejąc grozę wśród nieświadomych Czytelników, tylko zostawia jedno bez odpowiedzi: jakoś żadna armia świata nie rozbraja się z broni strzeleckiej z tego powodu, raczej d dokładnie odwrotnie; wprowadza coraz to nowe rodzaje broni strzeleckiej…).

Wracam do informacji o owych magicznych 20% tych co chcą i 80% mężczyzn, którzy.., nie chcą posiadać broni? Chyba to bardziej domysły. Człowiek analizujący materiały (swoje badania? Jakie? Jaki klucz? Jakie pytania zadawał?) na podstawie których wyciągnął te wnioski, został wychowany w PRL-u, pod ciągłą presją zakazu posiadania broni, olbrzymiej i ciągłej indoktrynacji tłoczonej w mózgi społeczeństwa przez komunistyczny aparat rządzący, i nagle tak wychowany człowiek jest w stanie się odciąć od tego korzenia, w jakim się wychował? Ciekawe; czy zna badania, demokraty z USA, kryminologa, profesora Klecka, który zebrał dane dotyczące, uwaga!: nie popełnienia przestępstwa w wyniku – posiadania broni i zademonstrowania jej potencjalnemu napastnikowi. Według danych naukowca eksperta z USA sam fakt zademonstrowania broni, wyciągnięcia jej w skrajnym przypadku powodował że ponad 90% przestępców, czy też potencjalnych przestępców – w skrócie; zrezygnowało z aktu agresji. To tyle jeżeli chodzi o realne aspekty posiadania narzędzia do obrony przed „złym człowiekiem” (szeroko rozumianym), który nadal przecież (w większości) posiada instynkt samozachowawczy.

Wracając do pana „naszego”: kryminologa. Czy w ogóle ten pan dostrzega, potrafi zauważyć że 40 lat okupacji Sowietów w Polsce uczyniło realnym wpojenie Polakom wszelkich zagrożeń, obaw i innych dowodów na to że broń to „czyste zło”. I to się im w dużej mierze udało. Dzięki temu nasi okupanci wyeliminowali najgroźniejszy dla siebie naród w przypadku ponownej chęci zajęcia terytorium Polski. Wiedzieli doskonale (poprzez doświadczenia historyczne, powstania – w tym przede wszystkich Powstanie Styczniowe, walki z Żołnierzami Wyklętymi po wojnie) że z tak wielkimi tradycjami, jakie mają Polacy w działaniach partyzanckich nigdy armia sowiecka, rosyjska, federacyjna nie jest w stanie zapanować nad naszym narodem i krajem. I obmyślili plan. Trzeba przyznać: doskonały…

Trzeba Polakom wmówić wiele kłamstw i fałszywych informacji o broni, trzeba ich zastraszać newsami z USA o domniemanym powszechnym używaniu broni do aktów terrorystycznych, a oczywiście samemu nic sobie z tego nie robić i się zbroić, posiadać broń i epatować nią. I to się ciągle udaje. Pseudo-naukowcy tkwiący mentalnie w tamtych okupacyjnych czasach powielają spreparowane brednie o zagrożeniach wynikających z posiadania broni, czy wszelakich innych danych, które są nieprawdziwe. Broni która ma służyć do obrony. Sam fakt prawie doskonałego (jak w Szwajcarii) przygotowania do obrony – jest w stanie zabezpieczyć dany kraj przed atakiem konwencjonalnym. To przeraża sowieckich – rosyjskich strategów. Oznacza to, że jakiś kraj może być tą metodą nie do zdobycia. Co najwyżej będzie można go spopielić, ale na pewno nie zająć, ponieważ rosyjska przymusowa armia, poza małą ilością specjalnie zindoktrynowanych jednostek typu Specnaz, GRU, czy zbliżonych organizacyjnie i szkoleniowo jednostek, jak się okazuje po tym z czym mamy do czynienia na Ukrainie raczej nie ma ochoty walczyć w imię wszelakich idei kolportowanych przez kacyków sowieckich. Czy do tej grupy społecznej nie docierają rzucane raz po raz zachęty do pozostania przeolbrzymim, przepotężnym i wszechmocnym – mocarstwem rosyjskim? sowieckim? carskim? Jednak samoświadomość mimo potężnej indoktrynacji wzrosła. Straszenie „wojną ojczyźnianą już nie odnosi takiego efektu…Jak wiadomo w czasach II WS sowieckie armie miały szereg narzędzi do kontrolowania społeczeństwa i zmuszania do zaciągu „ludzi sowieckich”, mechanizmy te kontrolowały, aby ci „ludzie sowieccy” chcieli walczyć – głównie z musu. I tu się nic nie zmieniło – może samo przymuszanie lekko ginie w natłoku propagandy, wszelakich niedomówień, lekceważenia własnych obywateli i innych socjotechnik mających za zadanie maksymalne zaciemnienie – o co tak właściwie chodzi.

