Oto materiał, który pokazuje coś dziwnego – pomaga się humanitarnie żołnierzom walczącej strony…
„…premier Donald Tusk i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zadecydowali o udzieleniu „pomocy humanitarnej” armii ukraińskiej poprzez podarowanie jej 320 ton różnych produktów, wśród których znalazły się koce, materace, opatrunki itp. Świadomie piszę w cudzysłowie, bo jako wolontariusz, który od lat angażował się w organizację konwojów charytatywnych (w tym m.in. do Bośni, Czeczeni i na Ukrainę) pierwszy raz słyszę, że beneficjentami tej pomocy mają być nie bezbronni cywile dotknięci nieszczęściem wojny czy też uchodźcy wegetujących w obozach, ale żołnierze…”
O co tu chodzi? Czemu to ma służyć?
Pomoc powinna dotrzeć do cywilów obu stron, ale nie do uzbrojonych walczących sił.
Pomocy wymagają, kobiety, dzieci, chowające się po piwnicach Doniecka, narażone na śmierć czy rany w konflikcie zbrojnym tam trwającym. Nie pomaga się zbrojnemu ramieniu…
Czy ta pomoc jest kontynuowana?
Jeżeli tak, to znaczy, że angażujemy się w pomoc jednej ze stron. Uważam, że z taką pomocą powinniśmy się zdecydowanie wstrzymać. Na Ukrainie powinny pojawić się wojska rozjemcze – ONZ. Kontyngent międzynarodowy, Żaden inny.
Całość materiału, wypowiedzi i źródło cytatów ks Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego na stronie Pomoc dla wojska ukraińskiego, to nie pomoc humanitarna
Meritum:
„Jestem za pomocą humanitarną dla mieszkańców Ukrainy. Ale za tą pomocą prawdziwą, skierowaną do ludzie biednych, głodujących, chorych i niepełnosprawnych, ale nie dla wojskowych.
Tadeusz Isakowicz-Zaleski”
(Artykuł pochodzi z kategorii: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – felietony)


Najlepszy komentarz:http://wiadomosci.onet.pl/swiat/byli-pracownicy-wywiadu-usa-ostrzegaja-merkel-przed-blednymi-informacjami/x8jp3