Budowanie państwowości (nauka dla „ślepców”). Ukraina?

Tekst nadesłany na maila. Zapraszam do lektury:

Państwo to coś co nie powstaje nagle. Państwowość to coś co kształtuje się powoli, stopniowo. Państwa europejskie nie wyskoczyły jak diabeł z pudełka. Powoli się krystalizowały. To co widzimy teraz na mapie Europy przechodziło różne koleje losów. Rozbicie dzielnicowe nie tylko nas dotyczyło. Jeszcze bardziej jaskrawo wystąpiło to w Niemczech i we Włoszech.
Voter_turnout_-_Ukraine_-_2014-10-26_20-00

Nasze polskie granice uzyskały kształt taki jak obecnie w wyniku wielu burzliwych wydarzeń. Należy tu dodać, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego, te ostatnie wydarzenia dotyczące granic wschodnich nie były zgodne z zasadami tegoż prawa. Można by rzec, że były jego totalnym pogwałceniem. Wielu ma tego świadomość, choć w krajach Europy Zachodniej i w USA chyba nie za bardzo. Ich pogląd na świat jest kształtowany przez ich interesy narodowe. To trzeba podkreślić, że ich działania mają na celu realizację ich żywotnych interesów. A że jest to sprzeczne w wielu miejscach z naszym interesem narodowym? Cóż, takie jest życie. Powinniśmy o tym pamiętać i my. My zbyt dużo krwi wylaliśmy dla kogoś.

Nasza polska państwowość zaczęła się krystalizować już ponad 1000 lat temu. Początki były na pewno trudne. Ale w podobnej sytuacji były kraje z nami sąsiadujące. Jedne się rozwijały szybciej inne wolniej. Były też takie kraje i narody, które spotkała tragedia i zagłada. Nie ukrywajmy, że częściowo przyłożyliśmy do tego ręki. Mam na myśli Prusów. My sprowadziliśmy na nich zagładę w postaci Zakonu Krzyżackiego. Zakon ten praktycznie wyniszczył Prusów do cna. Wybito ich do nogi: mężczyzn, kobiety i dzieci. Nie zostało po nich nic. Jednak można powiedzieć, że sami na siebie ściągnęli nieszczęście. To ich najazdy na Mazowsze spowodowały konieczność sprowadzenia Krzyżaków.

Los ten miał również spotkać Litwę. Jednak działania Krzyżaków na naszym pograniczu, szybko otworzyły oczy na ten nowo powstający twór państwowy. Nasze przymierze z Litwą, która w międzyczasie rozrosła się terytorialnie, zapobiegła powtórzeniu historii z Prusami.
Spójrzmy zatem, jak wyglądało to za naszą obecną wschodnią granicą. Jak to się stało, że Litwa tak szybko rozrosła się w kierunku południowo-wschodnim? Otóż wcześniej istniało tam chrześcijańskie państwo Ruś. Proszę nie mylić Rusi z Ukrainą. Ruś była państwem położonym z grubsza na obszarze obecnej Ukrainy. Było to państwo od czasu do czasu wysyłające wyprawy zbrojne m.in. na Polskę. Nasi władcy wojowali z książętami Rusi.

Niestety, od wschodu nadciągnęła inna potęga: Mongołowie. Dość szybko rozprawili się z książętami ruskimi (Ruś była czymś w rodzaju luźnej federacji księstw). Doszło do tego, że ludy ruskie zostały wytrzebione prawie do zera. Wielu wybito, innych sprzedano w niewolę. Niedobitki na Rusi zmuszone były do płacenia różnych haraczy, kontrybucji czy danin Mongołom. O tym kto tymi niedobitkami będzie rządził, decydowali Mongołowie.

Ale nic w historii nie trwa wiecznie. U Mongołów też nastąpiło przesilenie. W jego wyniku nastąpiło radykalne osłabienie kontroli ziem ruskich. Jednak wcześniejsze spustoszenia były tak wielkie, że Ruś nie była w stanie podźwignąć się dość szybko z upadku. Przyroda nie znosi pustki. W pustkę (choć nie absolutną) na ziemiach ruskich wlało się państwo Litwinów. Ale wszystko na to wskazuje, że nie było to w pełni nowoczesne państwo. Ono się od niedawna tworzyło. Wiele mechanizmów bezpieczeństwa (w naszym obecnym rozumieniu) nie zdołało się wykształcić. W efekcie tego szybko się stało tak, że językiem głównym w tej mocno rozrośniętej Litwie stał się język ruski. Trochę niepoważnie brzmią w tym momencie obecne pretensje litewskie do nas o nasz język. Ci, którzy te pretensje zgłaszają to ludzie słabo wykształceni (historycznie), opierający się na stereotypach, a nie wiedzy naukowej.