A chodzi tylko o jedno: aby masa ludzka: sowiecko-rosyjska, ginęła w imię interesów swoich przywódców – w miarę bez szemrania. Na to się niewiele poradzi poza jednym: zdecydowanym odporem, silną obroną i determinacją nie angażowania się we wszelkie działania zbrojne.

Jednakże aby obrona była skuteczna – musimy posiadać właściwe środki do realizowania takich celów. Ciężko się bronić, gołymi rękami lub dwoma egzemplarzami broni strzeleckiej – czasami bardzo różnymi na 100 obrońców. Takie są statystyki. A więc pośrednio udaje się post-sowietom cały czas nas neutralizować, rozbrajając.

Lęki, pseudo naukowe wywody dotyczące braku potrzeby obronności, lewicowe nurty, w końcu wpajanie strachu przed bronią, – realizują swój cel. Kiedy to się może zmienić? Kiedy wymrą ci, którzy działają świadomie lub nie jako „szpiony” wschodu?

Nie chcemy walczyć, nikt nie chce ginąć, zabijać. Są takie dane z armii USA ile osób naprawdę podczas działań wojennych strzelało aby zabić wroga na Pacyfiku. I skąd wynikało tak duże procentowo zużycie amunicji na jednego zabitego Japończyka… Z niechęci do zadawania śmierci. Jak trudno wbrew pozorom namówić zwykłego członka społeczeństwa praktycznie dowolnego narodu, aby zabijać. Długo zastanawiałem się i analizowałem zachowania w Szwajcarii. I uznałem że jest to jednak jedyna droga, aby zapewnić bezpieczeństwo Polsce. Tak jest w świecie zwierzęcym; przyjrzyjmy się zwierzętom. W konfrontacji z innymi zawsze starają się powiększyć w jakikolwiek sposób, stać się groźniejszym i – zbudować wrażenie silniejszych od przeciwnika. Spektakularnym przykładem jest otoczony przez psy- kot. W naszym przypadku – porównując sytuację takich krajów jak np wymieniona wyżej już kilkakrotnie Szwajcaria z systemem szkoleń i szeroką dostępnością do broni, Izrael posiadający broń odstraszającą – atomową, USA chociażby gdzie średnia mówi o ilości 101 sztuk broni na 100 obywateli (plus potężna armia z bronią atomową). Wszyscy idą w tym kierunku. Najmocniej nasi antagoniści, aby nie powiedzieć; wrogowie; Federacja Rosyjska. Tylko my nie. U nas ciągły poklask mają hasła pacyfistyczne, lewicowe. I wszystko jasne. Wysyłamy jasny sygnał: jesteśmy bezbronni.

Dlatego przygotowałem „deskę ostatniego ratunku” – nawołanie do opamiętania się. Konsultując z grupą osób posiadających broń; myśliwych, kolekcjonerów – byłych wojskowych czy policjantów, strzelców sportowych stworzyliśmy 6 postulatów do rozważenia przez rząd, władze; tych co decydują.

Przeczytacie je poniżej:

