„Deputowany Parlamentu Paweł Kowal spotkał się w charkowskim więzieniu z Julią Tymoszenko. O widzenie zabiegał od niemal 3 tygodni.” Dlaczego tak zabiegał? W końcu ma wybitnie dobre stosunki z prawą nacjonalistyczną częścią polityków ukraińskich silnie wspierających takie ruchy, lub wprost należących do partii reprezentującej nacjonalistów „Swobodę”.
Cytat na początku wpisu ze strony Interii: O czym Paweł Kowal z PJN rozmawiał z Julią Tymoszenko?
Komentarz Polki z Ukrainy na to spotkanie:
„Mnie tu przepraszam krew zalewa, jacy Polacy są. Im plują w twarz, a oni wycierają i mówią, że to deszcz.
A teraz Paweł Kowal wielki eurodeputowany od Polski też gloryfikator Bandery pojechał na spotkanie gloryfikatorki Bandery do Charkowa do Julii Tymoszenko. Kto go wybrał? Czyje interesy on pilnuje? Dlaczego nie przyjedzie do Lwowa obstać za Polaków?”
Czy tutaj należy coś specjalnie dodawać? Wydaje się ze najlepszym komentarzem jest wypowiedź naszej rodaczki na Ukrainie…
Całość listu: List z Ukrainy

Zszokowałem się dosłownie – i to jest polski polityk? odwiedzający prawomocnym wyrokiem skazaną za malwersacje i nawołujący do jej wypuszczenia? Niesamowite…
do Lwowa to by pewnie przyjechał, ale wątpię aby wspomóc Polaków, raczej żeby złożyć kwiaty pod pomnikiem Stepana Bandery
takie spotkania z jedną z czołowych gloryfikatorek banderowskich ludobójców pokazują prawdziwe antypolskie oblicze solidarności, bo czy w czasie swojej pracy w solidarnościowym rządzie AWS/UW albo kiedy był członkiem PiS reprezentował inne poglądy?