Z drugiej strony pokazuje to jak ziemie „ukrainne” (graniczne) znalazły się w granicach Polski. Nie stało się to w wyniku podboju. Jeżeli już, to Ukraińcy do Litwinów powinni mieć pretensje o najazd, choć też nie byłoby to do końca słuszne. Litwa wlała się w pustkę jaka powstała po zniszczeniu Rusi i cofnięciu się wpływów mongolskich.
Po unii Polski i Litwy, ziemie obecnej Ukrainy znalazły się w granicach Rzeczpospolitej. I dopiero wtedy zaczęto używać określenia, z którego obecnie wywodzi się nazwa Ukraina. Ziemie tamte były położone „u kraja” naszego Państwa. Na jego kraju, na skraju.
W XVII wieku zaczęto je coraz częściej określać jako Ukraina. Ale też w tamtym czasie nie było mowy o narodzie ukraińskim. Ludy stopniowo zasiedlające tę pustkę, były etnicznie zróżnicowane. Napływały głównie z zachodu
(z Korony Polskiej) i północnego-zachodu (z Litwy). Dla porządku trzeba też przyznać, że na ziemie te uciekało wielu przestępców z Polski i Litwy, którzy unikając kary chroniły się na bezkresnych stepach i w jarach „ukrainnych”.
Powstała w ten sposób mieszanka etniczna. Zaczął się tworzyć w tej mieszance język będący mieszanką mowy Rusinów, języka Polskiego i innych naleciałości. Dlatego dzisiaj wiele słów w języku ukraińskim brzmi podobnie do słów w języku polskim. Stąd większe podobieństwo ukraińskiego do polskiego niż rosyjskiego. Jednak ta mieszanka etniczna, która się wytworzyła, nie miała własnej świadomości (odrębności) narodowej. Byli częścią Rzeczpospolitej i było im z tym dobrze.

Nie można mówić, by Polska ich w tym czasie jakoś szczególnie uciskała. Tak samo były uciskane warstwy chłopstwa w całej Europie. Można raczej zaryzykować stwierdzenie, że w krajach Europy Zachodniej, a nawet w Polsce chłopi byli uciskani bardziej niż na ziemiach u kraju Rzeczpospolitej. I chyba dlatego, że tam ten społeczny ucisk był stosunkowo mniejszy wielu tam uciekało.

Lecz przyszedł czas, że Rzeczpospolita upadła. Nie będę tu analizował jak do tego doszło. Dość stwierdzić, że tereny dzisiejszej Ukrainy znalazły się na obszarze 2 ówczesnych państw: Rosji i Austrii. I właśnie Austria odegrała tu dużą rolę w stworzeniu Ukrainy, albo raczej Ukraińców. Monarchia austro-węgierska zgodnie z zasadą divide et impera, postanowiła stworzyć masę, która stanowiłaby przeciwwagę dla substancji polskiej w granicach cesarstwa. Polskie powstania przeciwko Rosji obserwowano w Wiedniu z niepokojem. I znaleziono na to sposób. Tak to zaczął powstawać nowy naród Europy: Ukraińcy.

Trzeba przyznać, że jest to stosunkowo młoda narodowość. Jej początki sięgają połowy XIX wieku. Jednak o jakimś konkretniejszym uformowaniu możemy mówić dopiero w początkach XX wieku. Dość wspomnieć, że twórcy ówczesnej literatury wywodzący się z nowo tworzącego się narodu ukraińskiego, tworzyli przeważnie po polsku lub niemiecku.
Dziecię to z natury rzeczy było przywiązane do swojego stwórcy dworu w Wiedniu. I kolejne lata, a w szczególności kataklizm Wielkiej Wojny pokazał, że wierność ta była niczym przysłowiowego psa. Gdy monarchia pod koniec wojny zaczęła się rozpadać, gdy poszczególne narody Cesarstwa odwracały się od Wiednia tworząc własne byty państwowe Ukraińcy stali murem przy tronie Franciszka Józefa. Pewnie głównym powodem było to, że np. Czesi mieli wcześniej swoją państwowość, tak jak i Węgrzy i wiele różnych innych nacji, które znalazły się w granicach Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Ukraińcy byli chyba jedynymi, których wcześniej nie było.