  1. Wprowadzenie tak zwanej broni obiektowej, bez zezwolenia; do obrony miru domowego. Propozycja dotyczy broni gładkolufowej i długiej broni bocznego zapłonu jako dodatkowej (szczególnie w terenach wiejskich – ta druga).
  2. Sugerowana zmiana statusu posiadania broni strzeleckiej w kontekście obronności kraju, nie jako tylko broni sportowej. Wprowadzenie innego typu pozwolenia o prostszych procedurach opartego na organizacjach proobronnych, gdzie decyzja o przyznaniu pozwolenia opierałaby się tylko i wyłącznie na przynależności do takiej organizacji. A więc zmiana, która może znacząco wpłynąć na nasz odbiór za granicami. Zadziałać odstraszająco. Nawet jeżeli wiązałoby się to z przynależnością TYLKO do takich stowarzyszeń proobronnych a nie pozwoleniem indywidualnym -obecnie znanym jako pozwolenie do ochrony osobistej, zwiększyłoby to świadomość w temacie obronności kraju, ponadto stanowiłoby zaplecze dla służb mundurowych OT i armii zawodowej.
    Kilka przykładów: już teraz mam  wśród moich kolegów takich, którzy; albo rozpoczęli przynależność do Obrony Terytorialnej, będąc strzelcami sportowymi, albo na odwrót: będąc w OT postanowili zainteresować się uzyskaniem pozwolenia sportowego, aby móc być lepszymi na strzelnicy w swoim oddziale. Wiele razy miałem podobne sytuacje ze strony policjantów z którymi rozmawiałem, głównie: zapytania dotyczyły możliwości szkolenia się strzeleckiego.
    Takie pozwolenie nazwijmy: proobronne powinno opiewać (tak samo jak sportowe) na kilka co najmniej sztuk broni, w zależności na przykład: od profilów szkoleniowych w stowarzyszeniach. Powinno się to wiązać z uproszczeniem powstawania takich stowarzyszeń – aby nie podlegały bezpośrednio MON-owi, jeżeli ma to być prawdziwy; społeczny i patriotyczny ruch oddolny, nie można go ograniczać. Doradztwo: tak, kontrola: nie. Powinniśmy postawić na kreatywność naszych obywateli i przede wszystkim, w końcu: zaufać im.
  3. Jak najszybsze doprowadzenie do rozgraniczenia prerogatyw PZSS (Polski Związek Strzelectwa Sportowego) i powołanie do życia nowej organizacji, w której zrzeszano by strzelectwo sportowe dynamiczne, strzelectwo bojowe, kolekcjonerskie i patriotyczne (rekonstrukcyjne, proobronne). Klasyczne strzelectwo sportowe, olimpijskie ma niewiele wspólnego z rodzajami wymienionymi powyżej, a kluczowymi do rozwoju obronności kraju, jak też posiadającymi wiele innych walorów, w tym: również sportowych. W skład tej organizacji wchodziliby członkowie polskich klubów systemów IPSC (International Practical Shooting Confederation), IDPA (International Defensive Pistol Association) i innych. Ta organizacja byłaby doskonałym zapleczem dla obronności kraju z racji wykonywanych szkoleń i zawodów. Można też doprowadzić do rozkruszenia monopolu dotychczas istniejących organizacji (monopol zawsze konotuje złe cechy) wprowadzając przepis, który umożliwia zrzeszanie się działające poza monolitami, a więc stworzenie formuły: dowolne stowarzyszenie o charakterze łowieckim lub strzelectwa sportowego. Zapewni to sporą różnorodność. Dobrym rozwiązaniem byłoby umożliwienie działalnościom gospodarczym wszelakiego rodzaju działalność szkoleniowo-sportowo strzelecką. Dodatkowym atutem takiego rozwiązania są przychody dla Państwa z tytułu podatków.
  4. Jak najszybsze wprowadzenie obowiązkowych szkoleń strzeleckich dla całego społeczeństwa. Tematyka takich szkoleń: bezpieczeństwo i obsługa podstawowych rodzajów broni strzeleckiej. Dla ogromnej większości naszych rodaków strzelectwo to coś całkowicie nieznanego, obcego, a tym samym dla nich wydającego się czymś groźnym czy niebezpiecznym. Dopiero kiedy trafiają na strzelnice, zmienia się ich zdanie. Ponadto w  obliczu zbliżającego się zagrożenia sam dostęp do broni nie rozwiąże problemu, należy jak najszybciej opracować program szkoleń podstawowych, program ten nie powinien być oparty w zamyśle schematu szkoleniowego o wojskowe rozwiązania, które z gruntu są ograniczone do zadań stricte wojskowych, militarnych. Takie szkolenia nie przekonają i nie przybliżą zagadnień związanych ze strzelectwem szerokiemu ogółowi naszych rodaków. Musi to być prosty i funkcjonalny system szkolenia w sposób jak najbardziej przystępny  ma przybliżać, bezpieczeństwo i sposoby posługiwania się różnymi rodzajami broni strzeleckiej (nie; jak w armii, gdzie jest spore ograniczenie szkoleniowe – nie licząc jednostek specjalnych; w zasadzie tylko broń szturmowa i specjalnego przeznaczenia – wyborowa przykładowo).
