Wczoraj po raz drugi słyszałem tą opowieść, tym razem nie na szybko. Spokojnie i ze szczegółami. Opowiadała córka osoby, która słyszała tą tę relację podczas wojny z ust Austriaka. Zszokowanego skalą i rodzajem zbrodni.

Pani Praksela Podleska pracowała na poczcie w Mogilanach pod Krakowem.
Jednocześnie była żołnierzem AK. Przechwytywała korespondencję oficerów wypoczywających tam na urlopach. Przechwytywała też liczne donosy. Jak mówi jej córka Krystyna, nie było tygodnia żeby ktoś nie donosił na sąsiada, że zabił świnię, że ukrywa Żydów, czy też przechowuje broń. Wiele z tych donosów dzięki pani Prakseli trafiało do kosza.
Na pocztę przychodzili też oficerowie będący na przepustkach frontowych, urlopach; wypoczywający w tej miejscowości.
Kiedy przychodzili sami, bez towarzystwa kolegów, często otwierali się przed pracownicą poczty, tym bardziej że, z racji jej tajnej funkcji ona sama im to ułatwiała jak mogła. Chciała wyciągnąć od nich informacje z frontu. W celach wywiadowczych.

Opowieść odnośnie tego, co działo się na wschodzie w 1943 roku bardzo głęboko nią wstrząsnęła. Opowiedziała to swojej córce jednak tylko raz i to z wielkim emocjonalnym wysiłkiem. Z kolei Pani Krystyna nie wracała do tematu, gdyż wizja tego co widział, jaką przedstawił austriacki oficer w służbie liniowej Wehrmachtu, była tak niewyobrażalnie straszna i okrutna, że dla osoby nawet z minimalną wyobraźnią mogła zostawić powód do głębokiej traumy… – sama opowieść…

A opowieść oficera Wehrmachtu, Austriaka, poprzedzona była jego wyznaniem, że nie widział nigdzie czegoś podobnego, i że boi się wracać na front tam…gdzie takie rzeczy się dzieją… Była to opowieść człowieka wstrząśniętego do granic możliwości ludzkiego pojmowania, tym co widział…
Mianowicie: Jego oddział (podczas prawdopodobnie akcji zabezpieczającej) wszedł do jakiegoś dworku na Kresach.
Tam zastał ich następujący, straszliwy widok: na stole odrąbane głowy dzieci i żony właściciela, a do drzwi przybity on sam, jeszcze żyjący ojciec i mąż; patrzący na głowy swoich pomordowanych bliskich… okrutna tortura (można się było jedynie domyślać na co musiał patrzeć) na stole resztki jadła (ponieważ banderowcy ucztowali miedzy odciętymi głowami) i spływająca krew ze stołu, mieszająca się z mlekiem i resztkami jadła…

Szok. Szok i dla niego i dla tych wszystkich, z którymi dzielił się tą opowieścią. Nie mamy już niestety, możliwości dokładniejszej weryfikacji. Może byłaby szansa dowiedzenia się kim był ten oficer, jego stopnia, jeszcze kiedy żyła matka Pani Krystyny, ustalenia chociażby daty tej opowieści, zlokalizowania urlopowanych w tym czasie oficerów Wehrmachtu, Austriaków. Dotarcia do nazwy jednostki i jej szlaku bojowego. Tym samym określenia z dużym prawdopodobieństwem gdzie widział tą straszną scenę…
Niestety.
Tak wielu świadków zmarło. Każdego dnia odchodzi ktoś kto coś wie, coś widział, słyszał. Zabiera to bezpowrotnie do grobu. Róbmy wszystko aby ocalić jak najwięcej od zapomnienia. Jest to apel do Was wszystkich. Tak aby był to las dowodów zbrodni. Aby dowody, te relacje, były też i kamieniem na pomniku dla ofiar zbrodni, nierzadko tak strasznie cierpiących przed swoją śmiercią. Tylko dlatego, że były niewłaściwej narodowości… Lub też ożenili się lub wyszli za mąż za Polaków. Dlatego cierpieli i ginęli…

Relacje te są i będą niezaprzeczalnym dowodem męki naszego narodu.
Tak jak i innych narodów podczas tej minionej pożogi wojennej. Dlaczego jednak nie możemy mówić właśnie o tej zbrodni? Może mniejszej niż holokaust Żydów, jednak o wiele okrutniejszej…
TO cel który nam przyświeca; mi, księdzu, innym…: od lat apeluje ksiądz Isakowicz: o zapisywanie relacji, o upór w ich zbieraniu, być może nawet wbrew świadkom, im samym, tym którzy to widzieli, którzy to przeżyli. Którzy nie chcą wracać myślami do tego strasznego czasu…
Co nam zostaje? CO nam zostanie po śmierci tych osób?
Pani Ewa Siemaszko wielokrotnie podkreślała, że danych nie ma z większości zniszczonych polskich wsi na Wołyniu. Albo nikt nie ocalał, albo trauma jest zbyt wielka…

To powinien być cel nas wszystkich. Cel, który już niedługo się zdezaktualizuje…
Ponieważ odejdą ostatni świadkowie…

TO apel do Was wszystkich – zbierajcie relacje…Dopóki jest od kogo…

Piotr Szelągowski

Linki:
O martyrologii dzieci na Kresach

Relacja Świadka z Pociągu – Wołyńska Prawda.

Relacja Pani L.

Wspomnienie o Kresowiaku – Józef Sawicz

Ostrówki