Zresztą „stara miłość nie rdzewieje”, umizgiwanie się Ukraińców do Wiednia trwa. Doszło nawet do tego, że stwórca swojemu zbudowanemu potworkowi nie odmawia różnych drobnych przyjemności. Dla uczczenia wiedeńskiej wiktorii z 1683 roku, postawiono w Wiedniu już 2 pomniki upamiętniające udział w bitwie kozaków (choć to bardziej Rusini niż Ukraińcy), których w wojskach Jana III Sobieskiego było aż 150 (czyli 2 promile w skali całej armii). Tu trzeba podkreślić, że kozacy, to raczej nie pojęcie określające narodowościowe, co raczej określenie wskazujące na zawód wykonywany.
Dlaczego kozactwo zrodziło się tam, a nie w innym miejscu; wyżej opisałem warunki na tamtym terenie dość korzystne dla takich tworów (struktur). Marnym pocieszeniem jest plan postawienia pomnika króla Jana III w tym roku, gdzieś na peryferiach Wiednia.

To co zostało pobudzone w Wiedniu kiełkowało i rozwijało się. Trzeba przyznać, że w warunkach wielokrotnie mniej korzystnych niż tworzenie się państw europejskich w średniowieczu. Istniejące wokół kraje miały tradycje swojej państwowości. Przede wszystkim posiadały swoje elity: arystokrację, szlachtę, elity naukowe czy gospodarcze (cokolwiek pod tym pojęciem będziemy rozumieć). Ukraińcy musieli to sobie dopiero stworzyć. Przykładem niech tu będzie hymn dzisiejszej Ukrainy: „Szcze ne wmerła”.

Ukraina (Jak dla mnie rzuca się tu w oczy podobieństwo do: Jeszcze Polska nie umarła).
Działacze ukraińscy od początku narzucili sobie szalone tempo budowy państwowości. Jednak nie wydaje mi się, by w tej materii dało się coś przyśpieszyć. To co u innych ewoluowało setki lat, działacze ukraiński chcieli stworzyć w lat kilka. I zatem nic dziwnego, że próba utworzenia państwa ukraińskiego w 1918 roku zakończyła się niepowodzeniem. Ziemie „ukrainne” znalazły się w granicach Polski (pierwotnego właściciela), a częściowo ZSRS. I tutaj koniecznie trzeba wskazać na różnice w traktowaniu Ukraińców.
W Polsce mieli swoje instytucje kulturalne, szkolnictwo etc. etc. W sowietach zgotowano im klęskę głodu na bezprzykładną skalę. Miliony zmarły, notowano przypadki kanibalizmu. Jednak dzisiejsi działacze ukraińscy, tak na Ukrainie jak w innych krajach wrzeszczą o tyranii jaka spotkała ich z polskiej ręki. O tym, że NKWD gnoiło ich na potęgę żaden się nie zająknie.

Zresztą dzięki swobodom jakie mieli Ukraińcy w granicach II RP świadczy np. frekwencja w ostatnich wyborach na Ukrainie (patrz załączona mapka). Na dawnych ziemiach II RP frekwencja ta jest wręcz olbrzymia w porównaniu do innych terenów. Różnica jest taka: za przestępstwa kryminalne popełniane w II RP – bojowcy OUN dostawali wyroki odsiadki, częstokroć wyroki śmierci zamieniano na odsiadkę. Za Zbruczem przestępstwo kradzieży koszyka ziemniaków z kołchozowego pola była karana najczęściej śmiercią (i wyroki przeważnie wykonywano natychmiast). W najlepszym razie winowajców wysyłano do łągrów, których żadną miarą nie można porównywać do polskich więzień. Nawet porównanie do ośrodka odosobnienia w Berezie Kartuskiej będzie dalece nieuprawnione. Łagry bardziej można porównać do KL Buchenwaldu czy KL Sachsenhausen.
Niestety lata II wojny spowodowały, że Ukraińcy sięgnęli w swojej walce po metody okrywające ich wieczną hańbą. Zamiast znaleźć inne metody, posunęli się do zbrodni. I zresztą są symptomy, że zbrodnia ta jest u nich żywa do dzisiaj (patrz sygnały ze wschodniej Ukrainy). W ten sposób na ludziach, którzy chcieli zbudować państwo ukraińskie legło piętno zbrodniarzy. Zresztą czemu się dziwić? Postawili w tym działaniu na konia, który też posuwał się do zbrodni. Mało tego, z drugim zbrodniarzem wszedł w sojusz.
Zresztą Niemcom Ukraińcy byli potrzebni tylko do wykonania mokrej roboty. Do dywersyjnego ciosu nożem w plecy wycofującym się polskim żołnierzom, którzy dążyli do stawienia oporu niemieckiemu agresorowi. Pewne symptomy pozwalają na stwierdzenie, że gdyby nie ukraińska rebelia i sowiecka agresja pewne szanse na zatrzymanie niemieckiej ofensywy były. Nie chcę tu dywagować czy były małe czy mniejsze, bo mogłoby się okazać w toku analiz, że byłyby całkiem
spore (szczególnie gdyby Francja wypełniła zobowiązania sojusznicze).