    Założenie to wynika (i tu znów oprę się na wykładach Pana w-ce ministra MON Romualda Szeremietiewa), że działania OT na terenie bronionym przed wrogim uderzeniem, czy już partyzanckie na terenie zajętym przez wroga, prowadzone mogą być za pomocą bardzo zróżnicowanej broni, takiej jaka w danej chwili jest osiągalna, dostępna.
    Kilka przykładów: Wielokrotnie miałem sposobność uczyć byłych żołnierzy służby zasadniczej posługiwania się różnymi rodzajami  broni krótkiej (w tym pistolety maszynowe), której obsługi a nawet sposobów ładowania magazynków, w ogóle nie znali. W tym systemie szkoleniowym należy oprzeć się na instruktorach cywilnych strzelectwa sportowego, dynamicznego i bojowego, których w kraju mamy nadal zbyt mało. Zaletą ich jest to, że wykonują swoją pracę z pasji strzeleckiej, są bardziej uniwersalni, nie będą też powodować dużego poziomu stresu u swoich potencjalnych uczniów. Mają z nimi lepszy kontakt.
    Nasze zadanie  to przekonać społeczeństwo do idei obronności, ponieważ cały czas funkcjonuje  wpojona za PRL-u obawa przed bronią strzelecką i wszelkimi formami uprawiania sportów proobronnych.  Należy dokonać unifikacji szkoleniowej, stworzenie jak najprostszego programu tych szkoleń, maksymalnie: 2-3 dniowego trybu szkoleniowego. Powinny obowiązywać grupę społeczną w przedziale: 18-60 lat. Kobiety i mężczyzn.
    W ciągu 8 godzin roboczych przygotowuję praktycznie każdego chętnego do podejścia na egzamin patentowy (sportowy)  z dobrym skutkiem. W tym czasie szkoleniowym adept strzela nie tylko z broni bocznego zapłonu, ale też ma możliwość porównania co najmniej kilku rodzajów broni strzeleckiej (centralny zapłon: pistolety, pistolety maszynowe i karabiny). Chodzi o swoiste zróżnicowanie i element oswajający nowicjusza, budujący w nim też pewność siebie w tym co robi. Nie podlega żadnemu powtarzalnym szkoleniu z tego samego rodzaju broni, co jak zauważyłem powoduje zniechęcenie, nie poszerza jego umiejętności, a raczej blokuje dalszy proces szkoleniowy. Nawet oddanie kilku strzałów z broni centralnego zapłonu powoduje u adepta strzelectwa, wiedzę, czego się spodziewać po tego rodzaju broni.
    W zakresie tego typu szkoleń można opracować bardziej zaawansowane, profesjonalne szkolenia dla grupy myśliwych, która jest największa: 132 500 osób. Jest to olbrzymie zaplecze do wykorzystania w celu wzmocnienia naszych możliwości proobronnych. Są to osoby z obyciem strzeleckim w terenie, częstokroć dublujące też pozwolenia sportowe. Warto opracować dla nich specjalny system szkoleń – oczywiście w tym przypadku dobrowolnych.
  5. Zmiana instytucji wydającej pozwolenia na Wojewodę. Przed wojną były to starostwa powiatowe. W obecnej sytuacji (jak zwrócił mi kiedyś uwagę sam policjant, kolega akurat)- instytucja, która prowadzi te procedury [Policja] domyślnie podchodzi do takiego administracyjnego postępowania  – co zaznaczam, jak do postępowania w sprawie „przestępstwa”. Jest to kuriozum ponieważ mamy do czynienia z obywatelami nie karanymi i po odpowiednich badaniach lekarskich. Zaznaczam: wydanie pozwolenia to tryb administracyjny. Proponowane rozwiązanie nawiązuje do stanu prawnego z okresu II RP, podczas gdy obecne unormowania prawne za pokomunistyczną spuścizną z okresu PRL.
  6. Wszystkie osoby korzystające aktywnie z broni strzeleckiej w wyżej wymienionych rodzajach organizacji strzeleckich i posiadające wymienione pozwolenia na broń powinno się na mocy ustawy zakwalifikować jako rezerwę wojskową z uwzględnieniem kategorii zdrowia.
    Są to postulaty zebrane w środowisku strzeleckim z całej Polski, ze strzelcami sportowymi, kolekcjonerskimi, myśliwymi z całej Polski – z którymi się kontaktowałem w ciągu ostatnich paru tygodni.