W tym miejscu proponuję się zatrzymać i przyjrzeć problemowi. Ukraińcy, którzy w Polsce mieli pełnię swobód, wielu zostało oficerami WP, zdradziecko odwrócili się od tej Ojczyzny, która ich nie traktowała jak bękarty i przybłędy. Stanęli po stronie zbrodniarza napadającego na wspólny dom. W imię interesów tego zbrodniarza popełniali okrutne zbrodnie. Wielką zbrodnią jest, gdy uczeń morduje swojego nauczyciela. I tak właśnie trzeba postrzegać mord na profesorach lwowskich uczelni. Jednak gdy zwyrodnialcom zamarzyła się samostijna Niemcy szybciutko ich zaaresztowali. Co prawda nie zrobili im jakiejś szczególnej krzywdy, ale dali czytelny sygnał: do mordowania Żydów i Polaków jesteście potrzebni, ale o czymś więcej nawet nie myślcie…

Zresztą w tym mordowaniu Ukraińcy okazali się dobrzy. Swoim okrucieństwem (często demonstrowanym) zadziwili i przerazili nawet swoich niemieckich mocodawców, którzy w tej materii przecież mięczakami nie byli. Skrzętnie wykorzystał to H. Himmler. Wykazał on troskę o psychikę SS-manów (Niemców) w załogach obozów zagłady. Dość szybko zrozumiał on, że psychika tych ludzi może zostać zwichnięta, a przecież mieli to być niemieccy mężowie, niemieccy ojcowie… Dlatego dość szybko zaczęto tworzyć ośrodki szkolenia jak ten w Trawnikach (na trasie Lublin-Chełm). Szkolono w nim ukraińskich SS-manów. M.in. na potrzeby obsad załóg obozów zagłady.
Niestety (dla tychże Ukraińców) do utworzenia państwa ukraińskiego i w tym momencie nie doszło. I całkiem dobrze, państwo budowane na zbrodni, będzie tą zbrodnią przepełnione. Na dalsze dziesiątki lat naród ukraiński musiał zapomnieć o niepodległości. Tyle, że kilka milionów więcej znalazło się w granicach ZSRS i pod jurysdykcją NKWD, która już wcześniej zademonstrowała, na jaką czułość, wobec Ukraińców ją stać. I znowu (co może brzmieć jak paradoks) Ukraińcy, którzy znaleźli się w Polsce, mogli się cieszyć swobodą i względnie dostatnią egzystencją (na tyle na ile było to możliwe w PRL). Przez ten czas wśród Ukraińców nie wykształciło się nic dobrego, wartościowego i szlachetnego. Byli planowo demoralizowani przez system komunistyczny. A nie posiadając żadnych elit, byli szczególnie mocno podatni na tę demoralizację.

Wydarzenia w Polsce, rozpad bloku komunistycznego i upadek ZSRS dał Ukraińcom kolejną szansę na niepodległość. I tym razem się niestety udało. Dlaczego niestety? A jak Ukraińcy byli do tego przygotowani? Czy mieli wykształcone grupy społeczne do zbudowania państwowości? Nie! Mieli tylko różnej maści zdemoralizowanych przestępców i innych degeneratów, którzy zbudowali twór o znamionach państwa. Twór oligarchiczny (a tu trzeba sobie uświadomić, że milionerami stali się tam z dnia na dzień ludzie, którzy nic nie mieli; jak prawie wszyscy w sowietach), twór do cna skorumpowany. Zresztą ci z Czytelników, którym było dane pojechać na Ukrainę po 1991 roku, wiedzą o czym piszę; Bo tu moje słowa potwierdza ukraińska rzeczywistość.

To co teraz dzieje się na wschodzie Ukrainy można było przewidzieć. Państwo zbudowane na zbrodni z niedalekiej przeszłości, nie odcinające się od niej, a tylko hołubiące te tradycje;, nie miało szansy na normalną egzystencję i rozwój; Dlatego my, Polacy, nie mamy powodów by się w tę awanturę angażować. Tym bardziej, że ci awanturnicy z rozbrajającą szczerością debila mówią nam wprost, bez ogródek, że mają do nas pretensje terytorialne. Co prawda wypowiadają przy tym takie brednie, że np. prastare ukraińskie miasto Kraków zostało oddane pod polską okupację przez Niemców. Niemniej roszczenia terytorialne mają, i nie doceniają tego, że ich twór o znamionach państwa powstał kosztem części naszego Państwa.

Wydarzenia z historii pokazują, że z tej strony musimy spodziewać się zagrożenia. I nie ma znaczenia, że twór, który prawdopodobniej rzuci się nam do gardła pewnie nie będzie miał szans powodzenia. Rzuci się nam do gardła, pokąsa dotkliwie i pewnie polegnie. Więc po co nam ryzykować pokąsanie?

krzysztof_gps


Tekst ten, którego tezy w swoich większych lub mniejszych fragmentach nie raz pojawiały się w moich wypowiedziach na temat historii, Polski, czy też powstania Ukrainy – w sposób jasny i zrozumiały, a także bardzo zwięzły wskazuje „jak to się stało”.

Nie wydaje się mi aby logika tej wypowiedzi, a także informacje z dziedziny historii na jakich oparto owe tezy były do podważenia przez kogokolwiek.
Wierzę, że tekst ów pomoże wielu osobom, które nie znają faktów, dowiedzieć się co nieco o sprawach tutaj opisanych.

O jednym z nich pisałem na stornie mojego prywatnego bloga: Jeden cytat, który niepokoi?- w obawie o Polskę i Polaków. Zapraszam do lektury uzupełniającej.

Piotr Szelągowski

Autor

Piotrek

Cóż, ten świat nie zawsze działa według norm, które zakładasz,że istnieją...? Co jest dobre co złe? Czy lepiej milczeć na ten temat, czy mówić? Zdecydujcie sami, ja już podjąłem decyzję.

4 myśli w temacie “Budowanie państwowości (nauka dla „ślepców”). Ukraina?”

  1. Prawda bywa gleboko skrywana – i to jest jeden z jej aspektow-twarzy – dlaczego ukrywa sie zbrodnie Ukraincow? Nacjonalistow? Na narodach swiata? w jakim cleu? co i kto chce – osiagnac tymi dzialaniami? Takie pytania powinnismy sobie stawiac.
    Dlaczego wychodzi nasze slowo w polsce po ukrainsku? i obrzuca blotem sprawiedliwych? dlaczego klamie? dlaczego nikt nic z tym nie robi? A potem tacy ludzie jak ten Marcin Rey nic nie wiedza o zbrodniach Ukraincow i pisza glupoty.
    Wojna jest zla – i oby do nas sie nie przywlokla przez ich starania…. UE glupia nie jest broni sie przed bezposrednim udzialem w tym konflikcie. Moze nas wystawia? Myslec myslec myslec – jak mowil kubus puchatek.

  2. Szczera prawda. Myślenie ma przyszłość. Ale odnoszę wrażenie, że u nas myślenie podąża niekoniecznie w słusznym kierunku…

  3. Nie bez kozery większość religii klasyfikuje kłamstwo jako grzech, również filozofie niereligijne klasyfikuję je negatywnie.
    Na kłamstwie nie da się zbudować zdrowej relacji międzyludzkiej. Także w stosunkach międzynarodowych, kłamstwo niczemu dobremu nie służy.
    Jednak ci, którzy mienią się politykami (choć jest to najczęściej określenie na wyrost, i niczym nie uzasadnione) – tej prostej zasady nie dostrzegają, a przede wszystkim nie rozumieją.
    Bo istotne jest zrozumienie. Nie sztuką wiedzieć jak coś jest zbudowane. Sztuką jest zrozumieć, dlaczego tak a nie inaczej jest to coś zbudowane.

Możliwość komentowania jest wyłączona.