Wszystkie te postulaty są do zrealizowania; i mogłaby realizacja powyższych (gdyby to się udało) zupełnie zmienić, przede wszystkim; odbiór naszego kraju i faktycznego statusu gotowości do obrony Polski za wszelką cenę – przez Polaków, – zmienić optykę spojrzenia na naszą Ojczyznę przez ewentualnych zewnętrznych agresorów.

Cały „dowcip” polega na tym, aby wygrać wojnę przed jej rozpoczęciem. I tak od lat postępują Szwajcarzy, też USA i Izrael. Stara rzymska maksyma wielokrotnie cytowana przez różnych strategów wojskowości ma się dobrze do dziś, na przykładzie tych krajów: chcesz pokoju szykuj się do wojny, – rozbudowałbym ją do jeszcze jednego zdania: bądź do niej zawsze gotów i dawaj znać o tym fakcie innym.

Pozdrawiam moich Czytelników i życzę im takiego kraju, jako miejsca do zamieszkania.

Dane (oficjalne) Policji dotyczące posiadania broni (około 0,5 procent społeczeństwa polskiego posiada):

https://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/bron/bron-pozwolenia/186394,Bron-pozwolenia.html?fbclid=IwAR0IS2ngQK1lbCwTq4jvL16CAPXkrzxt3lQIbVjQgouOuTLtgm-bqwtctgo

Tekst zamieszczony również:

Propagacja potrzeby obronności kraju; – szkolenie społeczeństwa.

W obliczu wojny na Ukrainie, stanęliśmy przed bezpośrednim zagrożeniem zaangażowania się w konflikt militarny. Po niewczasie Polacy zaczynają dostrzegać braki w materii obronności i kraju i siebie samych – indywidualnie. Czy dostrzega to władza?

W rozmowie o tym wczoraj w Wielkopolskim Popołudniu – Radio Poznań:

Także wczoraj krótka wypowiedź dla TVP regionalnej – Teleskop (screen).

W studiu radiowym wypowiada się Pani ppor Anna Jasińska-Pawlikowska:

Wizja napoleońskiego zwycięstwa – Profesor Paweł Wieczorkiewicz.

I znów mamy od czynienia z rozumowym i racjonalnym oglądem śp Profesora. Szczególnie jego uwagi na temat Rosji – bezcenne. Miejsce Rzeczpospolitej doskonale wskazane w koncepcji politycznej Napoleona. I ważna uwaga: to Napoleon doprowadził że Księstwo wystawiło 100 tysięczną armię, co w porównaniu z armią jeszcze wolnej Rzeczpospolitej było olbrzymią różnicą. Jak to jest że autorytet zagraniczny może lepiej wpływać na nas podczas problemów niepodległościowych niż my sami? Czy coś podobnego dzieje się i dziś – w kontekście braku możliwości sprawowania stanowczej i bardzo twardej polityki budowania obronności naszego państwa gdyż jest zbyt wiele opozycji wewnętrznej? I czy to nie ma związku z tym co mówił Profesor w programie wczoraj przeze mnie umieszczonym – o wpływach sowieckich śpiochów na naszą wewnętrzną politykę obronności Kraju?

Paweł Wieczorkiewicz – Pod Prąd.

Poniżej program wbrew pozorom bardzo na czasie. Śp Paweł Wieczorkiewicz. Absolutnie mój „guru” historyków. Słuchałem wiele programów z nim, wiele tematów historycznych omawianych przez niego z bardzo szerokiego zakresu. Ja również zaczynałem moje zainteresowanie historią od marynistyki, bitw morskich II Wojny Światowej. Niedoceniony ekspert wschodu, osoba której wnioski, absolutnie merytoryczne i faktograficzne, precyzyjne wypowiedzi, założenia i tezy powinni do dziś analizować politolodzy zajmujący się wschodem. Sam sposób jego wypowiedzi, wielowątkowej, logicznej, racjonalnej – wykładu naukowego zabarwionego taką dozą ekspresji wciągającej słuchającego w to co mówi naukowiec jest; majsterszykiem.

Proszę dokładnie wysłuchać całości, w pewnym miejscu będzie nawiązanie do obecnej sytuacji pośrednie, jednakże bardzo oczywiste. Inna wypowiedź jaka pojawia się w programie mówi o agenturze sowieckiej i porażce lustracji. Te dwie rzeczy należy łączyć ze sobą, to logiczna konsekwencja. To jeden z programów z jego udziałem który zamierzam pokazać, wcześniej już na blogu pisałem kilkakrotnie o jego badaniach, pracach i wypowiedziach.

Niestety, nigdy go nie poznałem, poznałem za to jego znajomego, też historyka. Miło było usłyszeć potwierdzenie moich obserwacji.

Strzeleckie „zmagania” – na strzelnicy „Proporca” w Lwówku.

Dlaczego zmagania? Trochę prowokacyjna teza z uwagi na sporą różnorodność zaproszonych na strzelnicę. Byli tacy, którzy dopiero szlifują swoje strzeleckie umiejętności, byli goście, goście honorowi (Poseł Bartłomiej Wróblewski wraz z Żoną w dniu swoich urodzin), rodziny członków. W końcu też i dzieci nasze (strzelców), aby oddychały atmosferą strzelecką :-). Spotkaliśmy się ciesząc się wspólną obecnością i faktem że propagujemy strzelectwo sportowe, sport pro-obronny.

Mnie niestety nie było; uziemiony byłem tzw kwarantanną, bezsensem, gdy ponad milion obcokrajowców (nieprzebadanych pod kątem covid19) zostało rozwiezionych po całej Polsce. Czy to ma sens? Utrzymywanie obostrzeń?

W każdym razie właśnie dlatego nie byliśmy całą rodziną (moja żona Beata, bardzo żałowała, sama strzela od lat, jest aktywną zawodniczką sportową i prowadzącą strzelanie). Mam nadzieję że na następnym naszym spotkaniu będziemy w komplecie.

Z doniesień wiem, że nasz gość specjalny był bardzo zadowolony. Liczymy Bartłomieju na twoje aktywne wsparcie w sejmie dla naszych postulatów, które Tobie przekazaliśmy.

Wszystkiego dobrego w walce o silną, umiejącą się obronić swoimi siłami, Ojczyznę.

Ostatnie foto; monitor wskazujący efekty na tarczy kolegi Rafała, który niedawno się zapisał do Proporca i jak widać nieźle rokuje :-)

Poniżej niezwykle cenna wypowiedź dotycząca potrzeby szerokiego propagowania strzelectwa, w tym: strzelectwa pro-obronnego i sportowego:

Właśnie powszechna zdolność do obrony to największa siła i szansa narodu miłującego pokój. Jeżeli ktoś twierdzi, że wystarczy mała ale silna zawodowa armia, a od ogółu narodu nie ma się oczekiwać co do zdolności obronnych – to taki ktoś mentalnie został w sztuce wojennej średniowiecza. Fakt, dzisiaj starcia są rozstrzygane w wybranych miejscach, ale to nie znaczy, że wokół tych miejsc się nic nie dzieje. Wokół tych miejsc toczy się życie (mniej lub bardziej normalne), ale przede wszystkim są realizowane czynności i działania na rzecz wojsk (tych zawodowych, doskonale uzbrojonych, super wyszkolonych), by mogły one w tych właśnie wybranych miejscach osiągnąć swój cel, czyli wygrać. Ale z tego zdaje sobie sprawę przeciwnik i stara się oddziaływać na to szeroko rozumiane otoczenie. Może to robić przy użyciu lotnictwa i rakiet, ale wtedy ryzykuje wystrzelanie rakiet do obiektów bez wartości. Musi więc mieć rozpoznanie. Ale z rozpoznaniem to jest tak, że technika nie wszystko załatwia (satelity, samoloty, SIGINT, ELINT itd.). Niestety jest tak, że do danego obiektu często musi podejść zwiadowca i potwierdzić wcześniejsze ustalenia z innych źródeł. I w związku z tym widzimy w strukturach rosyjskich tak wiele jednostek SpecNaz. A siły specjalne, doskonale wyszkolone mają swoje ograniczenia. Takim ograniczeniem często paraliżującym wysiłki rozpoznawcze jest nasycenie terenu różnego rodzaju formacjami pomocniczymi, których zadaniem jest wykrywanie grup rozpoznawczych (GR). W przypadku wykrycia GR zaczyna się obława, do której muszą być zaangażowane duże siły. Wojska operacyjne się do tego nie nadają, bo są w tym czasie w innym miejscu i robią coś zupełnie innego. Natomiast w takich działaniach doskonale się sprawdzają wspomniane formacje pomocnicze. Kto nie wierzy, niech poczyta lub posłucha o obecnych działaniach rosyjskich sił specjalnych na Ukrainie. W czym tkwi siła tych formacji pomocniczych? W znajomości terenu oraz w motywacji – gdyż działają w pobliżu własnych domostw i czują namacalnie, że bronią swoich bliskich. Mają świadomość, że jak się słabo postarają, to nieprzyjaciel osiągnie sukces, a zapłacą za to najwyższą cenę najbliżsi – żony, siostry, dzieci, rodzice…I do takich działań te formacje pomocnicze nie muszą mieć potężnego i nowoczesnego uzbrojenia, nie muszą być szczególnie mocno wyszkolone. Wystarczy, że mają broń strzelecką i umieją nieźle z niej strzelać. A powszechny dostęp do broni daje to, że wielu obywateli ma prywatną broń (z której regularnie odbywa treningi strzeleckie) i umie z tej broni robić użytek (często zawodowcy byliby zawstydzeni, gdyby tak porównać).Jak ktoś nadal nie daje wiary w słuszność tych twierdzeń, niech zobaczy co się dzieje na Ukrainie. Rząd ukraiński wydał decyzję o zobowiązaniu wszystkich posiadaczy broni prywatnej, którzy nie zostali wcieleni do wojska, by stworzyli takie właśnie formacje pomocnicze pilnujące porządku na zapleczu. Że jak? Że od tego jest policja? Oj naiwności bezgraniczna… A ile jest tej policji i czy jest w stanie obstawić wszystkie potencjalne miejsca, gdzie może się pojawić SpecNaz. Albo inny przykład – niedawno przez USA przetoczyła się fala zamieszek. W miejscach gdzie lokalna społeczność była rozbrojona i liczono tylko na policję – zniszczenia wyglądają jak po przejściu frontu na pełnoskalowej wojnie. Tam gdzie obywatele byli uzbrojeni, wystarczyło, że sformowali grupy w sile od drużyny do plutonu, przy każdej takiej grupie był policjant i okazało się, że do żadnych zniszczeń, podpaleń i innych dewastacji nie doszło. A na dodatek nikomu nic się nie stało – zarówno tym obrońcom, policjantom jak i śmierdzielom rabującym i dewastującym…Jeżeli to co napisałem kogoś nie przekonuje do słuszności twierdzenia o potrzebie powszechnego dostępu do broni w zdrowym społeczeństwie (mam tu na myśli zasady z II RP, a nie z PRL czy obecne – tylko nieznacznie się różniące od tych komunistycznych) – to dla takiego kogoś nie ma ratunku… żaden lekarz, znachor czy cudotwórca już nie pomoże…

Autorem tych słów jest mój wieloletni kolega pułkownik Polskich Sił Zbrojnych.

Płk Krzysztof Gaj na antenie Radia Poznań – obronność, morale żołnierza.

Temat który prowadzę od lat, wiele wpisów wiele wywiadów, tłumaczenia i prób zmiany myślenia…

Ostatnio udało się polecić mojego dobrego kolegę, który również od lat walczy o prawo do obrony Rzeczpospolitej przez zwykłego obywatela, a także rozpoczynał formowanie i tworzenie WOT-u w 2015 roku powtórnie po zamknięciu projektu Min Szeremietiewa przez władze PO dziesięć lat wcześniej. Otwartym tekstem: to politycy PO ponoszą winę za stan naszej obronności taki jaki jest.

Zapraszam na krótki reportaż z pułkownikiem Krzysztofem Gajem:

Kilka moich słów o strzelectwie w gorącym czasie gdy była mowa o dyrektywie unijnej, gdzie nasz rząd nie umiał znaleźć ostatecznego rozwiązania, tylko półśrodki. Mówiliśmy o pójściu w stronę rozwiązania fińskiego, obecnie najlepiej by się sprawdziło.

Moja wcześniejsza analiza sytuacji na kanwie tego co dzieje się na Ukrainie:

Przykład przedwojennego pisma o strzelectwie. „Proporzec”.

https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/400574/edition/344818/content